Art is only a way of expressing pain
Kryzys.
Słowo, które powodowało od razu, że druga strona bez mrugnięcia okiem była w stanie pomóc nawet bez pytania w czym była rzecz. Tym razem to ona napisała te kilka literek. Nienawidziła tego momentu, gdy musiała używać ich hasła bezpieczeństwa i ratować się od tego typu sytuacji. Była tchórzem, że po raz kolejny uciekała od niezręcznej rozmowy ze swoim chłopakiem, ale nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, żeby wyjaśnić Rowleyowi całą tą sytuację. Chciała jedynie usiąść z Rivem i przekonać się, że jej wszystkie domysły były jedynie chorym żartem. Kobiecym wymysłem wywołanym paniką, gdy zobaczyła pozytywny test ciążowy i przypisała wszelkie swoje objawy do stanu błogosławionego. Bo przecież to nie mogła być prawda, żeby ona... Brała tabletki. Zdawała sobie sprawę, że żadne zabezpieczenie nie dawało stu procentowej gwarancji, ale... Jak bardzo musiała mieć pecha w życiu, żeby to padło na nią?
Ciąża...
Na samą myśl, że mogła nosić w sobie dziecko, robiło jej się niedobrze. Co prawda kiedyś planowała starać się o rodzinę z Rowleyem, ale teraz... Teraz czuła jedynie strach i potrzebowała kogoś kto będzie w stanie przebić się przez wszystkie bariery, które wokół siebie zaczynała budować i przemówić jej do rozsądku, bo kompletnie nie wiedziała co miała zrobić. Była niczym zagubiony szczeniaczek, który pierwszy raz wyszedł poza obręb swojego ogródka...
Do środka mieszkania władowała się bez pukania, używając kluczy, które o dziwo Riv w dalszym ciągu jej nie zabrał. Poniekąd liczyła, że nie zastanie zaraz tutaj nagiej klaty jego ochroniarza, albo czegoś więcej... Już raz w końcu migdalili się za jej plecami, gdy nieprzytomna leżała w łóżku przyjaciela nieświadoma jak sytuacja robiła się gorąca. W normalnych okolicznościach pewnie zażartowałaby, że odbierają jej niewinność swoim zachowaniem, ale biorąc pod uwagę zakupione testy w reklamówce i jej stan, byłby to żart niskich lotów.
- Riv! - zawołała od progu i rzuciła na blat stołu w salonie reklamówkę z dwoma testami i już pustą butelką po wodzie. - Potrzebuje więcej wody! Tu jesteś! - zajrzała do kuchni i od razu przytuliła się do mężczyzny. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo była spanikowana i jak cholernie trzęsły jej się ręce. Ledwo się trzymała.
- Ja... My.... - spróbowała złapać powietrze do płuc, a po jej policzkach mimowolnie pociekły łzy. - Musimy u mnie wywołać siku. Ja... Muszę zrobić test. Ja.. - liczyła, że chociaż trochę ją zrozumie, ale dla pewności wskazała mu dłonią reklamówkę, w której były dwa opakowania testów ciążowych.
River Sinclair
Oh, bless my heart
When the wolves take me away
Don't fall apart
When I come back from the grave
outfit to jakiś dresik szykowny
Kiedy tylko przeczytał wiadomość pod tytułem “kryzys” to już wiedział, że jest coś mocnego na rzeczy. Nie zadawał zbędnych pytań, poprosiła go, aby wysłał wiadomość zwrotną o określonej treści, żeby jej chłopak nic nie podejrzewał. Wydawało mu się, że są ze sobą szczerzy, ale jeśli coś Rowley odwalił to musiał być dla Layli w pogotowiu. Próbował przewidzieć każdą ewentualność, kiedy na nią czekał. Miał jeszcze trochę wolnego po sytuacji z mordercą więc nie musiał się urwać z pracy, czy też kombinować z zastępstwem, aby być przy niej. Trzymał się całkiem nieźle, fizycznie… Psychicznie ciągle go ciągnęło do używek i niestety… Nikomu o tym nie mówił, ale uległ. Miał w domu kilka woreczków strunowych pochowanych bardzo starannie, aby Miller niczego nie znalazł. Pozwalał sobie na drobne dawki, które skutecznie zaspokajały głód i dawały mu siłę do działania. Nie mógł rozczarować nikogo więcej, dlatego to był jego brudny sekret, skrywany bardzo starannie przed resztą świata. Ćpun na zawsze pozostanie tylko ćpunem, pod tym względem morderca miał rację. Jego najbliżsi nie wiedzieli, jak mocno słowa oprawcy podziałały na Rivera. Niby był nadal sobą, wszystkie wróciło do normy, ale w środku wciąż był cholernie rozbity. W jego głowie praktycznie codziennie rozbrzmiewały słowa tego psychola oraz wyznanie Daisy. Czuł się winny, nie zasługiwał na normalne życie i cokolwiek dobrego. Należała mu się jedynie pokuta, biczowanie samego siebie, dlatego też wrócił do drobnych działek. Przestał się już oszukiwać… Nigdy nie zwalczy uzależnienia.
Dziś jednak musiał skupić się głównie na Layli, która szukała w nim bezpiecznego azylu. Władowała mu się do mieszkania, używając kluczy, które kiedyś jej podarował, gdy mieszkała u niego. To wszystko obecnie wydawało się być cholernie odległe… Rhysanda nie było, musiał coś dziś załatwić na mieście, miała wrócić dopiero wieczorem. Usłyszał jej głos i już miał ruszyć w kierunku dziewczyny, kiedy sama znalazła go w kuchni. Zamknął ją szczelnie w swoich ramionach, przytulając mocno, jakby samo to miało ją uspokoić. Domyślał się, że jest coś poważnego na rzeczy, ponieważ dziewczyna całą się trzęsła.
- Co się stało? Rowley coś odstawił? Mam się z nim rozliczyć? Wiesz, że dla Ciebie byłbym w stanie nawet zabić, gdyby Cię skrzywdził. - przyznał szczerze, głaszcząc ją po długich włosach. Wystarczyły dwa słowa, żeby połączył wątki i domyślił się o co tak właściwie chodzi.
- Layla, po pierwsze spokojnie… Po drugie zaraz wypijesz więcej wody i zrobisz test, będę przy Tobie. Nie ważne, co na nim wyjdzie… Ogarniemy to Szkrabie. - odsunął ją od siebie, aby mógł spojrzeć w oczy Rosales. Wyciągnął z szafki butelkę wody, podając ją przyjaciółce, szklanka nie była konieczna.
- Idź do łazienki, chcesz żebym wszedł z Tobą czy czekać pod drzwiami? Nie musisz się stresować, Rhysa nie będzie aż do wieczora. - dodał jeszcze, uśmiechając się lekko. Jeśli wynik wyjdzie pozytywny… Na pewno będzie starał się ją przekonać, że poradzą sobie i nie będzie tak źle.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
Z jej ust wydobył się nerwowy śmiech na jego słowa i mocniej wtuliła się w jego ramiona szukając tego ciepła. Pociągnęła nosem i wytarła policzki wierzchem dłoni zerkając swoimi jasnymi oczami na jego twarz. - Wiesz nie możesz bić każdego mojego chłopaka. Czy możliwa ciąża kwalifikuje się do kategorii odwalenia? Boże Riv jeśli test wyjdzie pozytywny to sama nie wiem... Ja się zabezpieczałam. To nie może być prawda... - wsunęła dłoń w swoje gęste włosy i wzięła łapczywie kilka wdechów. W dalszym ciągu się łudziła... Że to wszystko było tylko nieśmiesznym żartem jej organizmu, a ona sobie dorobiła w panice całą resztę historii. Nie była gotowa na dziecko. Nie była gotowa do tej roli i nie chciała tego wszystkiego.
Wzięła od niego butelkę i upiła spory łyk. Spojrzała niepewnie w stronę reklamówki i podeszła do niej jakby co najmniej była tam żmija, która chciała ją ukąsić. W końcu wyciągnęła stamtąd małe pudełeczko. Rzuciła okiem na instrukcję obsługi, bo w nerwach nawet nie patrzyła jakiego rodzaju wzięła test. Zabrała po prostu pierwszy lepszy z półki.
- Pójdę sama.. Ja... - wzięła głęboki wdech i powoli zaczęła kierować się w stronę łazienki. - Riv ja nie chcę być w ciąży. - powiedziała cicho i znikła za drzwiami.
Nigdy nie sądziła, że będzie tutaj robiła test ciążowy i była niemal pewna, że wyjdzie on pozytywny. Ostatni raz maniakalnie je robiła, gdy wróciła z Rowleyem z Malty, a wcześniej po pierwszym współżyciu z Bradem, które było dość niespodziewane i przede wszystkim nieodpowiedzialne. Dziś jednak miała złe przeczucia, więc nawet nie patrząc na wynik wyszła z łazienki i położyła test na blacie w kuchni. Usiadła naprzeciwko Riva, a jej nogi jak i ręce drżały oczekując na słowa przyjaciela. Czas dłużył jej się w nieskończoność, gdy wskazówka zegara mozolnie poruszała się do przodu po każdej sekundzie.
- I jak? - podkuliła nogi do góry i spojrzała z przerażeniem na mężczyznę, gdy ten pochylił się nad testem. Serce waliło jej nieznośnie szybko w klatce piersiowej, tak jakby zaraz miała dostać zawału. Nic nie mogła wyczytać z jego twarzy, ale jego słowa.... Czas się zatrzymał, a ona tępo wpatrywała się w blat, gdy łzy spływały po jej policzkach. To nie mogła być prawda...
Była w ciąży.
Nie chciała tego dziecka..
Nie wiedziała co miała teraz zrobić..
River Sinclair
Oh, bless my heart
When the wolves take me away
Don't fall apart
When I come back from the grave
- A kto powiedział, że nie mogę? Mam w tym całkiem niezłą wprawę... - zażartował, głaszcząc ją po plecach. - Jeśli test wyjdzie pozytywny to wtedy się będziemy martwić, ale na pewno to ogarniemy. To nie koniec świata Layla, naprawdę. - zapewnił ją spokojnie. Wiedział, że się stresuje, w końcu jest młoda i nie ma jeszcze takiej stabilizacji, aby dziecko miało stosowne warunki. Jednocześnie wiedział, że będzie wspaniałą matką... Nigdy nie powtórzy krzywd, które ją spotkały i da swojemu dziecku wszystko, co najlepsze. Pewnie byłby podobnym ojcem, aczkolwiek nigdy nie widział siebie w takiej roli. Jak miałby takiemu maleństwu nie spieprzyć życia sobą? - Oddychaj Szkrabie, jeszcze tego brakuje, żebyś dostała ataku paniki. Wszystko będzie dobrze, niezależnie od tego, co wyjdzie. - zapewnił ją spokojnym tonem, czekając aż się napije i zgarnie test.
- Najpierw zrób test. - powiedział jeszcze po tym, jak odezwała się o tym, że nie chce być w ciąży. Czekał grzecznie pod drzwiami, czując, jak sam się denerwuje z nią. Istniały możliwości, które mogłyby skutecznie usunąć problem, ale to musiała być świadoma decyzja Layli... Żeby później nie musiała żałować, musiała do tematu podejść nieco na sucho, bez ładunku emocjonalnego. Później przenieśli się ponownie do kuchni, aby odczekać odpowiednią ilość czasu aż kreski pojawią się na teście. Nachylił się nad kawałkiem plastiku...
- Pozytywny, jesteś w ciąży Layla. - spojrzał na nią, ale nie był przerażony. Musiał być spokojny, dla niej i pomóc jej to jakoś wszystko ogarnąć. - Po pierwsze spokojnie... To nie takie straszne Layla. - zgarnął ją za dłonie i pociągnął w kierunku salonu, gdzie mogli usiąść na kanapie. Miał wrażenie, że dziewczyna za moment zemdleje, dlatego musiała się uspokoić.
- Musisz spróbować wziąć kilka wdechów... Takie nerwy nie są dobre dla Ciebie, ani dla dziecka... Wiem, że to ciężki temat Layla, znaczy mogę sobie wyobrazić... Ale pamiętaj, nie jesteś sama. Masz mnie, masz Rowleya... Musisz mu powiedzieć i wtedy się zastanowić, co robicie. - głaskał jej dłonie własnymi opuszkami palców, jakby w geście wsparcia. - Dasz sobie radę, pomogę Ci, jak tylko będę mógł. Jeśli zdecydujecie się wychować to dziecko, będę przy Tobie. - dodał jeszcze, a potem jej dał nieco przestrzeni na złapanie powietrza oraz ukojenie nerwów.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
W tej chwili jednak nie była w stanie myśleć o niczym innym jak o teście, który leżał na blacie stołu. Wynik tego testu mógł odmienić na zawsze jej życie i Rowleya. W całym swoim życiu nie była tak przerażona jak teraz. Chciała, żeby to wszystko było po prostu kobiecym wymysłem, a ona mogłaby odetchnąć z ulgą i przekuć całą tą sytuację w żart. Wrócić do domu i opowiedzieć ze śmiechem na ustach o wszystkim Rowleyowi.
Zapomniała jak się oddycha.
Wpatrywała się w Riva jakby co najmniej zobaczyła ducha, a jej umysł starał się przetworzyć tą informację. Myślała, że była przygotowana na taką okoliczność, ale to wszystko ją przerastało. - Nie... - wyszeptała, dorwała w swoją dłoń test i wpatrywała się w ciszy w dwie kreski. Była w ciąży. Za kilka miesięcy miała zostać matką...
Jej drobne ciało drżało od płaczu, który nią wstrząsnął, a płuca walczyły o każdy oddech. Miała wrażenie jakby ktoś wrzucił ją do głębokiej wody, bo ledwo słyszała głos Riva. Bez słowa sprzeciwu pozwoliła mężczyźnie zaprowadzić się do salonu i usiadła na miękkiej kanapie.
- Nie... - pokręciła głową i spojrzała na niego z przerażeniem. - Dla dziecka... - powtórzyła za nim cicho i znowu spojrzała na test, który ściskała w swojej dłoni. - Nie mów tak. Ja.. Zabezpieczałam się. Jest wadliwy i pokazał zły wynik! - chwyciła się ostatniej nadziei jak tonący statku, ale rzeczywistość powoli do niej docierała. - Ja dopiero zaczęłam studia. Jak ja mam odbyć praktyki teraz? Moje ubezpieczenie nie pokryje wszystkich badań ciążowych. Sam poród... Dopiero zamieszkałam z Rowleyem jak ja mam mu to powiedzieć? Nigdy nie miałam normalnych rodziców.. Ja... Nie dam rady Riv.. Nie chcę tego. To nie tak miało być! - robiło jej się słabo na samą myśl, że...
Przyłożyła dłoń do ust i zerwała się z kanapy biegiem pędząc w stronę łazienki. Opadła na kolana przed toaletą i zwróciła zawartość swojego żołądka. - Nie chcę... - łzy kapały w dół, gdy pochylała się nad toaletą, gdy jej ciało przechodziły dreszcze. Czuła się jak w pułapce bez wyjścia, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że pod żadnym pozorem nie usnęłaby tego dziecka.
Jej dłoń zsunęła się w dół na brzuch. - Rośnie we mnie mały człowiek.. - otworzyła swoje oczy szerzej i załkała.
River Sinclair
Oh, bless my heart
When the wolves take me away
Don't fall apart
When I come back from the grave
Obecnie musieli się skupić na teście, a bardziej na wyniku... Wiedział, że to będzie dla niej cios, jeśli okaże się pozytywny. Jednak mocno wierzył w to, że sprawa jest do ogarnięcia, a Layla nie powinna aż tak rozpaczać. W końcu poniekąd dzieci to radość, prawda? Ogromna odpowiedzialność... River wiedział, że jego przyjaciółka będzie najlepszą mamą, jaką ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić, tylko muszą jakoś poukładać nową rzeczywistość Layli. To nie było łatwe zadanie, ale nie z takiego bagna już wychodzili... River był w gotowości, aby pomóc jej ze wszystkim. Zresztą był pewien, że jeśli powie o wszystkim Rhysowi to on również się zaangażuje, wiedział, jak ważna jest Rosales dla Riva.
- Layla.... Czasem zabezpieczenie zawodzi, a może coś źle rozliczyłaś albo tabletki były przeterminowane. - westchnął ciężko, podejrzewał, że trudno jej w to uwierzyć. Jest jeszcze piekielnie młoda, ale... Skoro już się zdarzyło to należało teraz wziąć sprawy w swoje ręce i sprostać zadaniu. - Jeśli chcesz to kupimy jeszcze kilka, żebyś mogła mieć pewność. - zaproponował, ponieważ faktycznie, test mógł być wadliwy, a kilka innych dałaby im potwierdzenie pierwszego wyniku. - Najlepiej będzie, jeśli w ogóle umówisz się do lekarza. - dodał jeszcze, ponieważ tam już na pewno wszystko będzie widać czarno na białym.
- Layla, spójrz na mnie... Ogarniesz wszystko, a nawet ogarniemy. Będziesz potrzebowała pieniędzy to je załatwię, studia na razie i tak jesteś w stanie robić, a potem załatwimy wszelkie formalności, żeby nic Ci nie przepadło. Musisz powiedzieć Rowleyowi, bo to również jego dziecko i ma prawo wiedzieć. To będzie dla Was najlepszy test, jeśli się nie wycofa, nie ucieknie od odpowiedzialności to znaczy, że masz przy sobie właściwego faceta przy sobie. Jeśli odejdzie, masz mnie i gwarantuję Ci, że zrobię wszystko, abyś czuła się komfortowo. - zapewniał ją spokojnym tonem, widział w jakiej jest rozsypce. Później poszedł za nią do łazienki, kucając obok i odgarniając jej włosy, przytrzymując je, żeby było jej lepiej. Drugą dłonią delikatnie głaskał ją po plecach w geście wsparcia, ale też, aby ją uspokoić.
- Wszystko będzie dobrze... Tak, rośnie w Tobie mały człowiek i powinnaś chociaż w małym stopniu się z tego cieszyć. Pomyśl ile teraz bezkarnie będziesz mogła żądać swoich ulubionych shakeów z McDonalda. - próbował jakoś rozładować sytuację, żeby biedna już nie zalewała się łzami.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
Nie sądziła, że akurat jej się to przytrafi. W końcu tabletki miały dość spory procent skuteczności, a wiele par przez długi czas starały się o dziecko. Zdawała sobie sprawę, że takie sytuacje się zdarzały, ale w żadnym scenariuszu nie obstawiałaby, że będzie jedną z tych kobiet. Pomimo wszelkich wątpliwości wiedziała, że wynik na teście był prawidłowy. Już u przyjaciółki na imprezie miała poczucie, że ostatni test w pudełku, który był pozytywny należał do niej. Nie musiała być wykwalifikowanym lekarzem, żeby zrozumieć, że wszystkie dolegliwości, które ją męczyły od jakiegoś czasu to właśnie była ciąża.
- Mam już dość tych testów. Dopiero wróciliśmy do siebie i staramy się ogarnąć cały ten syf, który wydarzył się wcześniej. Dziecko to zbyt dużo. Ja sobie nie poradzę Riv, a Rowley jest w rozsypce. Jego mama umiera. Miał wypadek i wcześniej targnął się na swoje życie. DO tego cała ta sprawa z alkoholem... Za chwilę nie będę miała jak pracować. A z małym dzieckiem nawet nie wiem kiedy zdołam wrócić do pracy... Będę zależna od innych.. - załkała, bo jedynie on mógł zrozumieć jak ciężka była dla niej sama świadomość, że byłaby zależna od kogoś. Nawet gdy mieszkała z rodzicami musiała w pewnych kwestiach radzić sobie sama, bo od tych ludzi nic nie dostawała. Musiała się ubrać. Zdobyć coś do jedzenia i spać na brudnym materacu, który wygrzebała ze śmietnika. Dobrze wiedziała jak to jest trafić na ulicę bez nawet centa przy duszy. A teraz... Musiała porzucić wszystko i zdać się na kogoś. Schować własną dumę do kieszeni i przełknąć gorycz tego, ze nie będzie w stanie nawet dorzucić centa do rachunków, a jedynie będzie generować kolejne wydatki...
Oparła policzek na desce i przymknęła oczy, gdy poczuła dłoń przyjaciela na swoich plecach. Wiedziała, że próbował jakoś ją pocieszyć, ale nie była w stanie cieszyć się z tego wszystkiego.
- Przytyję... Dostanę rozstępów... Będę wyglądać jak kula, a później moje krocze... Mój brzuch... Będę miała cycki do kolan. - w jej oczach było widoczne przerażenie. Riv jako jeden z nielicznych wiedział, że miała zaburzenia odżywiania i sama świadomość tego, że mogłaby przytyć.. Dotychczas katowała się głodówkami i ćwiczeniami. Maniakalnie dążyła do szczupłej sylwetki nie przejmując się tym, że mdlała z głodu i braku witamin. Jak teraz miała zadbać nie tylko o siebie, ale o ciąże, gdy każdy kęs powodował u niej wyrzuty sumienia?
- Najgorsze jest to, że mam ochotę teraz zajeść te wszystkie emocje Riv.. Jak ja mam mu to powiedzieć? - odsunęła się od toalety, uprzednio spuszczając wodę i oparła się o zimne kafelki, trzymając swoje dłonie na brzuchu. Cholera teraz przez niego miała ochotę na tego shake'a...
River Sinclair
Oh, bless my heart
When the wolves take me away
Don't fall apart
When I come back from the grave
- Layla... Wiem, że dziecko to dużo, ale jakie jest inne wyjście? Chciałabyś je usunąć, pozbyć się ciąży? Masz do tego oczywiście prawo, jednak takie decyzje według mnie należy podjąć na spokojnie. Jest cholernie ciężko... Może właśnie dziecko będzie dla Rowleya motywacją, aby wziąć się za siebie, ogarnąć życie. Pracą się nie przejmuj, jest trochę zajęć online, które będziesz mogła robić za mniejsze pieniądze, ale nadal pracować. I co z tego? Czasem jesteśmy zależni od innych, grunt to mieć przy sobie kogoś, kto faktycznie Ci pomoże. - miał zamiar ją wspierać na każdym etapie, jeśli oczywiście zdecyduje się urodzić dziecko. Nawet jeśli nie, to będzie obok niej. To już nie były czasy w których nie posiadała żadnej alternatywy i musiała żyć na ulicy. Teraz miała wiele możliwości, a przynajmniej sporo rozwiązań od samego Rivera. Mogła zawsze w razie czego się tutaj przeprowadzić, dałby jakoś radę ich utrzymywać. Niedługo miał wrócić do pracy, ponieważ po sprawie z porwaniem... Na razie średnio wychodził z domu.
- Te wszystkie fizyczne aspekty o których mówisz nie są czymś, co nie może wrócić do normy. - zapewnił ją, przecież jest milion specyfików, aby ciało nie ucierpiało tak mocno podczas ciąży. Nie zna się zbytnio na takich rzeczach, ale jeśli zajdzie potrzeba to na pewno się będzie edukował. Znał jej zaburzenia odżywiania i nie raz ją próbował zmusić do terapii... Jednak Rosales nie chciała go słuchać pod tym względem, kiedyś ją siłą zawlecze.
- Po prostu, wróć do domu i mu powiedz. Potraktuj to, jak plaster, który trzeba, jak najszybciej zerwać. Im dłużej będziesz zwlekać, tym bardziej będzie to Cię zjadać od środka. A odnośnie zajadania... Co w tym złego? Zajadaj, teraz nie jesz tylko dla siebie, ale także dla dziecka. - westchnął, przesuwając dalej dłonią po jej plecach. - Chodź, położysz się chociaż na moment, jesteś wykończona, a w międzyczasie zamówię Ci, co tylko będziesz chciała. - uśmiechnął się lekko, nadal był słaby.... Jeśli byłby w formie to by ją podniósł i zaniósł.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
- Pozbyć się... - wyszeptała i przycisnęła swoją dłoń do brzucha. Czuła jak na samą myśl dźwigało jej się do góry. Pokręciła głową i wpatrywała się w muszlę klozetową jakby co najmniej była to lampa Aladyna, z której wyszedłby zaraz dżin i spełnił ich trzy życzenia. - Nie umiałabym... Chcę żeby to znikło, ale nie umiałabym sama tego zakończyć. Nie chcę być jak ona Riv.. A jak nie pokocham tego dziecka? - zapytała cicho, ale analizowała po kolei jego słowa. Zawsze tak było.. Gdy ona panikowała i wylewała z siebie całą gamę wątpliwości, to on siedział obok i był tak cholernie rozsądny.. Nawet gdy była w Detroit, to w końcu jej przegadał, że powinna stamtąd uciekać i pomimo wszystko wrócić do Nowego Jorku. Było ciężko, ale dała radę. Przeżyła całą akcję z Joshem, to może macierzyństwo również nie będzie takie złe? Całe życie walczyła... Czy to był ten czas, że powinna zagryźć zęby i w końcu pozwolić komuś grać pierwsze skrzypce?
- Riv... - zapytała niepewnie i poprawiła materiał sukienki na swoich udach. - Możemy po prostu teraz pójść do maczka? Ja chyba muszę się przejść i to zajeść. - powiedziała nieśmiało, bo oboje wiedzieli, że na każdą stresującą taką sytuację uciekała do kompulsywnego objadania się, a później walczyła z poczuciem winy wypominając sobie każdą kalorię. Wtedy znowu katowała się niezdrowymi dietami lub głodówkami, które różnie się kończyły. Nie raz nawet mdlała z wycieńczenia, gdy organizm już komunikował, że była na skraju wyczerpania. Od kilku dni jednak ciągle była głodna i nie panowała nad tym. Była przytłoczona tymi bodźcami i chociaż powinna się położyć, to wiedziała że nie będzie w stanie usiedzieć w jednym miejscu.
- Po prostu zróbmy to. Muszę zająć czymś myśli. - odkręciła wodę i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Wytarła rozmazany tusz, ale z podpuchniętymi oczami nic nie była w stanie zrobić. Ubrała kurtkę i potulnie czekała na przyjaciela aż się ogarnie. - Na Rowleya zawsze dłużej czekam.. - próbowała jakoś rozładować tą sytuację... - Jak tam sprawy z Panem mam fajny sześciopak? Poznałam go w szpitalu.. Wydawał się taki sztywny... - przemilczała fakt, że ten do niej napisał. Chciała wybadać grunt czy Riv był gotowy na kolejne oświadczyny... Czy to nie był dobry temat na odwrócenie własnej uwagi od swoich problemów?
- Wiesz inaczej sobie to wszystko wyobrażałam. Nie raz rozmawiałam z Rowleyem o przyszłości.. Miałam najpierw skończyć studia. W czasie ich trwania zamieszkalibyśmy razem. Później oświadczyny i ślub... Dopiero po tym wszystkim jakbyśmy mieli stabilną sytuację zaczęlibyśmy się starać o dzieci. Wtedy byłam przerażona, że co będzie jak nie będę w stanie dać mu potomstwa.. Czemu zawsze wszystko się chrzani i idzie od dupy strony? A ty jak sobie wyobrażasz swój związek? - powoli szła przed siebie wiedząc, że za kilka ulic ich oczom ukaże się piękny łuk szczęścia, a mianowicie wielka żółta literka M.
River Sinclair
Oh, bless my heart
When the wolves take me away
Don't fall apart
When I come back from the grave
- Layla, na pewno je pokochasz. Skąd w ogóle ten pomysł? Tym bardziej pokochasz to dziecko ze względu na to, jaka była Twoja matka. - odpowiedział, uśmiechając się do niej lekko. - To nie zniknie samoistnie. Skoro nie chcesz… Pozbyć się dziecka to znaczy, że już je poniekąd kochasz. Będzie wszystko dobrze i poradzimy sobie. - dodał jeszcze, głaszcząc je po plecach. Był jej głosem rozsądku, spokojem, kiedy ona panikowała.
- Chodź, kupię Ci wszystko na co będziesz miała ochotę. Bez wyliczania kalorii dziś, bardzo Cię proszę. - podniósł się z podłogi, pomagając dziewczynie się zebrać i dojść do ładu z samą sobą. Musiała też trochę naprawić swoją relację z jedzeniem, jeśli nie dla siebie to dla dziecka. Potrzebowała teraz jeść więcej, dostarczac witamin, odżywiać się przede wszystkim zdrowo, ale również ulegać zachciankom. Sam Sinclair dość szybko się ogarnął, żeby być gotowym do wyjścia.
- Rhys? Wydaje się być dość sztywny, ale…Jest naprawdę wspaniały, tylko sam musi w to uwierzyć. Ja… Nie chciałem tego czuć, ale… Kocham go Layla i chcę mocno wierzyć w to, że tym razem będzie inaczej… Ciężko mnie kochać, wiem o tym. - westchnął pod nosem, przesuwając dłonią po twarzy. Tym bardziej teraz, kiedy ponownie stał się jednym wielkim wrakiem.
- Często życie układa własny scenariusz, który na początku jest dość trudny, ale z czasem okazuje się, że jest jeszcze lepszy niż to, co sobie zaplanowaliśmy długoterminowo. Teraz musisz się skupiać na pozytywach, czerpać z tego stanu, ile tylko chcesz. Będzie trudno, ale nie ma takiej przeszkody, która mogłaby pokonać kobietę taką, jak Ty Layla. - pogłaskał ją po ramionach, uśmiechając się szerzej. - Jak sobie wyobrażam? Cóż… Chciałbym szczerości, otwartości, tego, żeby ktoś nie wstydził się trzymania mnie za rękę w miejscach publicznych, pokazywania się ze mną. Chciałbym też spokoju, stabilizacji… I może kiedyś rodziny, chociaż straciłem już nadzieję na to, że to kiedykolwiek nastąpi. - szli powoli w kierunku knajpy, aż pokazał się charakterystyczny znak. - Zamawiaj, co tylko chcesz, wujek Sinclair stawia. - zaśmiał się, kiedy byli już w środku przy kiosku samoobsługowym.
Layla Rosales
Art is only a way of expressing pain
- Co jeśli ja nie potrafię kochać? Spojrzę w oczy dziecka, które będą jak moje i mojego ojca i poczuję tylko nienawiść? Boję się Riv... - ta myśl nie dawała jej spokoju. W końcu miłość do dziecka była czymś innym niż emocje, które odczuwamy do kogoś kogo darzymy sympatią. Mówi się, że jedynie matka lub ojciec darzą dziecko miłością bezwarunkową, ale ona wiedziała, że była to tona bzdur.
Każdy krok przychodził jej z trudem. Tak jakby jej ciało należało do kogoś innego. Nosiła w sobie dziecko. Kolejny mały kroczek do przodu. Jej życie będzie się zmieniało w zawrotnym tempie. Wyszli na zewnątrz. Jej ciało już nie należało do niej i nic nie mogła zrobić z tym, że w kolejnych tygodniach te zmiany będą widoczne. Pokręciła głową i skupiła się na rozmowie. Musiała.
- Miałam wrażenie, że czegoś się boi. Wiem. Mówiłam ci, że czujesz coś do niego. Trzymam za was kciuki. W razie czego wiem gdzie zakopać ciało. - uśmiechnęła się słabo i spojrzała przed siebie czując jak wiatr łaskotał ją po twarzy. - Problem polega, że nie widzę na razie żadnych pozytywów. Nie wiem jak mam mu to powiedzieć. Jak ja mam to ułożyć sobie w głowie... - przeżyła w swoim życiu sporo, ale nic nie było w stanie ją przygotować na to. Zabezpieczała się. Wiedziała, że zawsze istniało ryzyko, ale nie spodziewała się, że padnie na nią i to jeszcze tak szybko. W końcu była z Rowleyem dopiero od kilku miesięcy. Zamieszkali razem i nagle cała rzeczywistość, którą budowali miała ulec zmianie przez jedną wiadomość.
- Chyba musisz mu to powiedzieć. O swoich oczekiwaniach. Chyba czekają nas trudne rozmowy co? - cicho westchnęła i podeszła niepewnie do panelu, na którym mogła zobaczyć całe menu i złożyć zamówienie. Była zbyt niezdecydowana, żeby zawracać głowę pani, która stała za kasą.
- Shake? Boże nie wiem czy chcę truskawkę czy wanilię. Frytki i nuggetsy? Ten burger też dobrze wygląda. - przygryzła dolną wargę i spojrzała na przyjaciela. - A ty co bierzesz? - zapytała, gdy do koszyka wrzuciła Shake truskawkowy, frytki i nuggetsy. Było to zbyt dużo. Jej mózg już próbował przeliczyć ile to miało kalorii. W normalnych okolicznościach po prostu odmówiłaby tego posiłku, ale cały ten stres i ciąża... Musiała to zajeść.
River Sinclair
Oh, bless my heart
When the wolves take me away
Don't fall apart
When I come back from the grave
- Nie znienawidzisz tego dziecka... Dobrze to ujęłaś, oczy będą takie, jak Twoje... Byłabyś w stanie znienawidzić jeszcze bardziej samą siebie? Bezbronną? Niewinną? - spojrzał na nią, uśmiechając się delikatnie. Pokiwał potem głową, doskonale wiedział, że Rosales teraz miała w sobie wiele obaw, ale kiedy już zostanie mamą... To straci głowę dla tego dziecka. Poza tym nie będzie, jak jej wiatropylna matka, która potem porzucała swoje potomstwo.
- To nie jest mimo wszystko łatwe Lay... Zobaczymy, co z tego wyjdzie, nie chcę niczego zapeszać. - pokiwał jeszcze ponownie głową, zresztą dziś średnio chciał rozmawiać na temat jego głębszej relacji z ochroniarzem. Nosił w sobie spory chaos, który wywołał morderca... Nie do końca wiedział, jak sobie z nim radzić. Dobrze, że przynajmniej potrafił pomóc komuś innemu i czuć się potrzebny jakkolwiek. - Daj sobie czas, ale nie zwlekaj zbyt długo. Musisz mu powiedzieć, ale najpierw sobie wszystko poukładaj. Na pewno będzie przy Tobie i ucieszy go taka wiadomość. - pogłaskał ją po ramieniu, jakby chciał nieco uspokoić dziewczynę. Dość miała już nerwów, a w jej stanie to niewskazane.
- Chyba tak i to niejedne... - zaśmiał się, patrząc na nią. Magicznie ponownie było tak, jak przed jakimkolwiek kryzysem. Właśnie to jest piękne w ich relacji, nie ważne, jak poważny jest problem... Za chwilę całe napięcie znika. - Bierzemy wszystko. Wujek stawia. - zadecydował, dodając kolejne rzeczy do koszyka.
ztx2
Layla Rosales




