ODPOWIEDZ
33 lata 188 cm cukiernik, właściciel Mooncake
Awatar użytkownika

Five, four, three, two, one
He holds the gun against my head
I close my eyes and "bang", I am dead

something about me
by satin

04.
outfit

Dalej czuł na własnym kręgosłupie dreszcz żenady, kiedy wspominał wszelkie swoje ostatnie wpadki... Wpadki? To nie jest nawet odpowiednie określenie na bagno, którego narobił dookoła. Przynajmniej nie wciągał w to Moona, dbając o spokój brata. Zbyt wiele nerwów mu już napsuł w życiu, aby za każdym razem sięgać po jego pomoc. Nadal też nie dowierzał, że dostał od Ciro jakiekolwiek zielone światło, miał zamiar się dopasować do wszelkich warunków o których mówił. Poza tym... Należało nieco ogarnąć samego siebie, ponownie zbyt mocno się zapadł, a tak nie da się funkcjonować na dłuższą metę. Druga szansa była odpowiednią motywacją do działania... Obiecał, że da mu przestrzeń, ale jeśli się nie rozmyśli to chciałby się z nim spotkać w Wigilię, jeśli oczywiście nie ma planów. Knight powiedział rodzinie, że ma dużo pracy i zostanie pewnie w cukierni... W sumie tak właśnie miało być, zanim nie postanowił pójść do baru, a potem wszystko zaczęło się dziać lawinowo.
Jednak nie mógł składać kolejnej obietnicy bez pokrycia. Na pewno starał się nie ruszać alkoholu, ponieważ to nie kończyło się dla niego zbyt dobrze, doprowadzało do granicy... Którą prawie przekroczył. Zadzwonił do swojego psychiatry, umawiając się na wizytę. Dostał kolejne leki, inne, silniejsze, które powinny załatwić sprawę. Umówił się na terapię, jednak musiał poczekać dopiero do stycznia. Jednak te nowe leki... Wprowadzały nieco więcej porządku, zdejmowały ciut paniki, która nie dawała mu normalnie żyć. Niestety także trochę go otumaniały, ponieważ organizm nie był w stanie się przyzwyczaić tak szybko... Dlatego pracował wolniej, musiał dwa razy wszystko zapisywać, ponieważ nie był w stanie tego przeskoczyć.
Venturi chciał zacząć od nowa, pozwolić na czystą kartę, niczego nie przyspieszać. Zgodził się, chociaż jego serce to powoli zaczynało się coraz mocniej wyrywać do mężczyzny. Musiał to w sobie ponownie nieco stłumić, aby nie zaprzepaścić kolejnej szansy, którą dostał fartem. Dziś od rana działał na zapleczu Moon Cake, wykonując wszelkie zamówienia, aby zamknąć o przyzwoitej godzinie i puścić resztę ekipy do domu na święta. Obiecał im, że sam zajmie się odbiorem zamówień. Martwili się o niego, ale chciał, aby mogli nieco odpocząć i cieszyć się rodzinnym czasem. W przerwie od zamówień postanowił spróbować zrobić coś dla Ciro, jeśli... Pojawi się wieczorem. Wyszukał odpowiedni przepis, który kiedyś robił na warsztatach, a potem stworzył coś, co mogło mu się kojarzyć z domem. Przynajmniej tak wywnioskował z jego nazwiska, w końcu nie rozmawiali o rodzinie... Dopiero miał go poznać lepiej. Dopiero wieczorem wychylił się z zaplecza, zamykając wejście na klucz, żegnając ostatniego klienta odbierającego wypieki i życząc mu wesołych świąt. Dopiero jakiś czas później usłyszał ciche pukanie w szklane drzwi do cukierni...
- Hej, a jednak jesteś. - uśmiechnął się ciepło, wpuszczając go do środka. To tak cholernie dziwne, że chciał się do niego przytulić, mocno... Jednak powstrzymał się, nie mógł tego zrobić. - Chodź na zaplecze, tej strony chyba jeszcze nie widziałeś. - dodał, a potem przeszedł na tyły, gdzie miał komfortowo urządzoną kuchnię. - Nienawidzę tej typowej sterylności, dlatego wolałem urządzić zaplecze w domowym stylu. Wtedy lepiej się pracuje, jakoś przyjemniej... - nawet ominął fakt, że ekipa mu dla żartu powiesiła na małym haczyku jemiołę przy drzwiach od lodówki. Zupełnie, jakby miał całować wszelkie artykuły z którymi spędzał multum czasu...
- Napijesz się czegoś ciepłego? W sumie to... Nie wiem, czy dobrze połączyłem kropki, ale zrobiłem coś, gdybyś jednak przyszedł.- wyciągnął spod kuchennego blatu świeże panettone oraz mały pakunek. - Niestety nie jestem w niczym innym zbyt dobry, dlatego... Potrafię tylko tak. - dodał jeszcze, uśmiechając się przepraszająco. Co było w pakunku? Mała zawieszka na choinkę, wymalowana ręcznie w kształcie Squiroo. Kolejny szczegół, który zapamiętał. - Także... Wesołych Świąt. - spojrzał na niego z tym lekko zakłopotanym uśmiechem, który mówił więcej niż sam był w stanie powiedzieć.

Ciro Venturi
into the unknown
29 lat 170 cm Game Concept Artist / początkujący tatuator
Awatar użytkownika

N-O one, off the leash, I'm on the throne
N-O one, drip so hard, they can't clone
N-O one, made the fake boys all fold
N-O one, overload the game, I own

something about me
by Kazune

04.
Outfit

Sam do końca nie wierzył w to, że naprawdę dał mu drugą szansę a jeszcze mniej w to, że Felix ją przyjął. Ta myśl wracała do niego falami, za każdym razem niosąc ze sobą mieszaninę ulgi, cichej radości i ostrożnej nadziei, jakby ktoś zapisał nowy save, ale bez gwarancji, że gra nie wysypie się przy pierwszym złym wyborze dialogowym. Najchętniej od razu przeszedłby na ścieżkę romantyczną, kliknął właściwą opcję i obserwował, jak pasek relacji powoli się zapełnia, ale to nie był Dragon Age orgins, w którym wystarczyło wręczyć Morrigan czy Zevranowi kilka dobrze dobranych prezentów, by romans wskoczył na wyższy poziom. Tutaj nie było skrótów ani cheatów. Musieli odbudować wszystko od zera, ostrożnie, quest po queście, a Ciro dodatkowo musiał poskładać w sobie na nowo zaufanie do Felixa bo uczucia, które do niego miał, wcale nie były mniejsze ani mniej szczere niż wcześniej. Bardziej uważne. Bardziej świadome. Tak bardzo chciał, żeby im się udało... a jeśli nawet nie, to żeby obaj byli trzeźwi, obecni i świadomi tego, co robią, zamiast znowu błądzić po omacku jak gracze, którzy pominęli tutorial. Nie wiedział, czym on sam był dla Lixa czy tylko bezpiecznym checkpointem, czy może kimś więcej , a napewno nie sądził że był motorem do zmian, za to Felix był dla niego motywacją, cichą, ale potężną. To dla niego próbował się ogarniać, wyciszać chaos, nieco mniej krzyczeć światem emocji, głupią nerdowską gadlką która pewnie Lixi nie rozumiał, które zwykle wylewały się z niego bez filtra. Nie miał pojęcia, jak to zrobić poprawnie, więc jak każdy artysta w kryzysie, rozważał spisanie listy rzeczy do poprawy, cechy do oszlifowania, bugi do naprawienia, by Felix spojrzał na niego łaskawszym okiem i nie miał powodu do kolejnej ucieczki.
Kiedy dostał zaproszenie na wspólną wigilię w cukierni, nie przyznałby się nikomu, jak bardzo się ucieszył jak naprawdę krzyczał w poduszkę, śmiał się sam do siebie i chodził po mieszkaniu jak NPC z nadmiarem energii. Był cholernie szczęśliwy, a serce biło mu szybciej na samą myśl, że jest jakaś nadzieja, nawet jeśli zaczynali tylko od relacji koleżeńskiej. Wiedział jednak, że to quest warty przejścia nawet na najwyższym poziomie trudności. Czas do wigilii spędził głównie na kompletowaniu prezentów, które chciał wysłać do rodzinnych Włoch, żeby w ten sposób dać im znać, że jest, że myśli, że pamięta. Marzył o tej filmowej scenie, w której bez zapowiedzi stajesz pod domem rodziny i patrzysz na ich zaskoczone twarze,, łzy uśmiechy...pewnie Noona by klęła jak szewc, ale logistyka i rzeczywistość skutecznie go z tego wyleczyły. Szukał jeszcze jednego prezentu dla Felixa, czegoś idealnego, ale wszystko wydawało się albo zbyt banalne, albo kompletnie nie „ich”, więc postanowił, że zrobi to inaczej po swojemu.
W wigilię wstał wcześniej, przygotowując się mentalnie na długi dzień poranek był spokojny, a od dziesiątej siedział już na wirtualnym spotkaniu z rodziną, w swojej pracowni, dłubiąc przy własnych rzeczach i słuchając jednocześnie sióstr plotkujących o wszystkim i o niczym, matki proszącej o opinię w sprawie stroju i jak przyozdobić świąteczny stół, babci robiącej mu prywatny pokaz gotowania, oraz braci, którzy z dumą prezentowali, jak jego bratankowie i siostrzeńcy dekorują choinkę. Niektórzy z nich byli już tacy duzi, że aż bolało, a przecież minął tylko rok choć Ciro miał wrażenie, jakby całe levele życia przeskoczyły bez niego zobaczył nawet najnowszego członka rodziny i musiał naprawdę walczyć ze sobą, żeby się nie rozpłakać, bo tak bardzo chciał tam być, przytulić ich wszystkich i poczuć, że jest u siebie. Kolację zjadł razem z nimi, choć fizycznie tylko przy zamówionej paście z zaufanej restauracji, a kiedy rodzina zaczęła się rozchodzić, by iść razem na pasterkę, pożegnał się i jeszcze chwilę wpatrywał się w pusty ekran tabletu. Czuł, jak bardzo brakuje mu dom ale jednocześnie wiedział, że tego wieczoru nie musi być sam, a to już było czymś więcej, niż odważył się wcześniej zapisać w swoich oczekiwaniach.
Skończył swoją robotę i dopiero wtedy pozwolił sobie wstać, przeciągając się leniwie, jakby chciał strząsnąć z ramion resztki napięcia z całego dnia. Poszedł się umyć i przygotować na wieczorne spotkanie, a potem utknął przed szafą zdecydowanie dłużej, niż planował analizując każdy element garderoby jak build postaci, który musi być zbalansowany idealnie. Nie za bardzo, żeby nie było widać, że mu zależy... ale też nie byle jak. W końcu poprawił włosy, założył okulary, wymienił kolczyki w uszach na te „bezpieczne, ale z charakterem” i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Usta same układały mu się w uśmiech, zupełnie zdradziecki, jakby ciało już dawno podjęło decyzję bez konsultacji z rozsądkiem. Chwycił swoją zaufaną torbę, zamówił Ubera i ruszył w stronę cukierni, po drodze dając Felixowi znać, że jest w trasie i niedługo będzie. Był aż nadto nakręcony, serce biło mu jak po wypiciu trzeciej kawy na pusty żołądek, więc zmuszał się do oddychania głębiej musiał się ogarnąć, nie wyjść na napaleńca, nie spalić questa na starcie.
Kiedy dojechał, pożegnał się z kierowcą i podszedł do cukierni zgodnie z umową zapukał delikatnie w szybę drzwi. Widok Felixa sprawił, że serce uderzyło mu mocniej, zupełnie jakby ktoś nagle podkręcił głośność emocji o kilka poziomów.
- No nie mogłem odmówić, żeby poznać backstage tego cudownego miejsca - rzucił lekko, z tym swoim nerwowym, ciepłym uśmiechem. Najchętniej od razu by go przytulił, ale zamiast tego wyciągnął dłoń do przybicia żółwika, nie był pewien, czy to dobra decyzja, czy właśnie wybrał dialog „neutralny”, ale jakoś musiał zaznaczyć granicę. - Prowadź w takim razie - dodał i ruszył za nim, rozglądając się z szerokim uśmiechem, kiedy tylko znaleźli się w środku. Kuchnia zrobiła na nim ogromne wrażenie chłonął detale, zapachy, układ przestrzeni, klimat miejsca, jakby zapisywał wszystko w pamięci na później. - Pasuje do Ciebie idealnie... chociaż myślałem, że będzie więcej pastelowych kolorów - zauważył z lekkim zamyśleniem, już wizualizując w głowie alternatywną wersję tej kuchni, jak mod do ulubionej gry.
Kiedy padło pytanie o coś do picia, zawahał się na moment.
- A w sumie... eee... może gorąca czekolada? Brzmi mocno świątecznie i... naprawdę nie musiałeś nic....- urwał w pół zdania, kompletnie sparaliżowany tym, co Felix wyciągnął. Zacisnął dłonie na pakunku, który wyjął z torby, czując, jak oczy niebezpiecznie mu się szklą. - Co? Ale skąd ty... czy ty jesteś czarodziejem, czy grasz na cheatach? - wyrzucił z siebie pośpiesznie, odkładając pakunek tylko po to, by podejść do panettone i wciągnąć głęboko jego zapach. - Pachnie lepiej niż to od Noony, ale nie mów jej, okej? - dodał z rozbawieniem, po czym spojrzał na Felixa już trochę bardziej nieśmiało. - Dziękuję... naprawdę bardzo dziękuję to naprawde wiele dla mnie znaczy. Przynajmniej tak mogę poczuć dom - powiedział szczerze i podał mu swój prezent, zawinięty w papier w dinozaury. W środku był portret Felixa na wpół tradycyjny, ołówkowy, na wpół cyfrowy, kolorowy, w stylistyce balansującej gdzieś pomiędzy Arcane a Spider-Verse, pełen ekspresji i miękkiego światła. Kiedy Ciro otworzył pakunek, musiał naprawdę walczyć, żeby się nie rozpłakać tyle dobrych rzeczy naraz było dla niego niemal przytłaczające. Może jednak święta nie były takie złe. - Wesołych świąt, Lixi - powiedział cicho, patrząc na niego z ciepłem, którego nie potrafił już do końca ukryć, potem patrzył wzruszony na zawieszkę. - Sam zrobiłeś? Idealnie odwzorowany... wygląda jak ktoś, kto zepsuje ci święta przekrętami podatkowymi - zaśmiał się lekko. - Aż tak dużo go miałem przy sobie, czy znalazłeś więcej referencji w necie? - dodał z uśmiechem, starając się, by głos nie zdradził, jak bardzo ten moment był dla niego ważny.

Felix Knight
Dream On
33 lata 188 cm cukiernik, właściciel Mooncake
Awatar użytkownika

Five, four, three, two, one
He holds the gun against my head
I close my eyes and "bang", I am dead

something about me
by satin

To, że w ogóle po tym wszystkim Ciro postanowił dać mu drugą szansę było... Cudem. Dlatego Felix obiecał sobie, że postara się na tyle walczyć z własną głową, podsuwanymi przez nią rozwiązaniami, żeby tego nie spieprzyć. W końcu odbudowanie czyjegoś zaufania nie jest łatwą sprawą, a Knight mocno nadszarpnął to należące do Ciro... Jeszcze do tego wciągnął go mocno we własne problemy, a cholernie nie chciał tego robić. On również dopiero powoli uczył się ufać komuś, kto nie jest jego bratem. Kiedyś mu to przychodziło o wiele łatwiej, jednak po incydencie... Wiele się zmieniło. I tak, łapał się na tym, że również chętnie by wkroczył na ścieżkę romantyczną, chociaż stronił od takich rzeczy... Jednak życie nie jest niestety grą, a on nie mógł uśmiechnąć się dwa razy i sprawić, że mężczyzna spojrzy na niego tak samo, jak wcześniej. Musiał na to zwyczajnie zapracować, a teraz faktycznie chciał to zrobić... Na pewno jeszcze nieporadnie, ale przynajmniej spróbuje wszystko zrobić, jak należy. Tym razem na trzeźwo, szczerze, może nadal nie będzie idealny, ale przynajmniej spróbuje się otworzyć bardziej na drugiego człowieka. Chociaż się bał to... Czuł, że dla tej jednej, szczególnej jednostki zwyczajnie warto.
Ta sytuacja między nimi, jak ponownie wszystko zaczęło mu się wymykać spod kontroli... Zmusiło go to do działania, a także dało nieco motywacji. Musiał ponownie uporządkować głowę, niestety na razie głównie lekami, ale przyjdzie również czas na pomoc terapeuty. Bał się jedynie, że to ponownie da tylko chwilowy efekt, a on nie miał już siły ciągle rozgrzebywać tych samych ran, które nie pozwalały mu funkcjonować normalnie... Jednak teraz były święta... Czas radości, beztroski, a przynajmniej tak kiedyś wyglądały, głównie przed śmiercią taty. Obecnie czegoś ciągle brakowało... Między wykonywaniem kolejnych zamówień znalazł oczywiście czas, aby zadzwonić do mamy, która by mu urwała łeb, gdyby tego nie zrobił. Potem też zadzwonił do Moona, aby dowiedzieć się, co u niego i złożyć życzenia. Nigdy o nich nie zapominał, mógł spędzać ten jeden dzień osobno, aby nie psuć im nastroju, ale kontaktu nie zaniedbywał. Są dla niego najważniejsi i właśnie dlatego to tak bardzo boli, że jest dla nich tak mocnym rozczarowaniem.
Mimo wszystko naprawdę nie potrafił również uwierzyć w to, że Ciro pojawi się u niego w Wigilię. Był tak zajęty, że nie sprawdził wcześniej telefonu, kiedy dostał wiadomość o jego przyjeździe. Nie uważał, aby jego prezent był jakiś wyjątkowy... Ale postarał się. Niestety, nic więcej nie potrafi, a nie chciał kupować jakiejś bzdety, tylko zrobić coś, co będzie miało znaczenie i jest spersonalizowane dla Venturi. W sumie trochę się gdzieś tam w środku stresował, czy w ogóle mu się to spodoba... Ale w razie czego liczy się po prostu gest, prawda? O dziwo najbardziej napracował się nad wypiekiem, szukając odpowiedniego przepisu, wyrabiając wszystko ręcznie, żeby wyszło, jak najbardziej domowo. Kiedy go zobaczył to musiał przyznać, że wyglądał świetnie... Znowu tak irytująco pięknie, że Felix karcił się w środku, aby nie zawiesić wzroku na swoim KOLEDZIE zbyt długo.
- O wow, a myślałem, że chodzi o mnie... A tu wiecznie Moon Cake mnie wygryza. - zaśmiał się pod nosem, a potem... To było najbardziej dziwne przybicie żółwika w jego życiu... Co najgorsze mieli tą samą potrzebę, ale należało się trzymać granic. Rozejrzał się po swojej ulubionej przestrzeni, uśmiechając się szerzej. - W sumie trochę więcej koloru by tutaj nie zaszkodziło. Chociaż zależało mi, żeby było przyjemnie, domowo, ale równocześnie neutralnie. Nic mnie nie rozprasza, mogę się skupić, a czasem jest tu stanowczo za dużo rzeczy, zapachów, kolorów, dźwięków maszyn... - pokiwał głową, rzadko wychodził z zaplecza. - Zresztą pewnie zauważyłeś, że czasem tylko przewijam się za ladą. Zazwyczaj działam... Stąd. - wzruszył ramionami, przynajmniej teraz wyglądał, jak człowiek, ale gdzieś na szyi miał jeszcze pominięty ślad mąki.
- Emery robi zdecydowanie najlepszą z całej ekipy, ale postaram się jej dorównać. Nie musiałem, ale chciałem... Na swój sposób. -a potem obserwował z lekkim uśmiechem, jak bardzo to go poruszyło. - Połączyłem kropki. Może ciut pogrzebałem w necie, jeśli chodzi o pochodzenie nazwiska... W sumie to trochę obawiałem się, że wyjdzie krzywo, jak nie trafię. Wiem, że powinno być praktycznie całe obtoczone w cukrze pudrze, ale... Trochę zrobiłem upgrade. - wytłumaczył, ponieważ oprószenie wypieku z wierzchu było jego wersją. - Spokojnie, to będzie sekret. - pokiwał głową, poszerzając uśmiech. Nie spodziewał się, że sprawi mu aż taką radość... Tym. - Nie masz za co dziękować i cieszę się, że nawet taka drobnostka mogła poprawić Ci świąteczny nastrój. - przygryzł delikatnie dolną wargę, ciut zakłopotany, ponieważ... Nie przywykł do takiego uznania. Potem zobaczył prezent dla siebie... Chryste, on naprawdę nie zasługiwał. Mimo wszystko odebrał od niego pakunek, spoglądając na świąteczny papier w dinozaury.
- Tak, trochę masy solnej, farby i tak powstał. Pojawił mi się w sieci, ale też pamiętam pluszaka, którego mi dałeś, kiedy zabrałeś mnie do siebie. - odpowiedział, trochę nieśmiało, odpakowując własny prezent, a gdy zobaczył zawartość... Zaniemówił. Przecież to było cholernie piękne, przesunął delikatnie opuszkami palców po liniach. - Ciro to... Brat mnie zabije za to stwierdzenie, ale... Zdecydowanie najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem. Ja... Naprawdę tak wyglądam? - dokończył cicho, mówiąc prawie do siebie, nie odwracając wzroku od portretu. Mężczyzna na nim miał znacznie więcej uroku niż on, nawet jeśli rysunek był stylizowany. - Przepraszam, ale... Mogę Cię przytulić? - zapytał po chwili, a serce biło mu znacznie mocniej, szybciej. Jeszcze to zdrobnienie...Lixi. Zarezerwowane tylko dla niego.

Ciro Venturi
into the unknown
29 lat 170 cm Game Concept Artist / początkujący tatuator
Awatar użytkownika

N-O one, off the leash, I'm on the throne
N-O one, drip so hard, they can't clone
N-O one, made the fake boys all fold
N-O one, overload the game, I own

something about me
by Kazune

Sam do końca nie wierzył, że naprawdę spędza z nim te święta. Jeszcze mniej w to, że to wydarza się tak spokojnie, bez dramatycznych zwrotów akcji i bezpiecznikowych ucieczek. A jednak był tu i chciał być tu jak najdłużej. Część jego mózgu, ta nadgorliwa, nerdowska i zawsze planująca trzy ruchy naprzód, naiwnie liczyła, że większa ilość wspólnego czasu przyspieszy koleżeński route i w naturalny sposób odblokuje romantyczną ścieżkę ich relacji. Druga część, bardziej doświadczona i poobijana, trzymała lejce krótko, powtarzając mu w głowie jak mantrę baby steps.
Powoli.
Bez skipowania dialogów.
Bez speedrunu do endgame’u.
Prezent, który przyniósł, nie wydawał mu się niczym spektakularnym ani "wow" w klasycznym znaczeniu, ale był w nim cały on serce, czas, skupienie, to szczególne napięcie w palcach, kiedy naprawdę zależy. Chciał w ten sposób pokazać, że mu zależy.
Na nim.
Na nich.
Może miał zbyt duże oczekiwania, może znowu ryzykował emocjonalne overcommitment, ale nie potrafił inaczej. Widząc Felixa, nawet po całym dniu pracy, nadal wyglądał on tak samo pięknie i zjawiskowo, jakby zmęczenie go omijało szerokim łukiem. Ciro musiał bardzo pilnować siebie, bo wiedział, że jedno dłuższe spojrzenie i zacznie się gapić jak NPC bez zaprogramowanej reakcji
- No słuchaj, co poradzę, że moon cake jest aż tak czarujące - zaśmiał się lekko, choć obaj doskonale wiedzieli, że przyszedł tu przede wszystkim dla Lixa. Żółwik był... dziwny. Nienaturalny. Ale był kompromisem, małym symbolem tego, że trzymają się ustalonych zasad. Szedł za nim, przecierając zaparowane okulary i słuchając, jak Felix mówi o przestrzeni. - Rozumiem, sam mam podobnie... neutralna baza, a charakter robią grafiki, obrazy i regały...ale ściana w bardziej krzykliwym kolorze by mnie już drażniła tymbardziej że inne rzeczy nadają dużo klooru i charteru - przyznał, zakładając okulary z powrotem. - Tak zauważyłem... tutaj jest twoja scena - dodał ciszej, a potem, zanim zdążył to przemyśleć, sięgnął do jego szyi i strzepnął drobinkę mąki. Poczuł pod palcami ciepło skóry i puls, który niemal go zahipnotyzował. - Miałeś brudne tutaj - powiedział z uśmiechem, starając się, by brzmiało to zupełnie zwyczajnie.
- Każda gorąca czekolada jest dobra, jeśli jest robiona z serduchem - rzucił pogodnie, po czym prychnął rozbawiony. - Czyli jednak czarodziej na cheatach... i to z bardzo dobrą dedukcją. Jest naprawdę idealny. Mam ochotę go nie jeść, tylko patrzeć - przyznał szczerze, wyciągając telefon, by zrobić zdjęcie ciastu na pamiątkę i wysłać je rodzinie. - Nie mogę się doczekać testów z tym upgradem... i nawet podoba mi się, że posypka jest tylko na wierzchu, ilosć pudru który daje nona mnie poprostu...drażni psuje dla mnie smak - dodał z entuzjazmem typowym dla kogoś, kto traktuje jedzenie jak system do eksploracji. Uśmiechnął się szerzej, słysząc obietnicę zachowania tajemnicy. - Naprawdę... to jest aż za wiele - powiedział ciszej. - Siedząc z rodziną na callu i patrząc na to całe jedzenie... no, sam rozumiesz. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. Ale jesz to ze mną. Inaczej nie będzie smakować tak dobrze - dodał z ciepłym, szczerym uśmiechem. Kiedy zeszło na temat "wiewióra", rozpromienił się jak dzieciak. - Sam jestem w szoku, jak wiralowo się to rozniosło - przyznał. - Ale to miłe, widzieć te wszystkie interpretacje czegoś, co zrobiłeś pierwotnie tylko dla siebie. Będzie wisiał w mojej pracowni, przy tablecie. Żebym mógł na niego patrzeć i pamiętać, że warto tworzyć - powiedział, obserwując jego reakcję. Widząc ten wyraz twarzy... zachwyt? Zaskoczenie? Sam nie był pewien, ale uśmiech poszerzył mu się jeszcze bardziej. - Spokojnie, nie wydam cię bratu, nawet jakby miał grozić rozbiciem figurki prototypową Boba Fetta z "Gwiezdnych Wojen" która dorwałam za grosze kiedys dawno temu, a teraz byłbym w stanie ustawić się do końca życia- dodał konspiracyjnie, przykładając palec do ust. A potem, szybciej niż powinien, wypalił - Szczerze? Nie... Wyglądasz o wiele piękniej na żywo. - Zorientował się dopiero po chwili, że to powiedział, ale nie wycofał słów. Bo tak właśnie myślał. Kiedy Felix zapytał, czy może go przytulić, zawahał się tylko przez ułamek sekundy, po czym rozłożył ramiona, dając mu przestrzeń. Chciał więcej wszystkiego, naraz ale wiedział, że tym razem muszą iść wolno. Nawet jeśli każdy jego nerw krzyczał, że to dopiero początek czegoś naprawdę ważnego.

Felix Knight
Dream On
33 lata 188 cm cukiernik, właściciel Mooncake
Awatar użytkownika

Five, four, three, two, one
He holds the gun against my head
I close my eyes and "bang", I am dead

something about me
by satin

Właśnie nad tym chciał pracować, żeby nie było tych dramatycznych zwrotów akcji, plot twistów, które zaczynają w nadmiernej ilości męczyć, zawirowań o o które nikt nie prosi, ponieważ każdy ceni sobie spokój. Tymczasem jego głowa w której niestety od lat panował chaos, próbowała mu co chwila “ubarwiać” życie. Tak naprawdę to utrudniać, a po obejrzeniu kiedyś z Moonem bajki pod tytułem “W głowie się nie mieści” stwierdził, że musi mieć naprawdę popaprane emocje w swoim umyśle, które się chyba tarzają po tej konsolecie, naciskając randomowe guziki stresujące jego marną egzystencją. Jedynie farmakologia skutecznie doprowadzała je go ładu i pozornego składu. Tak samo teraz, kiedy musiał sobie, co chwila powtarzać, że zgodził się na bycie KUMPLEM, a to nie pozwala na wiele interakcji, które napływały mu do głowy. Nie pozwala na pomijanie niektórych rozdziałów, przyspieszanie akcji, przewijanie scen w dramacie, które są typową zapchajdziurą albo zwyczajnie budują napięcie. Musiał odbudować jego zaufanie, postarać się poznać Ciro lepiej, ale także pokazać jakiekolwiek własne pozytywy. Nie ważne, jak bardzo przeklinał czasem w myślach te baby steps. Tak musiało być, doskonale o tym wiedział, to mówił rozsądek.
Przecież ten prezent był… Cudowny, piękny, a przede wszystkim ukazywał właśnie to, co Ciro chciał, aby przekazał. Mówił wprost, że Venturi zależy. Felix nigdy nie dostał czegoś tak pięknego, nawet nie spodziewał się, że siedzący przy jednym ze stolików mężczyzna mógłby tyle razy tworzyć jego podobizny, lubować się w tej sztuce. Dla Knighta nie było w nim samym nic godnego aż takiej uwagi, aby przelać to na papier, uwiecznić coś, podrasować, stworzyć małe dzieło sztuki. I on siebie nie postrzega w ten sposób, kiedy patrzył na własne odbicie to nie widział nic pięknego. Jedynie ślady tego, kim był kiedyś. A na portrecie widział mężczyznę w stylizacji, która wydawała się być stworzona dla jego twarzy, postury, spojrzenia… Wszystkiego. Czy właśnie tak wygląda w oczach Ciro? Czy grafik dostrzega tak wiele detali, które dla samego Lixa są głęboko ukryte?
- To już ten etap w którym powinienem być zazdrosny czy jeszcze nie? - zaśmiał się, wywracając teatralnie oczami. Jednak fakt, cukiernię można było śmiało określić mianem “czarującej”. W sumie też nie bez powodu istniała pod taką nazwą, Felix chciał uhonorować swojego brata, który namawiał go do otwarcia własnego biznesu. Pragnął, aby było go czuć nawet w klimacie. Ciepłe spojrzenie, uśmiech, dobre słowo i czyste serce. Chyba poniekąd mu się udało, ponieważ ludzie naprawdę lubili tą przestrzeń, nie przychodzili jedynie dla jego wypieków. Taki jest właśnie jego najważniejszy na całej planecie “młodszy” bliźniak.
- Czasem nawet odrobina koloru to już stanowczo za dużo. - pokiwał głową, potem chciał coś odpowiedzieć, ale zamarł, kiedy sięgnął do jego szyi i pozbawił go ostatków śladów mąki. To wcale nie tak, że kiedy poczuł w tych okolicach drobny dotyk Ciro to… Stanęły mu przed oczami obrazy tego, jak potrafił torturować w ten słodki, uzależniający sposób jego skórę… Szczególnie w tym miejscu. Nie, stop. To nie ułatwia dzisiejszego zadania. W żadnym wypadku. - Dzięki. - uśmiechnął się lekko, wracając do teraźniejszego świata.
- Chciałbym powiedzieć, że Emery dosypuje do każdej czekolady trochę miłości, ale ona… Kombinuje z przyprawami, jak mało kto. O dziwo, jej najdziwniejsze połączenia wychodzą na najsmaczniejsze. Tylko nie pytaj jej nigdy o papryczki chilli, do tej pory oczy same jej zachodzą łzami, kiedy o tym pomyśli. - zaśmiał się pod nosem, szukając wszystkiego, co potrzebne do zrobienia napoju. - Nie chcę Cię martwi, ale jak go nie zjesz to… Nie będzie żadnego pożytku z mojej roboty. - westchnął ciężko, jednak uśmiechał się do niego szerzej niż zwykle, a na pewno o wiele bardziej szczerze i to również było widać w oczach Lixa.
- Prawda? Też tak uważam, czuć potem sam cukier puder. Chociaż Włoszka z kursu pewnie by mnie za takie gadanie strzeliła wałkiem prosto w twarz. - ta kobieta była wspaniałą nauczycielką, ale równocześnie nie miała zbyt wiele cierpliwości, za to temperamentu aż za dużo. - Poza tym Twoja nonna pewnie potrafi wspaniałe robić cannolo, a moje cóż… Kończy zazwyczaj w śmieciach. - dodał jeszcze odnośnie tego, że jego wypiek jest lepszy. Przynajmniej w ten sposób miała nad nim nadal przewagę.
- To wcale nie jest aż za wiele Ciro… Jesteś daleko od nich, a przynajmniej w taki sposób możesz odrobinę poczuć, jakbyś się tam przeniósł. Niech będzie, chociaż zazwyczaj nie próbuję tego, co robię. Coś w tym jest, że jak człowiek coś gotuje albo piecze to potem nie przechodzi mu to przez jakiś czas przez gardło. - zaśmiał się, on miał tych aromatów codziennie spory nadmiar. I chyba sam dawno nie jadł jakiegokolwiek deseru. Uśmiechnął się ciut nieśmiało, kiedy wspomniał o tym, że zwieszka będzie wisieć w widocznym miejscu.
- Nie wiem, czy Moon byłby aż tak brutalny. - przyznał rozbawiony tym porównaniem, a potem ponownie przejechał wzrokiem po swoim prezencie. Wbił w niego spojrzenie, kiedy usłyszał komplement… Poczuł, jak jego policzki zrobiły się ciut bardziej gorące. Cholera… Co on takiego w nim widzi? Z jednej strony naprawdę chciał wierzyć w to, że właśnie taka jest rzeczywistość i na żywo jest lepszy niż to piękne dzieło, które właśnie ogląda. - D-Dziękuję. - odpowiedział, cicho, nawet z lekkim zawahaniem. Odzwyczaił się mocno od komplementów, nie do końca wiedział, jak je przyjmować. Kiedy dostał zielone światło to nieco ostrożnie zamknął go w swoich ramionach, czując to znajome ciepło, które działało… Aż nader kojąco. I nie potrafił się powstrzymać, aby nie zacisnąć ramion ciut mocniej, pewniej z większym wyczuciem niż nieporadny gest. - Jeszcze raz dziękuję, naprawdę. To zdecydowanie najpiękniejszy prezent. - odezwał się po chwili, gdzieś w okolicach jego ucha.

Ciro Venturi
into the unknown
29 lat 170 cm Game Concept Artist / początkujący tatuator
Awatar użytkownika

N-O one, off the leash, I'm on the throne
N-O one, drip so hard, they can't clone
N-O one, made the fake boys all fold
N-O one, overload the game, I own

something about me
by Kazune

Ciro miał fabrycznie wpisany chaos w głowie, ale przez lata nauczył się go w miarę ogarniać najpierw dzięki lekom, później już na własnych zasadach, metodą prób, błędów i upartego szukania balansu. Gdyby ktoś mógł zobaczyć jego wewnętrzną konsolę emocji, byłoby to doświadczenie co najmniej osobliwe suwak pobudzenia zablokowany zbyt wysoko, kilka aktywnych okien naraz, powiadomienia migające bez przerwy. Wiedział jednak, że jeśli myśli o czymkolwiek trwałym, musi w końcu ogarnąć siebie i swoją głowę. Bo nikt na dłuższą metę nie chce być z dzieciakiem w ciele gościa, który zaraz dobije do trzydziestki. Nakręcił się więc na myśl, że musi "dorosnąć", jeśli chce mieć jakąkolwiek szansę na Lixa. Felix nie miał pojęcia, że Ciro żyje jak gremlin rysuje do nocy, gra godzinami, pochłania filmy, seriale i anime, czyta komiksy, mangi, manhwy, układa figurki, lego i pluszaki by dopasować się do mudu, poluje na edycje kolekcjonerskiegier, figurek komiksów wszystkiego co się da, zamawia dpraktycznie najdroższe rzeczy do rysunku, preordery i Kickstartery, a jego życie towarzyskie w dużej mierze istnieje w czatach i lobby gier. To nie brzmiało jak opis idealnego partnera i Ciro doskonale zdawał sobie z tego sprawę, wątpiąc, by w jakikolwiek sposób pasował do wyobrażeń Lixa. Coś więc musiał zmienić, żeby Felix nie miał wobec niego wątpliwości.
Jednocześnie widział więcej, niż mogłoby się wydawać w końcu był artystą choć miał świadomość, że na Felixa patrzy przez różowe okulary. I tak był jedną z najpiękniejszych istot, jakie kiedykolwiek widział, i Ciro po cichu liczył, że Knight kiedyś dostrzeże to samo że ta cała brzydota, którą widział w sobie, wcale nie była aż tak widoczna dla innych.
- Nie wiem, o co miałbym być zazdrosny i dlaczego - rzucił z uniesioną brwią, oczywiście żartując. Nie widział powodu, by Felix miał być zazdrosny o cukiernię przecież nie była człowiekiem, a jeśli już, to była jego przedłużeniem, człowieka który ją stworzonył. Mimowolnie przypomniał sobie, jak jego dłonie, a potem usta badały tę ciepłą, słodką szyję. Chciał to powtórzyć, desperacko, ale musiał się powstrzymać wszystko miało iść powoli. Problem polegał na tym, że zdążył już posmakować Felixa i uzależnić się od niego niemal tak samo jak od jego wypieków. Skinął głową z uśmiechem, przyjmując podziękowania.
- Chilli? To jak w tym filmiku, gdzie mama po krojeniu chilli potarła oczy córce, a potem samej sobie? - zapytał rozbawiony, przywołując w pamięci wszystkie iteracje tej sceny. A gdy zobaczył ten szczery, ciepły uśmiech cukiernika, miał ochotę się w nim rozpuścić i spróbować go zupełnie inaczej. Po raz kolejny musiał sam siebie przywołać do porządku, żeby nie zrobić czegoś głupiego. - Nona poprawiłaby to swoim wałkiem prosto w twarz - dodał z ciepłym śmiechem. - Ale na szczęście tego nie widzą, więc twoja piękna twarz jest bezpieczna.-Mówił trochę za dużo, jak zwykle, ale słowa płynęły naturalnie. - Umie, ale najlepsze robi moja starsza siostra. Chociaż ciągle ją gonią za eksperymenty z nadzieniem - dorzucił żartobliwie, wspominając rodzinne testy kulinarne. Kiedy z rodzeństwem siadali w kuchni próbując coraz to fantazyjnych kremów które wymyśliła siostra i oceniali jak w masterchefie czy się nadają czy nie - Naprawdę nie umniejszaj sobie - powiedział już ciszej, z całkowitą szczerością. - Zrobiłeś komuś, kto pierwszy raz spędza święta bez rodziny, dzień. I to jest jedna z najlepszych rzeczy w moim życiu.- powiedział a oczy się zeszkliły lekko- Bez ciebie tego nie jem, więc chociaż mały kawałek... potem dam ci spokój i zjem resztę - dodał z uśmiechem, tuląc zawieszkę do piersi. Idealnie do niego pasowała.
- Nie znam go, więc zakładam najgorsze, żeby się przyjemnie rozczarować. Nie wiem, czy tak się da, ale chyba tak - zaśmiał się lekko. Patrzył, jak Felix się rumieni i staje nieśmiały, i znowu miał to samo wrażenie co tamtego wieczoru zarumieniony Felix był jedną z najpiękniejszych i najbardziej uroczych rzeczy na świecie. Na słowa podziękowania odpowiedział tylko szerszym uśmiechem, ale gdy Felix go przytulił, poczuł, jak wszystko go zalewa ciepło, bliskość i ta przemożna chęć, by zamknąć go w ramionach tak mocno jak tamtej nocy i przeżyć to jeszcze raz. Objął go więc mocniej, dłonią gładząc jego plecy które lekko poklepał, a gdy usłyszał jego głos tak blisko ucha, dreszcz przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa. - Cieszę się... ta zawieszka ze Squrio jest najpiękniejszą i najbardziej przemyślaną rzeczą, jaką ktoś dla mnie zrobił - powiedział cicho. Choć prawda była taka, że najpiękniejszą rzeczą, jaką dostał, był sam Lixi. I Ciro miał tylko nadzieję, że uda mu się przejść ten koleżeński quest do końca choć już teraz było to cholernie trudne.

Felix Knight
Dream On
33 lata 188 cm cukiernik, właściciel Mooncake
Awatar użytkownika

Five, four, three, two, one
He holds the gun against my head
I close my eyes and "bang", I am dead

something about me
by satin

Knight kiedyś był poukładany, doskonale wiedział, co chce od życia. Czasem patrząc na siebie, szczególnie u mamy, która miała jego zdjęcie z Akademii na kominkowej półce, nie poznawał samego siebie. Jakby to był jeszcze drugi brat bliźniak, tylko zaginął magicznie, a Felix zawsze był jaki był. Żył z chaosem w swojej głowie, którego nie potrafił opanować, jedynie chwilowo wyciszyć. Dlatego do jego konsolety w umyśle chyba toczyły się jakieś spore walki, ponieważ popadał ze skrajności w skrajność albo nie czuł nic. Ostatnio któreś z bytów dorwało się do tuby nazwanej "emocje" i zaczęło wrzucać coraz więcej, co nieco przeciążało Felixa. Szczególnie te obrazy z pewnej nocy... Zupełnie, jakby alkohol przykrył tylko odrobinę, aby nie pokazać całej... Rozczarowującej nieco prawdy.
Owszem, nie miał zielonego pojęcia o jego gremlinowym trybie życia, jednak... Nie usuwałby jego charakteru. Ta emocjonalność była nowa dla Knighta, ale uderzała w niego z prędkością światła, kiedy Ciro był obok. Uwielbiał obserwować te jego zrywy, opowiadania, kiedy coś naprawdę mocno go interesowało, mieszkanie, które wyglądało, jak mokry sen dzieciaka, który ogląda witrynę gamerskiego sklepu. Uwielbia ten styl, który ostatnio robił się jakoś mocniej stonowany, co dziwiło nieco Felixa. Po prostu każdy z tych drobnych aspektów, tworzyły Ciro. Idealnie nieidealną całość, ale dla Knighta najbardziej godną uwagi.
- No nie wiem, za niedługo samo Moon Cake okaże się o wiele bardziej interesujące, czarujące... - zażartował, gdyby tylko Ciro wiedział, jak ogromny code red wywołał w Felixie przez ten drobny dotyk na szyi. Jego ciało zbyt mocno pamiętało, co robił z jego szyją... Skóra za bardzo się domagała ponownie atencji, jakby potrafiła przemówić osobnym głosem i błagać Venturi o chociażby ponowny drobny dotyk, gdzieś między kolejnym słowem.
- Tak to... Dość podobna historia. - zaśmiał się, wspominając biedną pracownicę, która trzymała całą twarz pod kranem w kuchni, krzycząc niczym Phoebe w Friendsach, która zobaczyła przez okno całujących się Monicę i Chandlera. Lix starał się jej pomóc, jak tylko mógł, reszta ekipy też, ale był pewien, że ktoś mimo wszystko nagrywał albo zrobił pamiątkową fotę. - Dlatego tym bardziej niektórych rzeczy nie warto mówić Nonnie. - spojrzał na niego, śmiejąc się pod nosem. Co poradzi na to, że nawet dla niego tam było stanowczo za dużo cukru pudru? Tradycja tradycją, ale to zaledwie drobna modyfikacja. Potem kolejny komplement... - Czy ja wiem, czy taka piękna... - wyrwało mu się, ponieważ on o sobie tak nie myślał. Dlatego ten portret tak go... Rozczulił.
- Pewnie wolą te tradycyjne? Dużo masz rodzeństwa? - zapytał, chociaż wnioskując po włoskich korzeniach, raczej to będzie spora rodzina. Nigdy nie był w Europie, a podobno tamtejszy klimat oraz smak jedzenia na miejscu jest... Niepowtarzalny. - W takim razie naprawdę się cieszę, że mogłem Ci jakkolwiek przybliżyć dom. - odpowiedział, ciepło, niemalże czule. Felix również potrafił dostrzec, jak ważna jest rodzina. - Niech będzie, że mały kawałek. - zgodził się w końcu, poza tym minęło trochę czasu od zrobienia wypieku więc powinno mu cokolwiek przejść przez gardło.
- Zawsze zostałoby Ci zagranie na niego kartą pułapką pod tytułem "Felix jest od Ciebie starszy o piętnaście minut więc powinieneś go słuchać". - zażartował, chociaż doskonale wiedział, że bliźniak by sobie nic tego nie zrobił, jedynie parsknął śmiechem. Jeśli chodzi o rumieniec... Czuł się nieco głupio, ale to działo się cholernie naturalnie. Nie przyzna się do tego, ale przymknął na kilka sekund oczy, rozkoszując się tym ciepłem podczas przytulenia. - Cieszę się... - to najmilsze, co ktokolwiek ostatnio mi powiedział, chciałby dokończyć, ale darował sobie. Odsunął się od niego, ciut niechętnie, ponieważ jeszcze kilka chwil i przegrałby walkę z samym sobą. - W takim razie Ty czyń honory, a ja zajmę się Twoją czekoladą. - przy okazji zgarnął swoją dużą szklankę na wodę z blatu, żeby sobie ją napełnić filtrowaną wodą z kranu. Zabrał się za przygotowywanie napoju dla swojego gościa.
- Wasze święta pewnie się różnią od naszych, co? - zapytał, wrzucając kolejne składniki do miedzianego rondla.

Ciro Venturi
into the unknown
29 lat 170 cm Game Concept Artist / początkujący tatuator
Awatar użytkownika

N-O one, off the leash, I'm on the throne
N-O one, drip so hard, they can't clone
N-O one, made the fake boys all fold
N-O one, overload the game, I own

something about me
by Kazune

Ciro wmówił sobie, że powinien "dorosnąć", by pasować do Lixa kompletnie nie wiedząc, że wszystko to, czego się w sobie wstydził, cukiernik widział raczej jako uroczy zestaw bonusów niż wady. Ale dla Ciro to było nowe terytorium pierwszy raz aż tak mu na kimś zależało, więc instynktownie zaczął przycinać, wygładzać i ukrywać prawdziwego siebie, jakby romantyczny sukces zależał od odblokowania jakiejś wersji premium własnej osobowości. A prawda była taka, że nijak nie musiał niczego "naprawiać", choć on sam jeszcze tego nie wiedział. Kiedy Felix mruknął, że nie wie, czy jego twarz faktycznie jest taka piękna, Ciro aż się naburmuszył, zmarszczył nos jak urażony gremlin w kapturze.
- Jest. Ale nie jesteś w swoim guście, więc tego nie widzisz, Lixi. Zaufaj samozwańczemu ekspertowi. - oznajmił poważnie, po czym parsknął śmiechem, bo sam słyszał, jak absurdalnie szczere to było.
A gdy tylko padło pytanie o rodzeństwo, jego oczy zapłonęły tym charakterystycznym, chaotycznym błyskiem zwiastującym absolutną głupotkę narracyjną
- Było nas jedenaścioro. Mieszkaliśmy w jeziorze. Na śniadanie matka kroiła wiatr. Ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w ’59.
Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nasbywał. Chyba że u babci po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.
Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.
Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.
Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.
Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.
Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.
My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy "dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.
Nikt nie narzekał. Nikt nie narzekał.
-Powiedział to całkowicie poważnym tonem, kamienną twarzą, jakby recytował rodową kronikę. Dopiero widząc minę Felixa, roześmiał się szerzej.- Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. Za dobrze pasowało.-Dopiero potem dodał już normalnie- Jest nas piątka i jestem idealnie po środku. A rodzina od strony mamy... cóż, tam to już mała armia. Na święta pół wioski się zbiera.- powiedział żartobliwe. Kiedy Felix powiedział że się cieszy, Ciro aż zamilkł na chwilę a to zdarzało się rzadko. Poczuł, jak robi mu się cieplej pod skórą, jakby ktoś wrzucił do środka serca świecącą kulkę energii. Dla innych to mogła być błahostka, gest bez znaczenia... ale dla niego to był świat.
A potem padło "Mam brata." Ciro otworzył szerzej oczy natychmiastowo zmotywowany, żeby zrobić z tego side-quest.
- Czekaj, masz bliźniaka!? Czyli tego całego piękna i słodyczy jest dwa razy więcej? Jak świat to wytrzymuje, nie mam pojęcia. - pokręcił głową z udawanym przerażeniem. - Ej, to macie jakieś supermoce? Telepatia? Tajne języki? Czy to wszystko bójdy?-Patrzył na niego z taką fascynacją, jakby właśnie odblokowano nową klasę postaci.
Objęcia były... uzależniające. Zdecydowanie. I zanim zrobiłby coś głupiego koleje myśli zaczynały mu skręcać w niebezpiecznie romantyczne rewiry musiał się odsunąć.
- Dobra, to powiedz mi, którym z tych fancy narzędzi mam kroić to małe dzieło sztuki.-Rozglądał się po kuchni jak gracz, który pierwszy raz wszedł do nowej lokacji i nie zna jeszcze mechanik co jest nożem? co jest dekoratorem? a co wygląda jak mordujące narzędzie?
Kiedy rozmowa zeszła na temat świąt, rozsiadł się wygodniej, jak ktoś, kto ma wiele do opowiedzenia.
- O, zdecydowanie jest mniej... komercyjnie. - zaczął. - W USA mam wrażenie, że jak tylko skończy się 4 lipca, to choinki już się teleportują w magazynach. A po Halloween wszystko staje się czerwone, głośne i krzyczy świątecznymi jinglami. Jest jak wielka operacja logistyczna kto ma większą, bardziej świecącą choinkę, kto wydał więcej na dekoracje.-Pokręcił głową, trochę z rozbawieniem, a trochę z nostalgią.- We Włoszech jest ciszej. Wolniej. Święta nie muszą być idealne. Nie muszą wyglądać jak w filmach albo na Instagramie. Siedzisz z rodziną, życie toczy się w kuchni - bo trzeba razem ugotować wszystko, poprzeszkadzać sobie, posprzeczać się o przyprawy, a potem i tak zjeść więcej, niż człowiek ma miejsca.-Uśmiechnął się miękko, jakby zanurzał dłonie w ciepłej pamięci.- Ryby, pasta, wino... gęsty domowy nastrój. Nie planujesz płyniesz z rytmem. Jedzenie, przerwy, śmiech, znowu jedzenie. Panettone krojone na prawo i lewo. Kawa za kawą. Rozmowy, nawet jeśli nikt nie ma nic szczególnie istotnego do powiedzenia. Bo nie o to chodzi. Chodzi o bycie razem.-Spojrzał na Felixa z łagodnym uśmiechem.- Widzisz... tam nie tworzysz wspomnień na siłę. Po prostu kontynuujesz te, które już istnieją. To jest... dom.-I choć bardzo starał się tego nie pokazać, jego oczy zaszkliły się minimalnie tęsknotą, wdzięcznością i czymś jeszcze, co nie powinno być wypowiedziane, bo na ich aktualny "koleżeński quest" było to za wcześnie. Ale czuł to wyraźnie. Z Felixem zaczynało pachnieć domem.

Felix Knight
Dream On
33 lata 188 cm cukiernik, właściciel Mooncake
Awatar użytkownika

Five, four, three, two, one
He holds the gun against my head
I close my eyes and "bang", I am dead

something about me
by satin

Romantyczny sukces nie zależał od diametralnej zmiany skina, czy też cech wybranych początkowo w kreatorze postaci. Jakby przypominali Simsy, a za odpowiednią liczbę uzbieranych punktów aspiracji można podmienić, co trzeba. Staliby się wtedy typowymi Mary Sue, tworem perfekcyjnym, idealnym. W życiu oczywiście istniały takie jednostki, ale to nie sprawiało, że były szczęśliwsze, czy też układało im się lepiej. Dlatego Knight nie uważał, że Ciro musi cokolwiek zmieniać, ponieważ on właśnie zwracał uwagę na wszelkie jego bonusy i kupowały go w całości, kawałek po kawałku, bezlitośnie. Obawiał się tylko, że jak Venturi kiedyś dowie się o tym, co wydarzyło się w jego przeszłości... To nie potraktuje tego, jako dodatek. Ucieknie, nie potrafiąc na niego już nigdy spojrzeć w ten wyjątkowy sposób. I to właśnie go blokowało, sprawiało, że z całej tej ekscytacji ulatywało powietrze, zostawiając... Pustkę. Musi o tym porozmawiać z terapeutą, nie ma przebacz... Tylko to wymagało opowiedzenia całej historii.
- Postaram się. - zdołał jedynie odpowiedzieć, ponieważ częstotliwość komplementów, które dziś usłyszał... Doprowadzała jego dłonie do lekkiego drżenia. A jednocześnie ten nieśmiały głosik, który tak mocno tłumił mówił ciągle, wypowiadał bezeceństwa.
Spójrz na mnie jeszcze. Powiedz mi to jeszcze raz. Chcę się przeglądać w Twoich oczach.
Dobrze, że nic z tego nie uleciało z jego ust...
Potem słuchał Ciro, kiedy mówił o rodzinie i złapał się na tym, że całkowicie zamarł, mrugając jedynie. Musiał mieć bardzo mocno skonfundowaną minę, ale starał się łapać wszelkie wątki... Trochę mu zajęło zanim się zorientował, że to tak naprawdę żart i dał się pięknie zrobić. Pokręcił głową, jakby chciał się otrzepać niczym pies i ponownie wbił w niego wzrok. To spojrzenie mówiło jedno, a mianowicie - Czy ja jestem na to za głupi? Czy możliwie za stary? Ponownie pokręcił głową, śmiejąc się pod nosem w końcu, powoli kończąc przygotowywanie gorącej czekolady dla niego.
- Piątka to już całkiem spora gromadka. - odpowiedział, a potem jakoś automatycznie wyobraził sobie wielką rodzinę, która przesiaduje w typowo włoskim domu, a atmosfera udziela się praktycznie każdemu. - Tak, bliźniaka. Wyglądamy praktycznie tak samo, różnią nas drobne szczegóły, które potrafi rozpoznać jedynie mama. - uśmiechnął się pięknie do Ciro, próbując zagłuszyć w sobie kolejny komplement, który działał stanowczo za mocno. - Raczej to wszystko mity, ale rozumiemy się, jak mało kto. Do tego naszą supermocą jest chyba... Prowadzenie własnego biznesu. On ma atelier z biżuterią, którą robi sam i naprawdę, wszystkie jego dzieła zachwycają. Zna się na jubilerstwie, jak mało kto. - dla niego brat był mistrzem w swoim fachu, nic nie zmieni jego opinii. - Jak otworzysz szufladę pod blatem to ostatni nóż po prawej. - podpowiedział, odwracając się na moment do swojego gościa.
- Cóż, Ameryka choruje na mocny przesyt. Święta w Twoim rodzinnym kraju brzmią magicznie, tutaj też nie można odmówić całej magii... Ale standardowe kolacje, przyjęcia mnie osobiście doprowadzają do mdłości. Kiedyś rodzice urządzali kolację dla wszystkich cioć, wujków, po prostu swoich znajomych, a w domu było bardzo głośno. My zazwyczaj robiliśmy sobie fortecę gdzieś pod stołem, podkradając, co wlezie i żyjąc w swoim świecie. Jako dorosły chyba byłoby mi ciężko to wytrzymać... - rozgadał się ciut na temat świąt, przelewając napój do kubka, a potem ozdabiając go bitą śmietaną oraz kawałkiem korzennego ciastka.
- Brzmi pięknie. Zresztą sam lubiłem te kameralne poranki, tylko w czwórkę, kiedy byliśmy razem, graliśmy w Scrabble, otwieraliśmy prezenty. - uśmiechnął się ciut smutno, święta to był nadal dla nich czas lekkiej melancholii, brakowało tej jednej, szczególnej osoby. Podał mu kubek, opierając się swobodnie o blat.

Ciro Venturi
into the unknown
29 lat 170 cm Game Concept Artist / początkujący tatuator
Awatar użytkownika

N-O one, off the leash, I'm on the throne
N-O one, drip so hard, they can't clone
N-O one, made the fake boys all fold
N-O one, overload the game, I own

something about me
by Kazune

W oczach Ciro Felix był absolutnie idealny pod każdym możliwym kątem. Im więcej czasu z nim spędzał, im częściej łapał te ulotne detale sposób, w jaki marszczył brwi, jak poprawiał włosy, jak rozświetlała mu się twarz przy rozmowie o czymś, co kocha... tym bardziej tonął. Zakochiwał się nie gwałtownie, lecz warstwami, jakby odsłaniał kolejne poziomy postaci, do której od dawna miał słabość, ale dopiero teraz mógł ją odblokować naprawdę. Jeśli tamta noc przyniosła cokolwiek dobrego, to właśnie to że Felix w końcu go zauważył. Może nie tak, jak Ciro by chciał i nie bez bólu, konsekwencji i żalu ale zauważył. Gdyby nie tamten błąd, pewnie dalej próbowałby zagadywać go jak random NPC w cukierni, podczas gdy Felix patrzyłby przez niego jak przez szybę. Widząc teraz zakłopotanie na twarzy cukiernika po tym absurdalnym monologu o "rodzinie z jeziora", Ciro wiedział, że trafił w cel. Miał jednak cichą nadzieję, że Lix nie uzna go za kompletnie stukniętego i nie powie mu, że właśnie stracił szansę na wieki wieków nara z cukierni nie wracaj nigdy.
- To prawda, mama i cała familia zrobili świetną robotę - uśmiechnął się szeroko, a na ułamek sekundy w jego głowie pojawiła się twarz ojca... a raczej jej brak. Rozmazany ślad po kimś, kogo pamięć zdążyła wyciąć jak wadliwą teksturę. - Czyli wasza mama ma supermoc. - rozpromienił się. - Robiliście te żarty typu "zamieniliśmy się miejscami i nikt nie zauważył"?-Słuchał z rosnącą czułością, z każdą kolejną historią bardziej miękł.- Pięknie o nim mówisz. Widać, że go kochasz. - Zawiesił na nim spojrzenie pełne ciepła. - Dwóch pięknych, zaradnych mężczyzn... dobre partie z was. Macie wszystkie możliwe atuty.-Ton miał żartobliwy, ale w jego oczach migotała prawda dla Ciro Felix był najdoskonalszą partią, jaka chodziła po tej ziemi. Tylko nie mógł nie powinien mówić tego na głos. Jeszcze nie. Zanurkował po nóż i wrócił do stołu, krojąc ciasto z przesadną ostrożnością, jakby każde zbyt mocne dociśnięcie mogło skrzywdzić dzieło sztuki. Słuchał Felixa jak zaczarowany, wpatrzony w niego tak, jak nie powinno się patrzeć na kogoś, z kim rzekomo "pracuje nad relacją koleżeńską".
- Przesyt tutaj to mało powiedziane... i to nie tylko w kontekście świąt. - westchnął miękko. - Myślałem kiedyś, że mnie to drażni, że mam dość tej hałaśliwości, rodziny w takiej ilości, tego chaosu... Ale odkąd wyjchałem, zrozumiałem, że tego właśnie mi brakuje. Że to była część mnie.-Ciszej dodał- Też wiem że nie każdy ma fart, żeby rodzina była czymś dobrym. Ale kiedy jest... to potem tęskni się za wszystkim. Nawet za tym, co wkurzało.-Kiedy Felix wspomniał o świątecznych grach, Ciro roześmiał się pod nosem. - Scrabble? Nie dla mnie za dużo wymyślam własnych słowów. To jest mój problem. - zażartował, choć było w tym sporo prawdy.
A potem dostał kubek gorącej czekolady. I zamilkł. Pachniała tak dobrze, że aż miękko w środku się zrobiło. Wyglądała tak cudownie, że jednocześnie chciał ją wypić i... nie tknąć jej nigdy, żeby nie zniszczyć perfekcji. Wyciągnął telefon i pstryknął zdjęcie, jakby trafił na rzadkiego shiny pokemona.
- Wygląda cudownie... i pachnie jeszcze lepiej. - powiedział z zachwytem, od razu zapisując zdjęcie w folderze "Important Stuff". Spojrzał na Felixa z lekkim wyrzutem, ale ciepłym, żartobliwym - Czemu robisz takie ładne rzeczy? Potem mi jest ciężko je niszczyć.- Walczył sam ze sobą, by wypić pierwszy łyk, bo gorąca czekolada prezentowała się tak pięknie, że aż absurdalnie. A jednak jak w większości rzeczy, które Lix robił zwykły napój stał się czymś bliskim magii.nI Ciro wiedział, że jeśli nie będzie uważał... zakocha się w tym mężczyźnie jeszcze mocniej.bA nie był pewien, czy jego serce ma na to jeszcze miejsce.

Felix Knight
Dream On
33 lata 188 cm cukiernik, właściciel Mooncake
Awatar użytkownika

Five, four, three, two, one
He holds the gun against my head
I close my eyes and "bang", I am dead

something about me
by satin

Nie żałował tamtej nocy, która niby była błędem... Chociaż błędem była reakcja na którą sobie pozwolił rano. Jednak nie był wtedy gotowy i pewnie złamałby mu serce jeszcze bardziej niż zrobił to za tym felernym razem, kiedy obudził się w motelowym pokoju. Jednak zauważył go, pozwolił sobie nareszcie czuć, a bardziej to nawet Ciro mu pokazał, że jeszcze może. Skoro otrzymał kolejną szansę to nie zbezcześci jej tak, jak zrobił to z pierwszą. Knight nie mógł mówić o zakochaniu, ale czuł dziwne, pogłębiające się uczucie. Rosło w nim za każdym razem, kiedy nawet myślał o grafiku... Musiał to jedynie wszystko w sobie teraz uporządkować. Potrzebował czasu i odrobiny silnej woli, ponieważ serce zdradzało go aż za bardzo, gubiąc zdrowy rozsądek. Musiał sobie ciągle powtarzać, że nie może... Należy czekać, w końcu jest na co i jest cholernie warto. A jeśli chodzi o ten wywód dotyczący rodziny to stanowi jedynie esencję tego, co go tak mocno zainteresowało w Ciro, a także budziło dawną iskierkę rozbawienia.
- Można tak powiedzieć, w sumie to sam nie wiem, jak to robi, że nas potrafi rozpoznać w sekundę. - zaśmiał się pod nosem. To była szczególnie wyjątkowa umiejętność, w końcu adoptowała ich jeszcze jako brzdące, a podobno tylko biologiczne matki posiadają idealną zdolność rozpoznawania. Nawet tata się mylił... Brakowało go, piekielnie. - Tak, często w szkole, szczególnie podczas sprawdzianów i klasówek. Jeśli któremuś lepiej pasowały zagadnienia to robiliśmy podmiankę. - wywrócił oczami, a potem pokręcił głową. Mieli z Moonem mnóstwo szemranych zagrań na swoim koncie, ale nigdy nie posunęli się do tego, żeby pójść za drugiego na niechcianą randkę, wykorzystać sytuację. - Coś jest w tym filmie "Nie wierzcie bliźniaczkom". - dodał jeszcze rozbawiony, a potem spojrzał na Ciro, uśmiechając się przy tym ciepło. - Cóż, on... Zawsze jest przy mnie, mogę na niego liczyć. Jest moim bratem i najlepszym przyjacielem. Mam nadzieję, że o tym wie. - zawsze sobie wytykał, że tak wiele na niego zrzucił. Powinien o wiele bardziej okazywać wsparcie, zainteresowanie, starał się to nadrobić, ale pewnych rzeczy już nie cofnie. Nadal było mu za siebie zwyczajnie wstyd... A potem ponowne zaśmiał się pod nosem, patrząc na Ciro z lekkim niedowierzaniem. - Jest równie nieporadny emocjonalnie, trudny, chociaż zyskuje przy bliższym poznaniu. Niełatwe z nas partie. - dodał jeszcze, jakby chciał dać Venturi sygnał, że... Może powinien zostać jedynie jego kumplem, ponieważ zasługuje na kogoś lepszego. Pokiwał jeszcze tylko głową odnośnie przesytu... Niestety, zdawał sobie sprawę z tego, że Ameryka zwyczajnie choruje na to.
- Chyba nie doceniamy czegoś, dopóki tego nie stracimy nawet na moment. Pamiętaj, że oni pewnie równie mocno tęsknią, może nie są przy Tobie, ale te drobne telefony, wideo calle świadczą o tym, jak bardzo jesteś dla nich ważny. - odezwał się ciepło, blokując w sobie potrzebę, aby ponownie zamknąć go w ramionach. - Ja też zawsze dużo wymyślałem, ale graliśmy na własnych zasadach. Najciekawsze słowo było podwójnie punktowane. - zaśmiał się ciut głośniej na samo wspomnienie, cholera... Tęsknił za tymi czasami.
- Na tym polega moja praca, gdybym nie nauczył się robić w miarę ładnych i smacznych rzeczy to Moon Cake szybko by padło. - puścił do niego oczko. Musiał przyznać, że to była zdecydowanie najcięższa wigilia w jego życiu... Cały wieczór skupiania się na samokontroli, nie przekraczaniu barier... Jednak stanowiła wstęp do czegoś znacznie większego.

/koniec <3

Ciro Venturi
into the unknown
ODPOWIEDZ