ODPOWIEDZ
28 lat 186 cm mechanik/dorabia sobie w kawiarni
Awatar użytkownika

In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York

something about me
by nicramrey

Outfit

Zawsze, gdy miała się u niego zjawić od rana chodził jakby go amor w pośladki strzałą postrzelił. Uśmiechał się od ucha do ucha, śpiewał pod nosem i był najszczęśliwszym facetem na świecie. Co roku w jej urodziny przygotowywał kolację, kupował prezent i choć zapewne nie równał się z tym co dostawała od rodziny to starał się żeby był chociaż bliski sercu dziewczyny. I choć rozpierała go energia i radość to powoli w tą cudowną atmosferę wkradała się nerwowość i stres. Łapał się nawet na tym, że kilka razy przełknął ślinę w nadziei, że to trochę unormuje jego drżące dłonie. Koniec końców wytarł je w ręcznik, ale to nie pomogło na tyle na ile, by się spodziewał.
Zdecydował, że to musi nastąpić tego dnia. Bo czy jest coś piękniejszego od wyznania komuś swych uczuć i to w dniu urodzin tej osoby? Wzbraniał się od tego od pierwszej klasy liceum. Tchórzył kilkukrotnie, a gdy wreszcie zdobywał się na odwagę, Bonnie akurat musiała mieć chłopaka lub iść na randkę. Serce mu wtedy pękało, ale nie miał do niej o to pretensji. Chciała być szczęśliwa, a on oddałby wszystko, by widzieć na jej twarzy uśmiech. Bo przecież była dla niego wyjątkowa. Z tego co wiedział nie miała aktualnie nikogo, a Jalen wyczuł swoją okazję. Obawa przed tym, że nie odwzajemni jego uczuć została gdzieś stłumiona. Wierzył, że wreszcie im się uda.
Ostatni raz spojrzał w głąb torebki prezentowej. Przez chwilę miał wrażenie jakby kupił za mało i nawet spojrzał na zegarek, ale było za późno, by cokolwiek dokupić. Kwiaty z kokardką siedziały grzecznie w wazonie na korytarzu, kartka z życzeniami spoczywała obok ulubionych czekoladek Bonnie i voucherem na masaż. Jednak najważniejszy był list. List, który napisał dla niej w ostatniej klasie liceum. List, który tak bardzo chciał jej wręczyć tuż po balu maturalnym, ale odwaga go opuściła. Nie chciał jej wtedy stracić, bo miał tylko ją, a wkrótce potem zmarła jego matka, a na pogrzeb przyszła z nim wyłącznie Bonnie. Nie liczył tych kilku znajomych matki, których nie widział nigdy na oczy. Była przy nim zawsze. Pozwolił sobie ten ostatni raz spojrzeć na to co napisał tamtego poranka tuż przed założeniem garnituru i pojawieniem się przed domem dziewczyny. Ostatni raz, bo dzisiaj ta kartka papieru powędruje w ręce tej którą kochał. Zamknął na chwilę oczy próbując opanować stres. Dzisiaj albo coś straci albo zyska. Warto było dla niej zaryzykować.
tekst wewnątrz może zawierać: LIST
  • Droga Bonnie,

    pierwszy raz pisze coś tak intymnego, szczerego i prawdziwego jednocześnie. Nie mogę się doczekać kiedy ten list wreszcie trafi w Twoje dłonie, bo uwierz, że przynosi mi on wiele stresu i wkładam w niego niebotyczne pokłady energii.
    Pamiętasz jak spóźniłem się na pierwszą lekcję matematyki w nowym roku szkolnym? Tylko koło Ciebie było wolne miejsce, a ja usiadłem przy Tobie, bo nie miałem innego wyjścia. Wtedy też spojrzałaś na mnie odrywając wzrok od książki z geometrią, a ja odwzajemniłem spojrzenie i choć się nie uśmiechałem to poczułem coś czego nigdy wcześniej nie czułem. Tylko jeden wieczór wystarczył bym zrozumiał co to oznacza. Jedna nieprzespana noc. Zamykając powieki miałem Ciebie przed oczami, Twoje oczy, uśmiech i to zdziwienie jakbyś nie spodziewała się tego, że ktoś może obok Ciebie usiąść.
    Byłaś wtedy taka piękna.
    Nadal jesteś piękna.
    Nie sposób jest opisać co czułem wtedy i co czuje dzisiaj. Bo Bonnie, kochana Bonnie. Kocham Cię od tego pierwszego spojrzenia w szkolnej ławce.
    Dzisiaj jest bal i szczerze wierzę, że zrozumiałaś, iż zapraszam Cię na niego, bo mi zależy na Tobie. Tak Bonnie. Zaprosiłem Cię na ten bal, by na nim wyznać Ci miłość, ale wiem że zapewne zabraknie mi odwagi, a wiem też, że idziesz na studia i nie wiem gdzie się dostaniesz, ale chce być tam wtedy z Tobą. Chce być z Tobą już zawsze.
    Kocham Cię.

    Twój, Jalen
Odkładając kopertę z powrotem do reszty prezentu usłyszał ciche stukanie do drzwi. Była punktualnie, a Jalen spojrzał tylko na szybko do piekarnika czy aby na pewno ich kolacja jak i deser są jeszcze jadalne, a potem ruszył, by wpuścić Bonnie do środka. Po drodze złapał kupiony wcześniej bukiecik kwiatów i z szerokim uśmiechem stanął z nią twarzą w twarz. Piękna jak zawsze, cudowna jak budząca się do życia wiosna, wspaniała niczym zachód słońca.
- Cześć. Wyglądasz.. brak mi słów. - Przywitał się i nie czekając na to, aż przekroczy próg jego mieszkania pocałował ją w policzek wdychając zapach jej skóry i perfum.

bonnie petterson
into the unknown
27 lat 160 cm bezrobotna
Awatar użytkownika

You play tricks on my mind.
You're everywhere but you're so hard to find.

something about me
by a.

Kilka dni przed spotkaniem z Gabrielem.
outfit

Zawsze cieszyła się na spotkania z przyjacielem. Tego dnia w szczególności i wcale nie dlatego, że mieli świętować jej urodziny, choć Jalen co roku przechodził samego siebie w organizacji czegoś szczególnego dla Bonnie. Rozpieszczał ją. Za każdym razem powtarzała mu, żeby niepotrzebnie nie wydawał na nią pieniędzy, a on tak samo, za każdym razem ignorował jej prośby. Robił prezenty przemyślane, praktyczne i takie, że sama by nie wpadła na to, że ich w ogóle potrzebuje. Poza tym zawsze zapewniał jej jakieś atrakcje, zabierał w różne ciekawe miejsca lub, tak jak dziś, gotował dla niej w domu, co doceniała najbardziej.
Tym razem cieszyła się, bo wiedziała, że tylko on będzie w stanie odciągnąć jej myśli od tego co aktualnie ją gryzło. Potrzebowała pocieszenia, wsparcia, ucieczki. Potrzebowała jego bliskości. Próbowała zapanować nad nerwami i wiedziała, że w nim znajdzie swoje wymarzone ukojenie.
Wybierając się do niego, nie planowała mówić mu jeszcze o ciąży, Gabrielu i wszystkich innych nieszczęściach. Chciała dać sobie jeszcze jeden wieczór - tylko jeden, ostatni, kiedy będzie mogła udawać, że wszystko jest w porządku.

Uczucia do Jalena rozkwitły już w liceum. Myślała, że to zwyczajne młodzieńcze zauroczenie - takie samo jak setki innych, które przeżywała do tej pory. Wmawiała sobie, że to kolejna chwilowa fascynacja chłopcem i minie, ale im więcej czasu z nim spędzała i im więcej poświęcał jej uwagi, tym bardziej się w tym zatracała.
Cieszył się dużym powodzeniem, a ona nie mogła znieść widoku śliniących się do niego dziewczyn. Była chorobliwe wręcz o niego zazdrosna, ale nie okazywała tego. Wolała cierpieć w ciszy i samotności, niż ryzykować tym, że straci go na zawsze. Brakowało jej odwagi. Kiedy już wydawało jej się, że przyszedł ten odpowiedni moment, by wyznać mu co czuje - tchórzyła, za każdym razem.
Podobnie było na balu. Bo czyż nie było lepszego momentu na to, by powiedzieć mu, że go kocha, gdy tańczyła, wtulona w niego, przy romantycznych piosenkach? Czuła się wtedy przy nim tak cudownie i nie mogła tego zniszczyć. Obawiała się, że czar pryśnie, gdy tylko wypowie te dwa magiczne słowa.
Nieświadoma jego uczuć, była zupełnie ślepa na wszystkie znaki. Opiekował się nią, starał się, spędzał z nią każdą wolną chwilę. Tłumaczyła to sobie tym, że przecież tak właśnie robią przyjaciele. Nie wydało jej się wcale podejrzane to, że zaprosił ją na bal i nie zatańczył na nim z żadną inną dziewczyną, nawet z tą piękną cheerleaderką, której tak bardzo wpadł w oko. Przecież nawet totalny idiota połączyłby kropki!
Głupia. Straciła swoją szansę.

Wiadomość o dziecku spadła na nią niczym grom z jasnego nieba. Była w szoku, próbowała to wypierać, a gdy lekarz potwierdził już jej obawy, załamała się. Przepłakała kilka dni, nie wychodząc w ogóle z łóżka. Myślała o tym co teraz z nią będzie, co będzie z nimi.
Szkoda że nie myślałaś o tym będąc w łóżku innego mężczyzny.
Nie była pewna jak Jalen zareaguje. Czy będzie zawiedziony, smutny? Przestanie się do niej odzywać? A może będzie ją wspierał? Tego dnia jednak nie chciała zaprzątać sobie tym głowy. Jeszcze nie teraz.

Ubrała się ładnie, stosownie do okazji i podekscytowana udała się do jego mieszkania, gdzie miał na nią czekać. Już od progu nie mogła przestać uśmiechać się szeroko. Pocałunek, komplementy, kwiaty. Czym sobie na to wszystko zasłużyła? Czy nadal będzie traktować ją tak samo, gdy już się wszystkiego dowie? Przez chwilę zrobiło jej się niedobrze.

- Cześć, przystojniaku! Jaki elegancki! - przywitała go radośnie, wchodząc do środka i od razu mruknęła zadowolona, czując zapach dochodzący z piekarnika. - Co kuchnia dzisiaj serwuje?

jalen simmons

into the unknown
28 lat 186 cm mechanik/dorabia sobie w kawiarni
Awatar użytkownika

In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York

something about me
by nicramrey

Myślał, że pewnego dnia się z niej wyleczy. Próbował, bo to nie tak, że sobie coś postanowił, a potem czekał, aż to nadejdzie samo. Starał się zrobić wszystko, by dać odejść Bonnie i pozwolić jej być szczęśliwą z kimś innym. Jednak, gdy tylko ktoś taki się pojawiał on czuł zazdrość, a jego serce było łamane na milion kawałeczków. Potem sam uciekał w wir flirtów i niezobowiązujących nocy z kobietami, które poznał tego samego wieczora w barze. Miał po drodze jeden dłuższy związek, ale gdy został rzucony to nawet do końca go to nie ruszyło. Choć najpierw był wściekły to potem przyszedł spokój, bo dotarło do niego, że nigdy nie pokocha nikogo tak mocno jak przyjaciółki, która była przy nim zawsze.
Pamiętał czasy kiedy mieli się razem uczyć, a raczej to ona tłumaczyła mu niektóre zagadnienia. Zawsze zabierał ją gdzieś na miasto, czasami był to park, czasami jakieś jeziorko i teren odosobniony od ludzi. Wstydził się zapraszać Bonnie do domu, a raczej przyczepy, którą nazywali mieszkaniem. Małej klitki w której musiał mieszkać z matką załamaną po odejściu ojczyma, popadającej w alkoholizm. Zazdrościł jej kiedy opowiadała o swoich czterech kątach, mieli wszystko i czasami miał ochotę schować się w cień, bo on nie miał czym zaimponować dziewczynie. Nie lubił opowiadać o sobie, unikał takich tematów uśmiechając się krzywo próbując rzucić jakimś kiepskim żartem, który mógłby odwrócić uwagę Bonnie. Nie zasługiwał na nią, więc kiedy po balu maturalnym stchórzył dał jej przestrzeń. Mimo, że poszła na studia ich kontakt wcale nie osłabł, często ze sobą rozmawiali, mówili o tym co ich gryzie i boli. Jalen tęsknił i z dnia na dzień kochał ją coraz bardziej.
Często widział przed swymi oczami scenę z ich ostatniego tańca. Na zakończenie puścili jedną z tych wolnych piosenek, które potrafią wprowadzić romantyczną atmosferę między parę. Spoglądał w jej oczy, trzymał dłoń na talii, wdychał zapach skóry i perfum. Marzył o tym, by ją pocałować, zamknąć w uścisku i już nigdy więcej nie wypuścić. Nie zatańczył z żadną inną, na nikogo innego nie spoglądał, bo liczyła się wyłącznie Bonnie.
Zatracił się w tym uczuciu całkowicie. Nic więcej się nie liczyło, a gdy szedł na spotkanie z przyjaciółką jego uśmiech można było zauważyć z kilku mil. Zawsze miał dla niej przygotowanego kwiatka, zbierał zaskórniaki, by zabrać ją na lody. Chciał sprawić, by była szczęśliwa chociaż przez te kilka chwil, które spędzali razem. Jednak z każdym spotkaniem dokonywał autodestrukcji, bo wyniszczało go to od środka. Dotknięcie, spojrzenie, muśnięcie wargami ciepłego policzka, jej głowa na jego kolanach gdy chciała się wygadać. Miał tyle okazji, ale wtedy ponownie słyszał ten głos w głowie informujący go, że nie zasługuje na nią, że ona powinna być z kimś kto da jej wszystko.
A teraz wystawiała go na kolejną próbę. Wyglądała cudownie, a jego wzrok sam powędrował w dół. Przeszedł go dreszcz, dosyć przyjemny, ale też niestosowny do sytuacji. Musiał zapanować nad emocjami i własnymi uczuciami. Nie mógł jej stracić nawet jeśli groziło to tym, że nigdy nie będą razem.
- Mam wyjątkowego gościa, więc muszę być elegancki. - Przyznał wpatrując się w nią jeszcze przez chwilę, a potem zrobił miejsce, by mogła przejść w głąb mieszkania. - Mam makaron z kurczakiem, pieczarkami i szpinakiem oraz deser czyli ciasto czekoladowe z dużą ilością czekolady. - Musiał się nauczyć gotować, bo jego matka nie była przyzwoitą gospodynią. Po odejściu ostatniego partnera rodzicielki ta całkowicie się rozpadła i cały obowiązek utrzymania ich domu spoczął na Jalenie. Teraz przynajmniej mógł to wykorzystać w relacji z Bonnie. - Jak ci minął dzień? Miałaś jakieś przyjęcie urodzinowe w gronie bliskich? - Spytał zaciekawiony ponownie zaglądając do piekarnika. Nie chciał niczego spalić ani też przesmażyć za bardzo. Musiało być idealnie.

bonnie petterson
into the unknown
27 lat 160 cm bezrobotna
Awatar użytkownika

You play tricks on my mind.
You're everywhere but you're so hard to find.

something about me
by a.

Trochę jak zabawa w kotka i myszkę - drażnili się ze sobą, oboje mieli nadzieję na więcej, a jednak nic z tego nie wynikało. Nie mieli odwagi, by dać sobie jakikolwiek znak, zielone światło, choć cholernie im na sobie nawzajem zależało. Zachowywali się czasem jak para, a przynajmniej ona miała takie wrażenie. Wtedy było najprzyjemniej. Gdy mogła złapać go za rękę podczas spaceru, gdy wtulała się w niego podczas wspólnego oglądania filmu, gdy w jakikolwiek sposób okazywał jej czułość. Później sama sprowadzała się na ziemię, łamiąc sobie serce i tłumacząc sobie, że to zwyczajnie przyjacielskie gesty i nie powinna się w tym niczego doszukiwać. Może i ją kochał, ale była przekonana, że czysto platonicznie, jak siostrę. Niestety.
Ciężko było jej nad sobą zapanować, widząc go z innymi dziewczynami - gdy trzymały go za rękę, jak ona zwykła to robić lub co gorsza, gdy go całowały, o czym tak skrycie marzyła. Odsuwali się od siebie, gdy któreś z nich kogoś miało. Myślała, że pomoże trzymanie go na dystans i bycie w związku z innym chłopakiem. Nie pomogło. Nigdy nie udało się jej wyleczyć i zapomnieć, choć tak bardzo tego chciała. Pragnęła w końcu zaznać spokoju, prawdziwego szczęścia u boku kogoś innego, prawdziwej miłości - takiej odwzajemnionej.

Nie mieli jednego ulubionego miejsca spotkań. Zwykle spędzali razem czas na łonie natury, często też zapraszała go do siebie, szczególnie gdy pogoda nie sprzyjała spacerom po parku. Jej rodzina go polubiła i byli pewni, że ta dwójka w końcu zostanie parą. Uśmiechali się z pobłażaniem, gdy Bonnie mówiła, że to “tylko przyjaciel”. Doskonale wiedzieli co dziewczyna do niego czuje, choć nigdy im tego nie wyznała. To zabawne jak dla wszystkich było to tak oczywiste, tylko nie dla samego zainteresowanego.
Wiedziała gdzie mieszka Jalen, ale nigdy tam nie była. Nie miała też okazji poznać jego matki, choć pojawiła się na jej pogrzebie, by go wesprzeć. Nigdy nie dała mu odczuć, że ma się czego wstydzić, ale też nie naciskała, widząc jak bardzo niekomfortowo się czuje, mówiąc o swoim domu i rodzinie. Wiedział o niej wszystko i chciała, by on też się kiedyś przed nią otworzył, tak całkowicie. Chciała poznać jego świat w pełni, wszystkie jego blaski i cienie.

Myślała, że gdy pójdzie na studia, łatwiej jej będzie wyrzucić go sobie z głowy. Starała się skupić na nauce, zawierać nowe znajomości, ale to na niewiele się zdało. Często rozmawiali, dzwonili do siebie. Poza tym jej wymarzona uczelnia znajdowała się tylko jakieś osiemdziesiąt mil od Nowego Jorku i gdy tylko mocniej zatęskniła, mogła bez problemu wsiąść w samochód i wrócić do domu. Do Jalena.

- To o mnie tak słodko mówisz, czy jeszcze kogoś się spodziewamy? - spytała z łobuzerskim uśmiechem, lubiła zaczepiać go w ten sposób. Robiła wszystko, by było normalnie i by uśmiech nie schodził jej z twarzy. Starała się rozluźnić i utrzymać dobry nastrój, bo gdy tylko w jej głowie pojawiały się myśli o tym w jakiej sytuacji się znalazła, od razu się załamywała. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała mu powiedzieć, ale… wolała później. Jeszcze nie była gotowa, by się z tym zmierzyć. Chciała spędzić z nim miły wieczór, nacieszyć się, w razie gdyby… nawet nie mogła o tym myśleć.

- Brzmi przepysznie, a szczególnie to ciasto czekoladowe. Doskonale wiesz jak mnie zadowolić. - stwierdziła, jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało i ruszyła za nim, uradowana, by w końcu usiąść na kanapie i stamtąd wodzić za nim wzrokiem.
Podobało jej się to jak bardzo się starał i zaczęła się zastanawiać, czy ktokolwiek inny, nie wliczając rodziny, tak o nią kiedyś zadbał. Owszem, dostawała prezenty od partnerów, o ile w ogóle pamiętali o jej urodzinach, ale chyba nie zdarzyło się, by którykolwiek jej coś ugotował, co powinno dać jej nieco do myślenia.

- Ach, tak… było cudownie. Wiesz, że Pettersonowie nie przepuszczają żadnej okazji do świętowania. - powiedziała, nadal nieco rozkojarzona i uśmiechnęła się blado, gdy odwrócił się w końcu w jej stronę. Rozejrzała się po pomieszczeniu, nieco zawstydzona tym, że przyłapał ją na tym intensywnym przyglądaniu się mu. - Co u ciebie? Wydarzyło się coś ciekawego od naszego ostatniego spotkania?

Jalen Simmons

into the unknown
28 lat 186 cm mechanik/dorabia sobie w kawiarni
Awatar użytkownika

In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York

something about me
by nicramrey

Gdyby tylko dała mu szansę, jakiś malutki znak i przyzwolenie to Jalen by się nią zaopiekował najlepiej jak tylko potrafił. Była przecież najważniejsza i nie wyobrażał sobie życia bez Bonnie. Obecność kobiety zawsze dodawała mu otuchy, poczucie bezpieczeństwa, tego że jest ktoś na tym świecie dla kogo jest ważny. Wierzył w każde słowo, które wypowiadała, bo przecież znali się aż za dobrze. Potrafił wyczytać z twarzy przyjaciółki, gdy coś ukrywała, kłamała bądź chciała zachować pewne informacje dla siebie. Zawsze wtedy próbował wyciągnąć z niej to co wyniszczało ją od środka, głaskał ją po głowie i mówił, że wszystko się ułoży. Wiele razy wyobrażał sobie, że wreszcie są razem i może mówić o tym co czuje bez wystawiania się na pośmiewisko. Tylko to było tak nierealne jak to, że słońce wzejdzie na zachodzie. Bonnie była poza jakimkolwiek zasięgiem mężczyzny. Nie mógł dać jej tego czego tak bardzo chciał. W wyobraźni wyciągał do niej swą dłoń i przyciągał do siebie, całował, a między pocałunkami wyznawał miłość. Jednak to tylko fantazja.
Blokowało go wiele czynników. Największym z nich była przepaść finansowa między nimi. Chciał oszczędzić nie tylko sobie, ale także dziewczynie komentarzy ze strony wścibskich osób. Tych, którzy zaczęliby gadać, że Jalen jest z nią tylko dla poprawy własnego życia. Bo tak naprawdę nie był w stanie zabrać Bonnie na wakacje, ba, nawet na wycieczkę poza miasto musiał oszczędzać, a nawet jeśli miałby już uzbieraną odpowiednią kwotę to i tak nie posiadał auta. Bolało go serce, gdy widział na wystawie coś co zapewne spodobałoby się przyjaciółce, ale ceny skutecznie go odstraszały. Przełykał wtedy ślinę, a dziwne uczucie ciężkości w okolicach serca nie pozwalało mu oddychać. Miał już dwie prace, a jak dalej pójdzie tak jak idzie czyli po grudzie to będzie musiał znaleźć trzecią. Honor nie pozwalał mu pożyczać, ale gdy tylko wyzna miłość dziewczynie to wszystko się zmieni. Wiedział jak to wygląda. Randki w restauracjach, wyjścia do kina i romantyczne wyjazdy. Bonnie zapewne powie, że tego nie potrzebuje, ale w oczach innych będzie jedynie pasożytem.
Cieszył się, że mógł się odwrócić do niej plecami. Nie widziała przynajmniej jego wyrazu twarzy i konsternacji. Bił się z myślami, a list który wsadził do torebki z prezentem trochę ciążył. Czy powinien go wyciągnąć i żyć tak jak do tej pory? A może jednak pora zaryzykować i najwyżej żyć z rozczarowaniem. Przynajmniej wiedziałby na czym stoi. Westchnął cicho spoglądając do środka piekarnika.
- Chyba nie tylko w kuchni potrafię cię zadowolić, co? - Spytał zostawiając ciasto na jeszcze kilka chwil w środku, ale zapiekankę powoli zaczął wyciągając, bo to główne danie dzisiejszego wieczoru. Odłożył naczynie żaroodporne na deskę dając mu trochę czasu, by mogło ostygnąć. Wyciągnął z lodówki wino, a ze szafki dwa kieliszki. Dopiero wtedy spojrzał w kierunku Bonnie, która najwidoczniej ciągle na niego spoglądała.
- Jestem brudny? - Spytał mierząc swoje ciało wzrokiem, ale koszulka jak i spodnie były czyste. Wzruszył ramionami wskazując palcem na alkohol. - Tyle ile zawsze czy nieco więcej? - Otworzył butelkę i zaczął nalewać trunek do przygotowanego wcześniej szkła. Zawsze wypili razem lampke lub dwie. Jalen zawsze uważał żeby nie przesadzać na wypadek gdyby coś się stało i dziewczyna potrzebowała pomocy, ale także dlatego, że widniało nad nim widmo uzależnienia. - U mnie? Nic ciekawego. Warsztat, kawiarnia, dom i tak ciągle bez przerwy. - Dla niego było to już całkowicie normalne i choć dla niektórych było nie do pomyślenia, że można pracować na prawie dwa pełne etaty to Simmons był przyzwyczajony do ciężkiej pracy. - A u ciebie? Jak w pracy? Wszystko w porządku? - Był pewny, że tak, bo Bonnie zawsze mówiła mu wszystko, a gdy tylko coś złego się działo to pisała wiadomość lub dzwoniła. Nigdy przed nim niczego nie ukryła, nie okłamała. Ufał jej bezgranicznie.

bonnie petterson
into the unknown
27 lat 160 cm bezrobotna
Awatar użytkownika

You play tricks on my mind.
You're everywhere but you're so hard to find.

something about me
by a.

Wydawało jej się, że dawała mu bardzo wyraźne znaki i że łatwo było ją przejrzeć, wyczytać wszystko z jej twarzy i gestów. Szczególnie powinno być to łatwe dla osoby, która znała ją jak nikt inny. Jak mógł nie zauważyć w jaki sposób na niego patrzyła albo jak lgnęła do niego, pragnąc bliskości? Brakowało jej tylko odwagi, by powiedzieć to wszystko na głos - jak wielkim uczuciem go darzy i jak bardzo chciałaby być tylko jego.
Co jeśli tego nie odwzajemniał? Nie zniosłaby odrzucenia, choć nie to było najgorsze w tym czarnym scenariuszu. Najgorsza była wizja tego, że zmieniłby do niej nastawienie, stworzyłby dystans między nimi lub, co jeszcze gorsze, straciłaby go zupełnie, bezpowrotnie. Nie wliczając w to rodziny, Jalen był najważniejszą osobą dla niej. Nie mogłaby bez niego żyć. Czy warto więc ryzykować? Zastanawiała się nad tym praktycznie codziennie przez te wszystkie lata. Wieczna bitwa rozumu i serca. Za każdym razem gdy był blisko i przytulał ją, miała ochotę wykonać jakiś krok, przekroczyć granicę. Spoglądała mu wtedy głęboko w oczy i układała sobie w głowie to co chciała powiedzieć, jednak w ostatniej chwili zawsze tchórzyła.
Rozbrajał ją swoim pięknym spojrzeniem. Gdy nie widział, nieśmiało zerkała na jego usta, wyobrażając sobie jak smakują i jak przyjemny byłby ich dotyk na jej skórze. Niestety to wszystko co mogła zrobić - wyobrażać sobie, fantazjować. Kusił ją, jak zakazany owoc. Nie raz łapała się na tym, że pożerała go wzrokiem, ale zaraz przywoływała się do porządku w myślach. Może to dobrze, że nie zwrócił na to uwagi albo po prostu świetnie umiał udawać, że tego nie zauważa.

Gdyby tylko wiedziała jakie targały nim emocje i jakie miał obawy, chyba pękło by jej serce. Zupełnie nie liczyło się dla niej przecież to ile miał na koncie! Pewnie poczułaby się nawet nieco urażona tym, że coś takiego zaprzątało mu głowę. Komentarze innych ludzi zupełnie jej nie obchodziły. Znaczenie miało jedynie to co on o niej myślał.
Wiedziała doskonale jak jest mu ciężko i jak trudną miał sytuację przez całe życie. Tak bardzo chciała mu pomóc, co nie raz proponowała, ale zawsze tę pomoc odrzucał. Duma nie pozwalała mu nic od niej przyjąć, czasem wręcz oburzał się na te propozycje. Jakakolwiek litość była dla niego uwłaczająca, a Bonnie ciężko było się z tym pogodzić. Najbardziej chyba chciała zrobić mu prezent w postaci wymarzonego samochodu, ale nawet o tym nie wspominała głośno, bo przewidywała jaka może być jego reakcja. Zupełnie nie rozumiała jego punktu widzenia, ale to może skutek tego w jak uprzywilejowanej pozycji się znajdowała przez całe swoje życie. Nie była może rozpuszczoną, odklejoną od rzeczywistości księżniczką, bo na szczęście rodzice dobrze ją wychowali, nauczyli szacunku do pieniądza. Nie zmienia to jednak faktu, że niczego jej nigdy nie brakowało, zawsze dostawała to czego zapragnęła.
Nie wymagałaby od niego nie wiadomo czego, nie potrzebowała luksusów - związek niczego by nie zmienił. Daleko mu było do bycia pasożytem. Poruszał jej serce tym jak bardzo się starał. Było jej jednak głupio wiedząc, że wydawał ciężko zarobione oszczędności, byle tylko ją uszczęśliwić. Nie potrzebowała jednak tego wszystkiego - prezentów, wyjść do restauracji czy kina, tym bardziej, że nigdy nie pozwalał jej za to płacić.

Słysząc jego słowa, ucieszyła się, że stał odwrócony do niej plecami. Nie wyczuła cienia podtekstu w jego głosie, ale jej wyobraźnia i tak zdążyła pogalopować gdzieś, gdzie nie powinna. Musiała aż przygryźć wargę na to jakie pomysły zrodziły się w jej głowie, nieco inne sposoby na to jak mógłby ją jeszcze zadowolić.
Jezu. To pewnie przez te szalejące hormony.

- Jasne, że nie tylko w kuchni. Myślę, że masz wiele talentów. - odpowiedziała po chwili, karcąc się w duchu za te wszystkie brudne myśli. Gdy przyłapał ją na tym, że mu się przyglądała, zarumieniła się lekko i pokręciła głową. - Nie, jesteś idealny. To znaczy- jesteś-…- zacięła się przez chwilę, czując jak jej policzki robią się jeszcze bardziej gorące. - Wszystko w porządku, nie jesteś brudny. Wyglądasz bardzo dobrze.
Świetnie ci idzie, Bonnie.
Podniosła się w miejsca i ruszyła w jego stronę, gdy wyciągnął naczynie z piekarnika. Chciała na coś się przydać, więc wyciągnęła talerze i sztućce, by nakryć mały stolik, który oddzielał część kuchenną od reszty pomieszczenia. Spanikowała lekko, widząc jak mężczyzna otwiera butelkę wina. Zdecydowanie nie powinna pić alkoholu, ale nie bardzo wiedziała jak ma się wykręcić, by nie musieć mówić mu całej prawdy, a przy tym go nie okłamać.

- Wiesz, wolałabym wodę, jeśli nie masz nic przeciwko. Jakoś nie jestem w nastroju na wino. - wyjaśniła krótko, co nie do końca było kłamstwem i przykryła dłonią kieliszek, do którego nie zdążył jeszcze wlać alkoholu.

- U mnie w porządku, ale potrzebuję jakichś wakacji. Może… może chciałbyś wybrać się gdzieś ze mną? Tak ciężko pracujesz i należy ci się w końcu porządny odpoczynek! - zaproponowała trochę niepewnie, unikając odpowiedzi na pytanie o pracę. Przechyliła lekko głowę w bok i wlepiła w niego błagalny wzrok, niczym słodki psiak proszący o smakołyki. - Zanim odmówisz, wiedz, że nie musiałbyś się o nic martwić. Ja stawiam. Możemy pojechać gdzie tylko chcesz. I nie daj się prosić, chciałabym w końcu zrobić dla ciebie coś miłego.

jalen simmons

into the unknown
28 lat 186 cm mechanik/dorabia sobie w kawiarni
Awatar użytkownika

In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York

something about me
by nicramrey

Znał ją, aż za dobrze. Potrafił wyczytać z jej twarzy nawet najmniejszą tajemnicę. Tyle, że nie miał zielonego pojęcia o tym jak spoglądała na niego z miłością, bo odkąd ją poznał to zawsze patrząc na Jalena miała ten sam wyraz twarzy. Uważał, że to po prostu przyjacielskie spojrzenie, które nie wyrażało nic więcej jak przywiązania. Dlatego nigdy nie zwracał na to większej uwagi tym bardziej, że poznawał byłych facetów Bonnie. Widział jak się do nich uśmiechała i jak wodziła za nimi wzrokiem. W jego kierunku patrzyła inaczej, więc uznał, że był wyłącznie dobrym kumplem. Gdyby tylko znał prawdę, gdyby oboje mieli więcej odwagi do tego, by wreszcie wyznać sobie własne uczucia. Tchórzyli oboje.
Nie wyobrażał sobie życia bez Bonnie, bez jej uśmiechu, wsparcia i dobrego słowa. Nie chciał stracić kobiety za którą przecież szalał z miłości, ale jednocześnie nie chciał znów cierpieć i okłamywać przez resztę swego życia. Skoro z nikim z poprzednich mężczyzn nie związała się na stałe i odrzucała ich po jakimś czasie to znaczy, że nie byli idealni, więc Jalen starał się być najidealniejszą wersją faceta. Tylko to nie pomagało w żaden sposób. Już chyba dawno został odsunięty na margines, a mimo to ciągle walczył jakby to miało cokolwiek zmienić. Nie miał nikogo od dłuższego czasu, dziewczyny z którymi się umawiał odrzucał po pierwszym spotkaniu, bo nie były w żadne sposób podobne do jego przyjaciółki. Chciał znaleźć sobie podobną wersję Bonnie, ale zrozumiał, że było to niemożliwe. Bo ona była jedyna w swoim rodzaju, a uczuć nie oszuka i nie ucieknie przed nimi nawet jeśli bardzo tego pragnął.
Naprawdę próbował przestać myśleć o niej w kategoriach związkowych. Odrzucał od siebie każdą myśl, która kierowała go właśnie w tym kierunku. Tłumaczył, że nie może z nią być, bo to za wysokie progi. Zamykał wtedy oczy chcąc zmienić temat własnych rozmyślań, ale wtedy to właśnie ona pojawiała się przed jego oczyma i wszystko wracało jak bumerang. Męczyło go to straszliwie. Ostatnio już i tak słabo sypiał, zaniedbał siłownię i praca nie sprawiała mu takiej radości. Im był starszy tym częściej ludzie pytali kiedy sobie kogoś znajdzie, ale on w głębi duszy już znalazł. Tyle, że kogoś nieosiągalnego. Kogoś kogo nie mógł codziennie przytulać i mówić jak bardzo kocha. Nawet przez głowę przeszła mu myśl, że dobrym rozwiązaniem byłoby wyjechać. Odciąć się od tego miasta i przeszłości i zacząć żyć na nowy rachunek, ale zostawienie przyjaciółki złamałoby mu serce, a wyrzuty sumienia nie pozwalały spać spokojnie.
Odwrócony plecami miał ochotę krzyczeć. Tego wieczoru jednak nie mógł się załamać i okazać słabości. To były jej urodziny i każda sekunda to szansa na wyjawienie tego co czuje. Ale spoglądając na dziewczynę kątem oka wiedział, że ponownie stchórzy. Jutro znów obudzi się tylko ze wspomnieniami i marzeniami tego nastolatka z ostatniej ławki przy której stało wolne krzesło.
- To jestem czy nie jestem? - Spytał z uśmiechem, ale jednocześnie podniósł brwi do góry, bo widział zmieszanie na jej twarzy. Jakby chciała coś ukryć, ale zwalił to po prostu na przemęczenie i przejęzyczenie. Wzruszył ramionami, gdy tylko potwierdziła, że jest czysty. To najważniejsze, bo wyciągnął z szafy najlepszą koszulę jaką posiadał w garderobie.
Jeszcze bardziej zdziwiony był w momencie w którym zakryła kieliszek swą dłonią. Zmarszczył czoło odstawiając butelkę na bok, by nalać Bonnie wody z dzbanka. Cały czas ją obserwował i nie umknęło mu to, że na jej twarzy widoczny był dziwny cień próby wyminięcia tematu. Ukrywała coś przed Jalenem. Pierwszy raz nie była szczera. Odwrócił się od niej, by nie widziała jego smutku w oczach. Kim więc był skoro ma przed nim tajemnice? Po co się starał jeśli najwidoczniej nie był, aż tak ważny?
- Musiałbym się dowiedzieć jak u mnie z wolnym. Poza tym przecież też masz pracę, a z tego co mówiłaś jest ona dosyć wymagająca. - Powiedział po dłuższej chwili, bo jeszcze niedawno Bonnie spędzała tam dużo czasu. Jednak Simmons się nie znał, może mieli teraz więcej luzu i mogli sobie pozwolić na wyjazd i urlop. - Dobrze wiesz, że nie pozwolę ci zapłacić. Mam swój honor. - Puścił do niej oczko próbując obliczyć w pamięci ile zaskórniaków może pozwolić sobie wydać. Będzie zła i miał tego świadomość, ale inaczej nie potrafił.
Po krótkim czasie wskazał dłonią krzesło na znak, że mogą usiąść i zjeść przygotowaną przez mężczyznę kolację. Najpierw nałożył jedzenie na jej talerz, a po chwili na swój i gdy chciał przesunąć serwetkę ze sztućcami wylał na siebie resztę wina, która zalegała u niego w kieliszku.
- Cholera. - Westchnął wstając z miejsca. Dopiero co nowa koszula była cała czerwona, a spodnie u krocza wskazywały na to, że ktoś ewidentnie nie zdążył do toalety. - Teraz już jestem brudny. - Wytarł dłonie w ręcznik papierowy, a potem rozpiął koszule na tyle, by móc osuszyć klatkę piersiową. - Oj, wybacz. Pójdę do sypialni i się przebiorę. Możesz zacząć jeść beze mnie, zaraz wrócę. - Oznajmił, ale stał w miejscu nadal wpatrzony w dziewczynę. Jakby chciał coś jeszcze dodać, wyznać, wydusić z siebie. Ale wtedy dotarło do niego to co przed kilkoma minutami. Ukrywała coś, a on nie był godzien tego, by znać każdą jej tajemnice. Mimo to z minuty na minutę kochał ją bardziej, a to uczucie wypalało i zabijało od środka.

bonnie petterson
into the unknown
27 lat 160 cm bezrobotna
Awatar użytkownika

You play tricks on my mind.
You're everywhere but you're so hard to find.

something about me
by a.

W jego kierunku patrzyła inaczej, w tym rzecz. Tylko na niego spoglądała z miłością, bo tylko jego w całym swoim życiu prawdziwie kochała - niezmiennie, odkąd się poznali w szkole. Miała za sobą kilka związków, niestety dość krótkich, niestałych. Próbowała zapełnić sobie jakoś tę pustkę, pocieszyć się choć trochę, bo doskonale wiedziała, że Jalen nigdy nie spojrzy na nią inaczej - jak na kobietę, z którą mógłby się związać. Była przekonana o tym, że ją kocha, ale tylko w taki sposób w jaki brat może kochać siostrę, czy jak przyjaciel przyjaciółkę. Cierpiała, widząc go z innymi dziewczynami. Tak bardzo chciała być na ich miejscu. Bardzo źle znosiła to, że musiała się nim z kimkolwiek dzielić. Choć starała się zachowywać normalnie i nie dać niczego po sobie poznać, to niestety jej chorobliwa zazdrość często wygrywała i wpływała negatywnie na ich relację. Kontakt czasami słabł między nimi przez to, że zwyczajnie wolała się z nim nie widywać w obawie, że będzie musiała wysłuchiwać opowieści o tym jaki jest szczęśliwy z inną. Wtedy też najchętniej uciekała w ramiona innych chłopaków, jakby próbowała się na nim odegrać, choć oczywiście żyła w przekonaniu, że nie robi to na nim żadnego wrażenia. Gdy poszła na studia, było już trochę łatwiej to wszystko znosić. Nie rozmawiali ze sobą bez przerwy i jeszcze rzadziej się w ogóle widywali, więc gdy już mieli okazję spotkać się i nadrobić zaległości, to na szczęście tematy związków omijali szerokim łukiem, skupiając się tylko na sobie.
Nie chciała go stracić, ale bała się, że może do tego dojść. I nie chodziło wcale o jej wyznanie uczuć jakimi go darzyła, bo na to było już za późno, ale o to w co się wpakowała. Bała się, że Jalen straci do niej szacunek, że nie będzie jej wspierać, że wszystko między nimi się zmieni. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Była w stanie podjąć decyzję o tym, że urodzi to dziecko, choćby miała wychowywać je sama, ale wiedziała, że nie mając przy sobie Jalena sobie nie poradzi, bo był kimś równie ważnym jak rodzina. Był najważniejszy. Musiała jednak zapomnieć o swoich pragnieniach i głęboko skrywanej miłości. Przegapiła swoją szansę i choć tak bardzo chciała cofnąć czas, to wiedziała, że dalsze użalanie się nad sobą i gdybanie nic nie da. Nie mógł teraz dowiedzieć się o tym co czuła, nie mogła i nie chciała go w to mieszać, zniszczyć mu życia. Zasługiwał na szczęście. Mimo tego jak bardzo go kochała, naprawdę chciała, by znalazł kobietę, która da mu radość i prawdziwą miłość. Kobietę, z którą założy rodzinę, która urodzi jego dziecko.

Uśmiechnęła się, próbując ukryć zakłopotanie. Niestety od razu zauważył, że coś jest nie tak, potrafiła to wyczuć. Ze zdenerwowaniem obserwowała zmiany w jego mimice, będąc niemal pewna, że zaraz zacznie ją wypytywać o jej dziwne zachowanie. To nie tak, że nie był ważny albo że mu nie ufała, wręcz przeciwnie. Nie chciała go okłamywać ani niczego przed nim ukrywać, ale na ten moment nie mówienie mu o całej sytuacji wydawało się najrozsądniejsze. Odetchnęła, czując lekką ulgę gdy jednak odpuścił i zamiast tego podjął temat potencjalnych wakacji.

- Ja… mam wolne. To znaczy będę mieć wolne bez problemu. - zapewniła, znowu plącząc się nieco w zeznaniach i szybko wypiła kilka łyków wody, mając nadzieję, że to nieco ostudzi jej nerwy.

- Błagam, Jalen… nie unoś mi się tu honorem. O wszystko mogę zadbać. Proszę, pozwól mi. Choć ten jeden raz. Powiedz tylko gdzie chciałbyś pojechać, a ja załatwię resztę. - nieco niezadowolona, wydęła słodko dolną wargę, próbując go jakoś przekonać do swojego pomysłu. Wiedziała, że raczej jest skazana na porażkę, ale może nie będzie w stanie powiedzieć „nie” minie zbitego psa?
Posłusznie zajęła miejsce które wskazał i ładnie podziękowała, gdy nałożył jej porcję. Natychmiast odskoczyła z krzesła z głośnym oddechem i zaraz chwyciła za ręcznik papierowy, by mu pomóc. Wytarła wino ze stołu i znowu wlepiła w niego wzrok, gdy tylko rozpiął koszulę. Od razu skarciła się w myślach za to, że zaczęła zachowywać się przy nim jak napalona małolata, ale ciężko było jej odwrócić wzrok, czy zapanować nad swoimi reakcjami.

- Nie ma mowy, nic nie będę zaczynać bez ciebie. Rozbierz się! To jest… no… bo wiesz, trzeba to zaprać szybko! - wyjaśniła, czując ciepło na twarzy, tym bardziej, że Simmons zastygł w miejscu i znowu się jej przyglądał. Powoli i nieśmiało uniosła na niego wzrok i po chwili ponagliła. - No chodź, pomogę ci.

jalen simmons

into the unknown
28 lat 186 cm mechanik/dorabia sobie w kawiarni
Awatar użytkownika

In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York

something about me
by nicramrey

Był zakochany. Poczuł to już przy pierwszym spotkaniu, a ta miłość rosła z dnia na dzień jak tylko ich przyjaźń była coraz trwalsza. Pamiętał to spojrzenie, gdy usiadł obok niej. Uśmiechnął się wtedy szeroko, ale nie zarejestrował reakcji Bonnie. Był w nią tak wpatrzony, że najważniejsze dla Jalena było zapamiętanie każdej rysy twarzy dziewczyny. Opowiadał potem kolegą, że zabrakło mu tchu, a oni skwitowali to śmiechem. Robili zakłady, który z nich pierwszy ją poderwie, a Simmons kręcił z niedowierzania głową. Był przekonany o tym, że on będzie tym pierwszym. Tym proszącym na spacer, do parku na lody, do kina czy teatru. Stracił dla niej głowę, ale bardzo szybko ktoś pomógł mu oprzytomnieć.
Wtedy w szatni był zgiełk. Na trybunach pełno kibiców, a oni przygotowywali się do pierwszego meczu w sezonie z inną licealną drużyną z miasta. Jalen mimo powtarzania klasy i wyrzucenia z drużyny międzystanowej mógł nadal występować chociaż w tej szkolnej. Był pewien, że Bonnie przyjdzie, zaprosił ją na jednej z lekcji biologii. Pokiwała wtedy głową, a on zadowolony trenował od tamtego momentu nieco więcej niż zwykle. Podekscytowanie wzięło górę, gdy kolega z boiska wbiegł do przebieralni i zakomunikował, że dziewczyna jest na sali. Uśmiechnięty powoli zmierzał do wyjścia na parkiet, ale wpół kroku zatrzymały go słowa przyjaciela.
- Mówią, że jej ojciec ma taki majątek, że mógłby kupić tą budę. Nie wiem Jalen czy breloczek na urodziny będzie idealnym prezentem. - Zagrał w tamtym meczu, ale nie wiedział już dla kogo gra. Chciał się jakoś przed nią pokazać, a dwa zdania sprawiły, że odpuścił. Koledzy mieli rację. Nie dorównywał jej w żadnym względzie, a bariera finansowa przytłaczała chłopaka. Tym bardziej, że wracając do przyczepy widział jak jego matka zapijała się na śmierć. Więc został tylko lub aż przyjacielem, patrzył z zazdrością kiedy umawiała się z innymi, a potem sam ze złości podrywał przypadkowe dziewczyny byleby tylko jakoś to przecierpieć. I owszem. Dał Bonnie na urodziny breloczek i figurkę, nawet ich nie kupił, a wyciągnął z szuflady obok łóżka.
Wiele razy będąc wpatrzony w sufit zastanawiał się dlaczego los go tak pokarał. Pierwszy raz w życiu mógłby być szczęśliwy, mieć kogoś ważnego przy sobie, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Dziewczyna potem wielokrotnie próbowała mu wmówić, że nie liczy się pochodzenie społeczne, ale Jalen widział to inaczej. Nie chciał żyć na czyimś garnuszku dokładając się jedynie do rachunków i zakupów. Pragnął dać Bonnie rodzinę, ale nie był w stanie się dłużej oszukiwać. Nie ma do tego żadnych warunków. Wierzył, że chociaż będą ze sobą szczerzy już zawsze, że przyjaciółka nigdy go nie oszuka i że on będzie jej opoką. Kolejne rozczarowanie.
- Nie wiem co się między nami wydarzyło, że musisz mnie okłamywać. - Podniósł brwi ku górze, a na twarzy przez jeden krótki moment można było zauważyć cierpienie. Szukał w myślach momentu w którym powiedział coś nie tak, chwili gdzie mogłaby uznać, że Jalen nie jest szczery w swoich intencjach. Nigdy jej nie okłamał, a jedyną tajemnice jaką miał to ta, że ją kocha, ale i ona zaraz miała wypłynąć na światło dzienne. Więc w czym problem?
- Bonnie, proszę! Wiesz, że nie jestem w stanie tego dla ciebie zrobić. Ile razy powtarzałem, że nie chcę byś za mnie płaciła. Pojedziemy tylko daj mi czas żebym uzbierał te pieniądze, dobrze? - Jego wściekłość wewnętrzna rosła, ale trzymał nerwy na wodzy. Nie pozwalał sobie na agresję w obecności przyjaciółki, a raczej to ona potrafiła stonować te ataki. Tyle, że tym razem to ona była powodem jego nerwowości.
Na szczęście mógł o tym zapomnieć na kilka chwil. Wino chyba było sprzymierzeńcem mężczyzny, bo w momencie kiedy zaczął się rozbierać i usłyszawszy słowa Bonnie bez zastanowienia i tego, że może żałować tego co zrobi podszedł do niej. Pozwolił kobiecie wytrzeć część spodni i klatki piersiowej, nadal wpatrzony w nią z lekko otwartymi ustami kalkulował w głowie czy aby na pewno powinien to robić. Czy nie lepiej by się było odsunąć na bezpieczną odległość i uciec do sypialni.
- Bonnie.. - To była jego szansa. Jeśli go odrzuci przynajmniej będzie miał jasność, już i tak go oszukała, więc to nie zaboli, aż tak bardzo. Zbliżył się do niej, położył dłoń na policzku dziewczyny, a potem złączył ich usta w pocałunku. Ich pierwszym, a Jalen skupił wszystkie zmysły na tym, by wyczuć jak najbardziej ich smak. Były słodkie, takie o jakich zawsze marzył. W głębi duszy się uśmiechał. Czy mógł dać jej piękniejszy prezent?

bonnie petterson
into the unknown
27 lat 160 cm bezrobotna
Awatar użytkownika

You play tricks on my mind.
You're everywhere but you're so hard to find.

something about me
by a.

Nie potrafiła wyzbyć się uczuć, którymi go darzyła, choć próbowała wiele razy. Nie chciała już dłużej tkwić w tej beznadziejnej sytuacji, gdzie mogła cieszyć się - jedynie albo aż - jego przyjaźnią i żyć ze świadomością, że nie miała szansy na miłość. Bo przecież, gdyby zależało mu na czymś więcej, to już dawno zrobiłby ten krok, prawda? Przecież nie był takim tchórzem jak ona. Jeśli do tej pory między nimi do niczego nie doszło, to najwyższy czas, by wybiła go sobie z głowy. Tyle, że to trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Zamiast odpuścić, z dnia na dzień kochała go coraz mocniej, o ile to w ogóle możliwe.
Ciężko jej było pogodzić się z myślą, że zawsze już będzie dla niego po prostu przyjaciółką, dawną koleżanką z ławki, z którą poszedł na bal maturalny z litości, bo nie miała partnera. Do tej pory pamiętała jak koszmarnie się z tym czuła. Pamiętała też pełne nienawiści spojrzenia w jej stronę wszystkich dziewczyn, które chciały tego wieczoru być na jej miejscu. Wiedziała, że do niego nie pasuje i wcale nie chodziło o różnice, które tak go męczyły. Nie chciała tego przed sobą przyznać, ale niejednokrotnie widziała to nawet w oczach innych ludzi - patrzyli z politowaniem za każdym razem, gdy przebywała w jego towarzystwie. Nie była wystarczająca, nie spełniała oczekiwań, by móc być dziewczyną Jalena, dziewczyną gwiazdy szkolnej drużyny. Nie była blond pięknością z długimi nogami, która z pomponami zagrzewała by go do walki. Była tylko Bonnie. Była niewidzialna.
Bliska tego, by całkowicie zrezygnować z uczestnictwa w tym pieprzonym balu, nie chciała być obiektem kpin. Jalen nalegał jednak, by mu towarzyszyła, by poszła tam dla niego. Jak mogłaby mu odmówić? Wystarczyło, że spojrzał na nią, posłał choć najmniejszy uśmiech i już owijał ją sobie wokół palca. Nie żałowała swojej decyzji, bo bawiła się świetnie. Nie odstępowali się na krok, a ona zaczęła wyobrażać sobie niewiadomo co. Marzyła, by ją pocałował. Chociaż raz. Tylko jeden pocałunek. Tylko tego brakowało jej do pełni szczęścia.

Nawet gdyby się okazało że odwzajemniał jej uczucia, to nie miało to żadnego znaczenia - było już za późno. Oczywiście, ucieszyło by ją to, bo niczego bardziej nie pragnęła, ale wiedziała też, że nie może go wciągnąć w to bagno. Sytuacja ją przytłaczała, była przerażona i jak nigdy czuła się w tym wszystkim niezwykle samotna. To niczyja wina, tylko jej samej, bo odkąd dostała te druzgocące wieści od lekarza, zupełnie odcięła się od otoczenia. To jemu pierwszemu zamierzała powiedzieć i drżała na samą myśl o tym jak zareaguje. Jako dobry przyjaciel powinien przy niej trwać bez względu na wszystko, ale czy właśnie tak rzeczywiście się stanie? Nie była w stanie znieść odrzucenia, a już na pewno nie przez niego.

- Skąd ten pomysł? - spytała po chwili, lecz nie zaprzeczyła. Źle się czuła z tym, że cokolwiek przed nim zataiła, bo do tej pory nie mieli przed sobą żadnych tajemnic. No prawie żadnych.
Jego upór w kwestii pieniędzy coraz bardziej zaczynał ją irytować. Zachowywał się jak dziecko i wszystko musiało być po jego myśli, bo inaczej robił się nieznośny.

- Jesteś niesprawiedliwy, Jalen. Odkąd się znamy, traktujesz mnie jak księżniczkę i ani razu nie pozwoliłeś, bym zapłaciła za cokolwiek. Jeśli powiem, że to moje marzenie, by zrobić w końcu coś miłego dla ciebie, to spełnisz je? Czy może twoja niezwykle wrażliwa męska duma będzie ważniejsza ode mnie? - spytała z przekąsem i lekko przechyliła głowę w bok, świdrując go wzrokiem. Nie miała pojęcia czemu aż tak ta wizja mu się nie podobała i czemu tak bardzo się denerwował na samo wspomnienie o tym. Sądziła, że ucieszy się na ten pomysł.

Przełknęła głośno ślinę, a nawet wstrzymała oddech na moment, gdy podszedł bliżej. Starała się nie dać po sobie poznać żadnego zakłopotania. Delikatnie otarła odsłonięty tors i część poplamionych spodni. Nie potrafiła mu jednak w tamtym momencie spojrzeć mu w oczy. Dopiero słysząc swoje imię, uniosła wzrok.

- Jalen? - szepnęła w końcu, gdy przez dłuższą chwilę się nie odzywał. Nadal nie odpowiedział nic. Zamiast tego zaczął się niebezpiecznie zbliżać, a ona czuła, że nogi robią się jej jak z waty. Nachyliła głowę w stronę jego dłoni, tuląc do niej twarz. Nie rozumiała skąd nagle wzięła się taka czułość, ale nie zamierzała pytać ani protestować. Spanikowała dopiero, gdy przysunął się nagle jeszcze bliżej i pocałował. Oparła dłonie o jego klatkę piersiową, by go odepchnąć, ale nie potrafiła. Tak długo czekała na ten moment, czuła się jak w najpiękniejszym śnie. Oddała pocałunek, który był namiętny, ale bardzo powolny, tak jakby oboje chcieli się nim porządnie nacieszyć, posmakować wzajemnie swych ust jak należy.
W końcu jednak dotarło do niej jak niewłaściwe było to co robili. To co ona robiła. Niczego nieświadomy, nie zasługiwał na to. Oderwała się od niego i cofnęła się o krok, patrząc na niego ze łzami w oczach i z drżącymi dłońmi. Jak miała teraz po tym wszystkim wyznać mu prawdę?

- Jalen… my… Nie mogę. Nie możemy tego robić. To znaczy… ja nie mogę ci tego zrobić. Boże… to wszystko nie tak… nie tak miało być… - wyrzucała, gubiąc się w słowach i własnych emocjach. Powoli traciła nad sobą kontrolę. Schowała twarz w dłonie, płacząc jak dziecko. Wszystko zniszczyła. Dostała dziś szansę, z której nie mogła skorzystać. Skreśli wszystko, gdy tylko mu powie… - Jestem w ciąży, Jalen.

jalen simmons

into the unknown
28 lat 186 cm mechanik/dorabia sobie w kawiarni
Awatar użytkownika

In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York

something about me
by nicramrey

Pytanie Bonnie kompletnie wyrwało go z obecnego stanu teraźniejszości w jakim się znajdywali. Najpierw pokiwał głową z niedowierzaniem, a potem prychnął pod nosem chcąc dać jej znać, że nie jest idiotą jak niektórzy myśleli. Panna Petterson najwidoczniej nic nie wiedziała o swoim przyjacielu skoro myślała, że może coś przed nim ukryć. A przecież byli ze sobą na tyle blisko, że znali każdą tajemnice, nawet te które bolały lub były kompromitujące. Nie znał jej obaw, strachu i uczuć jakie wykazywała względem ich znajomości. Nawet historia z balem maturalnym jest zupełnie inna niż ta wykreowana przez kobietę. Tyle, że Jalen nie miał już sił tego tłumaczyć od początku. Był wyczerpany tematem, zmęczony, wykończony. Ta impreza, ten bal to początek końca, przynajmniej w oczach Simmonsa.
Zaprosił ją z miłości, a nie z litości jak większość myślała. Od razu dał do zrozumienia kumplom, że Bonnie jest jego i z żadnym z nich nie pójdzie na ten bal. Nie dlatego, że był o nią chorobliwie zazdrosny i chociaż na czas liceum chciał mieć ją przy sobie - ale to również był jeden z ważniejszych czynników. Zaprosił ją, bo żaden z chłopaków nie byłby w stanie jej wtedy tak uszczęśliwić. Znał ją, aż za dobrze. Wiedział co lubi, gdzie można ją dotknąć, co przynieść do picia czy jedzenia, a nawet o której godzinie uciec, by mogli mieć jeszcze kilka chwil dla siebie. Nie pragnął jej przelecieć jak niektórzy czy też zajrzeć pod sukienkę. Poszedł z nią, bo ją kochał i tak bardzo pragnął jej to wtedy wyznać. Ale tak dużo się działo, ciągle ktoś wychodził na scenę i wygłaszał mowę. Nie mieli chwili spokoju, aż wreszcie ktoś zaczął się bawić w odbijanego i zabrał mu Bonnie na dłuższy czas. List miał być jego spowiedzią na wypadek jeśli bal okaże się katastrofą i był jeszcze gorszy niż katastrofa. Wtedy zamiast wyznania uczuć i szczęśliwego zakończenia dostał wiadomość, która sprawiła, że nogi się pod nim ugięły. Wyjeżdżała na studia. Kilka chwil później schował list.
Studia dziewczyny w jakimś stopniu pozwoliły mu nabrać dystansu. Chwilowo zapomnieć i skupić się na sobie i śmierci matki. Został kompletnie sam w wielkim mieście, musiał od razu zacząć pracę, bo na dalszą naukę nie było go stać. Dzwonił do Bonnie regularnie i też z taką samą regularnością ją okłamywał. Gdy ona miała chłopaka, on miał wyimaginowaną dziewczynę. Zachowywał się jak szczeniak przez pierwsze dwa lata wierząc, że jakoś wzbudzi w niej zazdrość, ale na próżno. Kiedy to nie pomagało znajdywał sobie prawdziwe partnerki, ale i one nie sprawiły, że Petterson wyznała mu uczucia. I choć wewnętrznie cierpiał to został najlepszym przyjacielem. Tym, który słucha i odczytuje emocje z twarzy kobiety. Więc tak cholernie go teraz bolało, że go oszukiwała i to patrząc mu prosto w oczy.
- Bonnie okłamujesz mnie odkąd tu weszłaś. - Wyrzucił w końcu z siebie, a spojrzenie jakie jej posłał nie zwiastowało niczego przyjemnego. Już i tak był wkurzony na to, że ewidentnie go ściemniała, a chwilę później doszedł jeszcze ten pieprzony wyjazd na który nie było go stać. Nie mógł wytrzymać wysłuchując kolejnych oskarżeń. Odłożył na bok butelkę wina, a potem zamknął oczy skupiając się na tym, by nie zabrzmieć jak ostatni cham i prostak. - Ważniejsza od ciebie? Nic nie jest ważniejsze od ciebie. Odkąd cię znam robię wszystko żebyś była szczęśliwa, od liceum nie ma nikogo w moim życiu na kim, by mi tak zależało. I owszem traktuje cię jak księżniczkę, ale nie w takim kontekście jak ty uważasz. Traktuje cię tak, bo cię kurwa kocham i pragnę dać wszystko co najlepsze. - Nie wzburzył się, nie podniósł głosu, można wręcz powiedzieć, że szeptał, by cienkie ściany uniemożliwiły sąsiadowi podsłuchiwanie i głoszenie plotek. Wszystko to trwało tak krótko, że między wyduszeniem z siebie uczuć, a oblaniem winem nie minęło nawet pięć minut.
Szybko mu przeszło. Cała złość i rozgoryczenie sytuacją. Wystarczyło, że dotknął jej policzka, a ona odłożyła na niego swą głowę. Marzył o tym, by tak już było codziennie i uznał to za dobry znak. Skoro okazywała mu w jakimś stopniu czułość to chyba tak łatwo go nie odrzuci. Gdy złączył ich usta w jedno i przez te sekundy, które dla niego trwały wieczność nic się nie działo poczuł cholerne motyle w brzuchu. Wierzył w to, że wreszcie się ułoży, że jutro będzie mógł ją przywitać w łóżku, wyznać jak bardzo ją kocha. Już miał drugą dłonią pójść dalej, pomóc jej ściągnąć sukienkę, obcałować całe ciało tak jak tego pragnął od lat, ale wtedy świat legł w gruzach, a serce rozleciało się na miliony kawałeczków. Połamane, zmiażdżone, zniszczone. Paliło go od środka, gdy go odepchnęła. Ten dotyk o którym tak marzył teraz zabijał go kawałek po kawałeczku.
Ona go nie chciała.
- Co powiedziałaś? - Chyba się przesłyszał. Odsunął się od niej i powoli cofał, zakręciło mu się w głowie, a nogi odmówiły posłuszeństwa. Miała innego, spodziewali się dziecka, nie kochała go. To koniec. Zawsze już będzie tylko przyjacielem, a on będzie zmuszony patrzeć na to jak jest szczęśliwa z kimś innym. Miał ochotę krzyczeć, uderzyć w coś, wyrzucić z siebie wściekłość i nienawiść. - Wyjdź. - Powiedział bardziej do siebie niż do niej, ale był pewny, że usłyszała. Chciał zostać sam. Wino podeszło mu do gardła i nim zdążył się zorientować biegł do łazienki, by zwrócić zawartość żołądka. Był zły. Okłamywała go, wodziła za nos, oszukiwała i to prosto w oczy. A on? Zakochany idiota zrobiłby dla niej wszystko. Był taki głupi.

bonnie petterson
into the unknown
27 lat 160 cm bezrobotna
Awatar użytkownika

You play tricks on my mind.
You're everywhere but you're so hard to find.

something about me
by a.

Nie rozumiała skąd u niego taka nagła zmiana nastroju i nastawienia do niej. Co takiego zrobiła? Może powiedziała coś nie tak? Szybko odtwarzała sobie ich spotkanie w głowie od początku, starając się znaleźć źródło problemu, ale na nic takiego nie wpadła. Czyżby naprawdę tak łatwo było ją rozszyfrować? Wystarczyło na nią spojrzeć i mógł czytać jej najskrytsze myśli jak z otwartej księgi? Nie, to niemożliwe, by poznał, że coś przed nim ukrywała, prawda? A jednak. Znali się zbyt dobrze. W dodatku Bonnie za słabo umiała się maskować.

Nie miała pojęcia o wielu rzeczach, nie tylko o jego uczuciach do niej - nie wiedziała też na przykład o tym, że aż tak źle wspominał tę imprezę. Odniosła wtedy wrażenie, że bawił się w jej towarzystwie równie dobrze jak ona. Kolejny raz się pomyliła. Swoją drogą miał naprawdę lojalnych kumpli, skoro doskonale wiedzieli co czuł do dziewczyny, a przez tyle czasu żaden z nich nie puścił pary z ust. Nic. Zero. Żadnych głupich tekstów, zaczepek.
Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby wtedy się dowiedziała. Gdyby wygadał się choć jeden z chłopaków albo sam zainteresowany zdobył się na odwagę i wyznał jej miłość. Tak bardzo chciała cofnąć czas, postąpić inaczej. Pozostało jej tylko pluć sobie w brodę, że nie wykorzystała okazji i nie wyciągnęła dłoni po szczęście, choć było tak blisko.

Nie wyjechała na studia na drugi koniec kraju, mogła odwiedzać go tak często jak tylko chciała. Była przy nim w tych najtrudniejszych momentach, gdy zmarła jego matka. Później siedziała po nocach i nadrabiała szkolne zaległości. Nigdy jednak tego nie pożałowała, nie skarżyła się. Była w stanie poświęcić wszystko, byle tylko przy nim być. Nie mogłaby go zostawić, na pewno nie w tak ciężkiej chwili.
Z dnia na dzień tęskniła za nim coraz bardziej. Choć na początku rozmawiali ze sobą często, praktycznie codziennie, to po jakimś czasie zdecydowała się dać mu trochę przestrzeni. Sama rzuciła się w wir nauki i niezobowiązujących randek. Wszystko dlatego, że pewnego razu postanowiła wpaść do niego z niezapowiedzianą wizytą, chciała zrobić mu niespodziankę. Nie wyglądał jednak na zachwyconego jej obecnością, gdy otworzył drzwi. Zadowolona również nie była jego dziewczyna, którą wtedy Petterson zastała w jego mieszkaniu. Nie denerwuj się kochanie, to tylko Bonnie. Do tej pory pamiętała słowa, którymi uspokajał ukochaną. Jaka była głupia i naiwna wierząc… no właśnie, właściwie czego oczekiwała? Oczekiwała, że Jalen jak ten wierny pies będzie na nią czekał z otwartymi ramionami, że nadal będzie poświęcał jej każdą wolną chwilę? Miał swoje życie. Przecież mogła się tego spodziewać, że znajdzie sobie dziewczynę i się z nią zwiąże. Wracała wtedy do domu z płaczem. Nie umiała się z tym pogodzić. Nie potrafiła przywyknąć do tej sytuacji i do tego, że należał już do innej kobiety. Tak bardzo była o wszystko zazdrosna. Bolało.

- Co ty gadasz? - spytała lekko podniesionym głosem i westchnęła ciężko, widząc jak bardzo się zdenerwował. Nie wiedziała tylko czym sobie na to wszystko zasłużyła. Dalej jednak nie zareagowała, pozwoliła mówić mu dalej, a kiedy w końcu zrzucił na nią tę bombę w postaci miłosnego wyznania, załamała się jeszcze bardziej.

- Ty… mnie? Co? - wyszeptała i jak nigdy w życiu, czuła się zagubiona i smutna. Czy to wszystko prawda? Czy na pewno to miał na myśli? Może po prostu użył niewłaściwych słów. Może po prostu chodziło mu o przyjacielską miłość, a nie tę, której tak pragnęła i o niej marzyła. Przestała mieć jakiekolwiek wątpliwości dopiero w momencie, gdy złączył ich usta w pocałunku. Chciała, by ta chwila trwała wiecznie, nie potrafiła przerwać, czując jego slodkie, miękkie wargi na swoich. Mogłaby się do tego przyzwyczaić. Gdyby tylko nie ta przeszkoda, która miała gdzieś cały czas z tyłu głowy. Musiała go od siebie odepchnąć. Musiała go odrzucić, mimo że tak długo na to czekała. Nie chciała złamać mu serca, ale nie mogła także dłużej ukrywać przed nim prawdy i powodu dla którego nigdy nie mogliby być razem. To wszystko dla jego dobra.

Nagle zrobiło jej się nieprzyjemnie gorąco, zaczęła oddychać z trudem, a w uszach dzwoniło. Wszystko docierało do niej dziwnie przytłumione. Miała ochotę krzyczeć, gdy coraz bardziej się od niej odsuwał i nie mogła znieść widoku jego wyrazu twarzy. Był wściekły. Stało się to czego się najbardziej obawiała, spełniał się jej najczarniejszy scenariusz. Znienawidził ją. To koniec. Wyjdź.

- Jalen, proszę… - wydusiła, zanosząc się płaczem. Czuła jak gorące łzy niekontrolowanie spływają jej po policzkach. Chciała podejść bliżej, złapać go za rękę i błagać o litość, ale nie mogła się ruszyć, cała się trzęsła. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, zniknął. Nie potrafiła się uspokoić, słysząc co się z nim dzieje. Może powinna była zostać i dopilnować, by wszystko było w porządku, ale bała się że rozzłości go jeszcze bardziej. Wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie chce jej widzieć. Nadal rozstrzęsiona, szybko zebrała swoje rzeczy i zanim zdążył wyjść z łazienki, opuściła mieszkanie.

KONIEC

jalen simmons

into the unknown
ODPOWIEDZ