But I gave myself again to that fire, threw myself into it, into him, and let myself burn.
something about me
Lubił to robić, pewną satysfakcję sprawia mu fakt, że dziewczyna tak na niego reagowała, zwłaszcza że momentami jego libido spadło, zwłaszcza po ostatnim wypadku gdy wręcz ubolewał nad tym, że nie mógł jej dotknąć jak zawsze, przyciągnąć do siebie. Ograniczony sposób życia wdawał mu się wtedy bardzo we znaki, był bardziej nerwowy momentami gdy nie sięgał do pieprzonej półki po szklankę; dopiero kiedy zaczynał normalnie funkcjonować to pozwolili sobie na odrobinę szaleństwa. Lubił te momenty gdy spędzali razem czas, zwłaszcza że ich życie erotyczne nigdy nie było nudne. Wtedy na imprezie także przekroczyli pewną granicę związaną nie tylko z bólem ale i także z nowymi doświadczeniami, które spowodowało, że jeszcze bardziej ją kochał - o ile to było możliwe. Uniósł lekko brew do góry na jej słowa.
— Oczywiście, że wiesz o jakie zdjęcia mi chodzi, naprawdę chcesz, żebym to powiedział na głos? — zaśmiał się delikatnie w jej stronę, przekrzywiając z rozbawieniem trochę głowę na bok. Tamte zdjęcia, które robił głównie on sam miały tylko i wyłącznie jeden cel - miała o nim myśleć, a że wtedy jeszcze nie mieszkali razem to takie widoki miała co jakiś czas gdy się spotykali, teraz mogła go widzieć w pełnej krasie jeśli chodzi o jego mięśnie brzucha, mogła go dotykać kiedy tylko chciała bo spali w jednym łóżku. Mogła praktycznie robić z nim co chce… nawet nie miała pojęcia jaki miałą na niego wpływ, wystarczyło tylko jedno słowo a on padłby przed nią na kolana niczym przed swoją boginią. Zaśmiał się lekko na jej słowa. — Raphael nie był szczególnie zadowolony z tego faktu, ale jakoś to zdzierżył — wyrzekł. Bo jeśli sądziła, że w jego życiu była inna kobieta to srogo się myliła, nawet nie pozwoliłby innej zrobić sobie zdjęć bez koszulki, które potem wysłałby do swojej dziewczyny, tak po prostu się nie godziło. Jego kuzyn musiał się tym głównie zajmować i za każdym razem wywracał na to oczami.
Przesunął spojrzenie po jej twarzy a ciche westchnienie wyrwało się z jego ust gdy wzruszył ramionami. — Są one tylko i wyłącznie dla moich oczu, ponadto dobrze zabezpieczone, więc nie masz się czym martwić, że ktoś je zobaczy. Raczej zabiłbym każdego gdyby nawet spróbował — kącik jego ust drgnął przy tych słowach; nie lubił tego uczucia, które paliło go w piersi, że w jej życiu mógłby pojawić się inny mężczyzna, który pod wieloma względami byłby lepszy od niego. Nie sprawiałby większych problemów, nie byłby zepsuty psychicznie przez własnego ojca i przede wszystkim nie zawodził by jej na każdym kroku tak jak on to potrafił robić. Wzbraniał się od wszelkich używek i alkoholu bo wiedział, że wystarczyłby tylko łyk i wróciłby do tego cholernego uzależnienia. Od ich ostatniej rozmowy na ten temat nie ukrywał już faktu, że momentami ciągnęło go do procentów, chciał być wobec niej szczery.
Rozłożenie sprzętu nie zajęło mu zbyt wiele czasu, chociaż i tak miał wrażenie, że nie będą w stanie za bardzo skupić się na filmie, tylko na siebie nawzajem. Zresztą przyjechał tutaj, żeby spędzić z nią czas, nawet gdyby musieli przegapić wszystkie filmy jakie sobie wybrali na ten wieczór. Zacisnął lekko szczękę spoglądając na nią. Czy się przejmował? Jak diabli, ale nie był w stanie przyznać się do tego przed samym sobą, że obawiał się iż ta rozczaruje się tym wieczorem, zważywszy na to, że oboje byli sentymentalni to polana wydawała się być odpowiednim miejscem niż droga restauracja. No i po tym co przeżyła z Owenem chyba to było lepszym posunięciem, nieprawdaż? Wywrócił teatralnie oczami na jej słowa.
— Zero wyścigów, skończyłem z tym po ostatnim. Zresztą nawet nie wiem kiedy tak naprawdę wsiądę za kółko własnego samochodu — wzruszył lekko ramionami, od wypadku głównie to Layla prowadziła doskonaląc swoje umiejętności jeśli chodzi o prowadzenie auta, nawet gdy momentami Moreau lekko się krzywił na jej poczynania.
Bał się usiąść za kierownicą i chyba oboje zdawali sobie z tego sprawę, nawet gdy nie powiedział tego nigdy na głos.
Oburzył się na jej przytyk.
— Jak to nie jest romantyczna? Nawet nie wiesz, że sam fartuszek na Tobie zadziałałby na mnie jak płachta na byka, chętnie bym go wtedy z Ciebie zerwał… najlepiej zębami — puścił jej oczko, widząc minę i zaśmiał się lekko. Tak, to nigdy mu się nie znudzi, doprowadzanie jej do takiego momentu, że ta wgapiała się w niego z lekko rozchylonymi ustami i rumieńcami na policzkach, to był najlepszy widok pod słońcem.
— Jak możesz insynuować, że mówię to każdej. Żadna dziewczyna nie siedziała na masce tego samochodu bo ten przywilej należy do Ciebie, zazdrośnico — wytknął jej śmiejąc się lekko, przekrzywiając głowę trochę na bok gdy ta zarzuciła mu ręce na szyję. Nienawidził tych pieprzonych koszul, ale podobno wyglądał w nich seksownie i gustownie, dlatego tak się ubierał tylko i wyłącznie na specjalne okazje, a walentynki były taką właśnie okazją. Znosił to wszystko dla niej, to dla niej odbił się od pieprzonego dna starając się utrzymać głowę nad powierzchnią, nawet gdy było to trudnym zadaniem zważywszy na to co oboje przeżyli. — Jeszcze o to pytasz kochanie? Dałem Ci prowadzić samochód z którym mam jedyne przyjemne wspomnienia związane z moim ojc… z Elijah — skrzywił się lekko na dźwięk jego imienia w swoich ustach, ale już oficjalnie nie mógł nazywać go swoim ojcem, bo nim nie był. — Możesz z nim zrobić co chcesz, mogłabyś nawet go sprzedać jeśli takie byłoby Twoje życzenie ale… — kącik jego ust drgnął lekko, gdy nachylił się nad nią, zatrzymując swoje usta tuż przy jej, owiewając je swoim ciepłym oddechem. — … najpierw Cię zerżnę na masce tego samochodu, zanim oddam go w Twoje ręce, dobrze? — przesunął spojrzeniem po jej twarzy, potem na jej usta, oblizując swoją dolną wargę zwłaszcza w momencie gdy ta przygryzła swoją, czując jak jego serce zaczyna mocno nawalać w klatce piersiowej od tej bliskości.
— Nosisz go ze sobą i nawet się nie pochwaliłaś? — zaśmiał się lekko, przesuwając swoje usta na zarys jej szczęki, całując ją lekko i przelotnie w kącik ust. — Mówisz, że chcesz wiedzieć co bym wtedy zrobił? — zaśmiał się lekko gdy zjechał ustami na jej piersi, muskając językiem przez cienki materiał body wrażliwe sutki, doskonale wiedział jak może ją doprowadzić do wrzenia, wystarczyła tylko chwila i oboje pragnęli siebie w tym momencie.
— Zawsze? To dobrze, bo nie mam zamiaru się Tobą dzielić, nigdy — zastrzegł, trochę ochrypłym głosem, spoglądając w jej twarz. Wrócił pocałunkami do linii jej szczęki, wtłaczając więcej powietrza w płuca. — Wtedy gdyby nie policja to.. Padłbym przed Tobą na kolana, bo to właśnie ze mną robisz — wyszeptał, zanim nie złączył ich ust w żarliwym pocałunku, przelewając w niego wszystkie swoje uczucia, pożądanie i pasję.
Layla Rosales
— Oczywiście, że wiesz o jakie zdjęcia mi chodzi, naprawdę chcesz, żebym to powiedział na głos? — zaśmiał się delikatnie w jej stronę, przekrzywiając z rozbawieniem trochę głowę na bok. Tamte zdjęcia, które robił głównie on sam miały tylko i wyłącznie jeden cel - miała o nim myśleć, a że wtedy jeszcze nie mieszkali razem to takie widoki miała co jakiś czas gdy się spotykali, teraz mogła go widzieć w pełnej krasie jeśli chodzi o jego mięśnie brzucha, mogła go dotykać kiedy tylko chciała bo spali w jednym łóżku. Mogła praktycznie robić z nim co chce… nawet nie miała pojęcia jaki miałą na niego wpływ, wystarczyło tylko jedno słowo a on padłby przed nią na kolana niczym przed swoją boginią. Zaśmiał się lekko na jej słowa. — Raphael nie był szczególnie zadowolony z tego faktu, ale jakoś to zdzierżył — wyrzekł. Bo jeśli sądziła, że w jego życiu była inna kobieta to srogo się myliła, nawet nie pozwoliłby innej zrobić sobie zdjęć bez koszulki, które potem wysłałby do swojej dziewczyny, tak po prostu się nie godziło. Jego kuzyn musiał się tym głównie zajmować i za każdym razem wywracał na to oczami.
Przesunął spojrzenie po jej twarzy a ciche westchnienie wyrwało się z jego ust gdy wzruszył ramionami. — Są one tylko i wyłącznie dla moich oczu, ponadto dobrze zabezpieczone, więc nie masz się czym martwić, że ktoś je zobaczy. Raczej zabiłbym każdego gdyby nawet spróbował — kącik jego ust drgnął przy tych słowach; nie lubił tego uczucia, które paliło go w piersi, że w jej życiu mógłby pojawić się inny mężczyzna, który pod wieloma względami byłby lepszy od niego. Nie sprawiałby większych problemów, nie byłby zepsuty psychicznie przez własnego ojca i przede wszystkim nie zawodził by jej na każdym kroku tak jak on to potrafił robić. Wzbraniał się od wszelkich używek i alkoholu bo wiedział, że wystarczyłby tylko łyk i wróciłby do tego cholernego uzależnienia. Od ich ostatniej rozmowy na ten temat nie ukrywał już faktu, że momentami ciągnęło go do procentów, chciał być wobec niej szczery.
Rozłożenie sprzętu nie zajęło mu zbyt wiele czasu, chociaż i tak miał wrażenie, że nie będą w stanie za bardzo skupić się na filmie, tylko na siebie nawzajem. Zresztą przyjechał tutaj, żeby spędzić z nią czas, nawet gdyby musieli przegapić wszystkie filmy jakie sobie wybrali na ten wieczór. Zacisnął lekko szczękę spoglądając na nią. Czy się przejmował? Jak diabli, ale nie był w stanie przyznać się do tego przed samym sobą, że obawiał się iż ta rozczaruje się tym wieczorem, zważywszy na to, że oboje byli sentymentalni to polana wydawała się być odpowiednim miejscem niż droga restauracja. No i po tym co przeżyła z Owenem chyba to było lepszym posunięciem, nieprawdaż? Wywrócił teatralnie oczami na jej słowa.
— Zero wyścigów, skończyłem z tym po ostatnim. Zresztą nawet nie wiem kiedy tak naprawdę wsiądę za kółko własnego samochodu — wzruszył lekko ramionami, od wypadku głównie to Layla prowadziła doskonaląc swoje umiejętności jeśli chodzi o prowadzenie auta, nawet gdy momentami Moreau lekko się krzywił na jej poczynania.
Bał się usiąść za kierownicą i chyba oboje zdawali sobie z tego sprawę, nawet gdy nie powiedział tego nigdy na głos.
Oburzył się na jej przytyk.
— Jak to nie jest romantyczna? Nawet nie wiesz, że sam fartuszek na Tobie zadziałałby na mnie jak płachta na byka, chętnie bym go wtedy z Ciebie zerwał… najlepiej zębami — puścił jej oczko, widząc minę i zaśmiał się lekko. Tak, to nigdy mu się nie znudzi, doprowadzanie jej do takiego momentu, że ta wgapiała się w niego z lekko rozchylonymi ustami i rumieńcami na policzkach, to był najlepszy widok pod słońcem.
— Jak możesz insynuować, że mówię to każdej. Żadna dziewczyna nie siedziała na masce tego samochodu bo ten przywilej należy do Ciebie, zazdrośnico — wytknął jej śmiejąc się lekko, przekrzywiając głowę trochę na bok gdy ta zarzuciła mu ręce na szyję. Nienawidził tych pieprzonych koszul, ale podobno wyglądał w nich seksownie i gustownie, dlatego tak się ubierał tylko i wyłącznie na specjalne okazje, a walentynki były taką właśnie okazją. Znosił to wszystko dla niej, to dla niej odbił się od pieprzonego dna starając się utrzymać głowę nad powierzchnią, nawet gdy było to trudnym zadaniem zważywszy na to co oboje przeżyli. — Jeszcze o to pytasz kochanie? Dałem Ci prowadzić samochód z którym mam jedyne przyjemne wspomnienia związane z moim ojc… z Elijah — skrzywił się lekko na dźwięk jego imienia w swoich ustach, ale już oficjalnie nie mógł nazywać go swoim ojcem, bo nim nie był. — Możesz z nim zrobić co chcesz, mogłabyś nawet go sprzedać jeśli takie byłoby Twoje życzenie ale… — kącik jego ust drgnął lekko, gdy nachylił się nad nią, zatrzymując swoje usta tuż przy jej, owiewając je swoim ciepłym oddechem. — … najpierw Cię zerżnę na masce tego samochodu, zanim oddam go w Twoje ręce, dobrze? — przesunął spojrzeniem po jej twarzy, potem na jej usta, oblizując swoją dolną wargę zwłaszcza w momencie gdy ta przygryzła swoją, czując jak jego serce zaczyna mocno nawalać w klatce piersiowej od tej bliskości.
— Nosisz go ze sobą i nawet się nie pochwaliłaś? — zaśmiał się lekko, przesuwając swoje usta na zarys jej szczęki, całując ją lekko i przelotnie w kącik ust. — Mówisz, że chcesz wiedzieć co bym wtedy zrobił? — zaśmiał się lekko gdy zjechał ustami na jej piersi, muskając językiem przez cienki materiał body wrażliwe sutki, doskonale wiedział jak może ją doprowadzić do wrzenia, wystarczyła tylko chwila i oboje pragnęli siebie w tym momencie.
— Zawsze? To dobrze, bo nie mam zamiaru się Tobą dzielić, nigdy — zastrzegł, trochę ochrypłym głosem, spoglądając w jej twarz. Wrócił pocałunkami do linii jej szczęki, wtłaczając więcej powietrza w płuca. — Wtedy gdyby nie policja to.. Padłbym przed Tobą na kolana, bo to właśnie ze mną robisz — wyszeptał, zanim nie złączył ich ust w żarliwym pocałunku, przelewając w niego wszystkie swoje uczucia, pożądanie i pasję.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
something about me
Ucieczka była dla niej czymś naturalnym. Gdy zbyt wiele emocji ją przyszpilało czy też nie radziła sobie z pewną sytuacją, to reagowała w ten sposób. Tamtego wieczoru, gdy odebrała telefon od Rey i usłyszała o wypadku samochodowym - czas się zatrzymał, a ona niczym w amoku musiała odnaleźć do niego drogę. Tak niewiele brakowało, a już nigdy więcej nie zobaczyłaby go. Tego uśmiechu, którym zawsze ją obdarzał z rana, gdy przyciągał ją bliżej do siebie, gdy próbowała wstać. Nie czułaby jego pocałunków. Nie usłyszałaby z jego ust Kocham Cię czy też perełko. Było to może świętokradztwem, ale ten wypadek jednak dużo dobrego zdziałał w ich relacji, bo teraz oboje skupiali się na sobie zamiast na problemach innych. Tworzyli tak jak dzisiaj miłe wspomnienia, które przywoływali później w myślach i cieszyli się każdą sekundą jaką zyskali. Tak mało brakowało, a mogli to wszystko stracić przez swoją głupotę.
- Nie wiem o jakie zdjęcia ci chodzi. - upierała się dalej przy swoim. Może była trochę ciekawa jak to ubierze w słowa? Nigdy nie poprosiłaby go o takie zdjęcia. W całym swoim życiu nawet nie pomyślałaby o tym, że mogłaby takowe posiadać, a już tym bardziej dostać je w przypadkowym momencie. Co prawda nie narzekałaby na takie widoki, ale odpowiedzialność była zbyt wielka...
- Chcesz mi wmówić, że zmuszałeś do tego swojego kuzyna? Niby jak to wyglądało hm? Czekaj Raphael, to dobra sceneria tylko ściągnę koszulkę? A on robił ci całą sesję? Jak go do tego zmusiłeś? - uniosła jedną brew do góry, ale była nawet w stanie sobie wyobrazić taką scenę. Osobiście Raphaela nie potrafiła rozgryźć, bo przy niej kuzyn chłopaka był zawsze wycofany i powściągliwy, ale wiedziała jedno. Rowley i Raphael był to duet, któremu nie chciałaby nadepnąć na odcisk. Tą dwójkę łączyło coś nierozerwalnego co mogłaby porównać jedynie do swojej przyjaźni z Rey.
- Jeśli dasz mi godzinę i przejdę te zabezpieczenia, to je usuniesz? - spojrzała w jego oczy i wstrzymała oddech na chwilę. Naprawdę przejmowała się, że ktoś mógłby je zobaczyć, albo co gorsza posiadać. Zrobiła je tylko dla widoku Rowleya i to jeszcze pod wpływem chwili i przede wszystkim procentów. Zbyt wiele razy widziała co ludzie mieli w swoich telefonach i jak niektórzy wykorzystywali to do swoich celów, gdy w ekipie kradła nie tylko pieniądze od bogatych dzieciaków. Ufała jemu, ale nie innym.
Nie wyobrażała sobie w swoim życiu już innego mężczyzny. Gdy kątem oka obserwowała chłopaka, gdy rozstawiał sprzęt na polanie, to uśmiechała się pod nosem. Jeszcze miesiąc temu takie najdrobniejsze rzeczy sprawiały mu trudność, a on z każdym krokiem denerwował się, gdy coś mu nie wychodziło. Cieszyła się, że powoli wracał do dawnej formy i przede wszystkim, że znowu zaczynał ćwiczyć w ich mieszkaniu, a ona mogła obserwować te widoki udając, że film był ciekawszy. Ta cała sielanka i brak nowych problemów był upajającym stanem i pragnęła, żeby tak zostało. Tylko on i ona.
- Chcesz o tym porozmawiać? - na jej twarzy mógł wyczytać zrozumienie, ale i pewnego rodzaju troskę. Nie naciskała go, gdy kręcił głową i oddawał w jej dłonie kluczyki do samochodu - pomimo, że nie była zbyt dobrym wyborem na kierowcę. Co niektórych dosyć bawiło, bo przecież od lat Layla przebywała w kręgu ludzi, którzy startowali w wyścigach. O wiele lepiej czuła się na miejscu pasażera. Zresztą lubiła ten moment, gdy Rowley siedział odprężony za kierownicą i mimo wszystko kładł swoją dłoń na jej udzie, jakby drażniło go to, że nie może być bliżej. Co mogła poradzić, że jej chłopak wyglądał seksownie w tej swojej Perełce?
- A co w tym romantycznego? To dalej brzmi jak wstęp do filmu dla dorosłych. Nie wierzę, że to nazywasz romantycznym, a gdzie w tym cała ta otoczka? Jak nic chyba muszę zrobić ci szkolenie. W takich chwilach chodzi o wyznania. O ten przelotny dotyk i spojrzenia, gdy napięcie wzrasta pomiędzy dwojgiem ludzi. To coś innego niż rzucenie się na goliznę. - obruszyła się, ale po jej policzkach mógł zauważyć, że w pewien sposób i tak jego słowa na nią podziałały. - Romantyczna była nasza pierwsza randka. Romantyczny może być taniec w deszczu. Kochanie się w jeziorze w świetle księżyca, ale również drobne gesty. Czasami wystarcza mała karteczka z napisem Kocham Cię. - wyznała cicho i speszona zerknęła w bok.
- Nie jestem... zazdrosna... - przesuwała palcami po gładkim materiale koszuli i czerpała przyjemność z tej bliskości, która pomiędzy nimi się pojawiła. Nie chciała teraz myśleć o jego wcześniejszych podbojach i tym co robił z tymi dziewczynami. Wolała się skupić na tej chwili i sycić swój wzrok tym jak dobrze wyglądał w koszuli. Uwielbiała go w takim wydaniu, nawet gdy zazwyczaj niezbyt długo mogła się cieszyć tym widokiem. Wyjątkiem była jego impreza urodzinowa, gdy oboje toczyli grę na wzajemne kuszenie siebie, bo chłopak obiecał, że jej nie dotknie do czasu, gdy o to go nie poprosi. Chociaż gdyby wtedy w jego pokoju jego mama im nie przeszkodziła... Kto wie jak te urodziny skończyłyby się?
- Nigdy bym go nie sprzedała, ale mam pewien pomysł.. Nie wiem czy ci się spodoba, ale... - te psotne iskierki znowu pojawiły się w jej oczach, a jej wzrok zjechał na jego usta, gdy ten pochylił się nad nią. - Ale najpierw mnie przelecisz na masce. - wyszeptała i musnęła swoimi wargami jego usta. Delikatnie się zaśmiała, a kącik jej ust uniósł się do góry.
- W Sylwestra byłeś zawiedziony, że go nie mam, więc zaczęłam nosić w torebce. - przygryzła dolną wargę i wbiła paznokcie w jego ramię, gdy pocałunkami zszedł niżej na jej piersi. Zacisnęła mocniej uda na jego biodrach, a on mógł poczuć jej nierówny oddech na swojej szyi. Z jej ust wydobył się cichy jęk, gdy złączył ich usta w żarliwym pocałunku, od którego kręciło się jej w głowie. Powoli rozpinała jego koszule, przejechała palcami po jego klatce piersiowej i cicho zamruczała w jego usta. Ich oddechy się mieszały, gdy powoli oderwali się od siebie, a ona oparła czoło o jego. - A to nie było tak, że chciałeś zobaczyć jak bardzo chętna byłam? Nie chciałeś sprawić, żebym błagała cię o więcej? - przygryzła płatek jego ucha i delikatnie się uśmiechnęła. - Za to wiem co chciałeś zrobić z tą sukienką na naszej pierwszej randce. Zedrzyj ją ze mnie Rowley..
Tydzień później...
Oddał w jej ręce samochód nawet nie wiedząc na co się pisze. Może i była marnym rajdowcem, ale za to już wiele razy pomagała Rey w doborze lakieru i wyglądu auta. Szczególnie, że przyjaciółka co nowy sezon musiała odpicować swojego złomka, którego pieszczotliwie tak nazywała. Świetnie się bawiła, gdy wybierała kolory do tego projektu, bo oczywiście wykonanie musiała już pozostawić profesjonalistą. Czyli Rey i jej przyjaciółce, które wiedziały jak położyć na aucie lakier. Już wczoraj widziała efekt ich pracy i przynajmniej jej bardzo podobało się wykonanie. Nie była tylko pewna jak Rowley zareaguje. Szczególnie, że od niego zależało czy zgodzi się skończyć ten projekt, tak jak sobie to zaplanowała.
Stanęła przed zamkniętym garażem i spojrzała niepewnie na chłopaka.
- Jeśli ci się nie spodoba, to wrócimy do poprzedniego wyglądu... Tylko bądź szczery... - zastrzegła otwierając powoli garaż. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że cały samochód był czarny. Dopiero, gdy promienie słońca padły na lakier, to gama różnych odcieni fioletu i granatu wydobywała się spod głównego koloru tworząc wzór dymu.
- Wszystkie te Galaxy Wrap wydawały mi się tandetne i zbyt różowe... Udało nam się dobrać na tyle ciemny fiolet, że widać go tylko pod dobrym kątem i światłem i... Maskę zostawiłyśmy nie zrobioną, bo pomyślałam... No wiesz skoro podobno mój tyłek tylko może być na masce... - zmarszczyła nosek niepewnie, a na jej policzkach pojawił się rumieniec. - Kiedyś chciałam dać ci obraz z odbitymi moim pośladkami na płótnie, ale może... Chcesz może jednak je mieć na masce swojego samochodu? - spojrzała w kierunku przygotowanej farby i zerknęła niepewnie w stronę blondyna. Jeśli się nie zgodzi to położą ostatnią warstwę zabezpieczającą lakier na masce, albo przywrócą poprzedni wygląd samochodu. Jednak gdyby się zgodził, to musiałby dokładnie pomalować jej ciało farbą i podsadzić ją na maskę, żeby odbić jej kształty na metalu...
Rowley Moreau
- Nie wiem o jakie zdjęcia ci chodzi. - upierała się dalej przy swoim. Może była trochę ciekawa jak to ubierze w słowa? Nigdy nie poprosiłaby go o takie zdjęcia. W całym swoim życiu nawet nie pomyślałaby o tym, że mogłaby takowe posiadać, a już tym bardziej dostać je w przypadkowym momencie. Co prawda nie narzekałaby na takie widoki, ale odpowiedzialność była zbyt wielka...
- Chcesz mi wmówić, że zmuszałeś do tego swojego kuzyna? Niby jak to wyglądało hm? Czekaj Raphael, to dobra sceneria tylko ściągnę koszulkę? A on robił ci całą sesję? Jak go do tego zmusiłeś? - uniosła jedną brew do góry, ale była nawet w stanie sobie wyobrazić taką scenę. Osobiście Raphaela nie potrafiła rozgryźć, bo przy niej kuzyn chłopaka był zawsze wycofany i powściągliwy, ale wiedziała jedno. Rowley i Raphael był to duet, któremu nie chciałaby nadepnąć na odcisk. Tą dwójkę łączyło coś nierozerwalnego co mogłaby porównać jedynie do swojej przyjaźni z Rey.
- Jeśli dasz mi godzinę i przejdę te zabezpieczenia, to je usuniesz? - spojrzała w jego oczy i wstrzymała oddech na chwilę. Naprawdę przejmowała się, że ktoś mógłby je zobaczyć, albo co gorsza posiadać. Zrobiła je tylko dla widoku Rowleya i to jeszcze pod wpływem chwili i przede wszystkim procentów. Zbyt wiele razy widziała co ludzie mieli w swoich telefonach i jak niektórzy wykorzystywali to do swoich celów, gdy w ekipie kradła nie tylko pieniądze od bogatych dzieciaków. Ufała jemu, ale nie innym.
Nie wyobrażała sobie w swoim życiu już innego mężczyzny. Gdy kątem oka obserwowała chłopaka, gdy rozstawiał sprzęt na polanie, to uśmiechała się pod nosem. Jeszcze miesiąc temu takie najdrobniejsze rzeczy sprawiały mu trudność, a on z każdym krokiem denerwował się, gdy coś mu nie wychodziło. Cieszyła się, że powoli wracał do dawnej formy i przede wszystkim, że znowu zaczynał ćwiczyć w ich mieszkaniu, a ona mogła obserwować te widoki udając, że film był ciekawszy. Ta cała sielanka i brak nowych problemów był upajającym stanem i pragnęła, żeby tak zostało. Tylko on i ona.
- Chcesz o tym porozmawiać? - na jej twarzy mógł wyczytać zrozumienie, ale i pewnego rodzaju troskę. Nie naciskała go, gdy kręcił głową i oddawał w jej dłonie kluczyki do samochodu - pomimo, że nie była zbyt dobrym wyborem na kierowcę. Co niektórych dosyć bawiło, bo przecież od lat Layla przebywała w kręgu ludzi, którzy startowali w wyścigach. O wiele lepiej czuła się na miejscu pasażera. Zresztą lubiła ten moment, gdy Rowley siedział odprężony za kierownicą i mimo wszystko kładł swoją dłoń na jej udzie, jakby drażniło go to, że nie może być bliżej. Co mogła poradzić, że jej chłopak wyglądał seksownie w tej swojej Perełce?
- A co w tym romantycznego? To dalej brzmi jak wstęp do filmu dla dorosłych. Nie wierzę, że to nazywasz romantycznym, a gdzie w tym cała ta otoczka? Jak nic chyba muszę zrobić ci szkolenie. W takich chwilach chodzi o wyznania. O ten przelotny dotyk i spojrzenia, gdy napięcie wzrasta pomiędzy dwojgiem ludzi. To coś innego niż rzucenie się na goliznę. - obruszyła się, ale po jej policzkach mógł zauważyć, że w pewien sposób i tak jego słowa na nią podziałały. - Romantyczna była nasza pierwsza randka. Romantyczny może być taniec w deszczu. Kochanie się w jeziorze w świetle księżyca, ale również drobne gesty. Czasami wystarcza mała karteczka z napisem Kocham Cię. - wyznała cicho i speszona zerknęła w bok.
- Nie jestem... zazdrosna... - przesuwała palcami po gładkim materiale koszuli i czerpała przyjemność z tej bliskości, która pomiędzy nimi się pojawiła. Nie chciała teraz myśleć o jego wcześniejszych podbojach i tym co robił z tymi dziewczynami. Wolała się skupić na tej chwili i sycić swój wzrok tym jak dobrze wyglądał w koszuli. Uwielbiała go w takim wydaniu, nawet gdy zazwyczaj niezbyt długo mogła się cieszyć tym widokiem. Wyjątkiem była jego impreza urodzinowa, gdy oboje toczyli grę na wzajemne kuszenie siebie, bo chłopak obiecał, że jej nie dotknie do czasu, gdy o to go nie poprosi. Chociaż gdyby wtedy w jego pokoju jego mama im nie przeszkodziła... Kto wie jak te urodziny skończyłyby się?
- Nigdy bym go nie sprzedała, ale mam pewien pomysł.. Nie wiem czy ci się spodoba, ale... - te psotne iskierki znowu pojawiły się w jej oczach, a jej wzrok zjechał na jego usta, gdy ten pochylił się nad nią. - Ale najpierw mnie przelecisz na masce. - wyszeptała i musnęła swoimi wargami jego usta. Delikatnie się zaśmiała, a kącik jej ust uniósł się do góry.
- W Sylwestra byłeś zawiedziony, że go nie mam, więc zaczęłam nosić w torebce. - przygryzła dolną wargę i wbiła paznokcie w jego ramię, gdy pocałunkami zszedł niżej na jej piersi. Zacisnęła mocniej uda na jego biodrach, a on mógł poczuć jej nierówny oddech na swojej szyi. Z jej ust wydobył się cichy jęk, gdy złączył ich usta w żarliwym pocałunku, od którego kręciło się jej w głowie. Powoli rozpinała jego koszule, przejechała palcami po jego klatce piersiowej i cicho zamruczała w jego usta. Ich oddechy się mieszały, gdy powoli oderwali się od siebie, a ona oparła czoło o jego. - A to nie było tak, że chciałeś zobaczyć jak bardzo chętna byłam? Nie chciałeś sprawić, żebym błagała cię o więcej? - przygryzła płatek jego ucha i delikatnie się uśmiechnęła. - Za to wiem co chciałeś zrobić z tą sukienką na naszej pierwszej randce. Zedrzyj ją ze mnie Rowley..
Tydzień później...
Oddał w jej ręce samochód nawet nie wiedząc na co się pisze. Może i była marnym rajdowcem, ale za to już wiele razy pomagała Rey w doborze lakieru i wyglądu auta. Szczególnie, że przyjaciółka co nowy sezon musiała odpicować swojego złomka, którego pieszczotliwie tak nazywała. Świetnie się bawiła, gdy wybierała kolory do tego projektu, bo oczywiście wykonanie musiała już pozostawić profesjonalistą. Czyli Rey i jej przyjaciółce, które wiedziały jak położyć na aucie lakier. Już wczoraj widziała efekt ich pracy i przynajmniej jej bardzo podobało się wykonanie. Nie była tylko pewna jak Rowley zareaguje. Szczególnie, że od niego zależało czy zgodzi się skończyć ten projekt, tak jak sobie to zaplanowała.
Stanęła przed zamkniętym garażem i spojrzała niepewnie na chłopaka.
- Jeśli ci się nie spodoba, to wrócimy do poprzedniego wyglądu... Tylko bądź szczery... - zastrzegła otwierając powoli garaż. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że cały samochód był czarny. Dopiero, gdy promienie słońca padły na lakier, to gama różnych odcieni fioletu i granatu wydobywała się spod głównego koloru tworząc wzór dymu.
- Wszystkie te Galaxy Wrap wydawały mi się tandetne i zbyt różowe... Udało nam się dobrać na tyle ciemny fiolet, że widać go tylko pod dobrym kątem i światłem i... Maskę zostawiłyśmy nie zrobioną, bo pomyślałam... No wiesz skoro podobno mój tyłek tylko może być na masce... - zmarszczyła nosek niepewnie, a na jej policzkach pojawił się rumieniec. - Kiedyś chciałam dać ci obraz z odbitymi moim pośladkami na płótnie, ale może... Chcesz może jednak je mieć na masce swojego samochodu? - spojrzała w kierunku przygotowanej farby i zerknęła niepewnie w stronę blondyna. Jeśli się nie zgodzi to położą ostatnią warstwę zabezpieczającą lakier na masce, albo przywrócą poprzedni wygląd samochodu. Jednak gdyby się zgodził, to musiałby dokładnie pomalować jej ciało farbą i podsadzić ją na maskę, żeby odbić jej kształty na metalu...
Rowley Moreau
But I gave myself again to that fire, threw myself into it, into him, and let myself burn.
something about me
Nie lubił tych momentów gdy miał wrażenie, że dziewczyna po prostu wymykała się z jego rąk. Chciałby, żeby ta otworzyła się przed nim i porozmawiała, ale liczył na to, że ona sama w pewnym momencie zacznie rozmowę na te bardziej wrażliwe tematy. Rowley nie chciał przed nią niczego ukrywać, zwłaszcza po tym epizodzie z alkoholem, gdy obiecał zarówno jej jak i samej sobie, że nie będzie przed nimi żadnych tajemnic. To one właśnie niszczyły ich związek, który Moreau pragnął pielęgnować pod każdym aspektem. Wiedział, że dziewczyna nie miała w swoim życiu łatwo, także jego dzieciństwo nie było usłane różami, zwłaszcza, że borykał się ze swoim ojcem, który nauczył go tylko i wyłącznie jednego - jak się krzywdzić i nienawidzić samego siebie. Blondyn przez ten cały czas nienawidził tego kim się stał i obawiał się tam w głębi, że będzie taki jak on. Wiadomość, że Rick był jego biologicznym ojcem trochę go podniosła na duchu bo to oznaczało, że nie musiał być taki jak Elijah a zwłaszcza w przyszłości gdyby kiedyś miał zostać ojcem, bo tego obawiał się ze wszystkiego najbardziej, że nie będzie odpowiedni do tej roli. Wśród tych wszystkich obaw z którymi się borykał, to ta najbardziej go dręczyła, nie raz spędzała mu sen z powiek gdy budził się w środku nocy zlany potem. Jednak w takich momentach czuł obecność dziewczyny u swojego boku, była jego kotwicą w tych najgorszych momentach, a jej dotyk czy przytulenie jej powodowało, że jego galopujące serce się uspokoiło. Cenił sobie te momenty spokoju, które mieli od momentu gdy Josh nie zagrażał ich przyszłości i mogli skupić się na sobie.
Był trochę egoistyczny bo nie potrafił wypuścić jej z rąk, spowodować, że mogłaby żyć innym życiem bo czuł się z nią w każdym możliwym aspekcie związany. Obnażył się przed nią i pokazał jej wszystkie sekrety i rysy w jego duszy, w jego umyśle a ona mimo tego wszystkiego go zaakceptowała, nawet gdy ten czuł do siebie tylko i wyłącznie wstręt.
Wywrócił teatralnie na jej słowa i wzruszył przy tym lekko ramionami, jeśli ta chciała go podejść, żeby ten jej powiedział o jakie zdjęcia chodzi to się myliła, nie miał zamiaru jej uświadamiać czy powiedzieć jej wprost, nawet gdy na to bardzo liczyła. Przesunął po niej spojrzeniem z lekkim uśmiechem na ustach a westchnienie po chwili wyrwało się spomiędzy jego rozchylonych lekko warg. — Nie zmuszałem, robił to z czysta przyjemnością i ochotą, nawet nie masz pojęcia jak bardzo — zaśmiał się sam lekko na te słowa bo chyba oboje wiedzieli, że Raphael nie był osobą, która chętnie zrobiłaby coś takiego, wprawdzie znali się z Rowleyem niczym łyse konie i wychowywali się razem i jedno mogło liczyć na drugiego.
— Nie przejdziesz ich — wyrzekł pewny siebie unosząc lekko brew do góry, może z pozoru nie wyglądał na człowieka, który się na tym znał, ale jeśli chodziło o jakiekolwiek zdjęcia to dbał o to, żeby nikt ich nie ujrzał. No i kto powiedział, że miał je w swoim telefonie i że miał je w tym momencie przy sobie? Moreau bywał w tych kwestiach bardzo skrupulatny.
— Dzisiaj chyba nie jest dzień na takie rozmowy, nie chcę psuć naszego wieczoru — wyrzekł po chwili posyłając w jej stronę lekki uśmiech, może trochę wymuszony bo akurat wypadek był ostatnią rzeczą jaką chciał poruszać właśnie w takim dniu jak walentynki, zważywszy na fakt, że nie był to przyjemny temat jak i na to, że blondyn popełnił wtedy kompletną głupotę za którą musiał pokutować. Może na zewnątrz już było wszystko normalnie, ale jego psychika bardzo ucierpiała w tamtym momencie, a niepewność jeszcze bardziej go przenikała. — Kto mówi, że rzuciłbym się na goliznę? Może patrzyłbym jak subtelnie mieszasz łyżką w garnku? Jak próbujesz potrawy, którą sama ugotowałaś a kropla ściekła by Ci po dolnej wardze. — przekrzywił lekko głowę na bok mrużąc oczy po tych słowach, jakby mógł sobie wyobrazić ją właśnie w takowym wydaniu. — Pamiętaj, że mężczyźni są wzrokowcami, my bardziej zapamiętujemy w ten sposób i to bardziej na nas działa. Dla mnie romantyczny gest to wspólny tatuaż, to jak trzymam Cię w ramionach co noc i wiem, że gdy się obudzę rano to nadal będziesz przy mnie — wyrzekł miękkim głosem, uśmiechając się przelotnie w jej kierunku, składając lekki pocałunek na jej czole.
— Wmawiaj sobie dalej, że nie jesteś — wymruczał po chwili cichym głosem spoglądając w jej twarz, gdy westchnienie wyrwało się spomiędzy jego ust. Doskonale zdawał sobie sprawę, że była zazdrosna, ale tak naprawdę to nie musiała i próbował ją do tego przekonać, tylko że jak widać z dość marnym skutkiem. Miał tylko nadzieję, że z czasem dziewczyna zda sobie sprawę, jaką miała dla niego wartość i że samochód mógł w każdym momencie sprzedać bo mu na nim nie zależało tak bardzo jak na niej. Lubił czuć jej przyjemny dotyk, delektować się tymi chwilami bliskości gdy byli dla siebie tylko oni i świat dookoła przestawał istnieć. Uwielbiał właśnie te momenty rozluźnienia, bo przy Rosales nie musiał niczego udawać i akceptowała go takiego jakim był nawet gdy momentami robił jakieś głupoty. Zmrużył delikatnie oczy na jej słowa, ale uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy uważnie wpatrywał się w jej twarz. — Mam ochotę wiedzieć już teraz co sobie wymyśliłaś, ale będę zajęty czymś innym — wyszeptał prosto w jej usta zanim nie złączył je w żarliwym pocałunku. Z jego ust wyrwał się cichy jęk, gdy przygryzł lekko jej dolną wargę, starając się palcami badać każdy skrawek jej ciała przez cienki materiał sukienki, którą miała na sobie.
Czy miał ochotę ją zerwać? Jak najbardziej.
— Można to sprawdzić w różne sposoby, ja jestem widocznie bardziej kreatywny — zaśmiał się delikatnie, opierając swoje czoło o jej, przesuwając palcami po jej ciele, z każdym ruchem zsuwając sukienkę bardziej w dół, żeby odkryć kolejny skrawek jej ciałą ukryte pod tym skąpym body.
— Skąd pomysł na taką bieliznę? Podoba mi się — wymruczał cicho w przerwie między pocałunkami gdy zaczął ją całować żarliwie, dobierając się także pod ten skąpy materiał, żeby ścisnąć tym razem palcami jej gołą pierś, delektując się jej reakcją na taką pieszczotę.
Tydzień później…
Nie miał pojęcia co takiego wymyśliła, ale bez wahania oddałby nawet za nią swoje życie a co dopiero samochód, który miał tylko wartość sentymentalną w tym momencie. Może ulżyłoby mu nawet gdyby po wypadku nie udało się go zreperować? Rick jednak był zbyt uparty, żeby tak odpuścić gdy Moreau się poddawał jeśli chodzi o naprawienie go. Stali przed garażem a ten wpatrywał się w dziewczynę z lekkim uśmiechem na ustach, wyluzowany.
— Wystarczy mi, że nie będzie różowy — zastrzegł tylko z lekkim uśmiechem wpatrując się w otwierająca bramę garażu. Takiego efektu akurat się nie spodziewał dlatego na moment zaniemówił wpatrując się w swoje auto. Nigdy nie bawił się w kolorowanie czy lakiery bo albo się na tym nie znał albo uznawał, że jego surowe auto lepiej wyglądało do czasu gdy nie dorwała się do niego Rosales, która zdecydowanie lepiej znała się na dobieraniu kolorów i sztuce.
— Wygląda obłędnie, już się bałem że użyjesz jakiegoś wściekłego różu i dodasz mu róg jednorożca albo coś w tym stylu — zaśmiał się lekko na swoją wizję kręcąc głową, unosząc lekko brew do góry na jej słowa. Przesunął językiem po swojej dolnej wardze i przygryzł ją w zamyśleniu. — na masce samochodu gdzie każdy widziałby Twoje kształty? — kącik jego ust drgnął lekko przy tym, gdy ten powoli zbliżył się do niej z zawadiackim uśmiechem na ustach, podchodząc najpierw do pilota od drzwi garażowych. Rozległ się zgrzyt i te zaczynały się zamykać.
— Tylko najpierw musisz się rozebrać, czyż nie? — obrócił się do niej przodem podchodząc powoli, lustrując ją uważnie gdy pierwsze materiały jej odzieży zaczęły spadać na podłogę.
Layla Rosales
Był trochę egoistyczny bo nie potrafił wypuścić jej z rąk, spowodować, że mogłaby żyć innym życiem bo czuł się z nią w każdym możliwym aspekcie związany. Obnażył się przed nią i pokazał jej wszystkie sekrety i rysy w jego duszy, w jego umyśle a ona mimo tego wszystkiego go zaakceptowała, nawet gdy ten czuł do siebie tylko i wyłącznie wstręt.
Wywrócił teatralnie na jej słowa i wzruszył przy tym lekko ramionami, jeśli ta chciała go podejść, żeby ten jej powiedział o jakie zdjęcia chodzi to się myliła, nie miał zamiaru jej uświadamiać czy powiedzieć jej wprost, nawet gdy na to bardzo liczyła. Przesunął po niej spojrzeniem z lekkim uśmiechem na ustach a westchnienie po chwili wyrwało się spomiędzy jego rozchylonych lekko warg. — Nie zmuszałem, robił to z czysta przyjemnością i ochotą, nawet nie masz pojęcia jak bardzo — zaśmiał się sam lekko na te słowa bo chyba oboje wiedzieli, że Raphael nie był osobą, która chętnie zrobiłaby coś takiego, wprawdzie znali się z Rowleyem niczym łyse konie i wychowywali się razem i jedno mogło liczyć na drugiego.
— Nie przejdziesz ich — wyrzekł pewny siebie unosząc lekko brew do góry, może z pozoru nie wyglądał na człowieka, który się na tym znał, ale jeśli chodziło o jakiekolwiek zdjęcia to dbał o to, żeby nikt ich nie ujrzał. No i kto powiedział, że miał je w swoim telefonie i że miał je w tym momencie przy sobie? Moreau bywał w tych kwestiach bardzo skrupulatny.
— Dzisiaj chyba nie jest dzień na takie rozmowy, nie chcę psuć naszego wieczoru — wyrzekł po chwili posyłając w jej stronę lekki uśmiech, może trochę wymuszony bo akurat wypadek był ostatnią rzeczą jaką chciał poruszać właśnie w takim dniu jak walentynki, zważywszy na fakt, że nie był to przyjemny temat jak i na to, że blondyn popełnił wtedy kompletną głupotę za którą musiał pokutować. Może na zewnątrz już było wszystko normalnie, ale jego psychika bardzo ucierpiała w tamtym momencie, a niepewność jeszcze bardziej go przenikała. — Kto mówi, że rzuciłbym się na goliznę? Może patrzyłbym jak subtelnie mieszasz łyżką w garnku? Jak próbujesz potrawy, którą sama ugotowałaś a kropla ściekła by Ci po dolnej wardze. — przekrzywił lekko głowę na bok mrużąc oczy po tych słowach, jakby mógł sobie wyobrazić ją właśnie w takowym wydaniu. — Pamiętaj, że mężczyźni są wzrokowcami, my bardziej zapamiętujemy w ten sposób i to bardziej na nas działa. Dla mnie romantyczny gest to wspólny tatuaż, to jak trzymam Cię w ramionach co noc i wiem, że gdy się obudzę rano to nadal będziesz przy mnie — wyrzekł miękkim głosem, uśmiechając się przelotnie w jej kierunku, składając lekki pocałunek na jej czole.
— Wmawiaj sobie dalej, że nie jesteś — wymruczał po chwili cichym głosem spoglądając w jej twarz, gdy westchnienie wyrwało się spomiędzy jego ust. Doskonale zdawał sobie sprawę, że była zazdrosna, ale tak naprawdę to nie musiała i próbował ją do tego przekonać, tylko że jak widać z dość marnym skutkiem. Miał tylko nadzieję, że z czasem dziewczyna zda sobie sprawę, jaką miała dla niego wartość i że samochód mógł w każdym momencie sprzedać bo mu na nim nie zależało tak bardzo jak na niej. Lubił czuć jej przyjemny dotyk, delektować się tymi chwilami bliskości gdy byli dla siebie tylko oni i świat dookoła przestawał istnieć. Uwielbiał właśnie te momenty rozluźnienia, bo przy Rosales nie musiał niczego udawać i akceptowała go takiego jakim był nawet gdy momentami robił jakieś głupoty. Zmrużył delikatnie oczy na jej słowa, ale uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy uważnie wpatrywał się w jej twarz. — Mam ochotę wiedzieć już teraz co sobie wymyśliłaś, ale będę zajęty czymś innym — wyszeptał prosto w jej usta zanim nie złączył je w żarliwym pocałunku. Z jego ust wyrwał się cichy jęk, gdy przygryzł lekko jej dolną wargę, starając się palcami badać każdy skrawek jej ciała przez cienki materiał sukienki, którą miała na sobie.
Czy miał ochotę ją zerwać? Jak najbardziej.
— Można to sprawdzić w różne sposoby, ja jestem widocznie bardziej kreatywny — zaśmiał się delikatnie, opierając swoje czoło o jej, przesuwając palcami po jej ciele, z każdym ruchem zsuwając sukienkę bardziej w dół, żeby odkryć kolejny skrawek jej ciałą ukryte pod tym skąpym body.
— Skąd pomysł na taką bieliznę? Podoba mi się — wymruczał cicho w przerwie między pocałunkami gdy zaczął ją całować żarliwie, dobierając się także pod ten skąpy materiał, żeby ścisnąć tym razem palcami jej gołą pierś, delektując się jej reakcją na taką pieszczotę.
Tydzień później…
Nie miał pojęcia co takiego wymyśliła, ale bez wahania oddałby nawet za nią swoje życie a co dopiero samochód, który miał tylko wartość sentymentalną w tym momencie. Może ulżyłoby mu nawet gdyby po wypadku nie udało się go zreperować? Rick jednak był zbyt uparty, żeby tak odpuścić gdy Moreau się poddawał jeśli chodzi o naprawienie go. Stali przed garażem a ten wpatrywał się w dziewczynę z lekkim uśmiechem na ustach, wyluzowany.
— Wystarczy mi, że nie będzie różowy — zastrzegł tylko z lekkim uśmiechem wpatrując się w otwierająca bramę garażu. Takiego efektu akurat się nie spodziewał dlatego na moment zaniemówił wpatrując się w swoje auto. Nigdy nie bawił się w kolorowanie czy lakiery bo albo się na tym nie znał albo uznawał, że jego surowe auto lepiej wyglądało do czasu gdy nie dorwała się do niego Rosales, która zdecydowanie lepiej znała się na dobieraniu kolorów i sztuce.
— Wygląda obłędnie, już się bałem że użyjesz jakiegoś wściekłego różu i dodasz mu róg jednorożca albo coś w tym stylu — zaśmiał się lekko na swoją wizję kręcąc głową, unosząc lekko brew do góry na jej słowa. Przesunął językiem po swojej dolnej wardze i przygryzł ją w zamyśleniu. — na masce samochodu gdzie każdy widziałby Twoje kształty? — kącik jego ust drgnął lekko przy tym, gdy ten powoli zbliżył się do niej z zawadiackim uśmiechem na ustach, podchodząc najpierw do pilota od drzwi garażowych. Rozległ się zgrzyt i te zaczynały się zamykać.
— Tylko najpierw musisz się rozebrać, czyż nie? — obrócił się do niej przodem podchodząc powoli, lustrując ją uważnie gdy pierwsze materiały jej odzieży zaczęły spadać na podłogę.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
something about me
Spojrzała na niego sceptycznie i lekko zmarszczyła nosek na jego wypowiedź. Nie oponowała jednak, gdy powiedział, że jego kuzyn dobrowolnie i bez żadnego sprzeciwu robił te zdjęcia. Po prostu ta wizja nie pasowała jej do Raphaela, ale również wiedziała, że ten nigdy nie zdradziłby Rowleya gdyby jednak, to nie on robił mu wtedy te wszystkie zdjęcia.
- Zatem jedynie możesz mu powiedzieć, że ma całkiem dobry zmysł kobiecy. Wiecie jak zwrócić uwagę kobiety na pewne szczegóły... - jej spojrzenie powędrowało w dół i przygryzła dolną wargę na widok opiętej koszuli na jego umięśnionym torsie. Uwielbiała go w takim wydaniu pomimo tego, że chłopak niekoniecznie lubił zakładać koszulę. Doceniała jednak za każdym razem, gdy robił to dla niej. - Wiesz te zdjęcia o których wcześniej wspominałeś. Mogłyby mi się chyba spodobać. O ile robiłbyś już je sobie sam. - uśmiechnęła się niewinnie i z ociąganiem przeniosła swój wzrok z powrotem na jego twarz. - Kto powiedział, że ja? Może mały zakład? Jeśli uda mi się przejść twoje zabezpieczenia, to ty robisz te zdjęcia. Jeśli mi się nie uda, to dostaniesz zdjęcie jakie sobie tylko wymarzysz. - uniosła jedną brew do góry w geście zapytania i wyzywająco spojrzała prosto w jego oczy. Kiedyś te zakłady i to igranie z ogniem przyniesie jej zgubę. Zdecydowanie powinna przestać się zakładać, ale cóż mogła poradzić, że te małe wyzwania dodawały życiu odrobinę szaleństwa?
Po chwili jednak jej wyraz twarzy złagodniał. Martwiła się o Rowleya i o to, że nie chciał z nią rozmawiać o wypadku. O tym, że nie chciał znowu prowadzić swojego samochodu. Pokiwała jednak głową na znak zgody, bo nie zamierzała na niego naciskać w żaden sposób. Tak samo jak on nigdy nie naciskał na nią.
- Przecież codziennie masz takie widoki. Zresztą to skąd w tej wizji sam fartuszek? - uniosła kącik ust i cicho się zaśmiała, gdy zaczął wymieniać kolejne rzeczy, które według niego były romantyczne. - Tak? A ja myślałam, że po prostu lubiłeś moje piętrowe łóżko. Wiesz ten dreszczyk emocji i niepewności, gdy nie wiesz czy jak się obrócisz, to czy przypadkiem nie spadniesz. - puściła do niego oczko i oparła swoje dłonie na jego biodrach.
Ta bliskość działała na nią hipnotyzująco. Tak jak za pierwszym razem, gdy podsadził ją na maskę swojego samochodu. Wtedy jednak oboje byli dość ostrożni w swoich ruchach, niepewni tego na ile mogli sobie pozwolić podczas tego udawania do czasu aż policja im nie przeszkodzi. Wtedy tak bardzo żałowała, że im przerwali. Teraz doskonale znali swoje ciała i miała wrażenie, że specjalnie przedłużał ten moment, chociaż powoli robiła się już niecierpliwa. Rowley zbyt dobrze wiedział co na nią działa i droczył się doprowadzając ją do szaleństwa.
- Tak? - czuła na swojej skórze zimne podmuchy wiatru, gdy zsuwał z jej ciała sukienkę. Krępowało ją to jak wpatrywał się w nią, a zarazem miło łechtało to jej ego. Chciała mu się podobać. Sprawiać, że jego zmysły były skierowane tylko na nią. Żeby jego męskość budziła się tylko pod wpływem jej ruchów i słów. Chciała to wszystko dla siebie i jeszcze więcej. Całą pieprzoną wspólną przyszłość.
- Obserwowałam cię na Malcie. Widziałam wtedy co przykuwało twój wzrok, gdy byliśmy w sklepie i gdy ostatnio byłam na zakupach znalazłam to. Początkowo chciałam to spasować do outfitu ze spodniami i kurtką, ale zapewne nie wypuściłbyś mnie tak z mieszkania. - rozchyliła delikatnie wargi, gdy jego dłoń zacisnęła się na jej piersi i uraczyła go cichym jękiem rozkoszy. Przymknęła na chwilę oczy i przechyliła głowę na bok dając mu lepszy dostęp do swojej szyi. Pozbyła się jego koszuli, którą odrzuciła do tyły na szybę i zahaczyła palcami o zapięcie jego spodni. Nie zamierzała dłużej tego przeciągać. Było u kresu swojej cierpliwości.
Tym razem to ona się wpiła w jego usta, a jej dłoń zjechała w dół jego podbrzusza.
Tydzień później...
Uwielbiała bawić się kolorami i kombinować z różnymi metodami nakładania farby. Tutaj jednak postawiła na klasykę i na stonowane odcienie, bo nie wiedziała na ile mogła sobie pozwolić. Co prawda chłopak bez wahania oddał w jej ręce samochód, ale nie chciała nadwyrężać jego zaufania szczególnie, że pojazd miał dla niego wartość sentymentalną.
- Auć. Prosto w serce. Obrażasz mój zmysł artystyczny. Za dużo spędzasz czasu z Rey wiesz? Ona raz mnie właśnie poprosiła o coś takiego. Tylko, że zamiast rogu miał być... - przyłożyła dłoń do klatki piersiowej i przekręciła oczami. - Jak bardzo ci zależy to mogę ci obić kierownicę różowym futerkiem i powiesić tandetne pluszowe kostki do gry na lusterko. - uważnie spoglądała na jego twarz doszukując się chociaż cienia wątpliwości. Nie była pewna czy naprawdę mu się design spodobał.
- Masz rację. To głupi pomysł. Mogę ci coś narysować na masce jeśli chcesz, a ten pomysł odpuścimy... - zaśmiała się nerwowo i schowała twarz za swoimi włosami, żeby nie widział tych rumieńców, które paliły jej twarz. Miała ochotę walnąć sobie w czoło otwartą dłonią. Była taka głupia... Przecież jego mama widziała ten samochód. Jego ojciec... A on był na tyle zaborczy, że zapewne nie chciałby mieć...
- Co? - uniosła głowę zaskoczona, gdy drzwi od garażu zaczęły się zamykać, a on podszedł bliżej. Przełknęła ślinę, ale złapała za brzeg swoich spodni. Ściągnęła buty i zsunęła z siebie spodnie zostając tylko w koszulce i mocno wyciętych stringach. Specjalnie je założyła, żeby nie musiała rozbierać się do naga. Związała na boku brzeg koszulki, żeby nie upaćkać ją farbą, w której kierunku zerknęła. - Naprawdę chcesz to zrobić? Zatem czyń honory. Tylko pamiętaj, że masz tylko jedną próbę. - przygryzła dolną wargę i odwróciła się do niego tyłem.
Rowley Moreau
- Zatem jedynie możesz mu powiedzieć, że ma całkiem dobry zmysł kobiecy. Wiecie jak zwrócić uwagę kobiety na pewne szczegóły... - jej spojrzenie powędrowało w dół i przygryzła dolną wargę na widok opiętej koszuli na jego umięśnionym torsie. Uwielbiała go w takim wydaniu pomimo tego, że chłopak niekoniecznie lubił zakładać koszulę. Doceniała jednak za każdym razem, gdy robił to dla niej. - Wiesz te zdjęcia o których wcześniej wspominałeś. Mogłyby mi się chyba spodobać. O ile robiłbyś już je sobie sam. - uśmiechnęła się niewinnie i z ociąganiem przeniosła swój wzrok z powrotem na jego twarz. - Kto powiedział, że ja? Może mały zakład? Jeśli uda mi się przejść twoje zabezpieczenia, to ty robisz te zdjęcia. Jeśli mi się nie uda, to dostaniesz zdjęcie jakie sobie tylko wymarzysz. - uniosła jedną brew do góry w geście zapytania i wyzywająco spojrzała prosto w jego oczy. Kiedyś te zakłady i to igranie z ogniem przyniesie jej zgubę. Zdecydowanie powinna przestać się zakładać, ale cóż mogła poradzić, że te małe wyzwania dodawały życiu odrobinę szaleństwa?
Po chwili jednak jej wyraz twarzy złagodniał. Martwiła się o Rowleya i o to, że nie chciał z nią rozmawiać o wypadku. O tym, że nie chciał znowu prowadzić swojego samochodu. Pokiwała jednak głową na znak zgody, bo nie zamierzała na niego naciskać w żaden sposób. Tak samo jak on nigdy nie naciskał na nią.
- Przecież codziennie masz takie widoki. Zresztą to skąd w tej wizji sam fartuszek? - uniosła kącik ust i cicho się zaśmiała, gdy zaczął wymieniać kolejne rzeczy, które według niego były romantyczne. - Tak? A ja myślałam, że po prostu lubiłeś moje piętrowe łóżko. Wiesz ten dreszczyk emocji i niepewności, gdy nie wiesz czy jak się obrócisz, to czy przypadkiem nie spadniesz. - puściła do niego oczko i oparła swoje dłonie na jego biodrach.
Ta bliskość działała na nią hipnotyzująco. Tak jak za pierwszym razem, gdy podsadził ją na maskę swojego samochodu. Wtedy jednak oboje byli dość ostrożni w swoich ruchach, niepewni tego na ile mogli sobie pozwolić podczas tego udawania do czasu aż policja im nie przeszkodzi. Wtedy tak bardzo żałowała, że im przerwali. Teraz doskonale znali swoje ciała i miała wrażenie, że specjalnie przedłużał ten moment, chociaż powoli robiła się już niecierpliwa. Rowley zbyt dobrze wiedział co na nią działa i droczył się doprowadzając ją do szaleństwa.
- Tak? - czuła na swojej skórze zimne podmuchy wiatru, gdy zsuwał z jej ciała sukienkę. Krępowało ją to jak wpatrywał się w nią, a zarazem miło łechtało to jej ego. Chciała mu się podobać. Sprawiać, że jego zmysły były skierowane tylko na nią. Żeby jego męskość budziła się tylko pod wpływem jej ruchów i słów. Chciała to wszystko dla siebie i jeszcze więcej. Całą pieprzoną wspólną przyszłość.
- Obserwowałam cię na Malcie. Widziałam wtedy co przykuwało twój wzrok, gdy byliśmy w sklepie i gdy ostatnio byłam na zakupach znalazłam to. Początkowo chciałam to spasować do outfitu ze spodniami i kurtką, ale zapewne nie wypuściłbyś mnie tak z mieszkania. - rozchyliła delikatnie wargi, gdy jego dłoń zacisnęła się na jej piersi i uraczyła go cichym jękiem rozkoszy. Przymknęła na chwilę oczy i przechyliła głowę na bok dając mu lepszy dostęp do swojej szyi. Pozbyła się jego koszuli, którą odrzuciła do tyły na szybę i zahaczyła palcami o zapięcie jego spodni. Nie zamierzała dłużej tego przeciągać. Było u kresu swojej cierpliwości.
Tym razem to ona się wpiła w jego usta, a jej dłoń zjechała w dół jego podbrzusza.
Tydzień później...
Uwielbiała bawić się kolorami i kombinować z różnymi metodami nakładania farby. Tutaj jednak postawiła na klasykę i na stonowane odcienie, bo nie wiedziała na ile mogła sobie pozwolić. Co prawda chłopak bez wahania oddał w jej ręce samochód, ale nie chciała nadwyrężać jego zaufania szczególnie, że pojazd miał dla niego wartość sentymentalną.
- Auć. Prosto w serce. Obrażasz mój zmysł artystyczny. Za dużo spędzasz czasu z Rey wiesz? Ona raz mnie właśnie poprosiła o coś takiego. Tylko, że zamiast rogu miał być... - przyłożyła dłoń do klatki piersiowej i przekręciła oczami. - Jak bardzo ci zależy to mogę ci obić kierownicę różowym futerkiem i powiesić tandetne pluszowe kostki do gry na lusterko. - uważnie spoglądała na jego twarz doszukując się chociaż cienia wątpliwości. Nie była pewna czy naprawdę mu się design spodobał.
- Masz rację. To głupi pomysł. Mogę ci coś narysować na masce jeśli chcesz, a ten pomysł odpuścimy... - zaśmiała się nerwowo i schowała twarz za swoimi włosami, żeby nie widział tych rumieńców, które paliły jej twarz. Miała ochotę walnąć sobie w czoło otwartą dłonią. Była taka głupia... Przecież jego mama widziała ten samochód. Jego ojciec... A on był na tyle zaborczy, że zapewne nie chciałby mieć...
- Co? - uniosła głowę zaskoczona, gdy drzwi od garażu zaczęły się zamykać, a on podszedł bliżej. Przełknęła ślinę, ale złapała za brzeg swoich spodni. Ściągnęła buty i zsunęła z siebie spodnie zostając tylko w koszulce i mocno wyciętych stringach. Specjalnie je założyła, żeby nie musiała rozbierać się do naga. Związała na boku brzeg koszulki, żeby nie upaćkać ją farbą, w której kierunku zerknęła. - Naprawdę chcesz to zrobić? Zatem czyń honory. Tylko pamiętaj, że masz tylko jedną próbę. - przygryzła dolną wargę i odwróciła się do niego tyłem.
Rowley Moreau
But I gave myself again to that fire, threw myself into it, into him, and let myself burn.
something about me
Nie miał przed nią nic do ukrycia, mogła mu nie wierzyć, że większość zdjęć robił właśnie on. Jednak w dzisiejszych czasach tak technologia poszła do przodu, że wystarczył odpowiedni telefon oraz ustawienie go i samemu można było zrobić własnie takowe zdjęcia. Miał ich trochę zapisanych na swoim telefonie, może gdyby chciała to parę by ich pokazał, ale musiałaby go o to ładnie poprosić.
Zaśmiał się lekko na jej słowa, kręcąc głową. - Na pewno będzie zadowolony z tego, że ktoś doceni jego fotograficzny talent i następnym razem nie będzie się tak krzywił - zaśmiał się, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy, jej bliskość zawsze powodowała, że jego serce mocno galopowało w piersi a ciało samo reagowało na ten subtelny dotyk, którym go obdarowywała. Lubił te ich momenty bliskości, gdy cały świat dookoła nie miał żadnego znaczenia, gdy byli tylko oni i nic więcej się nie liczyło. Na polanie gdzie tak
pierwszy raz się pocałowali pod pretekstem ucieczki przed policją, a Rowley i tak tego bardzo pragnął w tamtym momencie. To tylko dla niej zakładał te cholerne koszule w których miał wrażenie, że wręcz się dusił ale jej spojrzenie wszystko mu wynagradzało, nie raz słyszał, że to właśnie w koszulach się prezentuje bardzo dobrze, zwłaszcza po tym jak zaczął dbać o siebie i chodzić na siłownię czego efekty mogła podziwiać za każdym razem gdy przesuwała palcami po jego skórze na brzuchu. Zaśmiał się lekko na jej słowa, przekrzywiając z rozbawieniem głowę na bok. - Skąd pomysł, że sobie ich sam nie robię? Raczej nie byłbym zadowolony gdyby mi je robił Raphael nawet gdy jesteśmy ze sobą blisko, te widoki są zarezerwowane tylko dla Ciebie - zapewnił ją z rozbawieniem widocznym na twarzy, że mogłaby pomyśleć o tym, że takie właśnie zdjęcia robiłby mu jego kuzyn, nawet gdy byli ze sobą zżyci to były pewne granice, których nigdy nie przekraczali.
Uniósł lekko brew na jej słowa i przez moment się zastanawiał przygryzając lekko dolną wargę. - Lubisz się zakładać, prawda? Ale umowa stoi, ile czasu mam Ci dać na złamanie tych zabezpieczeń? - był pewien, że ich nie złamie chociażby dlatego, że sporo wysiłku włożył w to, żeby nikt się do nich nie dostał, nie był jakimś pierwszym lepszym amatorem, który trzymałby takie zdjęcia bez żadnego zabezpieczenia, ale wiedział także, że Layla była uparta i gdyby chciała to mogłaby się tam dostać, ale to on musiałby jej na to pozwolić, a miał ochotę się z nią trochę podroczyć.
Wypadek był tylko i wyłącznie jego głupotą bo pod wpływem emocji wsiadł po pijaku za kółko, wstydził się swojego czynu przez co bał wsiąść ponownie za kierownicą swojego auta, ale przyjdzie taki moment gdy znowu poczuje się tam jak ryba w wodzie, ale jeszcze nie teraz, nie był pewien tego, czy nie dostałby jakiegoś ataku paniki podczas jazdy a nie chciał narazić jej na niebezpieczeństwo. - Myślę, że w samym fartuszku wygladałabyś seksownie, chociaż bielizna pod nim też mogłaby być spoko opcją - wymruczał lekko ochrypłym głosem wyobrażając sobie dziewczynę jak paraduje tak przed nim w kuchni, na pewno wtedy by nie trzymał rąk przy sobie i po prostu oparłby ją o ten cholerny blat i… poczuł jak robi mu się gorąco na samą wizję, która pojawiła mu się w głowie.
Cholera… tak cholernie na niego działała, że nawet nie miała pojęcia o tym z czym się borykał za każdym razem gdy ta była blisko niego. - Ah… to łóżko przyprawiało mnie o koszmary, ale seks w nim był zajebisty - zaśmiał się jeszcze lekko na swoje słowa, obejmując ją mocniej w pasie, pozwalając jej na to, żeby ta przylgnęła do niego jeszcze mocniej. Chciał być blisko niej, jak tylko najbliżej się dało w tym momencie. Czy celowo wszystko przedłużał? Być może, po prostu delektował się jej bliskością, oraz tym jak ta reagowała na jego subtelne pieszczoty gdy przesuwał palcami po jej ciele szukając tych wrażliwych miejsc nawet gdy znał jej ciało lepiej niż swoje. Lubił gdy ta się delikatnie spinała, albo drżała oddając się mu całkowicie a on uznawał to za swoje zwycięstwo. - Myślę, że nawet w worku na śmieci byłabyś dla mnie seksowna, nie ważne jak jesteś ubrana czy masz więcej ubrań czy mniej to cały czas tak cholernie na mnie działasz… - wyrzekł ochrypłym głosem, czując jak lekki podmuch zimnego powietrza przesuwa się po jego skórze gdy ta zsunęła z jego ramion koszulę odrzucając ją na bok, zadrżał lekko od tego doznania odwzajemniając pocałunek z prawdziwą pasją. Cichy jęk wyrwał się z jego ust gdy poczuł jej rękę na swoim podbrzuszu, sam nie pozostając dłużny gdy wsunął swoją pomiędzy jej uda, drażniąc ją przez cienki materiał bielizny.
Wiedział, że dziewczyna miała wrazliwą duszę artysty i mógł podziwiać jej dzieła gdy ta chciała mu je pokazać, ale ten szalony pomysł na który wpadła wręcz mu się spodobał, zwłaszcza że było to coś ryzykownego, nawet przez moment miał wrażenie, że ta się po prostu wycofa. - Żadnego różu, proszę… to zdecydowanie ugodziłoby w moje męskie ego - zaśmiał się lekko na swoje słowa, przekrzywiając lekko głowę na bok, wpatrując sie w jej twarz oraz powstające na jej rumieńce, jak myslała, że tak po prostu odrzuci jej pomysł to się bardzo myliła, lubił te jej szalone pomysły coraz bardziej.
Przełknął ślinę spoglądając na nią gdy ta zaczęła zsuwać z siebie ubrania, sam fakt że miała na sobie stringi spowodował że…. Cholera, zaczerpnął mocno powietrze do płuc wpatrując się w nią uważnie gdy ta odwróciła się do niego tyłem. - będę musiał to zrobić bardzo dokładnie - zastrzegł z błyskiem w oku idąc po farbę, którą postawił obok swojej nogi, gdy przyklęknął przed dziewczyną tak, że bez przeszkód mógł ustami musnąć skórę tuż nad linią jej stringów, uśmiechając się przy tym lekko. Opuszkami palców zaczął sunąc po jej nodze w górę. - Tylko wiesz, że potem nie będę w stanie trzymać rąk przy sobie? - wyrzekł lekko ochrypłym głosem, sunąc palcami w górę jej nóg, zahaczając niby przypadkowo paznokciami o pasek jej stringów, śmiejąc się lekko na jej reakcję.
Dopiero po chwili sięgnął po farbę nakładając ją na jej ciało z subtelnością.
Layla Rosales
Zaśmiał się lekko na jej słowa, kręcąc głową. - Na pewno będzie zadowolony z tego, że ktoś doceni jego fotograficzny talent i następnym razem nie będzie się tak krzywił - zaśmiał się, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy, jej bliskość zawsze powodowała, że jego serce mocno galopowało w piersi a ciało samo reagowało na ten subtelny dotyk, którym go obdarowywała. Lubił te ich momenty bliskości, gdy cały świat dookoła nie miał żadnego znaczenia, gdy byli tylko oni i nic więcej się nie liczyło. Na polanie gdzie tak
pierwszy raz się pocałowali pod pretekstem ucieczki przed policją, a Rowley i tak tego bardzo pragnął w tamtym momencie. To tylko dla niej zakładał te cholerne koszule w których miał wrażenie, że wręcz się dusił ale jej spojrzenie wszystko mu wynagradzało, nie raz słyszał, że to właśnie w koszulach się prezentuje bardzo dobrze, zwłaszcza po tym jak zaczął dbać o siebie i chodzić na siłownię czego efekty mogła podziwiać za każdym razem gdy przesuwała palcami po jego skórze na brzuchu. Zaśmiał się lekko na jej słowa, przekrzywiając z rozbawieniem głowę na bok. - Skąd pomysł, że sobie ich sam nie robię? Raczej nie byłbym zadowolony gdyby mi je robił Raphael nawet gdy jesteśmy ze sobą blisko, te widoki są zarezerwowane tylko dla Ciebie - zapewnił ją z rozbawieniem widocznym na twarzy, że mogłaby pomyśleć o tym, że takie właśnie zdjęcia robiłby mu jego kuzyn, nawet gdy byli ze sobą zżyci to były pewne granice, których nigdy nie przekraczali.
Uniósł lekko brew na jej słowa i przez moment się zastanawiał przygryzając lekko dolną wargę. - Lubisz się zakładać, prawda? Ale umowa stoi, ile czasu mam Ci dać na złamanie tych zabezpieczeń? - był pewien, że ich nie złamie chociażby dlatego, że sporo wysiłku włożył w to, żeby nikt się do nich nie dostał, nie był jakimś pierwszym lepszym amatorem, który trzymałby takie zdjęcia bez żadnego zabezpieczenia, ale wiedział także, że Layla była uparta i gdyby chciała to mogłaby się tam dostać, ale to on musiałby jej na to pozwolić, a miał ochotę się z nią trochę podroczyć.
Wypadek był tylko i wyłącznie jego głupotą bo pod wpływem emocji wsiadł po pijaku za kółko, wstydził się swojego czynu przez co bał wsiąść ponownie za kierownicą swojego auta, ale przyjdzie taki moment gdy znowu poczuje się tam jak ryba w wodzie, ale jeszcze nie teraz, nie był pewien tego, czy nie dostałby jakiegoś ataku paniki podczas jazdy a nie chciał narazić jej na niebezpieczeństwo. - Myślę, że w samym fartuszku wygladałabyś seksownie, chociaż bielizna pod nim też mogłaby być spoko opcją - wymruczał lekko ochrypłym głosem wyobrażając sobie dziewczynę jak paraduje tak przed nim w kuchni, na pewno wtedy by nie trzymał rąk przy sobie i po prostu oparłby ją o ten cholerny blat i… poczuł jak robi mu się gorąco na samą wizję, która pojawiła mu się w głowie.
Cholera… tak cholernie na niego działała, że nawet nie miała pojęcia o tym z czym się borykał za każdym razem gdy ta była blisko niego. - Ah… to łóżko przyprawiało mnie o koszmary, ale seks w nim był zajebisty - zaśmiał się jeszcze lekko na swoje słowa, obejmując ją mocniej w pasie, pozwalając jej na to, żeby ta przylgnęła do niego jeszcze mocniej. Chciał być blisko niej, jak tylko najbliżej się dało w tym momencie. Czy celowo wszystko przedłużał? Być może, po prostu delektował się jej bliskością, oraz tym jak ta reagowała na jego subtelne pieszczoty gdy przesuwał palcami po jej ciele szukając tych wrażliwych miejsc nawet gdy znał jej ciało lepiej niż swoje. Lubił gdy ta się delikatnie spinała, albo drżała oddając się mu całkowicie a on uznawał to za swoje zwycięstwo. - Myślę, że nawet w worku na śmieci byłabyś dla mnie seksowna, nie ważne jak jesteś ubrana czy masz więcej ubrań czy mniej to cały czas tak cholernie na mnie działasz… - wyrzekł ochrypłym głosem, czując jak lekki podmuch zimnego powietrza przesuwa się po jego skórze gdy ta zsunęła z jego ramion koszulę odrzucając ją na bok, zadrżał lekko od tego doznania odwzajemniając pocałunek z prawdziwą pasją. Cichy jęk wyrwał się z jego ust gdy poczuł jej rękę na swoim podbrzuszu, sam nie pozostając dłużny gdy wsunął swoją pomiędzy jej uda, drażniąc ją przez cienki materiał bielizny.
Wiedział, że dziewczyna miała wrazliwą duszę artysty i mógł podziwiać jej dzieła gdy ta chciała mu je pokazać, ale ten szalony pomysł na który wpadła wręcz mu się spodobał, zwłaszcza że było to coś ryzykownego, nawet przez moment miał wrażenie, że ta się po prostu wycofa. - Żadnego różu, proszę… to zdecydowanie ugodziłoby w moje męskie ego - zaśmiał się lekko na swoje słowa, przekrzywiając lekko głowę na bok, wpatrując sie w jej twarz oraz powstające na jej rumieńce, jak myslała, że tak po prostu odrzuci jej pomysł to się bardzo myliła, lubił te jej szalone pomysły coraz bardziej.
Przełknął ślinę spoglądając na nią gdy ta zaczęła zsuwać z siebie ubrania, sam fakt że miała na sobie stringi spowodował że…. Cholera, zaczerpnął mocno powietrze do płuc wpatrując się w nią uważnie gdy ta odwróciła się do niego tyłem. - będę musiał to zrobić bardzo dokładnie - zastrzegł z błyskiem w oku idąc po farbę, którą postawił obok swojej nogi, gdy przyklęknął przed dziewczyną tak, że bez przeszkód mógł ustami musnąć skórę tuż nad linią jej stringów, uśmiechając się przy tym lekko. Opuszkami palców zaczął sunąc po jej nodze w górę. - Tylko wiesz, że potem nie będę w stanie trzymać rąk przy sobie? - wyrzekł lekko ochrypłym głosem, sunąc palcami w górę jej nóg, zahaczając niby przypadkowo paznokciami o pasek jej stringów, śmiejąc się lekko na jej reakcję.
Dopiero po chwili sięgnął po farbę nakładając ją na jej ciało z subtelnością.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
something about me
tekst wewnątrz może zawierać:
+18
- A będzie następny raz? Jak tak bardzo chcesz, to sama mogę pobawić się w fotografa. Albo niczym Jack z Titanica naszkicować cię jakbyś był moją Rose. - przejechała palcami po kołnierzyku od koszuli i naparła swoim ciałem na niego. - Bardzo szczegółowo odwzorowałabym każdy detal. Potrzebuje tylko odświeżyć pamięć. - przygryzła dolną wargę i nie przestawała kreślić opuszkami palców wzorów na jego skórze, tak jakby naprawdę chciała zapamiętać każdą krzywiznę jego ciała, żeby przenieść zaraz ją na kartkę papieru.
- Aż taki jesteś pewien wygranej Moreau? Potrzebowałabym trochę czasu żeby zanieść gdzieś urządzenie. Nie patrz tak na mnie. Dobrze wiesz, że wykradam inne rzeczy niż dane i... Tak lubię się zakładać pomimo tego, że nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli. Ty chyba jednak nie masz co narzekać na te nasze małe zakłady. - lubiła ten dreszczyk niepewności, gdy nie do końca była pewna rezultatu. Zresztą te ich małe układy zawsze kończyły się całkiem przyjemnie. Było warto zaryzykować.
- Czyli w twojej wizji jestem seksowną panią domu, która przygotowuje swojemu mężowi posiłek. Deser byłby przed głównym obiadem czy wytrzymałbyś dłużej? A może to ja zdradzę ci kilka pozycji i miejsc, w których chciałabym spróbować tego z tobą? - skoro podobno na niego tak działała to zamierzała to wykorzystać na swoją korzyść. Było to głupie, ale w takich chwilach czuła się pewniejsza i o wiele łatwiej przychodziły jej rozmowy o własnych pragnieniach, gdy traciła kontrolę pod wpływem jego dotyku. Chciała, żeby on również szalał z tego pragnienia jak ona...
- Na przykład chciałabym kiedyś sprawdzić twoje umiejętności za kierownicą. Jak bardzo byłbyś w stanie się skupić, gdy ja ujeżdżałabym cię do utraty tchu? Jak szybko użyłbyś hamulca i zaparkował byle gdzie? - z jej ust wydobył się cichy jęk, gdy przejechał palcami po cienkim materiale jej dolnej bielizny. Uniosła kącik ust do góry, gdy w końcu się zorientował, że w tym body również miała wycięty materiał poniżej łechtaczki. Tak żeby bez problemu mógł w nią wejść i cieszyć swoje oczy jej ciałem, które było ukryte pod tą cienką bielizną.
- Żałuję, że nie wykorzystaliśmy potencjału Arcadii. Moglibyśmy się włamać na dach i pod osłoną nocy wypróbować każdą pozycję, która przyszłaby nam do głowy.. - wymruczała prosto w jego usta, a palcami zaczęła pieścić jego męskość, gdy tylko pozbyła się reszty jego ubrań. - Ostatnio również spodobał mi się taniec na szarfie... Albo wiesz co, na siłowni zasłoniłbyś wszystkie okna od sali, a ja zatańczyłabym dla ciebie gdy ty siedziałbyś na krześle i oceniał jak mi idzie.. Tyle możliwości... Dziś jednak chce sprawdzić jak jest na masce samochodu. Może później jeszcze sprawdzę jak to jest cię czuć wszędzie, gdy zaciągnę cię na tylne siedzenia.. - droczyła się, bo chciała żeby tym razem to on stracił kontrolę i wbił się w nią pokazując tym samym, że nie miała żadnego powodu żeby być zazdrosną... Że on należał do niej. Musiała się o tym przekonać.
- Aż taki jesteś pewien wygranej Moreau? Potrzebowałabym trochę czasu żeby zanieść gdzieś urządzenie. Nie patrz tak na mnie. Dobrze wiesz, że wykradam inne rzeczy niż dane i... Tak lubię się zakładać pomimo tego, że nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli. Ty chyba jednak nie masz co narzekać na te nasze małe zakłady. - lubiła ten dreszczyk niepewności, gdy nie do końca była pewna rezultatu. Zresztą te ich małe układy zawsze kończyły się całkiem przyjemnie. Było warto zaryzykować.
- Czyli w twojej wizji jestem seksowną panią domu, która przygotowuje swojemu mężowi posiłek. Deser byłby przed głównym obiadem czy wytrzymałbyś dłużej? A może to ja zdradzę ci kilka pozycji i miejsc, w których chciałabym spróbować tego z tobą? - skoro podobno na niego tak działała to zamierzała to wykorzystać na swoją korzyść. Było to głupie, ale w takich chwilach czuła się pewniejsza i o wiele łatwiej przychodziły jej rozmowy o własnych pragnieniach, gdy traciła kontrolę pod wpływem jego dotyku. Chciała, żeby on również szalał z tego pragnienia jak ona...
- Na przykład chciałabym kiedyś sprawdzić twoje umiejętności za kierownicą. Jak bardzo byłbyś w stanie się skupić, gdy ja ujeżdżałabym cię do utraty tchu? Jak szybko użyłbyś hamulca i zaparkował byle gdzie? - z jej ust wydobył się cichy jęk, gdy przejechał palcami po cienkim materiale jej dolnej bielizny. Uniosła kącik ust do góry, gdy w końcu się zorientował, że w tym body również miała wycięty materiał poniżej łechtaczki. Tak żeby bez problemu mógł w nią wejść i cieszyć swoje oczy jej ciałem, które było ukryte pod tą cienką bielizną.
- Żałuję, że nie wykorzystaliśmy potencjału Arcadii. Moglibyśmy się włamać na dach i pod osłoną nocy wypróbować każdą pozycję, która przyszłaby nam do głowy.. - wymruczała prosto w jego usta, a palcami zaczęła pieścić jego męskość, gdy tylko pozbyła się reszty jego ubrań. - Ostatnio również spodobał mi się taniec na szarfie... Albo wiesz co, na siłowni zasłoniłbyś wszystkie okna od sali, a ja zatańczyłabym dla ciebie gdy ty siedziałbyś na krześle i oceniał jak mi idzie.. Tyle możliwości... Dziś jednak chce sprawdzić jak jest na masce samochodu. Może później jeszcze sprawdzę jak to jest cię czuć wszędzie, gdy zaciągnę cię na tylne siedzenia.. - droczyła się, bo chciała żeby tym razem to on stracił kontrolę i wbił się w nią pokazując tym samym, że nie miała żadnego powodu żeby być zazdrosną... Że on należał do niej. Musiała się o tym przekonać.
- To tylko kolor Rowley. Nie wiem czemu faceci sobie ubzdurali, że róż jest taki nie męski. - prawie przewróciła oczami na całą jego wypowiedź. Pomimo wszystko jednak całkiem poważnie traktowała ten projekt i chciała, żeby Perełka wyglądała dobrze. W końcu ona również jeździła tym samochodem... Czasami jako artystka zapominała gdzie leżała granica dobrego smaku i dopiero, gdy na głos wypowiedziała swój pomysł, to wątpliwości pojawiły się w jej umyśle. Chciała jednak to zrobić. Prędzej obstawiała, że raczej to chłopak wycofa się z tego pomysłu. W końcu był on zaborczy, a tak to każdy w mieście mógłby zauważyć odbicie jej pośladków na masce jego samochodu...
- Kochanie... Proszę potrak... - sapnęła, gdy jego palec zahaczył o pasek jej bielizny. Przygryzła dolną wargę, odwróciła od niego wzrok, gdy sięgnął po pędzel i powoli nakładał farbę na jej ciało. - Potraktował to poważnie. Jak prawdziwy artysta. Kompletnie nie nadawałbyś się na zajęcia rysowania aktu miłości lub ciała.... Jak mnie podsadzisz, to musisz być ostrożny, a później będę z farby i muszę to szybko zmyć. Chyba nie chcesz się ubrudzić? - powiedziała ochrypłym głosem, który zdradzał, że podsuwana przez niego wizja pomimo wszystko na nią działała. Zerknęła na jego poczynania kątem oka i uśmiechnęła się.
- Chyba jest dobrze. Doceń tą chwilę, bo chyba to będzie jedyny raz gdy nie będę narzekała, że mnie podnosisz. Postaraj się mnie podsadzić na środek. - stanęła do niego przodem i uśmiechnęła się delikatnie, gdy ją podniósł.
Rowley Moreau
But I gave myself again to that fire, threw myself into it, into him, and let myself burn.
something about me
tekst wewnątrz może zawierać:
+18
Lekki śmiech wyrwał się z jego ust, gdy ten zmrużył oczy przekrzywiając z zaciekawieniem głowę na bok.
— Raczej kiepska byłaby ze mnie Rose, ale może kiedyś się dla Ciebie rozbiorę i będę Ci pozować, tylko wiesz jak to się wtedy skończy, prawda? — jego lekko ochrypły głos wyrwał się z gardła, gdy przesuwał spojrzeniem po jej twarzy zatrzymując się na jej oczach. Czy byłby w stanie wyrazić swoją miłość do niej? Zawsze brakowało mu słów jeśli chodzi o to, bo wiedział że te nie były wystarczające, wolał pokazywać to w codziennych gestach, wspierać ją na każdym kroku i być po prostu przy niej. — Odśwież sobie pamięć ile chcesz, przed nami cała noc — wyrzekł jeszcze po chwili milczenia, przesuwając opuszkami palców po zakrytych skrawkach jej ciała w tym cholernym body, które działało na jego wyobraźnię. Wzruszył delikatnie ramionami na jej kolejne słowa.
— Powiedziałaś, że sama byś to zrobiła, więc musiałabyś to zrobić przy mnie — wiedział, że dziewczyna nie była w stanie przedostać się przez jego zabezpieczenia, zapewne ktoś kogo znała mógłby to zrobić, ale jaka byłaby w tym zabawa? Zresztą te zdjęcia były tylko i wyłącznie dla jego oczu i nie miał zamiaru dzielić się nimi ze światem dookoła, ona należała tylko do niego.
— Myślę, że deser byłby na samym początku — wyrzekł z lekkim uśmiechem na ustach, wpatrując się uważnie w jej twarz, doskonale wiedziała co takiego na niego działa, jak jego ciało lekko się spinało pod wpływem jej dotyku, jej spojrzenia, pod wpływem jej słów bo na moment odpływał w krainę wyobraźni jeśli chodzi o to co mówiła, zawsze tak się działo przy niej że tracił po prostu pewne hamulce. Wypuścił drżące powietrze ze swoim płuc w momencie gdy jego palce zsunęły się niżej a on odkrył, że w tym cholernym body była przestrzeń… wykorzystał to wsuwając swój palec w jej wnętrze, obserwując uważnie jak jej ciało reagowało na tę pieszczotę, uwielbiał to jak zawsze reagowała na najmniejszy dotyk z jego strony, jak czasami próbowała trzymać rezon. — Myślisz, żebym nie wytrzymał? — kącik jego ust drgnął lekko jakby chciał żeby to było ich kolejne wyzwanie, takie szaleństwo za kierownicą.
— Ta wizja też mi się podoba — wychrypiał cichym głosem prosto w jej usta, składając na nich czuły ale pełen pasji pocałunek, wsuwając głębiej swoje palce w jej wnętrze jednocześnie stymulując kciukiem jej łechtaczkę przy każdym ruchu, uśmiechając się kącikiem ust gdy ta reagowała na to.
— Szarfa mówisz? Może sprawimy sobie taką w mieszkaniu? — jego wzrok delikatnie rozbłysł na tę wizję, w końcu mogłaby wtedy zatańczyć tylko i wyłącznie dla niego, nigdy nie chciał się nią dzielić i wizja że ktoś na siłowni patrzyłby na to jak tańczy… on od wypadku tam nie przebywał, ale wiedział że dziewczyna tak bo jeden z jego znajomych wysłał mu filmik jak tańczyła, oczywiście że zrobiło to na nim wrażenie i poczuł pewne ukłucie zazdrości w piersi ale… ufał jej i wiedział, że ta należała tylko i wyłącznie do niego.
Zamruczał cicho prosto w jej usta gdy wysunął z jej wnętrza palce, napierając na nią swoim ciałem, żeby ta bardziej położyła się na masce samochodu plecami, wbijając się sprawnym ruchem w jej wnętrze, zaciskając swoje palce na jej biodrach może nawet trochę boleśnie gdy zaczął ją po prostu pieprzyć.
— Raczej kiepska byłaby ze mnie Rose, ale może kiedyś się dla Ciebie rozbiorę i będę Ci pozować, tylko wiesz jak to się wtedy skończy, prawda? — jego lekko ochrypły głos wyrwał się z gardła, gdy przesuwał spojrzeniem po jej twarzy zatrzymując się na jej oczach. Czy byłby w stanie wyrazić swoją miłość do niej? Zawsze brakowało mu słów jeśli chodzi o to, bo wiedział że te nie były wystarczające, wolał pokazywać to w codziennych gestach, wspierać ją na każdym kroku i być po prostu przy niej. — Odśwież sobie pamięć ile chcesz, przed nami cała noc — wyrzekł jeszcze po chwili milczenia, przesuwając opuszkami palców po zakrytych skrawkach jej ciała w tym cholernym body, które działało na jego wyobraźnię. Wzruszył delikatnie ramionami na jej kolejne słowa.
— Powiedziałaś, że sama byś to zrobiła, więc musiałabyś to zrobić przy mnie — wiedział, że dziewczyna nie była w stanie przedostać się przez jego zabezpieczenia, zapewne ktoś kogo znała mógłby to zrobić, ale jaka byłaby w tym zabawa? Zresztą te zdjęcia były tylko i wyłącznie dla jego oczu i nie miał zamiaru dzielić się nimi ze światem dookoła, ona należała tylko do niego.
— Myślę, że deser byłby na samym początku — wyrzekł z lekkim uśmiechem na ustach, wpatrując się uważnie w jej twarz, doskonale wiedziała co takiego na niego działa, jak jego ciało lekko się spinało pod wpływem jej dotyku, jej spojrzenia, pod wpływem jej słów bo na moment odpływał w krainę wyobraźni jeśli chodzi o to co mówiła, zawsze tak się działo przy niej że tracił po prostu pewne hamulce. Wypuścił drżące powietrze ze swoim płuc w momencie gdy jego palce zsunęły się niżej a on odkrył, że w tym cholernym body była przestrzeń… wykorzystał to wsuwając swój palec w jej wnętrze, obserwując uważnie jak jej ciało reagowało na tę pieszczotę, uwielbiał to jak zawsze reagowała na najmniejszy dotyk z jego strony, jak czasami próbowała trzymać rezon. — Myślisz, żebym nie wytrzymał? — kącik jego ust drgnął lekko jakby chciał żeby to było ich kolejne wyzwanie, takie szaleństwo za kierownicą.
— Ta wizja też mi się podoba — wychrypiał cichym głosem prosto w jej usta, składając na nich czuły ale pełen pasji pocałunek, wsuwając głębiej swoje palce w jej wnętrze jednocześnie stymulując kciukiem jej łechtaczkę przy każdym ruchu, uśmiechając się kącikiem ust gdy ta reagowała na to.
— Szarfa mówisz? Może sprawimy sobie taką w mieszkaniu? — jego wzrok delikatnie rozbłysł na tę wizję, w końcu mogłaby wtedy zatańczyć tylko i wyłącznie dla niego, nigdy nie chciał się nią dzielić i wizja że ktoś na siłowni patrzyłby na to jak tańczy… on od wypadku tam nie przebywał, ale wiedział że dziewczyna tak bo jeden z jego znajomych wysłał mu filmik jak tańczyła, oczywiście że zrobiło to na nim wrażenie i poczuł pewne ukłucie zazdrości w piersi ale… ufał jej i wiedział, że ta należała tylko i wyłącznie do niego.
Zamruczał cicho prosto w jej usta gdy wysunął z jej wnętrza palce, napierając na nią swoim ciałem, żeby ta bardziej położyła się na masce samochodu plecami, wbijając się sprawnym ruchem w jej wnętrze, zaciskając swoje palce na jej biodrach może nawet trochę boleśnie gdy zaczął ją po prostu pieprzyć.
Dlaczego miałby się wycofać z tego pomysłu? Owszem był on szalony, ale taką wersję Rosales lubił jak najbardziej, tą szaloną i nieprzewidywalną, która potrafiła go zaskoczyć na każdym kroku i w końcu to jej pośladki będą odbite na jego masce. Zaśmiał się lekko na jej reakcję na dotyk, ale chwycił dzielnie pędzel w rękę znacząc jej ciało farbą, nie omieszkując przy tym sunąć delikatnie palcami po jej łydkach. — A nie jestem artystą? Teraz się tak czuję — zaśmiał się lekko, przekrzywiając głowę w bok, żeby z precyzją godną artysty naznaczyć jej ciało bardzo dokładnie farbą. — Mogę się ubrudzić, wiele razy wracałem do mieszkania w smarze, ponadto to daje nam potem szansę do tego, żeby się razem umyć — lubił te ich wspólne prysznice, wtedy mógł po prostu ją dotykać tak jak tego pragnął pod strumieniem ciepłej wody i delektować się jej bliskością. Kiedy uznał, że jest już gotowe wyprostował się stając do niej przodem.
— Warzysz tyle co nic, mógłbym Cię nosić całymi dniami — wyrzekł jeszcze zanim nie chwycił ją za biodra sprawnie posadzając na masce swojego samochodu, potem składając pocałunek na jej ustach.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
something about me
tekst wewnątrz może zawierać:
+18
Jego śmiech przyprawiał ją o szybsze bicie serca, tak bardzo przepadła dla tego chłopca o niebieskich oczach. Czasami miała wrażenie, że nie było żadnych słów, które byłyby w stanie określić jak bardzo go kochała. Chciałaby, żeby ta noc nigdy się nie skończyła. Zamierzała korzystać przez te kilka godzin z tego, że był tu tylko z nią. Należał do niej... W końcu mogła się cieszyć z tego, że był na wyciągnięcie ręki i wszystko zaczynało układać się po ich myśli. Był skupiony tylko na niej i to jej się tak cholernie podobało...
- Oh, doskonale wiem jak to się skończy. - zaczęła powoli składać pocałunki na jego szyi i przejechała językiem w miejscu, w którym czuła pod wargami jego puls. - Skończy się to tak, że będziesz narzekał na to, że nie możesz się ruszać i marzniesz, a mnie będzie bolała dłoń. Może nawet będziesz zadowolony z efektu końcowego. Powiedz tylko czy mam się skupić na całości czy na pewnych częściach twojego ciała... - spojrzała w dół i uśmiechnęła się psotnie na samą myśl, że w jej szkicowniku mogłoby znaleźć się takie dzieło. - No chyba, że w twojej głowie ten scenariusz biłby przyjemniejszy? - trąciła nosem jego szczękę i droczyła się tak przez chwilę z nim. Lubiła jak czasami był wulgarny i przedstawiał przed nią wizję, gdzie na samą myśl jej policzki się rumieniły.
- Sama? - uniosła brew do góry i cicho się zaśmiała. - Jeśli tak stawiasz sprawę to szybko przegram ten zakład. To jakie to zdjęcie chcesz zwycięzco? - wymruczała te słowa wprost do jego ust i nie przestawała badać jego ciała. Nie kłamała, zamierzała zapamiętać każdą krzywiznę jego ciała i delektować się tą bliskością. Tym jak reagował na jej słowa czy też dotyk. Nigdy nie sądziła, że przy mężczyźnie będzie czuła się taka kobieca. To przy nim odkrywała tą swoją stronę i nigdy nie miała tego dosyć.
Rozchyliła delikatnie usta i ścisnęła mocniej uda na jego biodrach, gdy wsunął swój palec w jej wnętrze. - Nie... - wyszeptała i przymknęła oczy, gdy fala przyjemności obezwładniła jej zmysły. Nie wiedziała jak za każdym razem to robił, że jej ciało poddawało się jego woli, ale nie chciała żeby przerywał. - Mogę się założyć... - coraz bardziej traciła rezon i nie była w stanie skupić się na ich rozmowie. - Oh zamknij się. Po prostu mnie pocałuj. - przyciągnęła go bliżej siebie i wpiła się w jego usta, skradając z nich kolejne pocałunki. Posłusznie oparła się plecami o maskę samochodu. Przełknęła ślinę, gdy powoli przesuwał swoim wzrokiem po jej ciele, które było zasłonięte cienkim materiałem. Jej klatka piersiowa unosiła się w rytm nieregularnych oddechów, gdy nachylił się nad nią i wsunął swoją męskość w jej wnętrze. Uniosła biodra do góry tym samym wyginając plecy w delikatny łuk, gdy zaczął się poruszać doprowadzając ją do istnego szaleństwa.
- Taki widok wtedy chciałeś mieć przed sobą, gdy byliśmy tu ostatnim razem? - przejechała dłonią pomiędzy swoimi piersiami i powoli sunęła opuszkiem palca po koronce. - Chciałeś, żebym wtedy cię błagała, więc... Rowley strać dla mnie kontrolę. Chcę cię poczuć wszędzie. W każdej pozycji. - wychrypiała i wbiła obcas w jego pośladek, gdy wszedł w nią głębiej kradnąc z jej ust kolejny jęk rozkoszy.
- Oh, doskonale wiem jak to się skończy. - zaczęła powoli składać pocałunki na jego szyi i przejechała językiem w miejscu, w którym czuła pod wargami jego puls. - Skończy się to tak, że będziesz narzekał na to, że nie możesz się ruszać i marzniesz, a mnie będzie bolała dłoń. Może nawet będziesz zadowolony z efektu końcowego. Powiedz tylko czy mam się skupić na całości czy na pewnych częściach twojego ciała... - spojrzała w dół i uśmiechnęła się psotnie na samą myśl, że w jej szkicowniku mogłoby znaleźć się takie dzieło. - No chyba, że w twojej głowie ten scenariusz biłby przyjemniejszy? - trąciła nosem jego szczękę i droczyła się tak przez chwilę z nim. Lubiła jak czasami był wulgarny i przedstawiał przed nią wizję, gdzie na samą myśl jej policzki się rumieniły.
- Sama? - uniosła brew do góry i cicho się zaśmiała. - Jeśli tak stawiasz sprawę to szybko przegram ten zakład. To jakie to zdjęcie chcesz zwycięzco? - wymruczała te słowa wprost do jego ust i nie przestawała badać jego ciała. Nie kłamała, zamierzała zapamiętać każdą krzywiznę jego ciała i delektować się tą bliskością. Tym jak reagował na jej słowa czy też dotyk. Nigdy nie sądziła, że przy mężczyźnie będzie czuła się taka kobieca. To przy nim odkrywała tą swoją stronę i nigdy nie miała tego dosyć.
Rozchyliła delikatnie usta i ścisnęła mocniej uda na jego biodrach, gdy wsunął swój palec w jej wnętrze. - Nie... - wyszeptała i przymknęła oczy, gdy fala przyjemności obezwładniła jej zmysły. Nie wiedziała jak za każdym razem to robił, że jej ciało poddawało się jego woli, ale nie chciała żeby przerywał. - Mogę się założyć... - coraz bardziej traciła rezon i nie była w stanie skupić się na ich rozmowie. - Oh zamknij się. Po prostu mnie pocałuj. - przyciągnęła go bliżej siebie i wpiła się w jego usta, skradając z nich kolejne pocałunki. Posłusznie oparła się plecami o maskę samochodu. Przełknęła ślinę, gdy powoli przesuwał swoim wzrokiem po jej ciele, które było zasłonięte cienkim materiałem. Jej klatka piersiowa unosiła się w rytm nieregularnych oddechów, gdy nachylił się nad nią i wsunął swoją męskość w jej wnętrze. Uniosła biodra do góry tym samym wyginając plecy w delikatny łuk, gdy zaczął się poruszać doprowadzając ją do istnego szaleństwa.
- Taki widok wtedy chciałeś mieć przed sobą, gdy byliśmy tu ostatnim razem? - przejechała dłonią pomiędzy swoimi piersiami i powoli sunęła opuszkiem palca po koronce. - Chciałeś, żebym wtedy cię błagała, więc... Rowley strać dla mnie kontrolę. Chcę cię poczuć wszędzie. W każdej pozycji. - wychrypiała i wbiła obcas w jego pośladek, gdy wszedł w nią głębiej kradnąc z jej ust kolejny jęk rozkoszy.
- Jak najbardziej. Pasowałby ci taki pudrowy róż. Unikałabym koloru Magenta, ale w jasnym... - przygryzła dolną wargę i uniosła brew zachęcająco. - Brak ci wyobraźni Mon chéri. - zmarszczyła delikatnie nosek, gdy wymawiała te słowa po francusku wiedząc, że jej akcent pozostawiał wiele do życzenia. Już nie wspominając o tym, że nie była do końca pewna czy użyła poprawnej formy. Cholerny francuski....
- Kiedyś Francja słynęła z artystów. Może masz to we krwi? - zaśmiała się i zadrżała, gdy włoski od pędzla połaskotały jej skórę. - To skoro już odkryłeś swoją artystyczną duszę, to jak zamierzasz wyrzucić z siebie te pokłady weny twórczej? - uśmiechnęła się, gdy poczuła jego dłonie na swoich biodrach. Przygryzła dolną wargę, gdy uniósł ją do góry i powstrzymała się od wszelkich komentarzy, które mimowolnie cisnęły się jej na usta. Spojrzała w dół jakby chciała już ocenić czy jej zamysł wyszedł dobrze. Wyciągnęła swoje dłonie w jego kierunku dając mu do zrozumienia, że już może ją ściągnąć.
- Dobrze, że zgodziłeś się na ten pomysł. Później miałam ci proponować czy przypadkiem nie chcesz żebym odbiła na masce swoje cycki. Musiałbyś mi wtedy pomóc się rozebrać. - cmoknęła go w nos i cicho się zaśmiała, gdy złapała się jego szyi. - Ostrożnie mnie podnieś. Chcę zobaczyć czy dobrze wyszło, bo inaczej będziemy musieli powtórzyć.. Muszę się jeszcze wykąpać zanim Rey tu wpadnie jak burza. - w końcu ich małe dzieło sztuki musiało szybko zostać zabezpieczone lakierem.
Rowley Moreau
But I gave myself again to that fire, threw myself into it, into him, and let myself burn.
something about me
tekst wewnątrz może zawierać:
+18
Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak ona działała na niego, zaczynając od małych gestów a kończąc chociażby na organizacji tych całych walentynek, specjalnie wzięła wolne w pracy, żeby spędzić ten czas z nim. Rowley był tak cholernie zakochany w tej kobiecie, zwłaszcza po tym co razem przeszli. Ich życia mogłyby się potoczyć inaczej, ona nadal mogłaby być z Bradleyem a Rowley… zapewne byłby sam bo kiedy zapałał uczuciem do tej dziewczyny to tak jakby cały świat dookoła nie miał dla niego znaczenia. Kiedyś jego matka zaśmiała się, że jak ktoś z ich rodziny się zakochuje to na zawsze, a Moreau miał wrażenie, że to była właśnie prawda. To co łączyło go z wcześniejszymi dziewczynami nie był w stanie określić inaczej niż chwilowym zauroczeniem, to właśnie Rosales pokochał każdą cząstką swojego ciała i duszy, nie ważne jak bardzo była zepsuta. Robił wszystko, żeby w jego towarzystwie Layla czuła się dobrze, nigdy nie naciskał o jej przeszłość obnażając jednocześnie swoją bo uznawał, że tak było zdecydowanie lepiej.
Nie chciał mieć przed nią żadnych tajemnic bo nie raz mieli dowód na to, że tajemnice powodują kłopoty, zwłaszcza w ich związku który sobie cenił ponad swoje życie. To przy jej boku chciał się zestarzeć mając jednocześnie z nią dzieci, nie jedno ale na pewno dwójkę.
Kącik jego ust zadrgał lekko przy jej słowach, potrafiła tylko słowami spowodować, że krew bardziej w nim wrzała, nawet samym spojrzeniem bo gdy wpatrywał się w jej oczy to miał wrażenie jakby po prostu tonął. Odetchnął głęboko i uśmiechnął się lekko. — Na pewno ten scenariusz skończyłby się przyjemnie dla nas obojga — mruknął po chwili, bo gdyby przed nią stanął tak jak go pan Bóg stworzył to widząc jej zamyślenie i ruch ręką podczas rysowania nie mógłby trzymać tak po prostu rąk przy sobie. Przy niej bardzo trudno mu było to robić, bo gdy na nią patrzył to puszczały mu wszelkie hamulce.
Uśmiechnął się triumfalnie na jej słowa.
— Coś na wzór tego co wysyłałaś mi gdy zrobiłaś sobie wieczór z winem i swoim przyjacielem — mruknął po chwili, przekrzywiając lekko głowę na bok, oboje wiedzieli jak tamten wieczór się dla nich skończył, czyż nie?
Lubił testować granice i patrzeć jak dziewczyna reaguje na jego gesty czy słowa, zwłaszcza gdy miała rumieńce na twarzy na które mógłby patrzeć do końca swoich dni. Działała na niego, a on chciał sprawić jej jak najwięcej przyjemności w tym momencie. Chciał zapamiętać tę chwilę na swój sposób.
Kochali się tego wieczoru nie raz, nie przejmując się tym, że gdy brał ją w różnych pozycjach na masce swojego samochodu to leżąca nieopodal kamera wszystko nagrywała…
Nie chciał mieć przed nią żadnych tajemnic bo nie raz mieli dowód na to, że tajemnice powodują kłopoty, zwłaszcza w ich związku który sobie cenił ponad swoje życie. To przy jej boku chciał się zestarzeć mając jednocześnie z nią dzieci, nie jedno ale na pewno dwójkę.
Kącik jego ust zadrgał lekko przy jej słowach, potrafiła tylko słowami spowodować, że krew bardziej w nim wrzała, nawet samym spojrzeniem bo gdy wpatrywał się w jej oczy to miał wrażenie jakby po prostu tonął. Odetchnął głęboko i uśmiechnął się lekko. — Na pewno ten scenariusz skończyłby się przyjemnie dla nas obojga — mruknął po chwili, bo gdyby przed nią stanął tak jak go pan Bóg stworzył to widząc jej zamyślenie i ruch ręką podczas rysowania nie mógłby trzymać tak po prostu rąk przy sobie. Przy niej bardzo trudno mu było to robić, bo gdy na nią patrzył to puszczały mu wszelkie hamulce.
Uśmiechnął się triumfalnie na jej słowa.
— Coś na wzór tego co wysyłałaś mi gdy zrobiłaś sobie wieczór z winem i swoim przyjacielem — mruknął po chwili, przekrzywiając lekko głowę na bok, oboje wiedzieli jak tamten wieczór się dla nich skończył, czyż nie?
Lubił testować granice i patrzeć jak dziewczyna reaguje na jego gesty czy słowa, zwłaszcza gdy miała rumieńce na twarzy na które mógłby patrzeć do końca swoich dni. Działała na niego, a on chciał sprawić jej jak najwięcej przyjemności w tym momencie. Chciał zapamiętać tę chwilę na swój sposób.
Kochali się tego wieczoru nie raz, nie przejmując się tym, że gdy brał ją w różnych pozycjach na masce swojego samochodu to leżąca nieopodal kamera wszystko nagrywała…
— Mi? Brak wyobraźni? — kącik jego ust drgnął lekko gdy spoglądał w jej twarz. Odwzorowanie jej tyłka na masce samochodu było dla niego łatwym zadaniem i nawet gdy pragnął ją po prostu pieprzyć ponownie na masce to się powstrzymał przed tym całym sobą. Westchnął tylko delikatnie i pokiwał głową całując ją w czoło.
— Kocham Cię i Twoje szalone pomysły — wyrzekł jeszcze cichym głosem odstawiając ją na ziemię, pozwalając żeby dziewczyna oddaliła się w stronę warsztatowej łazienki, żeby zmyć z siebie farbę, nawet gdy kusiło, żeby do niej dołączyć to nie zrobił tego bo zaledwie gdy ta zniknęła za drzwiami pojawiła się Rey wparowując do warsztatu niczym burza...
koniec
Layla Rosales




