22-letnia striptizerka z ciężką przeszłością za sobą, która rzucona na głęboką wodę nauczyła się w niej pływać
— Jasne, załatwione! — odparłam z entuzjazmem, po czym wzięłam telefon z powrotem. Owszem, nakręcałam się, zwłaszcza że byłam coraz ciekawsza panny Creed, a skoro miałam dzięki temu spędzić więcej czasu… Musiałam na pewno wolne w pracy wziąć, co zdarzało się bardzo rzadko u mnie, więc nie powinno być z tym problemu. Na ten moment jeszcze nie miałam świadomości, jak diametralnie zmieni się kwestia mojej pracy.
Zawiesiłam uważny wzrok na kobiecie, kiedy zaczęła wymieniać opcję i poczułam widoczną ulgę, słysząc pierwsze trzy opcje.
— Hmmm… W sumie jesteśmy ubrane wyjściowo, więc możemy pójść na kolację we dwie, a potem ewentualnie gdzieś pojechać — zaproponowałam z lekkim uśmiechem, ale czując rosnące zadowolenie, że nie oznaczało to, że się teraz rozchodzimy i koniec. A zapowiadało się, że świetnie spędzimy ten czas, biorąc pod uwagę, że bardzo dobrze się dogadywałyśmy już poprzednim razem. Nie dość, że wyjazd, to jeszcze dzisiejszy wieczór tylko we dwie. Brzmiało to idealnie.
Upiłam ostrożnie łyk kawy, gdy kelner już ją przyniósł i uśmiechnęłam się szerzej do swojej towarzyszki.
— Masz jakieś hobby poza pracą? Ulubiony zespół? — zapytałam zaciekawiona, ale jednocześnie mając nadzieję, że nie odbierze tych pytań źle. Skoro miałam ją okazję poznać, to chciałam dobrze to wykorzystać.
Faye Creed
I promise not to go,
If you promise to stay.
Ten cały wyjazd brzmiał mocno niearealnie dla Creed i dopóki nie postawi nogi w zabookowanym hotelu to nie będzie wierzyć w to, że faktycznie zamierzała wziąć urlop. W firmie pewnie dowiedzą się dopiero o tym gdy faktycznie wszystko będzie już zaplanowane i ogarnięte i doskonale wiedziała, że wszystkim opadną szczęki bo Creed nie żyła niczym innym niż pracą. A tu proszę urlop z 'partnerką'. Coś co od lat nie przyszło nikomu do głowy nawet Faye.
-Dobry pomysł. Rezerwacja się nie zmarnuje - uśmiechnęła się lekko. Wiedziała gdy pojawią się w restauracji pewnie jacyś znajomi Creed będą. Miejsce było uczęszczane przez jej snobistyczne towarzystwo, więc tym bardziej wiarygodne będzie to, że Judith faktycznie spotyka się z panią CEO. -Zobaczymy ile czasu tam spędzimy i zdecydujemy co dalej - posłała jej delikatny uśmiech i chwyciła za swój kubek by upić kilka łyków kawy.
Przez moment milczała wpatrując się w Judith i zastanawiając nad odpowiedzią. Czy faktycznie było coś poza pracą? Czy mogła się pochwalić jakimiś hobby? Czy po prostu była nudna niczym flaki z olejem i właśnie dlatego ludzie jej unikali? -Nie wydaje się bym miała. Żyję jedynie pracą i nie jestem w stanie powiedzieć czy mam jakiekolwiek hobby - przyznała szczerze mając cichą nadzieję, że jej Myers nie będzie pod tym względem oceniać.
Judith Myers
22-letnia striptizerka z ciężką przeszłością za sobą, która rzucona na głęboką wodę nauczyła się w niej pływać
Uśmiechnęłam się szeroko, słysząc, że jej pasuje ten pomysł. Cóż, w końcu się cieszyłam, że spędzony więcej czasu.
— Doskonale. Pracę zaczynam i tak dopiero jutro wieczorem, więc mogę późno wrócić — odparłam, wzruszając ramionami. Oczywiście zaraz pomyślałam, że mogłabym rano wrócić do domu, ale wraz z nadejściem rumieńców, prędko odepchnęłam myśl, mimo że była kusząca. I mimo że nie mogłam się powstrzymać, by co jakiś czas zerknąć na kobietę, zachwycona jej urodą, ale nie tylko. Wiele innych rzeczy mi się w niej podobało.
I między innymi przez to ponownie się zarumieniłam, kiedy wpatrywała się we mnie dłuższą chwilę, myśląc nad odpowiedzią.
Owszem, byłam lekki zaskoczona jej odpowiedzią, ale nie zamierzałam jej oceniać. Gdyby nie klub, pewnie jechałabym na dwa etaty, moje życie tak samo byłoby tylko pracą. Z drugiej strony… Na pewno nie było totalnie nic?
— Kompletnie żadnego? Nie masz czegoś co robisz chodzi poza pracą? Żadnego sportu? Patrząc na twoją figurę trochę ciężko mi w to uwierzyć. Z drugiej strony można powiedzieć, że biznes to twoje hobby — odparłam, absolutnie nie zamierzając oceniać kobiety. Zwłaszcza że zapowiadał się dla niej urlop, pierwszy od… Zawsze? Tym bardziej nie chciałam ryzykować, że zaprzepaszczę postęp.
Faye Creed
I promise not to go,
If you promise to stay.
- Ja prawdopodobnie z samego rana pojadę do firmy jak zawsze, ale to mi wcale nie przeszkadza w spędzeniu wieczoru w Twoim towarzystwie - uśmiechnęła się zadziornie już planując zabrać Judith do swojego mieszkania. Lepiej wypić coś w zaciszu domowym niż spędzać ten czas w wypchanym po brzegi barze gdzie przepoceni, podchmieleni faceci próbowali wyrwać wszystkie dostępne panny.
Widziała doskonale te rumieńce i połechtało to nieźle ego panny Creed. Co jak co, ale wiedziała jak potrafiła działać na ludzi nawet jeśli robiła to podświadomie.
-Sport owszem, ale nigdy myślałam o tym jako o hobby - przekrzywiła głowę -Chodzę na siłownię i trenuję tajski boks. W pewien sposób to dla mnie terapia - bo mogła się wyżyć na drugim człowieku, na worku albo na padach po naprawdę intensywnym dniu pracy. Nikt jej wtedy nie oceniał, a i dzięki temu mogła faktycznie pozbyć się stresu i wyładować. Wracała do mieszkania zmęczona i w spokoju siadała do papierków albo po prysznicu kładła się spać. -Mam dużo mniej czasu niż przeciętny człowiek, bo mam wszelkie spotkania w ciągu dnia. Pracoholizm jednak robi swoje i nie mam czasu na głupoty - wzruszyła ostatecznie ramionami. Nie znalazła jeszcze osoby, która potrafiłaby zmienić jej tok myślenia i ukrócić ten pracoholizm. Jednak przede wszystkich to nawet nie szukała i może to właśnie był jej problem.
Judith Myers
22-letnia striptizerka z ciężką przeszłością za sobą, która rzucona na głęboką wodę nauczyła się w niej pływać
— Cóż... No to zgodnie z planem pójdziemy do restauracji, a co później to zobaczymy — odparłam, nadal się wpatrując w nią, gdy miałam okazję i akurat patrzyła gdzieś indziej niż na mnie. No i oczywiście tak, by tego nie zauważyła. A przynajmniej byłam przekonana, że tak mi się udawało robić.
Wyraźnie się ożywiłam, słysząc o siłowni i o boksie. Choć co prawda ciężko mi było wyobrazić sobie ową pannę, tak emanującą elegancją znęcającą się bezlitośnie nad workiem treningowym, nie wątpiłam w jej słowa. Poza tym, o wiele bardziej skupiałam się na innej rzeczy.
— Czyli jednak masz hobby! Widzisz, powinnaś myśleć, sport to też może być hobby i najwidoczniej takim dla ciebie jest. Widzisz? Musiałam tylko troszkę bardziej się dokopać! — powiedziałam i to z jeszcze jaką dumą z siebie. Pełen tego uczucia uśmiech doskonale to kwitował.
Z jeszcze innej strony też rozumiałam czemu akurat boks. Na tyle stresu i emocji ile musiało towarzyszyć jej pracy, było to zupełnie zrozumiałe.
Przechyliłam głowę, kiedy odezwała się na temat czasu i tego ile go ma w ciągu dnia. Nie było to pocieszające co prawda w kontekście ewentualnej relacji na dłuższą metę, ale hej, dała się przekonać do urlopu, nie może być tak źle.
— Kurczę, jednak tym lepiej, że udało mi się cię przekonać do tego, żebyś wzięła ten urlop i nareszcie wypoczęła. Pracujemy, by żyć, a nie żyjemy, by pracować, jak by nie patrzyć. To może ustalmy wstępnie kiedy jedziemy. Za tydzień? Dwa? Jaka opcja jest taka realna? To tak, by konsekwentnie zrealizować ten plan
Faye Creed
I promise not to go,
If you promise to stay.
No tak. Nikt nigdy nie widział Creed inaczej niż tą zimną, wyrachowaną suczę, którą bywała na co dzień. Umiała się maskować, a wszelkie prywatne sprawy chowała głęboko. Nikogo też nie próbowała przekonać do tego, że w rzeczywistości jest zupełnie inna. Przynajmniej nikt więcej jej nie ranił, a raczej to ona była tą bezduszną kobietą. Dla wszystkich dookoła Creed nie miała życia i zainteresowań.
Roześmiała się na słowa siedzącej naprzeciwko niej młodej kobiety. -Możliwe, że masz rację. Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób tak naprawdę - zauważyła. Dla niej to była zwykła odskoczna i po prostu dbanie o siebie i swój wygląd tak naprawdę. Nie miała pojęcia że to mogło być w jakimś sensie jej hobby.
Creed nigdy nie miała czasu, chociaż na studiach faktycznie często imprezowała jednak to były zamierzchłe czasy. Po ślubie i przejęciu całego biznesu po ojcu przestała mieć czas dla kogokolwiek. Nawet męża co oczywiście skończyło się rozwodem. Czy żałowała? Wcale ani minuty. Było dobrze, ale widocznie po czasie doszła do wniosku, że to jednak nie to i praca stała się dużo ważniejsza niż relacje międzyludzkie.
Zmarszczyła lekko brwi zastanawiając się przez chwilę kiedy tak naprawdę mogłaby się urwać z pracy. - W sumie mi to obojętne. - wzruszyła lekko ramionami. -Im mniej się będę zastanawiać nad wyjazdem tym lepiej, bo mogę szybko zrezygnować. Lepiej ty mi powiedz kiedy możesz - bo o loty się nie martwiła. Wystarczyło zadzwonić do firmy organizującej prywatne loty i mogła lecieć nawet jutro.
Judith Myers
22-letnia striptizerka z ciężką przeszłością za sobą, która rzucona na głęboką wodę nauczyła się w niej pływać
— A widzisz! Ale tak, to jak najbardziej podciąga się pod hobby. I w sumie tłumaczy tak prześwietną sylwetkę — powiedziałam z entuzjazmem, nie szczędząc przy okazji komplementu dla kobiety. Fakt faktem, uważałam ją za naprawdę bardzo atrakcyjną, co zresztą potwierdzało ukradkowe przyglądanie się pannie Creed.
Zastanowiłam się dłużej nad jej kolejnymi słowami, a przede wszystkim nad tym, kiedy ja mogłabym najwcześniej jechać. Wyciągnęłam telefon, by spojrzeć w kalendarz i przeanalizować parę rzeczy.
— Przed nami jest weekend, więc wiadomo, wtedy będę najbardziej potrzebna... No i napiwki są wtedy większe... Może poniedziałek? Chyba że nie będą mi robili problemów, bym od piątku już miała wolne, jeśli będę miała zielone światło, to nawet pojutrze możemy jechać. To bym ci dała jeszcze znać, jak mi się udało dogadać, dobra? — zaproponowałam, chowając już telefon i upiłam kolejny łyk kawy, zawieszając wzrok na towarzyszce. Także z każdą kolejną minutą czułam się nią zainteresowana coraz bardziej, chciałam ją jeszcze lepiej poznać.
Napiłam się znów i rozejrzałam się krótko po kawiarni, zanim powróciłam spojrzeniem do Faye.
— I myślę, że możemy nastawić się na zwiedzanie, czy to w plenerze, czy nie tylko. No i najlepiej w miejscach bez zasięgu, by nie kusiło cię i tak pracować nawet z doskoku. Niby będzie różnica w strefach czasowych... Ale zgra się z moim trybem nocnym w sumie. Zazwyczaj śpię w dzień po pracy... — wzruszyłam ramionami na koniec, czekając na jej odpowiedź.
Faye Creed
I promise not to go,
If you promise to stay.
Oprócz tego, że nie powinna jechać i brać jakichkolwiek urlopów ze względu na pracę to Faye mogła nie pojawić się tam nawet i jutro jeśli miałaby taki kaprys. Oczywiście to było nierealne, bo nie opuściła żadnego dnia pracy odkąd przejęła w pełni władzę nad firmą.
-To daj znać jak najszybciej. Zajmę się rezerwacją lotu - bo wiedziała doskonale do kogo dzwonić by mieć prywatny samolot nawet na jutro. Latała z prywatną firmą już od wielu lat i zawsze była zadowolona, więc nawet jeśli to miałby być wyjazd na urlop i tak skorzysta z ich usług. Przynajmniej nie będą musiały siedzieć z obcymi ludźmi a tylko we dwie.
-Będzie ciężko, bo i tak będzie mnie kusiło by sprawdzać co w firmie - wzruszyła ramionami lekko i upiła kilka łyków kawy. -Jednak jeśli to Ty organizujesz mi wolny czas to pwnie będziemy zajęte - uśmiechnęła się zadziornie widząc jak jej towarzyszce zaczynają pojawiać się rumieńce. Trafiła.
Dopiła kawę spoglądając na zegarek. Zagadały się i to dość mocno, bo ich czas rezerwacji już minął, ale Faye nie żałowała, bo nawet ani razu nie spojrzała przez ten czas na telefon co przecież robiła tak często. -Wystawnej kolacji nie zjemy. Proponuję za to pójść na drinka gdzieś i potem zamówić coś na wynos i zjeść u mnie - rzuciła propozycją. Jeśli kobiecie się nie spodoba to zawsze mogą zmienić plany. W tym momencie Creed zamierzała się po prostu dostosować.
Judith Myers
22-letnia striptizerka z ciężką przeszłością za sobą, która rzucona na głęboką wodę nauczyła się w niej pływać
Zastanowiłam się dłuższą chwilę nad tym co powiedziała. Właściwie, o tej porze, to mogłam załatwić to znacznie szybciej. Wyjęłam telefon i napisałam do szefa, już i tak mając w głowie dobre nastawienie. W końcu głównie zarabiałam z napiwków, bardzo dużo, ale klub w znacznie mniejszej części się do tego dokładał. To mi ułatwiało wzięcie wolnego, wrzucenie na moje miejsce innej dziewczyny, która skorzysta z owych napiwków.
Jego odpowiedź tylko potwierdziła moje przypuszczenia, na co nie mogłam się nie uśmiechnąć.
— Właściwie... Rozeznałam się w temacie i nawet jutro mogłabym wziąć urlop. W sensie, od jutra. Tylko muszę to potwierdzić w miarę szybko — odparłam, przenosząc wzrok na Faye, czując przy tym narastającą ekscytację. Nawet nie wiedziałam czego się spodziewać dalej, niby ją poznałam, ale nadal za mało, by wiedzieć, co mnie czeka przy dłuższym pobycie z nią. Niemniej, byłam otwarta na to nowe doświadczenie.
— No dlatego będzie trzeba cię dobrze zająć... — zaczęłam, ale nie dokończyłam myśli, bo zobaczyłam jej zadziorny uśmiech i jeszcze bardziej się zarumieniłam. Teraz pozostawało pytanie czym będziemy zajęte. Owszem, na pewno będzie trzeba aktywnie spędzać czas, by nie miała nawet kiedy spoglądać w telefon. A jeśli miałby to być spokojniejszy wypoczynek, to najlepiej w miejscu bez zasięgu, żeby nie siedziała na telefonie, nadzorując spraw w firmie.
Spojrzałam na nią z zaskoczeniem, kiedy oznajmiła, że kolacji już nie zjemy i spoglądając na trzymany w dłoni telefon, uświadomiłam sobie czemu. Zasiedziałyśmy się. Z drugiej strony sama się teraz zastanawiałam czy chce mi się gdzieś jeszcze iść. Skoro i tak miałyśmy iść do niej...
— Ewentualnie możemy wziąć jakieś wino po drodze lub inny trunek i od razu do ciebie pójść, jeśli chcesz — odparłam, nie chcąc jednocześnie nic narzucać. Szłyśmy do niej i wolałam, by to ona zdecydowała czy to z wyborem trunku, który pije, czy z tym, kiedy do niej idziemy.
Faye Creed




