ODPOWIEDZ
33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

17,
outfit

Nie mógł się pojawić na rodzinnej świątecznej kolacji... Niestety, dostał wezwanie i musiał jechać. Widział pewnego rodzaju rozczarowanie w oczach Victorii, ale na szczęście jego żona potrafiła zrozumieć powagę sytuacji oraz jego profesję. Mieli do czynienia z naprawdę paskudną sprawą, rozległy pożar, który obejmował dwa piętra wieżowca w centrum. Cóż, takie sytuacje w okresie świątecznym jakoś mocno go nie dziwiły. Jednak po tej sytuacji, poprosił kapitana o kilka dni wolnego, aby mógł jakoś zrekompensować się żonie. Nie wspominał ukochanej, że zdecydował się na trochę oddechu, chciał jej zrobić niespodziankę.
Dlatego dziś niby wyszedł do pracy, tak, jak grafik niby mu wskazywał. Zamiast tego pojechał do miasta, gdzie czekał na niego znajomy z pewną... Niespodzianką. Pojechał jeszcze do sklepu, zaopatrzył ich w najbardziej potrzebne rzeczy oraz sporą kokardę, którą mógł wywiązać delikatnie na szyi ów niespodzianki. Wstąpił na ulubiony targ z kwiatami, gdzie skomponował dla Vi bukiet. Bez okazji, w końcu nie musiała dostawać od niego kwiaty jedynie z jakiejś odgórnej reguły. Wiedział, że przed nimi trudny czas... Zdecydowali się na kolejne badania w kwestii posiadania dzieci, do tego Vi ciut jeszcze walczyła z uzależnieniami. To był dla nich rok próby, ale przetrwali. Wyszli z tego wszystkiego jeszcze silniejsi niż wcześniej i przede wszystkim... Byli razem. Teraz Moore pluł sobie w brodę, że tak późno zdecydowali się na kolejny krok w ich relacji. Jednak to była głównie jego wina, musiał do pewnych rzeczy dorosnąć, dopuścić ją ostatecznie do siebie, czego bał się najbardziej. W końcu pod jego twardą skorupą, która miała go ochraniać, kryła się prawdziwa zgnilizna. Jednak Brooks się tego nie obawiała, skrupulatnie odnajdywała prawdziwego Billego w tym wszystkim, ukazując mu świat na nowo.
- Wróciłem. - odezwał się u progu, zamykając za sobą drzwi. Zaśmiał się pod nosem, widząc jej zdziwioną minę oraz jeszcze lekko zaspany wyraz twarzy. - Naprawdę myślałaś, że nie wezmę trochę wolnego w nasze pierwsze wspólne święta? - posłał jej wymowne spojrzenie, był w podejrzanie dobrym humorze. To nie zdarzało się codziennie!
- Pomożesz mi? Zostawiłem w pick upie zakupy po stronie kierowcy... - oczywiście jedną papierową torbę miał w rękach, jednak to wszystko było częścią planu. Kiedy dziewczyna wyszła na podjazd, otwierając drzwi samochodu... Na fotelu kierowcy leżał bukiet dla niej oraz szczeniak rasy pittie w światecznym sweterku oraz wielkiej kokardzie na szyi. Moore oparł się o framugę drzwi wejściowych do ich domu, obserwując reakcję żony.

Victoria Brooks-Moore
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

outfit


Gdzieś w środku miała nadzieję, że jej mąż wróci do domu zanim Rue ze swoim nowym chłopakiem wyjdzie z tej całej kolacji świątecznej. Rodzina i wspólny czas spędzony z nią dla Victorii był ważny, ale doskonale sobie zdawała sprawę, że w pewnych przypadkach jej uczucia musiały odejść na bok. Pod tym względem akurat dość szybko wydoroślała i była dumna z Billego jak i Evana, że w swoim życiu codziennym byli niczym bohaterowie. Ratowali ludzi nie tylko przed ich własną głupotą, ale też w przypadku różnych katastrof. Zawsze jednak gdy wyjeżdżali na akcję, to piekielnie się o nich martwiła i jak na szpilkach czekała na wiadomości typu "Wszystko w porządku. Jesteśmy cali". Nie chciała, żeby Billy czuł się w jakikolwiek sposób osaczony jej uczuciami, więc ukrywała swój smutek z zaistniałej sytuacji i gdy tylko wrócił tamtej nocy do domu opowiedziała mu o wszystkim z każdym najmniejszym szczegółem, żeby czuł jakby był z nimi. Oczywiście najwięcej rozwodziła się o ciąży swojej siostry i zdjęciu USG, które aktualnie stało oprawione w ich salonie.
Za kilka dni musiała wrócić na plan i do swojego życia na wysokich obrotach. Tak właściwie to nawet po świętach nie potrafiła usiedzieć na swojej zgrabnej dupie w spokoju i kombinowała z nowymi przepisami do książki kucharskiej. Tworzyła diety dla swoich podopiecznych, których przybyło po Sylwestrze zgodnie z maksymą Nowy Rok Nowa Ja, robiła zdjęcia i nagrywała również filmiki na swoje social media, więc gdy jej mąż pracował to w żaden sposób nie nudziła się, a maksymalnie wykorzystywała ten czas wolny.
Zwlokła się z łóżka dość wcześnie chociaż pana tego domu już od jakiegoś czasu nie było. Przygotowała dla siebie kawę z ekspresu i zaczęła przygotowywać swoją toaletkę pod nagrania. Chciała sfilmować swoją poranną rutynę i wstawić ją za kilka dni na swojego Tik Toka. Już przebrana siadała do toaletki i właśnie była na etapie sprawdzania oświetlenia, gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Ten dźwięk w żadnym razie jej się nie podobał, bo mogło to oznaczać, że Billy był ranny, albo... Jaki intruz próbował dostać się do domu, a po swoich przeżyciach ze stalkerem była już dość przewrażliwiona na tym punkcie.
Lekko trzęsącymi dłońmi zgarnęła wazon z sypialni i z odwagą wypisaną na twarzy zaczęła iść w kierunku salonu. Przystanęła, gdy usłyszała głos męża i odetchnęła z ulgą, że jej misja wypędzenia intruza zakończyła się szybciej niż zaczęła.
- Billy! Wystraszyłeś mnie! Mogłam cię zabić tym wazonem! - spojrzała w jego kierunku lekko zdziwiona i zaspana. Odłożyła wazon na pierwszy lepszy blat po drodze i podbiegła do męża od razu rzucając się w jego ramionach. - Wziąłeś wolne?! I nic mi nie powiedziałeś?! Jakim cudem je dostałeś?! Przecież to intensywny dla was czas i szef powiedział, że go nie dostaniecie i musicie być cały czas pod telefonem. - kolejne słowa wypływały z jej ust, gdy przytulała męża zachowując się jakby nie widziała go co najmniej od tygodnia.
- Zakupy? - odparła zaskoczona dopiero zauważając papierową torbę w jego dłoniach. - Jasne! - założyła pierwsze lepsze buty na swoje stopy i wyszła z domu pędząc od razu w stronę samochodu. Nawet zaspana była pełna energii. Otworzyła według instrukcji drzwi od strony pasażera i oniemiała. Pisk szczęścia wyrwał się z jej ust, gdy zauważyła na siedzeniu małego szczeniaczka, który obserwował ją swoimi małymi słodkimi oczkami. Od razu porwała w swoje ramiona tą małą kuleczkę szczęścia i spojrzała w kierunku drzwi. - Billy?! Jest nasz?! Będziemy mieć szczeniaka?! O mój Boże! - nie przejmowała się tym, że pewnie całe osiedle ją w tej chwili słyszy i podleciała z nowym lokatorem na rękach do swojego męża. Złożyła na jego ustach czuły pocałunek i roziskrzonym wzrokiem obserwowała pieska, który był dosyć zdezorientowany. - Jak go nazwiemy?! Jest uroczy! To chłopiec czy dziewczynka? Jest taki słodki! Zostanie z nami prawda? Bo ja ci już go nie oddam - zastrzegła jakby okazało się, że był to prezent dla kogoś innego. Oczywiście pamiętała o kwiatach, które zostawiła w samochodzie, ale jej uwaga była teraz skupiona na małym szczeniaku. - Musimy kupić mu całą wyprawkę! Urządzić mu legowisko w sypialni i kupić tonę zabawek!
Billy Moore
i wanna be where people are
33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

Pomimo szczerej niechęci do takich wydarzeń, naprawdę starał się wtedy robić wszystko, aby wrócić na świąteczną kolację. Jednak akcja okazała się być o wiele bardziej poważna niż się tego spodziewali, a w domu pojawił się bardzo późno. Nie chciał jej rozczarować, ale też nie mógł wtedy odpuścić pracy. Na szczęście Victoria wiedziała z czym wiąże się zawód strażaka, nie robiła mu o to nigdy wyrzutów... Mimo wszystko ciężko było mu patrzeć na nutkę rozczarowania w jej oczach. Zawsze się meldował, żeby nie musiała się przejmować i mogła zasnąć spokojnie. Raz tylko nie wysłał wiadomości, kiedy zakrył sobą Larę, a potem wylądował w szpitalu. To wszystko wydawało się być obecnie cholernie odległe, jakby wydarzyło się lata temu. Słuchał o każdym szczególe kolacji, cieszył się równie mocno z ciąży jej siostry, ale domyślał się, że mimo wszystko to boli w środku samą Victorię. Chciał być myśli, że uda im się jeszcze wywalczyć własne dziecko. Co prawda kiedyś w życiu by nawet się na to nie zdecydował... Ale ona walczyła o niego latami, teraz przyszedł moment, aby on stanął na wysokości zadania.
Podejrzewał, że jego żona ma równie napięty grafik, nawet kiedy siedzi domu... Jednak nie spodziewał się, że wyjdzie mu na spotkanie z wazonem. Uniósł wyżej brew, widząc jej determinację oraz nieco groźną minę. Naprawdę mocno się strofował, aby się nie roześmiać. Będzie musiał ją nauczyć nieco samoobrony, plus pokazać, gdzie są schowane odpowiednie... Narzędzia.
- Mała, naprawdę myślisz, że wazon mógłby odstraszyć włamywacza? Chyba muszę Ci zrobić porządne szkolenie. - zaśmiał się pod nosem, przyciągając ją jeszcze mocniej, kiedy wleciała w jego ramiona. Niesamowite, jak wiele lat spędził sam... Jak diametralnie różniła się jego obecna rzeczywistość od tego, co było. - Fakt, muszę być pod telefonem, jeśli będę potrzebny. Na akcji zawsze muszę się stawić, ale... Potraktował to trochę, jak prezent świąteczny. - odpowiedział, całując ją w czubek głowy. Nie musiał wspominać o tym, że porozmawiał wtedy z kapitanem, który jest dla nich wszystkich, jak ojciec. Oczywiście, że zrozumiał. To nie było takie oficjalne wolne, jeśli się coś wydarzy będzie musiał pędzić, ale nie musi przesiadywać w remizie.
Zdążył jedynie odstawić papierową torbę do kuchni, gdzie też miał mnóstwo rzeczy pierwszej potrzeby dla szczeniaka. Na szczęście Victoria od razu poleciała do samochodu, nie sprawdzając zawartości tego, co trzymał w dłoniach. Zaśmiał się pod nosem, obserwując jej reakcję.
- Tak, jest nasz. - odpowiedział, momentalnie ponownie znalazła się przy nim, trzymając psinę w ramionach. Oddał czuły pocałunek, obejmując ją ramieniem. Szczeniak na razie nie do końca potrafił zrozumieć, co się dookoła niego dzieje i dlaczego zmienił lokum. - Zaraz się zastanowimy, jak go nazwać. To chłopiec, będziesz mogła go zabierać ze sobą na plan i na pewno nauczymy go bronić domu, szczególnie, kiedy będziecie sami. Zostanie z nami. - zarzucała go milionem pytań, a on jak zwykle próbował zdążyć odpowiedzieć chociaż na połowę z nich. - Część rzeczy już kupiłem, miałem je w torbie, kiedy posłałem Cię do środka. Resztę na pewno mu dokupisz w najbliższym czasie, ale pamiętaj też, że nie ma co go zasypywać. - uśmiechnął się lekko. - Zamknij tylko drzwi do auta i idziemy do środka, niech zobaczy swój nowy dom. - poszerzył uśmiech.

Victoria Brooks-Moore
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

Mogła godzinami rozwodzić się na temat ciąży siostry. Z zachwytem wpatrywała się w zdjęcie USG za każdym razem, gdy siedziała w salonie i czule przesuwała palcami po ramce, w którą była oprawiona fotografia. Miała zostać ciocią z prawdziwego zdarzenia. Nie byłaby sobą gdyby już na swój sposób nie przemierzała wszelkich czeluści internetu, żeby znaleźć odpowiednie rzeczy dla tej małej kruszyny, jak i dla siostry. Przekopała naprawdę sporo materiałów, żeby uzyskać wiedzę co było odpowiednie. Gdzieś jednak w sobie czuła tą małą iskierkę smutku i zazdrości. Ona również kiedyś chciała zostać matką i nosić pod swoim sercem małą istotę, która byłaby zrodzona z miłości. Nie robiła jednak sobie nadziei na to i nie naciskała Billego na tek krok, który mógł być dla nich niemożliwy. W końcu istniały również inne metody, a oni gdyby przyszedł czas mogli zdecydować się na adopcję. W tej chwili jednak oddawała się swoim uczuciom i próbowała wyładować swoje marzenia o dziecku wspierając siostrę w tych dla niej trudnych chwilach. Przy okazji męcząc swoim słowotokiem męża, który wysłuchiwał cierpliwie wszelkich nowinek ze świata macierzyństwa.
Nie spodziewała się kompletnie, że ten dzień przyniesie i do ich życia trochę radości i tego poczucia niespodzianki. Billy jednak wiedział, że Victoria była emocjonalną istotą i potrzebowała tego ujścia energii w różne strony, gdy zafiksowała się w danym temacie. Potrzebowała bodźca, który ukierunkowałby jej myśli w stronę czegoś innego. Tak bardzo dobrze ją znał..
- A co złego jest w wazonie? Gdybym wzięła nóż mogłabym sama siebie skrzywdzić albo włamywacza. Zresztą gdybym go potrzaskała to byłby idealną bronią. - zrobiła naburmuszoną minkę, gdy ten się zaśmiał, ale sama później w myślach przyznała, że taki widok pewnie i dla potencjonalnego zagrożenia byłby dość zabawny. Zawsze szukała w ludziach dobro i oboje chyba zdawali sobie sprawę, że w żaden sposób nie byłaby w stanie kogoś skrzywdzić z premedytacją. Prędzej pomogłaby włamywaczowi wynieść wszelkie rzeczy i wręczyła mu trochę gotówki rozwodząc się nad tym co musiało się takiego stać, że człowiek pokusił się o tak niecny czyn.
- Czyli masz chwilowo wolne? CUDOWNIE! Nawet nie wiesz jak się cieszę. Za niedługo znowu będę musiała pojawić się na planie i mielibyśmy mniej czasu dla siebie. Co chcesz robić dzisiaj? Może.. Już dobrze idę po te zakupy, ale ty w tym czasie zastanów się jak wykorzystamy ten czas. - złożyła szybki pocałunek na ustach mężczyzny i niczym tornado wypadła z domu. Nie chciała tracić ani jednej chwili, bo o ile znała tryb życia męża, tak spodziewała się telefonu w każdej chwili.
Była zachwycona tą małą istotą, którą trzymała na swoich rękach. Nie spodziewała się tego, że Billy zgodzi się w najbliższej przyszłości na futrzaste dziecko, w końcu gdy ostatnio podjęła ten temat powiedział, że przy ich trybie pracy nie mogą sobie pozwolić na taki ruch. Przynajmniej nie teraz. Zaskoczył ją, ale w jej oczach mógł widzieć te iskierki szczęścia, gdy trzymała ich dziecię na rękach.
- Myślisz, że będzie lubił się przytulać? Będzie spał z nami? Powinniśmy mu sprawić braciszka i założyć jego własne social media. Będzie gwiazdą internetu! Wszyscy go pokochają tak jak my! Chodź moja mała gwiazdko pokaże ci dom! Przytrzymasz go? - podała mu ostrożnie pieska i podbiegła do samochodu. Zabrała ze środka również bukiet kwiatów i zamknęła drzwi starając się nimi zbyt mocno nie trzasnąć, gdy śpieszyła się z powrotem.
Gdy wróciła do domu wsadziła kwiaty do tego samego wazonu, którym próbowała obezwładnić nieistniejącego napastnika i skierowała się w stronę kuchni. Zajrzała do torby i wyciągnęła małą piłeczkę ze środka. - Patrz jaka urocza! I do tego piszczy! A te szelki! Muszę umówić nas na wizytę u weterynarza. Kupimy mu obróżkę z jego imieniem! OMG! Psie przysmaczki! Będziemy mogli w trójkę oglądać seriale i każdy będzie miał swoje ciasteczka... SO CUTE! Dziękuję! - rzuciła się w ramiona męża, gdy ten położył na podłodze ich nowego współlokatora, który chyba również był zaskoczony zbyt nadmierną ruchliwością swojej nowej właścicielki.
Billy Moore
i wanna be where people are
33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

Podejrzewał, jak czuje się jego żona, kiedy ogląda zdjęcia z usg siostry... Wiedział, że Victoria jej w życiu nie pokaże, że coś jest nie tak, ale w środku dzieje się coś innego. Nie był nawet pewien, czy w ogóle powiedziała Rue o swoich problemach. Moore o wszystko zadbał, umówił ukochanej wizyty u najlepszych lekarzy, mogli sobie na to pozwolić. Wiedział, jak mocno zależy żonie na dziecku... On co prawda nadal cholernie się bał zostać ojcem, w końcu nie miał zbyt dobrych wzorców, później sprawiał problemy wychowawcze. Niby trzymał się w ryzach, przy niej był całkiem innym człowiekiem, ale... Dziecko to piekielna odpowiedzialność. Nie miał żadnych obaw pod względem tego, czy zapewnią istocie odpowiednie życie. Bardziej bał się, że spieprzy dziecku dzieciństwo jakimś swoim zachowaniem, czy też wywoła traumę na resztę egzystencji. Zrobił to swojemu młodszemu bratu, całkowicie nieświadomie... Nadawał się w ogóle na ojca? Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał porozmawiać o tym z Victorią, inaczej lęki go zjedzą, zacznie się ponownie izolować bez jakiegokolwiek sensu. Dla niej chciał próbować... Tylko dla niej.
Nie spodziewał się, że ostatecznie zdecydują się na psa. Zrobił jej niespodziankę, decyzja była nieco spontaniczna, polegała głównie na przypadku... Jednak, kiedy zobaczył małą mordkę to sam częściowo przepadł, do tego wiedział, jaka będzie reakcja jego żony. Poza tym pupil będzie stosownym bodźcem dla kobiety, która potrzebowała iskierki szczęścia w swoim życiu. Podejrzewał również, że to on będzie od wychowania psa... A ona głównie od rozpuszczania.
- Musimy popracować nad samoobroną Mała, nie ma innego wyjścia. - pokręcił głową rozbawiony, ponieważ wazon... Mógłby nie zdać egzaminu. Oczywiście, mogłaby ogłuszyć odpowiednio przeciwnika, ale później należało zaatakować, czy też uciekać. Jako żona strażaka będzie musiała znać chociaż podstawy, inaczej będzie to stanowić ujmę na jego honorze.
- Mam kilka pomysłów... - rzucił jeszcze, ponieważ nie mógł jej powiedzieć wprost, że w samochodzie czeka na nią pies. Nie chciał popsuć niespodzianki. Oddał jeszcze jej szybki pocałunek, a potem skupił się na reakcji kobiety.
- Na pewno będzie lubił, nie będzie miał innego wyjścia. Powoli z tym braciszkiem... Wiesz, że on urośnie bardzo, prawda? - oczywiście musiał się mierzyć z milionem pomysłów ukochanej na sekundę, dlatego zgarnął ostrożnie psiaka, który próbował gryźć jego palec wskazujący. Zaśmiał się, widząc, jak malec zaczyna pokazywać swój charakterek. Weszli do środka, gdzie Billy ostrożnie odstawił zwierzaka na podłogę, aby mógł zwiedzać swoje nowe lokum.
- Możemy kupić obrożę z imieniem, ale najpierw trzeba go nazwać... Masz jakieś pomysły? Może Blue albo Shark? - zaproponował, zerkając na wszystko, co Vi wyciągała z papierowej torby, którą przywiózł. - Zadbałem o kilka rzeczy pierwszej potrzeby, żebyś wiedziała, jak się nim zająć. Możesz umówić wizytę u weterynarza, na pewno będzie potrzebował odpowiednich szczepień. Resztę gadżetów zostawiam Tobie... Ale bez przesady Vi, pamiętaj. - spojrzał na nią wymownie, uśmiechając się lekko.

Victoria Brooks-Moore
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

Cieszyła się, że jej siostra była w ciąży. Chciała dla tej małej istotki być najlepszą ciocią na świecie, ale gdzieś w głębi jej duszy tliła się delikatna zazdrość. Było to dla niej nowe uczucie, z którym niekoniecznie wiedziała jak miała sobie poradzić. Przelewała i męczyła siostrę na wszelkie sposoby próbując przelać wszystkie swoje emocje w tą sytuację. Wiedziała, ze było to zapewne męczące na dłuższą metę, ale nie potrafiła inaczej. Cieszyła się ze stanu błogosławionego siostry i zachwycała się tym wszystkim jakby sama była w ciąży i spodziewała się dziecka. Robiła to, bo podejrzewała, że sama nigdy nie zazna tej radości. Przez całe swoje życie starła się patrzeć pozytywnie i nawet w tej chwili szukała tych małych plusów, ale bezskutecznie. Billy jednak znał ją najlepiej i nie musiała głośno mówić jakie myśli nawiedzały jej umysł. Rozumiał ją lepiej niż ona siebie i sprawił jej najlepszy prezent pod słońcem. Dał jej możliwość przelania swoich uczuć w tą małą istotkę. Dał jej promyczek szczęścia. Tak bardzo kochała tego mężczyznę, to w jaki sposób Billy na każdym kroku myślał o niej i jej uczuciach.
- Dobrze wiesz, że nie byłabym w stanie nikogo skrzywdzić. - wazon miał bardziej stanowić formę zastraszenia w jej rękach niż broń. Prędzej to oddałaby cały dobytek włamywaczowi niż zadzwoniła na policję, a zapewne nawet intruza próbowałaby wytłumaczyć przed swoim mężem. Nawet u stalkera szukała tych dobrych intencji i z wielkim bólem serca za namową Billego i Evana zgłosiła to wszystko u odpowiedniego organu.
Na jej ustach był widoczny szeroki uśmiech, gdy spoglądała wręcz zachwycona na nieporadne ruchy szczeniaczka, który nieśmiało eksplorował swój nowy dom. Nawet nie była w stanie sobie wyobrazić jak był teraz zapewne przestraszony tymi wszystkimi nowymi bodźcami. Miała nadzieję, że ich pupil szybko zaaklimatyzuje się w nowym otoczeniu i już zaniedługo będzie pełen tej dziecinnej radości.
- Czyli ktoś tutaj będzie dużym chłopczykiem... - odpowiedziała czule i najchętniej w tej chwili zanurzyłaby swoje dłonie w miękkie futerko, ale nie chciała straszyć pieska, który ostrożnie kręcił się po pomieszczeniu. - Jakby miał braciszka, to na pewno byłoby mu raźniej, gdy będzie musiał zostać sam, gdy my pójdziemy do pracy. Tylko pomyśl. Dwie puchate kuleczki, które merdałyby słodko ogonkiem na twój widok, gdy wracasz z pracy. Nie martw się słodziaku jakoś urobimy go. - wyciągała kolejne przedmioty z torby i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w malca. - A co powiesz na Mando? - przyłożyła palec wskazujący do policzka w geście zamyślenia.
- Oh Billy... Czy ja kiedykolwiek przesadziłam? Tak wiem, że z ozdobami na święta i Halloween trochę poszalałam, ale to były konieczne zakupy i dzieci były zachwycone. Musimy zastanowić się gdzie damy legowisko. Możemy w sypialni? I drugie w salonie? Póki jest mały przydałyby mu się jakieś schodki, żeby mógł wejść na kanapę, gdy będziemy wieczorem oglądać film. - zdecydowanie nie znała umiaru jeśli chodziło o zakupy. A już od samego początku było wiadome, że Victoria będzie rozpieszczać tego słodziaka na każdy możliwy sposób.
Billy Moore
i wanna be where people are
33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

Podejrzewał, że dla Vi to niesamowicie ciężka sytuacja... Nie raz próbował namówić ukochaną, aby wyznała siostrze prawdę i porozmawiała z nią otwarcie. W końcu Rue zawsze przy niej była, wspierała ją, pewnie w obecnej sytuacji wykazałaby się zrozumieniem. Widział, że Victoria próbuje już być najlepszą ciocią dla istoty, która rosła w brzuchu jej siostry, ale równocześnie pod szczęśliwą fasadą kryje ból... Obiecał jej, że dołożą wszelkich starań, aby im się również udało dotrzeć do tego stanu. Mógł zapłacić każde pieniądze, byle widzieć uśmiech na twarzy swojej żony. To niesamowite, jak bardzo go zmieniła... Kiedyś kategorycznie odmawiałby jakichkolwiek starań o potomka... Jednak teraz? Była jego rodziną, a wizja powiększenia ich składu nie była aż tak przerażająca, jak wcześniej. Dlatego umawiali odpowiednich lekarzy, którzy mogliby postawić trafną diagnozę i znaleźć odpowiednie wyjście z sytuacji. Przynajmniej teraz pies mógłby nieco ukoić jej ból, zapewnić ciut spokoju mentalnego.
- Wiem i właśnie dlatego musisz znać podstawy, jesteś żoną strażaka. - spojrzał na nią wymownie, ona nawet chciałaby wytłumaczyć sytuację za pomocą rozmowy ze swoim stalkerem. Czasem nie dowierzał, że jego ukochana posiada aż tak wielką wiarę w ludzi. Musiała potrafić się obronić, jeśli jego nie byłoby w pobliżu. Przynajmniej zgłosiła stalkera, gdzie powinna, ale musieli mocno nad tym pracować z Evanem. W domu Moore posiadał broń, Vi musi się nauczyć nią posługiwać w razie potrzeby. Różne wypadki chodzą po ludziach, Billy już się o tym przekonał w swojej pracy niejednokrotnie.
- Będzie to już widać po jego łapach. - zaśmiał się, spoglądając na szczeniaka, który coraz śmielej zapoznawał się z nową przestrzenią. Potrzebował pewnie ciut czasu, żeby poczuć się, jak w domu. - Vi, musimy sobie najpierw poradzić z jednym. - wywrócił oczami, chociaż doskonale wiedział, że osoba od której zgarnął psa... Miała jeszcze kilka szczeniaków w zanadrzu. Na pewno go urobi, w końcu nie był w stanie swojej żonie odmówić. - A może Anakin? Dobra... Jestem w stanie się zgodzić na drugiego, jeśli będzie to duet Anakina i Sharka. - spojrzał na nią rozbawiony, musiał się trochę z nią podroczyć. Chociaż doskonale wiedział, że strzelił sobie w kolano...
- Legowisko niech będzie w salonie. Pies nie powinien spać na łóżku z nami... Jeśli ma się nauczyć wskakiwać na kanapę to nie może mieć schodków, inaczej się przyzwyczai. Na razie będziemy mogli go podnosić, a potem nauczymy go wskakiwać... - pewnie z tym spaniem na łóżku też się ugnie, jak zwykle. Łatwo się mówi, że pies nie powinien zajmować miejsca na łóżku, a potem nie ma lepszego uczucia niż spanie z pupilem. Billy o tym wiedział, w końcu jako dzieciak miał psa, którego kochał nad życie... Może teraz bał się, że ponownie się do zwierzaka aż tak mocno przywiąże. - Umówmy się, że razem będziemy dla niego robić zakupy, dobrze? - inaczej zaraz cały dom ponownie będzie w kartonach.

Victoria Brooks-Moore
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

Nie zamierzała martwić siostry szczególnie teraz swoim stanem zdrowia. Podejrzewała, że gdyby powiedziała Rue prawdę, to ta jedynie zaczęłaby się obwiniać tym, że cieszyła się przy niej z ciąży i przejmowała jej uczuciami zamiast zadbać o siebie. A ona nie chciała przyćmiewać tego pięknego czasu swoimi negatywnymi emocjami. Nie chciała, żeby każdy przy niej milczał gdy były poruszane pewne tematy. Pragnęła tej normalności. Tego, że w oczach innych będzie tą starą wesołą Vi, której wszędzie było pełno. Było to na pewien sposób przykre, ale nie chciała od każdego słyszeć, że ona i Billy dadzą radę kiedyś mieć dziecko, bo było dostępne wiele metod pomagającym takim parą jak oni. Już ciężkie były dla niej rozmowy o tym z mężem... Pupil był w ich przypadku strzałem w dziesiątkę. W końcu mogła przelać swoje uczucia i potrzeby na tą małą futrzastą kuleczkę niż codziennie zamęczać swoją siostrę. Miała nowy cel przed sobą i jak przystało na Victorię Brooks-Moore zamierzała być najlepszym właścicielem na całym świecie. Może nawet zrobi książkę z przepisami dla czworonogów... Nie było co się oszukiwać, ale od tresury raczej będzie Billy, bo ona co najwyżej nauczy tego słodziaka podać łapkę lub siad.
- Przecież znam... - zrobiła naburmuszoną minkę, ale uśmiech dosłownie wypływał na jej usta. Evan i Billy nie raz już tłukli jej do głowy podstawowe ruchy samoobrony i raczyli za każdym razem kazaniem, gdy robiła coś głupiego. Tak jak w przypadku stalkera czy innych ludzi, których ona najzwyczajniej w świecie powitałaby z otwartymi ramionami. Wielu już jej mówiło, że nie miała instynktu samozachowawczego, ale z dumą mogła powiedzieć, że się mylili. W końcu gdy Nico zaczął wchodzić do jej pokoju przez okno pobiegła wtedy po Evana... A dziś nawet chwyciła za wazon. Czy to nie były objawy zdrowego rozsądku?
- No przecież sobie radzimy! Patrz jaki jest szczęśliwy! - wskazała dłonią na psiaka, który zaciekawiony dalej rozglądał się po swoim nowym domu. Może jednak ten zdrowy rozsądek objawiał się w nielicznych sytuacjach...
Pisnęła i klasnęła w dłonie. Przytuliła męża i złożyła na jego ustach soczystego buziaka. Takie chwile dosłownie nakręcały ją i była gotowa w tej chwili wywrócić cały dom do góry nogami, żeby przygotować teraz przestrzeń dla dwóch małych słodziaków. Dobrze, że mieli ogródek, bo owa dwójka będzie mogła się wybiegać i poszaleć na łonie natury.
- To będzie Anakin. Kiedy pojedziemy po Sharka? Będę mogła wybrać? Powiedz proszę, że tak! Zawsze podobały mi się takie małe fajtłapy. Będziemy najlepszymi psimi rodzicami. O legowiska dam koło drzwi od balkonu są przeszklone, więc będą mogły obserwować co się dzieje na dworze. Dużo ptaków przylatuje do nas odkąd dałam karmik, więc będą podziwiać. - zaczęła powoli przesuwać rzeczy, żeby pokazać mu o które miejsce dokładnie jej chodziło. - A tam damy miseczki! Muszę zadzwonić do Rue, że mamy dwa pieski! Będziemy chodzić razem na spacerki! Ona z wózkiem, a ja z psiakami! Dziękuję! - była taka szczęśliwa! - Tak zrobimy razem zakupy. Przygotuję listę, a ty ocenisz co jest nam potrzebne. - biedaczek chyba do końca nie wiedział co się w tej chwili wpakował.
Billy Moore
i wanna be where people are
33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

Według Moore'a powinna porozmawiać otwarcie z siostrą, na pewno by to zrozumiała. Gdyby Victoria powiedziała jej o tym, że nie chce słyszeć, jak jest wiele metod, a oni doczekają się swojego dziecka w odpowiednim czasie to Rue by to uszanowała. Przynajmniej na taką mu wyglądała, ponieważ wymienił z nią może podczas ich znajomości kilka zdań. Ostatnio nawet nie mógł być na świątecznej kolacji, ponieważ dostał wezwanie. Wiedział tylko, że starsza Brooks jest w ciąży z poprzednim partnerem, ale nie są już razem. Nie musiał uczestniczyć w spotkaniu, bo wszystkiego się potem od swojej żony dowiadywał, która chciała się dzielić tak istotnymi informacjami. To właśnie z jednej strony w niej piękne, oprócz tego, że traktowała go, jak partnera to również jako najlepszego przyjaciela, chciała się dzielić wszystkim, co jest dla niej ważne. Jeśli chodzi o kwestię dziecka... Naprawdę starał się otwierać coraz bardziej na rozmowy, chociaż dla niego również nie jest to łatwe. Przynajmniej podjął już jakieś kroki, orientował się w temacie, umawiał do najlepszych specjalistów, chciał walczyć razem z nią. Billy sprzed kilku miesięcy powiedziałby kategorycznie, że nie chce żadnego dziecka, nie ważne czy mogliby je mieć, czy nie. Punkt widzenia zmienia się względem miejsca siedzenia. Teraz zrobiłby wszystko, aby uszczęśliwić żonę... Sam fakt, że Victoria została jego żoną. Chyba się jeszcze długo do tego nie przyzwyczai. Dlatego teraz postanowił jednak się ugiąć w kwestii psiaka, może nawet drugiego... Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli Victoria przeleje wszelkie uczucia na dwie szczenięce kulki to on będzie musiał mocno wziąć wychowanie w swoje ręce... Trudno, nie miał zamiaru mocno jej ograniczać. Zależało mu tylko, żeby nie kupiła miliona rzeczy dla nich, ponieważ dom tego nie pomieści.
- Sprawdzę Twoje umiejętności, kiedy będziesz już po wszystkich planach filmowych. - spojrzał na nią wymownie, ponieważ miał zamiar sprawdzić, ile jeszcze pamięta z tego, co jej pokazywali. Musi znać podstawy, wiedzieć, jak się bronić, jeśli ktokolwiek chciałby jej zrobić krzywdę. Nie zawsze będzie w stanie być przy Vi, nie wybaczy sobie, jeśli cokolwiek jej się stanie... Musi być odpowiednio wyszkolona, nie mógł stracić jeszcze jej. Otoczył ramionami talię dziewczyny, kiedy nagle się do niego przytuliła i oddał pocałunek.
- Najpierw zadzwonię do tego gościa, czy jeszcze ma szczeniaki, dobrze? - zaśmiał się pod nosem, mógł praktycznie od razu zdecydować się na dwa i nie czekać. - Urządzimy wszystko, jak tylko będziesz chciała, tylko nie szalej z ilością rzeczy... Dobrze? Plus trzeba się zorientować, jakich suplementacji potrzebują, dowiedzieć się więcej odnośnie rasy. Może czasem będę mógł ich też zabrać do remizy. - dodał jeszcze, przytulając żonę mocniej do siebie.
- Zadzwoń do Rue, ale zerkaj na Anakina, a ja zadzwonię do tego gościa. - puścił do niej oczko, odsuwając się na moment. Wyszedł na ganek, żeby wykonać telefon... - Zbieraj się mała i bierz malca, jedziemy po Sharka. - westchnął pod nosem, ale naprawdę się mimo wszystko cieszył.

Victoria Brooks-Moore
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

Siostry Brooks miały to do siebie, że nigdy nie chciały nikogo obarczać swoimi problemami. Ich ramiona zawsze były otwarte dla innych, a one milczały dusząc w sobie wszelkie problemy. Jaka byłaby z niej siostra gdyby tą szczęśliwą chwilę próbowała przyćmiewać własnymi problemami? Wolała słuchać tego jak Rue cieszyła się z dziecka. Nie chciała żeby siostra przy niej uważała na swoje słowa. Cieszyła się razem z nią i po cichu toczyła własną bitwę o upragnione dziecko.
A jej ukochany mąż jak zawsze próbował wszystko jej ułatwić i dał jej najwspanialszy prezent EVER. Znał ją lepiej niż ona sama siebie i dobrze wiedział, że potrzebowała tego impulsu - czegoś w co będzie mogła przelać całą swoją miłość, która się w niej kotłowała. Szczególnie, że kiedyś czytała, że najlepiej jak dzieci wychowują się w domu gdzie są zwierzęta. Nie wspomniała jednak o tym głośno, bo Billy dopiero otwierał się na te tematy i nie chciała już na samym wstępie go przerazić ilością planów, które miała w głowie.
Jęk wydobył się z jej ust, gdy Billy wspomniał o sprawdzeniu jej umiejętności z samoobrony. Liczyła, że w jakiś sposób się z tego wymiga, bo kompletnie nic nie pamiętała z nauk, które serwował jej Billy i Evan. Nie lubiła przemocy i za każdym razem obawiała się, że komuś zrobi krzywdę, gdy zastosuje od nich jakąś dźwignię.
- To chyba nie będzie konieczne.. - jak nigdy była oszczędna w słowach. Oboje zdawali sobie sprawę, że ta lekcja byłaby wielkim niepowodzeniem. Victoria nie miała instynktu samozachowawczego i rzadko kiedy rozróżniała prawdziwe zagrożenie. Co było dość tragiczne czasami w skutkach, gdy fani ją oblegali z każdej strony.
- Jasne! - klasnęła w dłonie i zapiszczała w ekscytacji. Niemal od razu chwyciła za telefon, który zawsze miała przy sobie i wybrała numer do siostry. Na całe szczęście nie musiała długo czekać, bo po kilku sygnałach usłyszała po drugiej stronie głos swojej siostry. - Rue nie uwierzysz… - zaczęła bez żadnego wstępu i zalała siostrę toną słów próbując jak najbardziej szczegółowo oddać jej całą tą sytuację. Przy okazji posyłając jej masę zdjęć, które zaczęła robić podczas trwania całej rozmowy. Anakin jak na swój pierwszy raz dość dzielnie pozował, gdy z zainteresowaniem próbował bawić się swoją nową zabawką.
- Słyszałaś?! Rue zadzwonię później, bo jadę po drugiego słodziaka! Wyślę ci kolejne zdjęcia jak będziemy w domu. Tak, będę uważać na siebie. Tak, nie zamówię milion rzeczy. Też cię kocham! - zapięła obrożę na szyi psiaka i smycz. - Chyba mu się nie podoba. - wskazała palcem na szczeniaka i kiwała głową, gdy Billy jej cierpliwie tłumaczył, że jest jeszcze nie przyzwyczajony.
- Billy.. Czemu każdy zawsze mi powtarza, że mam nie zamawiać rzeczy przez internet? - spojrzała niewinnie z uśmiechem na twarzy na męża, gdy siedziała już w samochodzie na miejscu pasażera. - Przełącz stację. Leciała tam Taylor Swift! - jej dłoń od razu sięgnęła do radia i przez calą drogę raczyła ukochanego swoim wokalem.
Koniec <3
Billy Moore
i wanna be where people are
ODPOWIEDZ