It's either a curse or a blessing
Every time that you call, oh
outfit
It's like supernatural
This love's possessing me, but I don't mind at all...
Po ostatnich ciężkich wydarzeniach w pracy, przysługiwało jej kilka dni wolnego. Nie udało jej się uratować młodej dziewczyny, chyba nawet niewiele młodszej od niej. Próbowała ją przekonać, pomóc, wysłała nawet pod wskazany adres służby specjalne.... Jednak ona już podjęła decyzję, nie chciała dalej ciągnąć tego wszystkiego. Cokolwiek Meera powiedziała, dzwoniąca szybko znajdowała kontrargument. Na koniec jedynie podziękowała, za towarzystwo oraz wszelkie próby ratowania jej życia. Nayyar zawsze po takiej sytuacji kwestionowała własne jestestwo... Czy mogła zrobić coś więcej? Czy powiedziała coś, co sprawiło, że podjęła ostateczną decyzję? Po powrocie z pracy zaszyła się w domu, a pierwszy dzień wolnego spędziła pod kocem, oglądając seriale. Potrzebowała odciągnąć myśli od tego, co zaszło.
Dlatego drugiego dnia, postanowiła napisać do Olivera i się z nim umówić. Zaplanowała dla nich coś miłego, umówili się na wczesne popołudnie. Doprowadziła się wizualnie do porządku, żeby móc ładnie wyglądać dla swojego chłopaka. Przygotowała przekąski oraz małą butelkę schłodzonego prosecco. Wzięła też na wszelki wypadek coś bezalkoholowego, gdyby z jakiegoś pozoru Addams nie mógł sobie pozwolić na delikatny trunek.
Zjawiła się na miejscu nieco wcześniej, aby wszystko stosownie przygotować. Rozłożyła koc piknikowy w małe truskawki, a potem ułożyła na nim wszelakie przekąski oraz resztę zawartości swojej torby. Zdjęła również sandały na lekkim obcasie, aby móc poczuć miękką trawę pod stopami. Wpatrywała się w wodę, obserwując kilka szczęśliwych rodzinek z psiakami. Nie potrafiła wyrzucić z głowy tej dziewczyny... Może dla niej również czekało lepsze jutro? Tylko nie zdołała w to mocno uwierzyć. Odpłynęła trochę myślami, dopiero znajomy głos wyrwał ją z beznadziei.
-Ollie!- przywitała go szerokim uśmiechem, wstając zgrabnie i praktycznie od razu zamykając go w szczelnym uścisku. -Podoba się niespodzianka?- zapytała, pogoda im dopisywała więc nie musieli się gnieździć w mieszkaniach. Mogli spędzić miło czas na świeżym powietrzu, a dopiero później przenieść się do czterech ścian.
Ostatnie żółte multi
Wiesz, co się robi, gdy życie dołuje?
Mówi się trudno i płynie się dalej
Był trochę zabłąkany w momencie powrotu do Nowego Jorku. Rzadko kiedy wracał do miasta w którym przyszło mu się urodzić i przez jakiś czas wieść nieco rozrywkowe życie z powodu matki, która wymyśliła sobie, że celem jej egzystencji będzie zniszczenie psychiki jej dzieci. Na szczęście mógł dzieciństwo jak i większość dorosłego życia spędzić na farmie, która nauczyła go, że nie pieniądze są najważniejsze. Do miasta wrócił z powodu pracy, dostał propozycję nie do odrzucenia, a takie nie zdarzają się często. Przyjął ją, a kilka dni później stał z walizką przy Central Park.
Z Meera spotykał się od kilku tygodni, nie wiedział dokładnie co ich połączyło. Może praca, bo oboje ratowali życia innych? Choć jej praca była prawdopodobnie bardziej obciążająca psychicznie niż jego. On czasami musiał ukrócić czyjeś cierpienie z bólem serca, ale też ze świadomością, że zrobił dobrze. Ona nie miała tak dobrze. Do niej mógł zadzwonić ktokolwiek i nie zawsze dało radę zaradzić temu co działo się po drugiej stronie słuchawki.
Nie był więc zdziwiony kiedy po jednej ze zmian w ogóle nie zadzwoniła. Znał ją już na tyle, by wiedzieć że potrzebuje przestrzeni i chwili oddechu, a gdy będzie go potrzebowała to po prostu napisze. Tak też było tym razem, a Oliver skłamałby gdyby nie powiedział, że właśnie na to czekał. Tęsknił za nią. Pierwszy raz był w związku, który nie skończył się po tygodniu, bo zazwyczaj żadna z panien nie chciała wyjeżdżać za nim na farmę i mieszkać wśród wiejskich zapachów. Cieszył się tym co miał obecnie i nie wybiegał w przyszłość. Nauczony tym, że jutro może być po wszystkim brał to co mu dawał los i nie wybrzydzał.
Uśmiechnął się już z daleka, gdy tylko zobaczył jak na bosaka wpatruje się w taflę wody. Podszedł bliżej, ale ta zdążyła go już zauważyć i przywitać.
- Cześć Me. - Pocałował ją w czubek głowy rozglądając się dookoła. Pokiwał głową na znak zadowolenia. - No, no. Postarałaś się. Coś świętujemy? - Spytał, bo zaczął się obawiać, że o czymś zapomniał choć uważał, że pamięć miał niezłą.
Również ściągnął buty ukazując przy tym dwie różne skarpetki, które w żaden sposób nie były ze sobą połączone. Na jednej widniał wizerunek postaci z Dragon Balla, a na drugiej burgery i frytki. Od taki urok Olivera.
- Wybrałaś idealne miejsce. - Stwierdził ściągając z siebie plecak i wyciągając z niego kilka przekąsek. Przecież nie mógł przyjść z pustymi rękoma, oczywiście w kieszeni miał zapas batoników gdyby opuściły ich siły.
Meera Nayyar
It's either a curse or a blessing
Every time that you call, oh
To wszystko między nimi wydarzyło się dość szybko, ale niczego nie żałowała. Jego uśmiech ujął ją za serce, a każda spędzona wspólnie chwila dawała namiastkę słodkiej beztroski. Wiedziała, że pewnie źle robi, odcinając się w kryzysowych sytuacjach. Jednak nie potrafiła inaczej... Od dzieciaka musiała sama załatwiać własne rozterki, tłumić w sobie emocje, nie okazywać słabości. Dlatego rzadko przy kimkolwiek płakała, co było wyczynem dla Nayyar, ponieważ czasem z wściekłości stawały w jej oczach łezki.
Podejrzewała, że jest mu ciężko, kiedy musi pożegnać swojego pacjenta... Mógł jednak żyć ze świadomością, że zrobił, co tylko mógł i na pewno po drugiej stronie tęczowego mostu pupilowi jest teraz najlepiej. Ona również próbowała się pocieszać w ten sposób, jednak zaczynała od analizy swojego zachowania, jakby poszukiwała najdrobniejszego błędu. Czy mogła jakoś pomóc tej dziewczynie? A gdyby była bardziej przekonująca? Gdyby kilka minut wcześniej zawiadomiła służby? Teraz już nic nie mogła zrobić, potrzebowała czasu, żeby się z tym pogodzić. A teraz potrzebowała swojego chłopaka, który skutecznie potrafił zająć jej myśli. Poza tym zwyczajnie za nim tęskniła.
-Spokojnie, nie zapomniałeś o niczym istotnym. Po prostu chciałam Ci zrobić miłą niespodziankę.- uśmiechnęła się do niego pięknie, głaszcząc go po ramionach ukrytych pod skórzaną kurtką. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, widząc te jego dwie różne skarpetki. Niecodzienne połączenie - Dragon Ball i fast food.
-Cieszę się, że Ci się podoba. Stęskniłam się za Tobą.- przyznała, siadając obok niego i wtulając się w jego ramię. Potrzebowała jego bliskości, jakby stanowiła broń na wszelakie zło.
oliver addams
Wiesz, co się robi, gdy życie dołuje?
Mówi się trudno i płynie się dalej
Oliver pocałował ją ponownie w czubek głowy z zadowolenia. Zrobiła mu niespodziankę, a on jak mało kto je uwielbiał. To chyba znaczyło, że jej również w jakimś stopniu zależało, a to było najważniejsze. Zbyt często ładował się w związki w których to tylko on był tym, który się starał i choć był już uodporniony na zranienia to jednak czasami czuł dziwne ukłucie bólu w okolicach serca. Zapewne każdy inaczej przeżywał rozstania, ale Addams przywiązywał się do ludzi, a ukrócenie relacji, jaka by ona nie była, to smutne doświadczenie.
- Też się za tobą stęskniłem, choć nie widziałem cię całe czterdzieści osiem godzin! - Zaśmiał się cicho przytulając ją do siebie jednocześnie wbijając wzrok w niebo. Pogoda ich ostatnio rozpieszczała, a to powodowało, że w głowie Olivera zaczął kiełkować pomysł na który wpadł tuż przed spotkaniem. - Masz czas w weekend? Moglibyśmy się wyrwać, jest ładna pogoda. Może jakiś domek nad jeziorem? - Zaproponował niepewnie, bo nie chciał kolidować z planami Meery, tym bardziej że miała odpowiedzialną pracę i była wobec niej sumienna, a on nie chciał być powodem przez, który zaczęłaby ją zaniedbywać. Miał też obawy czy przypadkiem nie jest za wcześnie, w końcu nie znali się kilka miesięcy, a tygodni no i żadne konkretne słowa między nimi nie padły, ale wierzył, że zwykły wypad mógłby ich jeszcze bardziej zbliżyć. - Nie obiecuję, że będę trzymał ręce przy sobie, ale chociaż się postaram. - Podniósł dłonie do góry w obronnym geście, ale oboje wiedzieli, że Oliver nie zrobiłby nic wbrew jej woli.
Meera Nayyar
It's either a curse or a blessing
Every time that you call, oh
Uśmiechnęła się szerzej, kiedy poczuła pocałunek na czubku własnej głowy. Cieszyła się, że niespodzianka jej się udała. Potrzebowała skutecznie odwrócić myśli od sytuacji z pracy… Oliver rewelacyjnie w tym pomagał. Oczywiście, że jej zależało! Miała kilka drobnych związków za sobą, niestety nikt nie podołał. Zazwyczaj trafiała na chłopaków, którzy po prostu chcieli ją zaciągnąć do łóżka, nic więcej. Poza tym mieli problemy z zaangażowaniem, a tego Meera nie potrafiła zaakceptować. Zresztą też jest dość zajętą dziewczyną więc nie wdawała się w związki z braku laku. Przeżywała niejednokrotnie złamane serce, jednak ból dodatkowo ją ukształtował. Przyszło jej borykać się z bólem już od dziecka… Każda zakończona relacja bolała, człowiek chcąc, nie chcąc się przywiązuje.
-Najwidoczniej o czterdzieści osiem godzin za długo!- zaśmiała się, oplatając ciut mocniej jego ciało swoimi drobnymi ramionami. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, słysząc o propozycji wspólnego wyjazdu. - Przysługuje mi jeszcze kilka dni wolnego po… Nie ważne, nie mam planów więc jeśli masz ochotę to pojedziemy.- mogłaby odrobinę podładować baterie, a także odciążyć głowę. Nie obawiała się tego, czy jest za wcześnie. Zawsze informowała ważne dla niej osoby, gdzie była, potrafiła również się bronić. Poza tym zaufała Oliverowi więc wiedziała, że nie jest psycholem, który chce ją wywieźć gdzieś do lasu, a potem zamordować.
-A może nie chcę, żebyś trzymał ręce przy sobie?- spojrzała na niego kokieteryjnie, spod długich rzęs. Jest dorosła, a za kilka dni skończy pełnoprawnie dwadzieścia dwa lata więc nie musiał się aż tak przejmować. Są młodzi, lubią korzystać z życia, a to chyba najważniejsze.
oliver addams
Wiesz, co się robi, gdy życie dołuje?
Mówi się trudno i płynie się dalej
Nigdy nie pytał Meery o sytuację w pracy, zawsze czekał, aż sama wyzna mu co przeżyła danego dnia, ale tym razem wyglądała jakoś inaczej. Zaczął się nawet o nią martwić bardziej niż wcześniej. On często tracił pacjentów, ale taka była kolej rzeczy. Większość zwierząt żyła krócej niż ludzie, a Oliver wierzył w to, że to po to by pokazać, że miłość nie ma nieskończonej daty. Najlepszym tego przykładem były psy, które kochały bezgranicznie, a mimo to odchodziły zbyt szybko. Teraz musiał złamać własne zasady.
- Meera? - Zaczął skupiając cały swój wzrok na mimice twarzy dziewczyny. Była ważna i musiał wiedzieć co się wydarzyło. - Tam u ciebie w pracy.. coś się stało, prawda? Coś gorszego niż cięcie po nadgarstkach czy nastoletnia ciąża. - Ostatnie zdanie nie było pytaniem, a stwierdzeniem. Potrafił wyczuć, gdy się czymś zamartwiała i chciała uciec myślami. Poza tym nie odzywała się prawie dwa dni, to jak odcięcie od wszystkiego byleby tylko być sam na sam z własnymi myślami.
Nie mógł jednak zbyt długo skupiać zmysłów na pracy dziewczyny, bo skutecznie odwracała jego myśli od tych złych chwil. Przegryzł dolną wargę, bo jej spojrzenie działało na niego nazbyt pobudzająco. Był dorosłym, dojrzałym mężczyzną w pełni sił, nie powinna go tak kokietować.
- A gdzie miałbym je trzymać? Tutaj? - Położył dłoń na udzie kobiety z tym swoim uśmieszkiem oznaczającym, że jemu w to graj i chętnie poprowadzi tą rundę na silną wolę. Droczenie się z nią przychodziło mu z łatwością, wiedział, że nie będzie mieć pretensji, że nie strzeli obrazy majestatu i nie tupnie nogą. Była na tyle dorosła, że Oliver czasami myślał, że okłamuje go co do wieku. Nie dość, że młoda, mądra to jeszcze jego. Wreszcie odnalazł szczęście, którego tak długo szukał.
Meera Nayyar
It's either a curse or a blessing
Every time that you call, oh
Ciężko było jej mówić o takich rzeczach, nie chciała go też obarczać swoimi demonami. Wiedziała, że dużo żyć już uratowała, jednak ciągle nie potrafiła przetrawić porażki. Może było coś jeszcze, co mogła zrobić, co przekonałoby dziewczynę do dalszego życia. Analizowała przez dwa dni każde swoje posunięcie, ton głosu, czując, że powoli spędza jej to sen z powiek. Na szczęście w porę się opanowała, nie chciała się doprowadzić do hiperfiksacji. Pracując w ten sposób, musiała się liczyć z tragicznymi sytuacjami.
-Hm?- posłała mu pytające spojrzenie, kiedy wypowiedział jej imię. Przekrzywiła nawet lekko głowę, jak zainteresowany czymś psiak. Oczy Nayyar momentalnie posmutniały, gdy usłyszała zadane jej pytanie. Westchnęła ciężko, a potem przygryzła lekko dolną wargę.
-Odebrałam telefon od dziewczyny, która miała zamiar popełnić samobójstwo. Rozmawiała ze mną przez komórkę, siedząc już na dachu budynku. Próbowałam ją przekonać, robiłam, co tylko mogłam. Podziękowała mi, myślałam, że jednak zmieniła zdanie… I wtedy nastąpiła cisza. Skoczyła, mimo wszystko skoczyła, a ja nie dałam rady jej uratować. Była taka młoda, niewiele starsza ode mnie… Przecież na pewno jeszcze czekało na nią w życiu coś dobrego.- uciekła gdzieś wzrokiem, skubiąc nerwowo skórkę na boku własnego kciuka, tuż obok paznokcia. Musiała się odciąć, inaczej nie mówiłaby o tym wszystkim aż tak spokojnie.
Znajdowała pewnego rodzaju rozrywkę w tym kokietowaniu go, każda reakcja Addamsa jej schlebiała. Obserwowała je nader uważnie.
-Tutaj… I bardziej tutaj…- odpowiedziała, uśmiechając się równie cwanie, co on oraz kładąc jego drugą dłoń kilka centymetrów powyżej swojej talii. -W paru innych miejscach, ale niekoniecznie mogę Ci je pokazywać w miejscu publicznym.- dodała, stając na palcach, żeby móc owiać jego usta ciepłym oddechem.
oliver addams
Wiesz, co się robi, gdy życie dołuje?
Mówi się trudno i płynie się dalej
Wiedział, że złe wspomnienia mogą wpłynąć na samopoczucie jak i przyszłość. On sam przez wiele lat walczył z demonami, które pozostawiła w jego psychice matka dla której dzieci to była inwestycja. Wykorzystała zagubione córki i synów nie potrafiące poradzić sobie ze stratą ojca. Wtedy każde z nich poszłoby za rodzicielką w ogień, ale na szczęście byli już dorośli i mogli iść swoją drogą nie oglądając się za siebie. Oliver często odwiedzał matkę, nigdy nie była mu wdzięczna, ale przez te wszystkie lata krzywdy chciała mu się odwdzięczyć finansowo, a ten to wykorzystywał. Kupował nowy sprzęt na farmę lub działał charytatywnie.
Spojrzał na dziewczynę kątem oka, a potem przeniósł wzrok na wodę, dając tym samym czas Meerze do tego, by zebrała odpowiednie słowa. Nigdy na nic jej nie naciskał, był zawsze cierpliwy i wyrozumiały. Być może przyszło mu to z wiekiem, a może od dziecka taki był, ale coś go blokowało. Łapał się jednak ostatnio na tym, że to ona jako pierwsza kobieta zawładnęła nim do tego stopnia, że zasypiał z jej twarzą przed oczami. Wypierał to, że przepada i coraz bardziej się angażuje. Nie chciał przyjąć tego do świadomości.
- Chodź do mnie. - Wyszeptał, gdy skończyła mówić. Przytulił ją do siebie najmocniej jak potrafił. Tylko tyle mógł zrobić w aktualnej chwili. - Wiem, że to boli. Sam nie wiedziałbym jak mam sobie z tym poradzić, ale niektórzy ludzie podejmują decyzję i nic nie jest w stanie im przeszkodzić w ich realizacji. To okropne co powiem, ale może teraz jest jej lepiej. Nie musi męczyć się z tym chorym i zepsutym światem. - Wiedział, że ta sytuacja w jakiś sposób uderzyła w psychikę Meery, była zbyt przywiązana do tych wszystkich ludzi, którzy dzwonili po wsparcie.
Po krótkiej chwili odsunął się od niej, bo nagle jakby zapomnieli o całej tej trudnej sytuacji. Pozwoliła wręcz sobie na pobudzanie Olivera i jego zmysłów. Igrała z ogniem i nieźle jej to wychodziło. Uśmiechnął się kiedy położyła jego dłoń tam gdzie chciałaby być pieszczona. Rozejrzał się dookoła, ale miała rację. Zbyt wiele ludzi ich otaczało mimo, że na nich nie spoglądali to zawsze istniało ryzyko, że zobaczą za dużo.
- Nie zasnę dziś przez ciebie. Jest za wcześnie by budzić pewne rejony do życia. - Puścił do niej oczko delikatnie spuszczając wzrok w dół. A potem odwrócił się od niej i usiadł na trawie.
Meera Nayyar
It's either a curse or a blessing
Every time that you call, oh
Nie przywykła do tego, że ktoś ją wspiera. Ostatnią taką osobą była jej matka, której niestety niespodziewanie zabrakło. Ceniła sobie to w Oliverze, że po prostu był przy niej. Dawał jej przestrzeń, kiedy tego potrzebowała, nie zadając pytań. Oczywiście później mu opowiadała o tym, co się stało. Jednak, kiedy już sobie w miarę wszystko poukładała w głowie. Jego bliskość, obecność działała na nią nieslychanie kojąco. I właśnie to było w nim wspaniałe! Oprócz wsparcia podczas tych ciężkich momentów, celebrował te drobne sukcesy, radości. Uwielbiała to w nim. Poza tym swoim uśmiechem potrafił jej poprawić najbardziej podły humor. Jeśli chodzi o tragiczną sytuację… Będzie potrzebowała jeszcze trochę czasu, żeby po prostu odłożyć te myśli na półkę.
Nie potrafiła zrozumieć, jak niektórzy rodzice traktują źle swoje dzieci. przecież świadomie się decydowali na potomstwo, prawda? Czy nie zdawali sobie sprawy z tego, jaką odpowiedzialność biorą na siebie? Nie mogła narzekać na swojego ojca pod kątem opieki. Dawał im wszystko, czego tylko pragnęły, dbał o edukację. Jednak… Nie dostawały od niego najważniejszego, czyli miłości oraz ciepła. Ona również angażowała się coraz mocniej, a Oliver stawał się jej opoką. Nie podejrzewała, że może aż tak zwojować czyjś świat.
Przytuliła się do niego, już się nie wzruszała, przez dwa dni zdążyła wszystko przeanalizować, wypłakać się. Teraz już ponownie była silna i twarda, zawsze momenty słabości odczuwała w osamotnieniu.
- Już aż tak nie boli… Po prostu nie potrafię się pozbyć wyrzutów sumienia, ciągle się zastanawiam czy mogłam zrobić coś więcej. Wiem, że to była jej decyzja. Jednak gdyby się nie wahała to nie zadzwoniłaby pod ten konkretny numer… Może czekała na ratunek, a może powiedziałam coś, co skłoniło ją do tego ostatecznie. Sama nie wiem Ollie…- westchnęła ciężko, wtulając się w niego mocniej. Nie potrafiła też zapomnieć o ostatnim słowie dziewczyny - dziękuję. Addamsa teraz skutecznie zajmował jej myśli, odciągając Nayyar od pracowych rozterek.
-Zawsze możesz przenocować u mnie… Jakoś utulę Cię do snu. Mam swoje sposoby.- uśmiechnęła się cwanie do niego. Chyba czerpała z tego rozrywkę, kiedy tak śmiało z nim pogrywała. Usiadła praktycznie od razu obok niego. -A co u Ciebie? Bo na razie głównie rozmawiamy o mnie… Tak być nie może.- posłała mu wymowne spojrzenie. Myślami była jeszcze gdzieś tam przy tragicznej sytuacji, wizji tego, co może się wydarzyć wieczorem oraz obecnej chwili. Wszystkiego po trochę.
oliver addams
Wiesz, co się robi, gdy życie dołuje?
Mówi się trudno i płynie się dalej
Kiedyś, gdy matka go spaczyła, a on próbował się podnieść na nogi chodził do psychologa. Próbował sobie jakoś poradzić z traumą z dzieciństwa, której nie pomagał fakt, że rodzicielka ciągle gdzieś widniała mu z tyłu głowy. Raz dzwoniła i prosiła o rozmowę, innym razem o to by przyjechał i poznał jej ewentualnego przyszłego partnera. Nigdy nie powiedziała dlaczego wywiozła jego siostrę i czemu sprawiła, że dziesięcioletnie dziecko wolało spędzać czas u ciotki na farmie niż z własnym rodzicem. Nie przeprosiła, nie miała wyrzutów sumienia, tak jakby od śmierci ojca nic się nie zmieniło. Psycholog mu pomógł znaleźć właściwą drogę i powód do tego, by wstać z łóżka. Odciął się od matki, od przeszłości, od dzieciństwa. Zaczynał małymi kroczkami wracać na właściwe tory. A teraz gdy miał Meere przy sobie było mu znacznie łatwiej.
- Nie zbawimy całego świata. Jesteśmy tylko ludźmi, nie mamy żadnej władzy nad losem innych. - Powiedział przytulając ją mocniej do siebie jakby się bał, że gdy ją puści to ona nagle zniknie. Nie mógł na to pozwolić. To tylko kwestia czasu, gdy zrozumie, że to miłość. A Oliver potrafił kochać i to całym sobą, potrafił dawać wszytko co tylko mógł. A ona zasługiwała na to co najlepsze.
- U mnie? - Powtórzył pytanie szukając odpowiedzi. Meera wiedziała o Rosarie i o tym małym zapomnieniu w Teksasie, nie wiedziała jednak o ich kolejnym spotkaniu całkiem niedawno. Czy to był odpowiedni moment, by jej to wyznać? Przecież nie zrobił nic złego, a tamto zbliżenie było jeszcze zanim poznał Nayyar. Przełknął ślinę, bo nie chciał niczego przed nią ukrywać. Mimo to sytuacja była na swój sposób ciężka. - Dużo pracy, okres urlopowy zaraz i pomocnicy będą w rozjazdach. Kupiłem nowe puzzle z zombie i widziałem się z Rosarią. Spotkaliśmy się przypadkowo w kawiarni. - Uciekł gdzieś wzrokiem jakby był winny każdej złej rzeczy na tym świecie. Musiał powiedzieć prawdę, ale też nie chciał nikogo ranić. Młot i kowadło. To między nimi się właśnie znalazł.
Meera Nayyar
It's either a curse or a blessing
Every time that you call, oh
Bycie rodzicem to piekielna odpowiedzialność, trzeba całkowicie się wyzbyć egoizmu, zamiast myśleć o własnych potrzebach, należy stawiać na piedestale te małej osoby. Matka Meery stanowiła wspaniały przykład wszelkich rodzicielskich cnót, czego o ojcu nie mogła powiedzieć. Matka Addamsa również się nie popisała.... Jednak Nayyar wiedziała, że Ollie walczy o samego siebie, a to jest najważniejsze. Terapia potrafi zdziałać cuda, sama kiedyś chodziła regularnie, żeby uporać się przede wszystkim ze śmiercią rodzicielki. Obecnie pomagali sobie wzajemnie i to właśnie w ich relacji jest piękne.
-Wiem... Czasem o tym zapominam. Chciałabym mieć władzę i zbawić przynajmniej większość.- westchnęła ciężko, wtulając się w niego, wdychając jego zapach, który uwielbiała. Działa, jak tylko mogła, żeby jakoś uratować ten świat, jednak wiecznie najwidoczniej robiła za mało. Musi kiedyś zrozumieć, że to nie jest zależne od niej.
-Na pewno teraz będzie ciężej podczas urlopów... Musimy ułożyć te puzzle!- a potem usłyszała o Rosarii, poczuła się ciut dziwnie. Jednak wiedziała, że nie ma powodu do obaw, w końcu powiedział jej o niej, a Nayyar ceniła sobie najbardziej właśnie szczerość. -Hej, spokojnie. Nie jestem zła, cieszę się, że mi powiedziałeś.- zgarnęła jego twarz w swoje dłonie, uśmiechając się łagodnie.
-I jak się czujesz? No wiesz, po tym spotkaniu?- nie miała, co robić mu awantury, po prostu na siebie wpadli. Poza tym ich chwile zapomnienia zdarzyły się zanim jeszcze byli razem. Dlatego okazywała wsparcie.
oliver addams
Wiesz, co się robi, gdy życie dołuje?
Mówi się trudno i płynie się dalej
- Masz za dobre serce. Obiecuję, że ci go nie złamie, bo tacy ludzie jak ty to rzadkość. - Wyznał szczerze, ale mówił słowa prawdziwe. Na jego drodze mogła stać Rosaria, Summer i inne kobiety, które spotkał w przeciągu swego życia, ale Meera stawała się tą najważniejszą, tą z którą wreszcie chciał spróbować stworzyć coś stałego, bez uciekania na farmę i odpowiadania scenariuszy.
- Wpadnij do mnie w weekend! Mam już przygotowany stolik! - Nagle się ożywił mówiąc o puzzlach. Był totalnie zafiksowany na punkcie wszystkiego co geekowskie. Obiecał sobie, że jak będzie mieć dzieci to odziedziczą po nim tą smykałkę.
- Przepraszam. Nie umiem kłamać, a ty jesteś ważna. Nie chcę żebyś dowiedziała się o tym przez kogoś innego. - Rosaria to słabość Olivera od najmłodszych lat. Zawsze przewijała się w jego życiu i sprawiała, że już jako mały chłopiec oglądał się za nią tworząc w głowie różne scenariusze. Wiedział, że kobieta jest poza jego zasięgiem, aż do tamtej nocy. Tylko Meera znała prawdę i tylko ona go na swój sposób zrozumiała. - Nie wiem. Wiesz, że zawsze czegoś pragnąłem, wszedłem w tą grę w którą mnie wciągnęła kilkanaście lat temu. Byłem wtedy taki głupi wierząc, że ta jedna noc coś zmieni. Ale to już nieważne. Mam ciebie i to z tobą chcę myśleć o przyszłości. - Przytulił ją mocniej do siebie nie chcąc jej tracić. Był ostatnio zagubiony, zbyt wiele działo się w tak krótkim czasie. Jednak Oliver wyznawał jedną zasadę. Był szczery wobec wszystkich nawet gdyby prawda miała zaboleć.
Meera Nayyar
It's either a curse or a blessing
Every time that you call, oh
-Tak samo, jak i Ty. Twoje jest bezpieczne przy mnie, dobrze się nim zaopiekuję.- zapewniła go, uśmiechając się pięknie. Nigdy nie chciała kogokolwiek skrzywdzić, próbowała postępować właściwie. Nie wiedziała, co dla nich przyniesie przyszłość, ale czerpała z chwili obecnej garściami. Na razie wszystko dobrze się układało, nie musieli się martwić o złamane serca. Nie interesowali ją inni, liczył się jedynie Ollie.
-Zerknę w kalendarz, jeśli mam wolne to chętnie wpadnę.- odpowiedziała, pozwalając sobie, żeby ucałować jego zarośnięty policzek. Widziała, jak się ożywił, dlatego miała zamiar zrobić wszystko, aby znaleźć wolny dzień w weekend.
-Dobrze, że mi powiedziałeś. Nie mam żadnych pretensji, naprawdę.- ujęła jego dłoń w swoją, wiedziała, co było między nim, a tą kobietą. Doskonale również zdawała sobie sprawę z tego, że od lat nie była mu obojętna. Jednak teraz siedział z nią, a nie Rosarią więc nie miała powodów do obaw. -Może jednak trochę ważne, skoro dalej Ci to siedzi w głowie. Chcesz o tym pogadać?- zapytała, uśmiechając się subtelnie.
-Nie musisz się martwić, że jestem zła albo zacznę robić Ci akty zazdrości.- dodała jeszcze, przytulając go równie mocno. Widziała, jak uciekał wzrokiem od niej, jakby się miotał. Zauważała jego dobre intencje, dlatego nawet odrobinę nie podskoczyło jej ciśnienie, gdy usłyszała o Rosarii.
oliver addams
Wiesz, co się robi, gdy życie dołuje?
Mówi się trudno i płynie się dalej
- Moja nieumiejętność ściemniania zaprowadzi mnie kiedyś do grobu. - Wiele osób potrafili kłamać i udawać, ale Addams taki nie był. To zarazem jego atut jak i największa wada. Zawsze mówił to co myślał, a tym samym dużo osób ranił nieświadomie, ale to tak jak w tym filmie w którym Jim Carrey musiał mówić prawdę. Oliver chorował na to samo, ale z własnej woli, a nie czyjegoś życzenia. Robił to też dłużej niż tylko dwadzieścia cztery godziny, bo odkąd wymówił pierwsze słowo.
- Dziwnie mi o tym rozmawiać z tobą. Nie zrozum mnie źle, nie mam nic do ukrycia, ale to tak jakby rozmawiać o eks z aktualną dziewczyną. Ty mi nigdy nie mówiłaś o swoich byłych. - Stwierdził nagle nie potrafiąc sobie przypomnieć takowej sytuacji w której padło by jakieś męskie imię w kontekście jej związku. Zazwyczaj opowiadała o wujku lub jakiś dalekich kuzynach, ale nigdy o miłostkach. Oliver za to wygadał się z całego życia, nie miał nic do ukrycia.
- Jak byłem dzieckiem i jeszcze tata żył dał mi w prezencie lupę. Byłem dzieckiem, więc jeszcze nie do końca potrafiłem czytać, ale ze szczerym zainteresowaniem oglądałem robaki i owady. Szczególnie mrówki, zapierdzielały jak małe motorki. A potem przyszła matka i jej zdeptała. - Wzruszył ramionami, bo to było coś co zapadło mu w pamięci i raczej nie pozbędzie się tego obrazu z głowy. - Dotarło do mnie, że chce zdeptać wspomnienia i zacząć układać życie na nowo z tobą. Rosaria to tylko dziecięce marzenie, a ty jesteś ich spełnieniem. - I bez spoglądania na innych przechodniów i ludzi dookoła pocałował Meerę najczulej jak potrafił.
Meera Nayyar
It's either a curse or a blessing
Every time that you call, oh
-Szczerość i prawdomówność to wspaniała cecha.- pokiwała głową, jakby też próbując go pocieszyć. Dla niej było to ważne, że mówił prawdę. Jednak wiadomo, istnieją w życiu takie sytuacje, kiedy łatwiej jest ściemniać... A kiedy się tego nie potrafi to cóż, jest o wiele ciężej. -Jasne, rozumiem, że to lekko niekomfortowa sytuacja. Nie wiedziałam, że w ogóle chciałbyś słyszeć o moich poprzednich związkach.- zaśmiała się, a potem zamyśliła na moment.
-Nie było ich wiele, zawsze skupiałam się o wiele bardziej na edukacji niż relacjach romantycznych. A potem poznałam Ciebie i... Nauczyłam się wszystko łączyć.- posłała mu kolejny piękny uśmiech, głaszcząc go po dłoni. -Kiedyś umawiałam się z takim Matthew, który okazał się być okropnym bucem. Umawiał się poza mną jeszcze z trzema dziewczynami, wyobrażasz sobie to?- wywróciła oczami na samo wspomnienie o delikwencie. -Do tego przez moment byłam z Amerie, ale wyjechała na studia do Japonii. Więcej poważniejszych grzechów nie pamiętam Panie Addams.- spojrzała na niego rozbawiona, ponieważ o drobnych relacjach nie było, co wspomniać.
-Jaka matka tak postępuje?- westchnęła ciężko, naprawdę poczuła ukłucie w sercu, kiedy wyobraziła sobie małego Olivera, oglądającego z zaciekawieniem życie mrówek... A potem jego matkę, która to synowi psuła.
-Nie deptaj ich. Stwórzmy nowe, jak nowa mutacja mrówek, doskonalsze. Wszystkie wspomnienia nas kształtują, nie ma co ich się pozbywać.- zdążyła jeszcze powiedzieć, a potem skupiła się na czułym pocałunku, układając dłonie na jego policzkach.
oliver addams





