ODPOWIEDZ
29 lat 183 cm strażak
Awatar użytkownika

but if it's over, why do you stop me getting sober on your love?
you pull me closer
you say you miss the way I hold ya

something about me
by ellie

Wypisali go ze szpitala po paru dniach, mimo, że obiecywali zrobić to na następny dzień. Jemu wszystko było jedno, kiedy go wywalą, bo nie miał gdzie wracać. A tak, przynajmniej zrobili mu wiele najróżniejszych badań by upewnić się, że wszystko było okej - i było. Mógłby im to powiedzieć zanim go przyjęli na oddział, ale niestety, nikt nie brał słów narzekającego na ból i mdłości przyszłego pacjenta. Szok. Oprócz zewnętrznych zadrapań i lekkiego wstrząśnienia mózgu nic więcej mu nie dolegało… no, może jeszcze złamane serce, ale na tego nie było żadnego lekarstwa, tylko czas.

Nie chciał wracać do domu, dlatego zadzwonił z prośbą do swojego brata, z którym może nie był jakoś wyjątkowo blisko, ale zawsze mógł na niego liczyć. Tak jak teraz. W swoich starych ciuchach w których był przyjęty, wziął taksówkę do jego domu, na razie nie mając na tyle siły i zebrać się na odwagę, by stawić czoła swojej byłej dziewczynie. Niby obiecał, że przyjdzie po swoje rzeczy jak tylko go wypiszą, ale teraz potrzebował chwili odpoczynku. Relaksu. O ile mógł się zrelaksować w obcym domu. W domu, w którym był zaledwie parę razy - nawet nie pamiętał teraz, gdzie dokładnie była toaleta, ani nawet to, ile cali miał jego telewizor. A były to bardzo ważne rzeczy tak naprawdę.

Po drodze kupił zgrzewkę zimnego piwa, żeby nie przychodzić z pustymi rękoma i zjawił się pod domem brata, od razu zmierzając do drzwi. Zapukał kilka głośnych razy, by oznajmić swoje przybycie i nie czekając na to, aż mu otworzy, wszedł do środka.

- Hej, dzięki, że mnie przenocujesz. Nie chce Ci się tak zrzucać na łeb, szczególnie w Twoim stanie, dlatego obiecuję, że jutro znajdę sobie inne miejsce do spania. Albo może uda mi się ogarnąć jakieś mieszkanie, widziałem już parę fajnych na Brooklinie, niedaleko remizy i jestem umówiony na oglądanie - powiedział wyciągając jedną butelkę i otwierając ją otwieraczem. Podał piwo bratu, teraz mając czas, żeby zlustrować go całego wzrokiem - Jak się czujesz? - nie wyglądał najlepiej. Właściwie cała ta akcja nie wyglądała dobrze, przecież widział co się stało i pomagał później wydostać go spod gruzu. Tom zdawał się być skupiony tylko i wyłącznie na swoich problemach, a widząc brata w tym stanie, spadła na niego lawina wspomnień z tej tragedii.

Pamiętał, jak się bał o jego życie. Pamiętał, jak odgrzebywał go, jak sprawdzał, czy żyje, błagając Boga, jeśli jakikolwiek istniał, żeby wziął jego zamiast Billego. Nawet jeśli taka wymiana była niemożliwa.

A potem zapomniał.

Może nie tyle, co nie obchodził go stan brata, co to, że jego problemy z Margo zaczynały się piętrzyć i zajmować całą jego głowę, stanowiły wszystko, o czym potrafił myśleć. Oczywiście pytał się Billego, czy wszystko było okej i czegoś nie potrzebuje, ale nawet, do tej pory, nawet nie przyjechał sprawdzić tego na własną rękę - uznając, że skoro mówi, że jest ok, to tak było i tyle. Tom poczuł ogromne wyrzuty sumienia, kiedy siadał niedaleko brata na kanapie, otwierając swoje piwo, które od razu szybko przechylił do ust. Spragniony. Potrzebujący rozluźnienia. Butelka cofała go parę miesięcy wstecz, kiedy Bazyl zginął. Tak samo siedzieli na kanapie, zapijając się, właściwie nie mówiąc nic. Czy potrafili odnaleźć siebie nawzajem tylko w kryzysowych sytuacjach?


Billy Moore

into the unknown
33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

8.
outfit bez czapki w chacie

Gdyby była dziewczyna brata, a obecnie jego przyjaciółka by mu nie przekazała informacji o pobycie Thomasa w szpitalu, to nic by nie wiedział. Miał ochotę mu za to nogi z tyłka wyrwać, ponieważ się zwyczajnie o niego martwił. Wychwalał niebiosa za to, że podczas ostatniej akcji padło na niego, a nie na Thomasa. Wychodził z siebie, widząc, że coś bratu może grozić. W gruncie rzeczy nie chciał stracić jeszcze jego, miał się nim zawsze opiekować, to obiecał kiedyś jeszcze ojcu. Okazywał to dość nieudolnie, ale Tommy wiedział... Wystarczyło spojrzenie, klepnięcie w ramię podczas akcji. Głębokie wyznania oraz rzewne błagania o ostrożność były w ich przypadku zbędne. Pracowali w tej samej jednostce, tej samej remizie, także liczyli się z tym, że z któregoś wyjazdu mogą zwyczajnie nie wrócić. Tak wtedy poczuł się starszy Moore, kiedy runął na nich sufit. Zdążył jedynie zakryć sobą Larę, licząc na to, że oberwie znacznie mniej niż on. Nie myślał o własnym życiu... Podobno cztery minuty przed śmiercią, nasz mózg pokazuje nam wszystkie dobre wspomnienia z dotychczasowej egzystencji. Billy mógłby przysiąc, że zobaczył obrazy z dzieciństwa. Jednak teraz bardziej zrzucał to na wstrząśnienie mózgu niż stan agonalny.
Nie wiedział, co się podziało między Thomasem, a Margo. Nie był najlepszym związkowym doradcą, ale zawsze mógł go wysłuchać, a potem pomóc znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Kiedy zapytał o nocleg, od razu się zgodził. Nie przeszkadzało mu, żeby brat u niego mieszkał. Wiedział, że pewnie nie będzie to na stałe, ponieważ są dorośli i każdy potrzebuje własnej prywatności. Jednak nigdy pomocy by mu nie odmówił! Nadal nie był w najlepszym stanie zdrowotnym więc razem będą mogli lizać rany na kanapie z piwem w ręku. Oczywiście Billy nie powinien mieszać nawet odrobiny alkoholu z tak silnymi lekami... Ale to nie był jego pierwszy raz. Wiedział na ile sobie może pozwolić.
-Nie pierdol Tommy, zostaniesz tyle, ile tylko potrzebujesz.- uśmiechnął się do niego, klepiąc go w ramię zdrową ręką, drugą musiał nosić w temblaku. -Chcesz, żeby jechać z Tobą? Możemy wziąć moje auto, ale niestety nie poprowadzę.- westchnął ciężko, niesprawna ręka irytowała go coraz bardziej. Chciał już wrócić do pracy, do normalnego życia, a nie spędzać większość czasu w domu na kanapie albo w łóżku. Odebrał od niego piwo, rzucając jeszcze "dzięki".
-Całkiem nieźle, dopóki działają leki. A Ty? Charlie pisała, że byłeś w szpitalu. Dlaczego do cholery się nie odezwałeś?- zmarszczył lekko brwi, a potem usadowili się wygodnie na kanapie w salonie. Tak, ostatni raz siedzieli w ten sposób, kiedy zginął Bazyl... Musieli zacząć spotykać się częściej, a nie jedynie w kryzysowych sytuacjach. W końcu są rodziną, tak? Mogą na sobie wzajemnie polegać. -Powiesz mi, co się stało? Co z Margo?- zapytał ostrożnie, zerkając na niego.

thomas moore
knowledge is power
ODPOWIEDZ