01 outfit
Wspomnienia. Siedzenie w bujanym fotelu na ganku, w ciepły jesienny wieczór, z kubkiem parującej gorącej czekolady i wracanie do historii sprzed lat, pełnych chwil radosnych, zabawnych, ale także i tych gorzkich, gdy polało się morze łez. Wszystkie te drobne niuanse sprawiały, że Shannen lubiła wracać do rodzinnego domu, by spędzać czas z rodziną, z którą łączyło ją tak wiele wspomnień. Nie zawsze udało się spotkać wielką zgrają, z uwagi na pracę czy studia zarówno rodzeństwa jak i rodziców, ale zawsze na miejscu był ktoś, z kim chętnie napiła się kawy. Odkąd przeprowadziła się do Queens, była tu częstym gościem, z uwagi na tęsknotę za bliskimi.
Umówiła się z Josie na jesienne porządki, a poza tym chciała też mieć w nowym domu, jakieś rodzinne pamiątki, zdjęcia, a także część swoich dawnych rzeczy z pokoju, do których miała zwykły sentyment. Ostatni tydzień spędziła w pracy. Wiele się działo z uwagi na zbliżające się kampanie wyborcze i zamieszanie związane z jednym z kandydatów, zamieszanym w jakieś podejrzane sprawy, więc stacje nadawały na ten temat niemal do znudzenia. Sama miała w głowie szereg wyuczonych formułek, że praktycznie mówiła jak robot. Dopiero piątek, kiedy opuściła gmach stacji, mogła odetchnąć wolnym weekendem. Potrzebowała go. Wracając do piątku — piątku trzynastego — nie zauważyła, by jakoś szczególnie się niej skupił. Do domu wróciła okrężną drogą, by ominąć największe o tej porze korki, wzięła krótki, odświeżający prysznic, wskoczyła w zestaw dżinsowych spodenek i bluzki do kompletu, by ruszyć na zatłoczony Manhattan.
Zaparkowała, podeszła do drzwi wejściowych i zdecydowała się zapukać. Poniekąd był to jej rodzinny dom, ale nie mieszkała tutaj jakiś czas, taktowniej więc było poczekać, aż zostanie wpuszczona do środka. Otworzyła jej Josie w pełnej krasie. Shannen mocno uściskała siostrę na powitanie.
- Hej, najmłodsza i zaraz najpiękniejsza panienko Mansfield - powiedziała z szerokim kiedy ją objęła. Jak ona za nią tęskniła! Dzieliło ich całe jedenaście lat różnicy, a mimo to świetnie się ze sobą dogadywały i czuły w swoim towarzystwie. - Jak nastawienie w ostatniej klasie maturalnej? Ach, jak ja ci zazdroszczę! Bal maturalny! Jak już do niego dojdzie, wybierzemy najpiękniejszą sukienkę na ziemi, jak będzie trzeba polecimy po nią nawet do Mediolanu! - zaśmiała się, gdy już znalazły się w środku. Jej bal maturalny był no cóż, po prostu był. Odtańczyła swoje, ale nie był spełnieniem marzeń, bo zwyczajnie nie spędziła go z osobą, z którą chciałaby na niego pójść. Miała nadzieję, że jej siostrze będzie dane iść ze swoim ukochanym, jeśli takiego miała lub znajdzie w niedługim czasie.
Josephine Mansfield
In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York
something about me




