05.
Rodzinne obiady były dla niej istną katorgą, zwłaszcza od kiedy wprowadziła się do własnego mieszkania i w końcu nie musiała stwarzać tych wszystkich, wymuszonych pozorów, które były od niej oczekiwane. Powinna być do tego przyzwyczajona, mówiła wyuczone kłamstwa, aby tylko zaspokoić ciekawość, ładnie się uśmiechała i przytakiwała na kolejne, zadawane pytania, chociaż myślami zazwyczaj była gdzieś daleko. Ciągłe pytania o jej przyszłość, naukę i plany, były zbyt męczące, nawet i dla blondynki. Czuła, że wysysają z niej całą energię, nie wspominając już o dniu, który z góry był skazany na porażkę. A właśnie dzisiaj, nadszedł ten dzień.
Od samego rana chodziła w niezbyt dobrym humorze. Przejrzała kilka, jak nie kilkanaście sukienek, aby móc się w końcu ubrać i w międzyczasie zamówiła taksówkę na umówioną godzinę. Tym razem, postanowiła się nie spóźnić, co miała w zwyczaju, a im szybciej pojedzie, tym szybciej te przedstawienie się skończy i będzie mogła wrócić do swojego codziennego, normalnego życia. W głowie miała już ułożony cały plan, który miała zamiar wcielić zaraz po dotarciu do domu.
W trakcie doprowadzania się do idealnego wyglądu, popijała kawę, aby się rozbudzić, chociaż najchętniej wróciłaby do łóżka i odespałaby nieprzespaną wcześniej noc. Makijażem zakryła wszelkie ślady niewyspania i powoli wstała z miejsca, leniwie się przeciągając. Godzina do wyjścia zbliżała się nieubłaganie, gdy założyła na stopy buty i włożyła do torebki telefon wraz z pomadką — dwie rzeczy, bez których nie ruszała się z domu. Przejrzała się jeszcze w dużym lustrze, wygładzając dłonią materiał spódnicy i wyszła z mieszkania, przyciskając na korytarzu przycisk windy. Tym razem, nie czekała zbyt długo i już po chwili, weszła do środka, całkowicie ignorując mężczyznę, który jak nie trudno było się domyślić, zapewne był jej sąsiadem i również zjeżdżał na sam dół. Spojrzała tylko na wyświetlacz z przyciskami, który wskazywał miejsce ich zatrzymania i ze zniecierpliwienia przejechała długimi paznokciami po metalowej barierce za sobą.
Właśnie teraz, powinna być już na dole i wsiadać do taksówki, kiedy los paskudnie sobie z niej zadrwił. Winda, która dotychczas zjeżdżała na dół, nagle się zatrzymała pomiędzy kolejnymi piętrami, pozostawiając wciąż zamknięte drzwi.
— Nie — powiedziała sama do siebie i pokręciła z niedowierzaniem głową. Takie rzeczy, mogły zdarzać się innym osobom, ale na pewno nie jej, kiedy pierwszy raz od dawna, nie chciała się spóźnić. Nacisnęła przycisk oznaczający parter z naiwną nadzieją, że winda nagle ruszy, ale nic takiego się nie wydarzyło. Kilkukrotnie przeklęła w myślach i dopiero teraz, spojrzała na mężczyznę, z którym tutaj utknęła.
— Chyba utknęliśmy — zauważyła niezbyt błyskotliwie i cicho westchnęła, wypuszczając powietrze spomiędzy lekko rozchylonych ust. Nawet Missy, nie wpadłaby na taki pomyśl, żeby spóźnić się przez zatrzaśnięcie w trakcie zjeżdżania windą. Takie rzeczy, zdarzały się najcześciej w filmach, nie w jej życiu, to było wręcz nieralne. — Potrafisz to jakoś... Nie wiem. Naprawić? Wezwać pomoc? — spytała, zatrzymując wzrok na ciemnowłosym mężczyźnie. Oparła się plecami o chłodną ścianę i starała się zachować spokój, nie pozwalając aby pojawiła się panika, chociaż mogła to być tylko kwestia czasu. A jeśli pomoc się nie pojawi? I nagle zabraknie im tlenu? Albo co gorsza, winda gwałtownie ruszy i oboje spadną na dół?
Francis Harrison




