33 lata 175 cm strażak
Awatar użytkownika

If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me

something about me
by makabra

Obojętne życie było wygodne, nie musiał się przejmować tym, że ktoś go ponownie zrani. Co prawda ludzie go ranili, a jemu się tylko wydawało, że nie robi to na nim całkowicie wrażenia. Gdzieś tam pod skorupą wszystko się tłoczyło, narastając i sprawiając, że powłoka pomału ustępowała. Nie jest gotowy na to, aby w końcu wszystko go zalało, docisnęłlo do dna. Już teraz, kiedy widział Victorię w takim stanie… Coś w nim się budziło, bolało go w środku wszystko. Docierało do niego, jak mocno ją krzywdził latami, jak nie mógł spełnić jej marzeń. Jak zdeptał wszelkie wartości, którymi się kierowała w życiu. Starał się jej to wynagradzać, funkcjonować również jako przyjaciel. Ale może robił za mało? Stanowili swoje przeciwieństwa, jednak to jej zawdzięcza, że znał takie emocje, jak troska, sympatia. Nie był już tym aż tak mocno problematycznym gościem, co kiedyś. I za to powinien jej podziękować… Stanowiła światełko w tunelu do którego zawsze mógł się kierować. A teraz? Skoro światło nagle zgasło, co mu pozostało? Rekompensował wszystko czynami, okazywał głównie, że mu zależy. Nie potrafił zrozumieć, że wystarczą dwa słowa, żeby wszystko zmienić. On nie znał ich znaczenia, nie chciał jej oszukiwać, nie zasługiwała na to.
Trafiła na osoby, które dawały jej albo czyny albo same słowa. Nie zaslugiwali na nią, wchodziła w relacje całą sobą, oddając wszystko osobie, którą pokochała, czy też zwyczajnie ceniła. Był pewien, że po pewnym czasie w końcu to wróci, będzie sobą. Co prawda na pewno byłby wdzięczny, gdyby nie ćpała dalej i się nie staczała… Była na to za dobrą, żeby się tak świadomie wykańczać. Jedyne, czego pragnął jako zmiany dla niej to łatwowierność, ponieważ zbyt wiele nadziei pokładała w ludziach, a potem na tym cholernie cierpiała.
Nigdy nie określiłby jej dotyku, pocałunku, ich chwil spędzonych razem w miękkiej pościeli łóżka, jako zwyczajne gesty, czułości, chwilowa bliskość. To było coś więcej, ale nie potrafił tego nazwać. Owszem, wzbraniał się, bał się ją do siebie całkowicie dopuścić, jak każdego. Własnego brata traktował dokładnie tak samo… To nie z nią było coś nie tak, ale z nim. Czuł przy niej, o wiele bardziej niż przy kimkolwiek innym. Nie potrafiła go zrozumieć, dla niej istniały jedynie dwie opcje.
-Nic mi się nie stanie, jeśli przenocuję na kanapie… Skoro sen przy moim boku nagle Ci przeszkadza.- zabolało, ta obojętność dziwnie zapiekła Moore’a. Zawsze był dla niej kimś więcej. Najwidoczniej te czasy już się skończyły, skoro zaczynała go traktować, jak jednego z wielu. On jej w życiu tak nie traktował, zawsze był.
-Ja pierdole Victoria, naprawdę sądzisz, że myślę o Tobie, jak o kimś kto potrzebuje jedynie pocieszenia i grzania łóżka?- zapytał dobitnie, wpatrując się w jej oczy. -Ty to nie wszyscy.- burknął jeszcze, takie rozmowy sprawiały, że miał ochotę zniknąć, wybiec i nigdy nie wracać. Tylko ona go tak konfrontowała, przypierała do ściany. Tak, ludzie są podli, przekonał się o tym na własnej skórze. Gdyby mógł to uchroniłby ją przed całym złem świata, ale nie miał takiej mocy.
-To chłopak, który wykorzystał Twoje dobre serce. I nigdy tak o sobie nie mów…- dodał jeszcze, a potem ponownie przejechał dłońmi po twarzy. Jej nastrój zmieniał się, jak w kalejdoskopie, co nie było jedynie zasługą bólu, ale także substancji, które miała w sobie.
-Nigdzie nie idziesz. Robimy śniadanie.- zarządził, jednak zamiast zająć się zakupami, po prostu ponownie ją do siebie przyciągnął, żeby przytulić mocno. Sam nie wiedział, kto tego teraz bardziej potrzebuje… On czy ona?

Victoria Brooks
knowledge is power
26 lata 165 cm Influancerka, Aktorka, Dietetyczka
Awatar użytkownika

'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream

something about me
by Verdsa

Nie zamierzała się z nim kłócić po raz kolejny o to samo. Przerabiali ten temat już tyle razy, że była tym zmęczona. Była zmęczona sobą i przede wszystkim przebodźcowana. On nie potrafił jej zrozumieć, tak jak ona nie umiała go. Byli jak dwa przeciwstawne bieguny. Kiedyś walczyła o to zaciekle. Nawet gdy byli przyjaciółmi, to walczyła o to coś, żeby w nim się pojawiło. Teraz gdy ostatni promyczek nadziei zgasł, ona się wypaliła, to nic nie zostało. Nie chciała przekonywać go dłużej, bo i tak nic by to nie zmieniło. On nie był w stanie jej tego dać czego wcześniej chciała. Mówił jej to prosto w twarz, ale ona nie wierzyła. Wierzyła za to w inne kłamstwa, którymi sporo ludzi ją karmiło. Jej umysł trawił to wszystko i fala zrozumienia zalewała jej umysł. Taka naiwna, łatwowierna i kochliwa. Zbyt wiele oddawała siebie. Rozbijała swoje lustro i rozdawała jego kawałki jakby to były cukierki. Żaden kawałek nie wrócił do niej nigdy. Nikomu już żadnego nie odda, bo nic nie zostało. Była już tylko zużytym ładnym opakowaniem. Była problemem.
- Nie chcę stawiać cię w niekomfortowej sytuacji Billy. - potrzebował odpoczynku, a ona nie zniosłaby tego udawanego poczucia normalności. Przytulałby ją do snu, a ona na to nie zasługiwała. Powinien to robić dla osoby, która była dla niego ważna. A ona nigdy nie była najważniejsza.
Na jego pytanie tylko się uśmiechnęła. Ta dyskusja nie miała żadnego sensu. Nie rozumiał jej. A ona nie rozumiała go.
Tego serca już nie było.
Zbyt wiele razy jeździli jej środkowym palcem po kręgosłupie.
Wbijali nóż prosto w serce.
NIGDY WIĘCEJ.
- Bajgle? Z łososiem? Czy wolisz jajka? - zeskoczyła powoli z blatu i odwróciła się w stronę zakupów. Przytrzymała się, gdy zakręciło jej się w głowie i zabrała się do roboty. Kuchnia była jej azylem, a buszowanie w niej, jak zawsze powodowało wyparowanie złych myśli. Nie myślała, pozwoliła swojemu ciału reagować automatycznie.
Zrobili śniadanie, które powinno o tej porze już być bardziej obiadem. Oczywiście bardziej poskubała niż zjadła cokolwiek, a później pożegnała się z Billym. Obiecała... Pierwszy raz mu coś obiecała, ale wiedziała, że tej obietnicy nie dotrzyma.
KONIEC
Billy Moore
i wanna be where people are
ODPOWIEDZ