001.
Cass & Cecilie
It's getting late, I'm making my way over to my favorite place
I gotta get my body moving, shake the stress away
I wasn't looking for nobody when you looked my way
W klubie było niesamowicie głośno i gorąco. Dudniące dźwięki muzyki potęgowały wrażenia słuchowe. Setki rąk uniesione do nieba w szaleńczym rytmie undergroundu, kuszące, pulsujące ciała, zapachy i pot zlewające się w jeden afrodyzjak drażniący zmysły, budzący emocje.
Cecilie Sherman nie znała takiego świata. Zepsutego, grzesznego, pozbawionego zahamowań. Świata, w którym liczyły się cielesne uciechy. Przez dziewiętnaście lat swojego życia funkcjonowała w przeświadczeniu, że takie rzeczy zarezerwowane były wyłącznie dla złych dziewczynek i jeszcze gorszych chłopców. Pomimo tego nie mogła się oprzeć, nie potrafiła przestać obserwować kuszących ciał, świadomie próbujących zawładnąć wszystkimi zmysłami. Oddała się temu czarowi, pochłonęła ją melodia i chociaż na początku miała dość, myślała tylko o tym, żeby wyjść z tej imprezy, to teraz zależało jej tylko na tym, żeby poczuć się tak swobodnie, z obezwładniającą lekkością otulającą każdy fragment jej rozgrzanego ciała.
Stała oparta o ścianę z niepewnym oczekiwaniem wymalowanym na twarzy. Serce zabiło mocniej, a drżenie ciała stało się silniejsze, gdy powoli, niepostrzeżenie, niczym polująca na kruchą, słabszą zwierzynę bestia u jej boku pojawił się młody mężczyzna. Nie zainteresowała się nim na dłużej, bo pochłaniała ją ta sama melodia, której już dawno zaprzedała duszę. Nagle poczuła jego oddech na swojej szyi – ciepły, głęboki, taki od którego kręciło się w głowie. Gdy dotknął jej skóry, powoli zbliżając do niej swoje usta spojrzała na niego tak jakby nieświadomie próbowała zawładnąć wszystkimi jego zmysłami, jak gdyby oddała się temu czarowi. – Jestem tutaj z kimś – szepnęła prosto do jego ucha, próbując przebić się przez dźwięk utworu, który obecnie gościł na pierwszym miejscu muzycznej trójki.
Mężczyzna zignorował jej odpowiedź. Czuła jeszcze bliżej i mocnej jego zapach, zarazem tak męski a jednak delikatny; mieszanina alkoholu, tytoniu i grzesznych myśli. W tym momencie przestały istnieć bariery, poczuła jego ciało, najmniejszy jego fragment, który zbyt mocno i na siłę starał się intuicyjnie – i jakże – błędnie spełnić jej wszystkie pragnienia, drobne zachcianki. Skurczyła się w sobie, muzyka przestała istnieć, mężczyzna wił się wokół niej we własnym rytmie i tempie. Poczuła, jak robi się jej niedobrze, jak w jednej chwili pozytywne uczucia zostały przyćmione przez strach i paraliż mięśni. Nie mogła się ruszyć choć bardzo chciała. Marzyła by wyrwać się z oblepiających dłoni człowieka, którego nie znała.
Wśród bawiącego się tłumu dostrzegła swoją towarzyszkę. Powód wizyty w tym miejscu. Patrzyła na nią ze strachem i bezgłośnym wołaniem o pomoc. Niczym księżniczka skryta w zamkowej wieży czekająca na ratunek księcia na białym koniu. Zlękniona, słaba, niedoświadczona by stawić czoła temu światu.
Światu, którego przecież nie znała.
cass buckley




