33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

Najwidoczniej Seth miał rozgardiasz we własnej głowie, zamiast postawić wtedy sprawę jasno, wolał zagrać dość nieczysto. Pod tym względem Billy był dość uczciwy, nie potrafił mówić Brooks pięknych słówek, jeżeli nie miał całkowitej pewności, że tak czuje. Ranił ją, swoją blokadą emocjonalną, ale nigdy jej nie okłamywał. Okazywał bardziej wszystko gestem niż pięknymi litaniami, które chciała słyszeć. Teraz również nie mógł jej zawieść, pozwolić na to, aby doszło do tragedii przez jej brak jakiejkolwiek asertywności oraz cholerną podatność na zło. Każdy na tym świecie potrzebuje chociażby chwili spokoju, Victoria obecnie szczególnie, dlatego Moore miał zamiar jej dać upragniony spokój. Również nie uśmiechało mu się ładować ukochanej do ośrodka, gdzie terapia... Będzie dość bolesna, jednak powoli nie widział dla niej innego wyjścia, to zaszło stanowczo za daleko. Jej rozpoznawalność mu nie przeszkadzała, ale czasem zauważał, jak mocno ją to przytłacza, kiedy na mieście wytykali ją palcami. Wystarczał wzrok Billego, aby odgonić natrętów. Dla niego była po prostu Vi, jego Małą, nie potrzebował sławnej Victorii Brooks.
-Dasz radę, nie z takich rzeczy wychodziłaś obronną ręką. Koniec z kłamstwami, to jedyne, co musisz mi obiecać.- spojrzał na nią poważnie, ponieważ to jedyne czego wymagał od niej. Mógł znieść momenty słabości, wracanie do nałogu, pomagałby jej, ale musiała stawiać sprawy jasno. Tyle lat siebie wzajemnie nie okłamywali, nie pozwoli zaprzepaścić tego z dnia na dzień.
-I powiem później dokładnie to samo, nie zmieniam zdania.- zapewnił ją, ponieważ już teraz mógł przysiąc, że nie zależało mu na przedłużeniu rodu, a głównie na swojej wybrance. Jeśli będzie chciała rodziny to znajdą jakieś rozwiązanie... Nie znał się na tym szczególnie, ale czasem słyszał rozmowy znajomych na ten temat, na pewno istniała jakaś odpowiednia opcja.
-Jeżeli nie znajdziesz w sobie siły, aby uporać się z tym sama... To będziesz musiała tam wrócić, nie będzie innej opcji.- westchnął ciężko, nie chciał, aby cierpiała, jednak nie było innego sposobu. Ostatnim razem oddawał ją tam z ogromnym bólem serca, czego może nie było widać po nim...
-Chwaliłem się tymi, które są przeznaczone dla oczu innych.- zaśmiał się, wywracając oczami. -Widziałem go w stanowczo gorszych stanach niż on Ciebie więc nie musisz się przejmować... Ale spakujesz mnie w razie czego do walizki? Nie jestem dobry w związkach na odległość.- puścił do niej oczko, a potem przytulił ponownie mocniej do siebie. -Musisz coś spróbować w siebie wmusić Vi, chociażby jakieś płyny.- pokiwał głową, jej organizm musiał się czymkolwiek pożywić.
-Wiesz, że dopiero co wyszedłem spod prysznica? Niech będzie... I wrzucę to badziewie.- westchnął niby ciężko. Nigdy nie była i nie będzie dla niego laleczką, nie widział w niej jedynie ładnej buzi, kogoś, kogo można sobie ustawiać wobec własnego upodobania. -Z Gregiem policzę się później, obiecuję.- chociażby miał zaryzykować służbę... Rozliczy się z nim. Wyciągnął z jej szuflady dwie kule do kąpieli, potem je sprawnie odpakował i wrzucił do wanny, która powoli się napełniała. -Dlatego to ja ustawiłem temperaturę, poza pracą nie potrzebuję poparzeń.- zaśmiał się pod nosem, a potem ponownie się przy niej znalazł. -Mam Ci się pomóc rozebrać?- zapytał z łobuzerskim uśmiechem, starał się jej dawać normalność. -b]Dodatkowo... Jeśli będziesz grzecznie unikać narkotyków to... Wyjedziemy gdzieś odpocząć, zabiorę Cię na wycieczkę.[/b]- zaproponował, uśmiechając się nieco szerzej.

Victoria Brooks
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

Nawet ona zdawała sobie sprawę, że czyny były ważne. Billy na każdym kroku pokazywał jej, że była dla niego wyjątkowa, ale ona chciała jakoś nazwać ich relację. Słowa również miały dużą wagę, a ona ich pragnęła. Nie chciała się domyślać kim dla niego była. Potrzebowała tych dwóch słów, żeby pójść naprzód. Tak długo szukała substytutu, kogoś kto zastąpi jej to czego on nie mógł jej dać. Nie rozumiała tego, czemu pomimo czynów nie potrafił wyznać jej uczucia. Bezczynnie obserwował jak wchodziła w kolejne związki, nie zdając sobie sprawy czy nie straci jej nie zawsze. Nie była w stanie zrozumieć tego, jak mógł obserwować to wszystko z boku. Co zrobiłby gdyby oznajmiła mu, że bierze ślub? Że zakłada z kimś innym rodzinę? Teraz jednak te myśli nie miały żadnego znaczenia, bo była szczęśliwa. Uszczęśliwił ją dwoma słowami, które choć były wypowiedziane w kłótni, to miały wielką wartość. Jak to romantyczna dusza, inaczej wyobrażała sobie tą chwilę, ale gdyby tylko była w stanie to rzuciłaby mu się na szyję i całowała do upadłego.
- Ja.. Postaram się, ale nie mogę ci tego obiecać. Wiesz jak działa wtedy umysł. Ja nie jestem wtedy sobą. – powiedziała cicho. Chciałaby mu powiedzieć, że więcej go nie okłamie, ale gdyby znowu w to wpadła.. Nie była w stanie przewidzieć do czego będzie zdolna, żeby przyjąć w siebie kolejną dawkę. Tak długo już była czysta, a tym razem było inaczej. Potrzeba była większa, a ona był cieniem samej siebie. W tej chwili jeszcze jakoś sobie radziła, chociaż ledwo ruszyła się sama. Nie wiedziała co będzie za kilka dni, gdy będzie kombinować na wszelkie sposoby.
- Czasem ci się zdarza… A tu rozmawiamy o przyszłości. Wiesz, że dzieci to ważny dla mnie temat. Nie jest mi przykro, że nie mogę mieć dzieci. Gdybym była z kobietą i tak zostałaby nam adopcja lub zapłodnienie In Vitro, ale boli mnie, że ktoś odebrał mi wybór. Nie chce ci tego odbierać Billy, bo jestem zepsuta… - wyszeptała i spojrzała na niego ze łzami w oczach. Czuła się przez to wybrakowana. Jakby nie była kobietą. Ubodło to bezpośrednio w jej pewność siebie i dobre samopoczucie. Szczególnie, że usłyszała te wyniki sama, bo wstydziła się poprosić kogoś by przeszedł ten etap z nią.
- Wysyłałam ci takie? – kącik ust drgnął ku górze. Może nie wysyłała mu nagich zdjęć, bo bała się, że ktoś jej włamie się na urządzenie, ale zazwyczaj podsyłała te z podtekstem. Jeśli chodziło o odważniejsze to Billy nie raz mógł się zdziwić, gdy wchodził w galerię, kiedy ona cudem dorwała się do jego urządzenia. – Ah czyli teraz jesteśmy w związku? Nie zapytałeś mnie, a nawet w szkole dostałam kartkę z zapytaniem i prośbą by zaznaczyć odpowiedź! – droczyła się z nim, bo już w momencie gdy tylko z jego ust wyszło wyznanie miłości, to już planowała ich wspólną przyszłość. Którą już od dawna miała zaplanowaną w ich przypadku. Choć trzymanie się tych planów nie szło jej dobrze, bo była zbyt spontaniczna, żeby przewidzieć co jej umysł zaplanuje za miesiąc.
- Prysznic to nie kąpiel. Zresztą taka twoja praca, musisz mnie obronić przed utonięciem. Różne rzeczy się zdarzają. - oparła swoją głowę na kolanach, które podciągnęła do góry i uśmiechnęła się, choć ten uśmiech nie trwał długo. – Nie. Zostaw to Billy. Greg to mój problem i nie chcę byś w to się wtrącał. Możesz mieć przez to tylko problemy. – westchnęła i wbiła w niego uważne spojrzenie. Obserwowała jak wrzucał do wanny dwie kolorowe kulki i poprawiła się na krześle, gdy podszedł do niej.
- Czyli będzie zimna? To tym bardziej potrzebuje towarzystwa, żeby ktoś mnie rozgrzał. – spojrzała w jego oczy i powoli uniosła ręce do góry, żeby pomógł jej pozbyć się koszulki, w której spała. Była zła na siebie, że była taka słaba i nie radziła sobie z tak prostymi czynnościami. – To co zafundujesz mi teraz striptiz? Nie patrz tak na mnie, to mogłoby być ciekawe! Masz w końcu te strażackie kocie ruchy – zaśmiała się delikatnie, a gdy obiecał jej wycieczkę to miał już całą jej uwagę. – Wycieczkę? Ja wybieram? Kiedy? Ile muszę być trzeźwa? – Kolejne pytania wychodziły jej z ust, gdy Billy pomagał jej wejść do wanny. Powoli oparła się o jego tors i związała włosy w niedbałego koczka gumką, którą miała na nadgarstku. Z fascynacją obserwowała jak brokat mienił się w kolorowej wodzie. Było przyjemnie. Czuła jak mięśnie odprężały się pod wpływem ciepłej wody, a jej dłoń mogła powoli przesuwać się po nagiej skórze na jego udzie.
- Czyli znowu mogę okupować twoją sypialnie? – tak jakby dalej tego nie robiła. Nawet gdy byli tylko przyjaciółmi, to jej rzeczy walały się po całym domu. Gdy był w związku starała się jak najwięcej rzeczy pozabierać, ale była niczym huragan. Zręczne oko wszędzie mogło uchwycić pojedyncze rzeczy, które należały do niej.
Billy Moore
i wanna be where people are
33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

Nie potrafił, zwyczajnie nie potrafił. Może gdyby jej powiedział, jak się czuł po śmierci ojca, co na niego spadło... To łatwiej byłoby Vi zrozumieć. Jednak Moore nie bywał wylewny, a niektórych szufladek w swojej głowie zwyczajnie nie otwierał. Mieli ustalone zasady, nie przekraczają pewnych granic, kiedy są w związkach, brzydzą się zdradą. Pewnie dlatego, jeśli by znalazła sobie kogoś z kim ułożyłaby sobie życie to on... Zwyczajnie stałby z uśmiechem, będąc przy niej, jako przyjaciel. Zdusiłby w środku uczucia, które tyle lat próbował zrozumieć. Nie wchodziłby jej w drogę, nie utrudniał wszystkiego. Pewnie zrobiłby z siebie podświadomie męczennika, nie potrafiąc z nikim zbudować czegoś trwałego. Może nie było w tym sensu, ale on widział w tym wszystkim większe znaczenie. Teraz pomimo braku siły, uzyskał cudowną reakcję, zauważył, jak momentalnie w jej oczach pojawiają się dawne iskierki.
-Na jakiś czas będę przy Tobie bez żadnej przerwy, będę mógł mieć Cię na oku... Dopóki nie będziesz na tyle silna, aby mówić tylko prawdę.- oznajmił, nie przyjmował żadnego sprzeciwu. Ogarnie to wszystko z pracą, ma bardzo wyrozumiałego kapitana, który potrafił przyjąć różne życiowe sytuacje. Raz już to z nią przeżywał, pomagał również wyjść z nałogu Bradleyowi... Wiedział, czego może się spodziewać i zdawał sobie sprawę z tego, że najgorsze dopiero przed nimi.
-Nie chcę więcej słyszeć, że jesteś zepsuta.- wbił w nią poważne spojrzenie. -W tej kwestii nie zmienię zdania. Jeszcze nic nie jest stracone, trzeba jeszcze odwiedzić innych specjalistów, dowiedzieć się więcej... Może jednak wybór nie został Ci odebrany.- niektórzy lekarze stawiali podejrzenia diagnozy, inaczej zerkali na badania. Moore wolałby się upewnić jeszcze u innych profesjonalistów, żeby mieli maksymalną pewność.
-Zdarzało Ci się, wszystko w granicach rozsądku.- zaśmiał się, pewnie chętnie przyjąłby te bardzo odważne dzieła, ale nie mogli ryzykować, że ktoś mu się włamie do telefonu i puści wszystko w obieg. -A nie nazwałaś mnie przed chwilą swoim chłopakiem? Myślałem, że już zadecydowałaś.- odpowiedział, drocząc się z nią nieco. O dziwo Billy również wybiegał w przyszłość, nie chciał kazać jej czekać kolejnych sześciu lat. Zasługiwała na znacznie więcej od niego, niż dostawała dotychczas.
Wywrócił jeszcze oczami, a potem westchnął ciężko, kiedy wspomniała o Gregu. On już zdecydował, nie miał zamiaru popuścić, czeka go przynajmniej rozmowa z delikwentem. Musiał wyrazić się dostatecznie jasno, żeby więcej się nie zbliżył do Brooks.
-Będzie ciepła, nie w temperaturze piekła.- zaśmiał się głośniej, ale posłusznie zaczynał ściągać z siebie koszulkę, którą miał na sobie. -Musisz być bardziej przekonująca, żeby dostać striptiz.- pokręcił głową, pomagając jej wejść do wanny. -Wybierasz, kiedy tylko chcesz, trzeźwa co najmniej miesiąc.- odpowiadał na wszystkie pytania, których miała, jak zwykle milion, wyskakiwały z jej słodkich ust z prędkością strusia pędziwiatra. Zajął wygodne miejsce w wannie, przyciągając ją do siebie, przesuwał delikatnie opuszkami palców po jej skórze.
-Możesz, chociaż nigdy tak właściwie nie przestałaś.- złożył delikatny pocałunek na czubku jej głowy.

Victoria Brooks
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

Victoria miała to do siebie, że po niej wszelkie emocje było widać. Gdy była szczęśliwa, wszędzie było jej pełno, a w jej oczach migotały radosne iskierki. Gdy była smutna, zaszywała się w swoich czterech ścianach z pudełkiem lodów i zamulała. Rzadko się złościła, a nawet gdy się już to zdarzyło, to szybko jej przechodziło. Każda emocja wręcz z niej się wylewała. Każda myśl prędzej czy później ujrzała światło dzienne. Nie rozumiała tego, że ktoś nie czuje potrzeby uzewnętrzniania się. Wiedziała, że Billy stracił ojca i że było to dla niego ciężkie przeżycie. Nie wiedziała tylko jak bardzo to na niego wpłynęło i jego postrzeganie uczuć. Gdyby tylko wiedziała pewnie mniej naciskałaby na pewne wyznania, ale i tak gdzieś oczekiwałaby ich, bo tego potrzebowała. Usychała i miotała się, gdy nie wiedziała w jaki kierunku szła dana relacja. Przez te sześć lat zrywali i na nowo się schodzili, bo ona miała potrzebę, której on nie mógł zaspokoić, a ona wracała bo i tak go kochała i liczyła, że tym razem będzie inaczej. Próbowała wiele razy kimś go zastąpić. Szukała prawdziwego uczucia licząc, że tym razem się uda, aż wszystko oddała i nadzieja w niej zgasła.
- Nie będę wtedy miła Billy. Będę szaleć, płakać, przeklinać cię i próbować uciec… - nie musiała mu tego tłumaczyć, bo był za pierwszym razem przy niej, gdy odstawiała narkotyki. Tyle, że wtedy spędziła ten czas w ośrodku, a teraz chciała sama zmierzyć się z tym bólem. W tej chwili jeszcze nie odczuwała skutków odstawienia. Całkiem możliwe, że narkotyk jeszcze działał w jej organizmie, ale za kilka dni…
- A jak dostanę tylko złudną nadzieję? Nie wiem czy kolejny raz to przetrwam. – wyszeptała, bo naprawdę nie miała już siły na nic. Miała wrażenie, że całe jej życie było przewrócone do góry nogami, a ona błądziła szukając wyjścia z tych sytuacji. Nawet nie wiedziała czy była w stanie to przetrwać. Bolało ją to, że nie mogła lub miała utrudnione zajście w ciąże. Było to jak jątrząca się rana, która ciągle dawała o sobie znać.
- Masz mnie – uśmiechnęła się delikatnie, bo miał rację. Już zdecydowała, a Billy swoim wyznaniem uczuć podpisał ten pakt z nią i teraz był skazany na jej towarzystwo. Mogła czekać teraz i kolejne dziesięć lat na kolejny etap związku. Ważne było to, że powiedział jej, że ją kochał. Przyznał, że darzył ją większymi uczuciami, a nie że była tylko kolejnym przystankiem.
Nie było sensu poruszania tematu Grega dalej. Brooks nie potrafiła mu się przeciwstawić. Zdawała sobie sprawę, że ta relacja była toksyczna, ale nigdy nie umiała tego zerwać. Była zbyt słaba w konflikty, a on nic sobie nie robił z jej słabych słów. Skutecznie uzależniał ją od siebie, a ona była bezradna. Nawet teraz nie potrafiła tego zakończyć. Wystarczyłby jeden telefon, żeby wstała i wyszła, bo jej organizm wiedział co na końcu tej drogi czekałoby na nią. Co on jej dałby.
- Nie jestem przekonująca, żeby dostać striptiz? Poczekaj tylko jak wrócę do formy. Będziesz pragnął, żebym zostawiła Ciebie i Twojego przyjaciela, chociaż na chwilę. – zaśmiała się delikatnie i spojrzała na jego palce, które muskały powoli jej skórę. Złe wspomnienia, a raczej ich strzępy napływały do jej umysłu. Wbiła paznokcie w jego skórę i odetchnęła głęboko, próbując czerpać z tej chwili tylko przyjemność.
- Miesiąc… - w tej chwili wydawało jej się to niemożliwe. Nie wiedziała co będzie jutro, ale… Jej umysł już planował gdzie mogliby pojechać. Na ustach zagościł cwany uśmieszek, gdy do niego powoli się odwróciła – Szykuj się na wyjazd swojego życia Moore. Będzie epicko! Nawet już wiem gdzie, ale ci nie powiem, bo to będzie niespodzianka! W życiu się nie spodziewasz, że akurat tam! Będę musiała wykorzystać kilka kontaktów, żeby załatwić kilka rzeczy, ale… Potrzebuje do tego telefonu.. – a samo odblokowanie tego urządzenia przyprawiało ją o zawrót głowy. Ilość powiadomień była zastraszająca, a ich treść… W ostatnim czasie niezbyt miła.
- Przestałam w momencie, w którym po raz kolejny zabrałam z twojej sypialni swoje rzeczy. Ostatnio nawet nie nocowałam u Ciebie. Wypraszam sobie te insynuacje. Jestem grzeczną dziewczyną, która w życiu nie okupuje czyjeś sypialni póki z tą osobą nie jest w związku. – przycisnęła swoje pośladki do jego ciała i musnęła ustami jego szyję. Teraz zamierzała okupować więcej niż tylko jego sypialnię.
Billy Moore
i wanna be where people are
33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

Jej oczy nigdy nie były w stanie go okłamać, widział w nich wszystkie prawdziwe emocje. Dlatego podczas spotkania na jachcie, postanowiła je schować za soczewkami. To już o wiele bardziej wysublimowany rodzaj kłamstwa, którego by się po niej nie spodziewał. Jednak to już nie jest ważne, przetrawi to wszystko, wybaczy... Tak, jak ona nie raz wybaczała jego przewinienia. Nie potrafił przez sześć lat dać jej tego, czego potrzebowała najbardziej - słownego zapewnienia, deklaracji uczuć. Od pewnego czasu zaczynało się to w nim coraz mocniej kotłować, ale nie chciał wchodzić między nią, a nowego partnera. Z nikim nie stworzył czegoś takiego, co stworzyli razem. Pewnie dlatego tak chętnie wracał do niej, a ona do niego. Próbowali znaleźć namiastkę ich relacji w innych partnerach, partnerkach... Jednak to nadal nie była Victoria Brooks, ani Billy Moore. Poza tym ubieranie twarzy kogoś innego na nową osobę w związku, było po prostu niesprawiedliwe. Dlatego każda relacja Billego się kończyła po jakimś czasie... Poza tym nie potrafił być taki, jak się od niego wymagało. Brooks o tym wiedziała i nigdy nie wymagała czegoś mocno pod siebie, chociaż dla niej był w stanie się dopasować. Dzięki niej był o wiele bardziej łagodny w obyciu niż lata temu.
-Wiem, to nie jest nasz pierwszy raz. Jestem przygotowany na wszystko.- zapewnił ją, jeśli będzie bardzo źle i nie pomoże jej to wtedy faktycznie pojadą do ośrodka, jednak mogli spróbować sobie jakoś z tym poradzić. Przeżywał już syndrom odstawienia z nią, przyjacielem, a kiedyś nawet z samym sobą, kiedy postanowił spróbować towaru, który rozprowadzał jako młodziak. Cóż, w jego przypadku wszystko skończyło się więzieniem, co jak widać pozytywnie zadziałało.
-Już nie będziesz sama, przetrwamy to.- nigdzie się nie ruszał, miał zamiar jej to okazywać na każdym możliwym kroku. Skoro już przyznał się do swoich uczuć to nie pozbędzie się go tak łatwo. Wiedział, że będzie miała jeszcze mnóstwo niepewności, jednak zawsze bywał jej głosem rozsądku. Poza tym mocno wierzył w to, że ktoś postanowił błędną diagnozę. Zaśmiał się tylko pod nosem, słysząc jej odpowiedź. Jeśli chodzi o Grega... Tym razem nie miał zamiaru posłuchać, spotkanie było nieuniknione, może w końcu przestanie być pasożytem i żerować na Brooks.
-Trzymam za słowo.- uśmiechnął się lekko, chociaż nie zależało mu jedynie na tym. Chciał przede wszystkim, żeby wróciła do formy, poczuła się lepiej i zapomniała o tych wszystkich okropnościach, które ją spotkały. -Miesiąc, bez żadnych negocjacji.- pogroził jej jeszcze niby, a potem zaczął się śmiać pod nosem. -Tylko, żebym wrócił w jednym kawałku, bo kolejnego urlopu zdrowotnego nie dostanę.- pokręcił tylko głową. -Dostaniesz telefon, ale na razie sobie odpuść, zdążysz wszystko załatwić.- dodał jeszcze, przymykając na moment powieki i opierając się wygodniej o wannę.
-Jeśli sprawdzisz szafkę nocną to w szufladzie nadal leżą Twoje rzeczy, mijasz się z prawdą Brooks.- spojrzał na nią rozbawiony, przesuwając delikatnie palcami po jej karku.

Victoria Brooks
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

Zaproszenie na Jacht Billego z jej strony było lekkomyślne. Cudem uniknęła wtopy, która mogła z łatwością przeobrazić się z miłego spotkania w czwórkę, w srogą kłótnie. Gdyby nie te głupie soczewki, wyczytałby z jej oczu wszystko. Zamglone spojrzenie od alkoholu, który skutecznie przytępiał jej zmysły. Rozszerzone źrenice od narkotyków, które mobilizowały jej ciało do ruchu. Miałby jej kłamstwo podane na tacy, ale ona zbyt wiele razy wbijała się w jakąś rolę, żeby nie znać tych drobnych sztuczek. Jako aktorka znała wiele tricków, ale dotychczas nie musiała ich stosować na nim. Bo nawet w tłumie gdy było źle, uśmiechała się szeroko, ale pokazywała mu na swój sposób, co czuła w danej chwili. Tylko on umiał to rozgryźć.
- Mam przeczucie, że tym razem jest gorzej. Miesiąc… - spojrzała na niego sceptycznie, bo nie była pewna czy tym razem przetrwają tą burzę w postaci Victorii Brooks. Zbyt bardzo wpadła w pułapkę uzależnienia i wystarczył jeden moment zapomnienia, żeby znowu weszła w to gówno. Nie ufała sobie. Jej silna wola leżała i kwiczała z boku, a Billy nie miał jak być przy niej przez cały czas. A ona nie wiedziała ile tym razem to potrwa.
- Przetrwamy – powtórzyła za nim niepewnie. Czuła się bezbronna w obliczu własnych emocji, ale wiedziała że mogła mu zaufać. Zawsze był przy niej, gdy tego potrzebowała. Nawet gdy musiał wbić się w ten przeklęty garnitur na MET Galę i zostawić swoją ukochaną czapkę z daszkiem w domu.
Wiedziała, że temat ciąży nie będzie dla niej prosty. Zależało jej na macierzyństwie i całej tej otoczce, pójścia na przód. Nie chciała stać w miejscu, dlatego tak bardzo zależało jej na deklaracji z jego strony. Teraz mogła spać spokojnie. Nie oczekiwała zaręczyn i nie zamierzała na nie naciskać. Mogła na niego czekać teraz nawet latami, bo wiedziała że ją kochał. Powiedział to, a on nie rzucał słów na wiatr.
Wizja wycieczki, w tej chwili podniosła ją lekko na duchu. Uwielbiała podróżować i odwiedzać nowe miejsca. Zawsze wszędzie było jej pełno, a podróżowanie dawało jej tyle nowych możliwości! Gdyby tylko mogła, to żyłaby na walizkach. Chociaż podejrzewała, że po roku ten tryb życia znudziłby się jej i poszukiwałaby stabilizacji, której zawsze pragnęła.
- Za kogo ty mnie masz? Wyglądam ci na kobietę, która aż tak kocha adrenalinę, żeby zaryzykować swój wygląd? To ciało samo na siebie zarabia Panie Moore. – zachichotała, gdy uzmysłowiła sobie jak dwuznacznie mogło to zabrzmieć. A prawda była taka, że kochała adrenalinę, ale w małych dawkach. Obozy przetrwania nie były dla niej. Tak samo eksploracja ciasnych jaskiń i wszystkie te niebezpieczne rzeczy, które oglądała na swoim Tik Toku.
- Podstawowe rzeczy! Gdzieś musiałam je trzymać, ale pozabierałam przecież wszystkie przedmioty, które mogłyby gorszyć, gdybyś kogoś sobie… Wibrator zabrałam! – dźgnęła go palcem w udo i spojrzała na niego rozbawiona. Pocałowała go, gdy ją do siebie przyciągnął i pozwoliła mu o siebie zadbać.
KONIEC
Billy Moore
i wanna be where people are
ODPOWIEDZ