Zawsze, gdy miała się u niego zjawić od rana chodził jakby go amor w pośladki strzałą postrzelił. Uśmiechał się od ucha do ucha, śpiewał pod nosem i był najszczęśliwszym facetem na świecie. Co roku w jej urodziny przygotowywał kolację, kupował prezent i choć zapewne nie równał się z tym co dostawała od rodziny to starał się żeby był chociaż bliski sercu dziewczyny. I choć rozpierała go energia i radość to powoli w tą cudowną atmosferę wkradała się nerwowość i stres. Łapał się nawet na tym, że kilka razy przełknął ślinę w nadziei, że to trochę unormuje jego drżące dłonie. Koniec końców wytarł je w ręcznik, ale to nie pomogło na tyle na ile, by się spodziewał.
Zdecydował, że to musi nastąpić tego dnia. Bo czy jest coś piękniejszego od wyznania komuś swych uczuć i to w dniu urodzin tej osoby? Wzbraniał się od tego od pierwszej klasy liceum. Tchórzył kilkukrotnie, a gdy wreszcie zdobywał się na odwagę, Bonnie akurat musiała mieć chłopaka lub iść na randkę. Serce mu wtedy pękało, ale nie miał do niej o to pretensji. Chciała być szczęśliwa, a on oddałby wszystko, by widzieć na jej twarzy uśmiech. Bo przecież była dla niego wyjątkowa. Z tego co wiedział nie miała aktualnie nikogo, a Jalen wyczuł swoją okazję. Obawa przed tym, że nie odwzajemni jego uczuć została gdzieś stłumiona. Wierzył, że wreszcie im się uda.
Ostatni raz spojrzał w głąb torebki prezentowej. Przez chwilę miał wrażenie jakby kupił za mało i nawet spojrzał na zegarek, ale było za późno, by cokolwiek dokupić. Kwiaty z kokardką siedziały grzecznie w wazonie na korytarzu, kartka z życzeniami spoczywała obok ulubionych czekoladek Bonnie i voucherem na masaż. Jednak najważniejszy był list. List, który napisał dla niej w ostatniej klasie liceum. List, który tak bardzo chciał jej wręczyć tuż po balu maturalnym, ale odwaga go opuściła. Nie chciał jej wtedy stracić, bo miał tylko ją, a wkrótce potem zmarła jego matka, a na pogrzeb przyszła z nim wyłącznie Bonnie. Nie liczył tych kilku znajomych matki, których nie widział nigdy na oczy. Była przy nim zawsze. Pozwolił sobie ten ostatni raz spojrzeć na to co napisał tamtego poranka tuż przed założeniem garnituru i pojawieniem się przed domem dziewczyny. Ostatni raz, bo dzisiaj ta kartka papieru powędruje w ręce tej którą kochał. Zamknął na chwilę oczy próbując opanować stres. Dzisiaj albo coś straci albo zyska. Warto było dla niej zaryzykować.
tekst wewnątrz może zawierać:
LIST
- Droga Bonnie,
pierwszy raz pisze coś tak intymnego, szczerego i prawdziwego jednocześnie. Nie mogę się doczekać kiedy ten list wreszcie trafi w Twoje dłonie, bo uwierz, że przynosi mi on wiele stresu i wkładam w niego niebotyczne pokłady energii.
Pamiętasz jak spóźniłem się na pierwszą lekcję matematyki w nowym roku szkolnym? Tylko koło Ciebie było wolne miejsce, a ja usiadłem przy Tobie, bo nie miałem innego wyjścia. Wtedy też spojrzałaś na mnie odrywając wzrok od książki z geometrią, a ja odwzajemniłem spojrzenie i choć się nie uśmiechałem to poczułem coś czego nigdy wcześniej nie czułem. Tylko jeden wieczór wystarczył bym zrozumiał co to oznacza. Jedna nieprzespana noc. Zamykając powieki miałem Ciebie przed oczami, Twoje oczy, uśmiech i to zdziwienie jakbyś nie spodziewała się tego, że ktoś może obok Ciebie usiąść.
Byłaś wtedy taka piękna.
Nadal jesteś piękna.
Nie sposób jest opisać co czułem wtedy i co czuje dzisiaj. Bo Bonnie, kochana Bonnie. Kocham Cię od tego pierwszego spojrzenia w szkolnej ławce.
Dzisiaj jest bal i szczerze wierzę, że zrozumiałaś, iż zapraszam Cię na niego, bo mi zależy na Tobie. Tak Bonnie. Zaprosiłem Cię na ten bal, by na nim wyznać Ci miłość, ale wiem że zapewne zabraknie mi odwagi, a wiem też, że idziesz na studia i nie wiem gdzie się dostaniesz, ale chce być tam wtedy z Tobą. Chce być z Tobą już zawsze.
Kocham Cię.
Twój, Jalen
- Cześć. Wyglądasz.. brak mi słów. - Przywitał się i nie czekając na to, aż przekroczy próg jego mieszkania pocałował ją w policzek wdychając zapach jej skóry i perfum.
bonnie petterson





