'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
Była przerażona faktem, że po raz kolejny budzi się w czyimś łóżku i nie za wiele pamięta z ubiegłej nocy. Było jej wstyd, że tak łatwo dała się podejść i wypiła tego drinka, bo ufała swoim znajomym. To był błąd, który miała zapamiętać na długo. Zanim straciła przytomność myślała tylko o tym, że to koniec Victorii Brooks. Wręcz chciała już nigdy więcej się nie obudzić. Nie miała siły, żeby po raz kolejny przechodzić przez to samo.
Z ulgą stwierdza fakt, że pomiędzy nogami nic ją nie boli. Czyli.. Nikt w nocy nie wykorzystał jej stanu i nie zgwałcił jej. Nigdy nie chciała być jak tamta dziewczyna z kanapy, gdy poszła z dziewczynami na tamtą imprezę studencką. Brzydziła się siebie i tego co jej robiono, gdy była pod wpływem. Jak wyglądały jej poranki, gdy leżała brudna na obcej kanapie, a jakaś nieznajoma jej osoba szeptała do ucha, że była fantastyczna. Wtedy czuła się taka pusta, a z jej oczu płynęły łzy bezsilności, gdy czyjaś dłoń przesuwała się po jej ciele.
Dziś było inaczej. Nie czuła przy sobie nikogo. Miała na sobie czystą koszulkę i pomimo, że nie miała na sobie bielizny, to wiedziała, ze nikt jej nie wykorzystał. Jej drobne ciało, było okryte znajomo pachnącą pościelą... Szlag! Gwałtownie otworzyła oczy i usiadła na łóżku. Ten ruch sprawił, że zakręciło jej się w głowie. Poczuła mdłości, które targnęły jej ciałem i przez kilka sekund próbowała do siebie dojść. Rozejrzała się po pokoju, w którym spała, a z każdą chwilą, czuła coraz większą panikę.
Skrzywiła się czując suchość w ustach. Miała wrażenie, że jej język był jak papier ścierny. Z ulgą stwierdziła, że na szafce nocnej była szklanka z wodą. Uniosła ją delikatnie i małymi łyczkami piła wodę, żeby choć trochę pozbyć się tego dziwnego posmaku z buzi. Odstawiła na blat puste naczynie, a jej umysł próbował znaleźć wyjście z tej sytuacji.
On wie.
Nie wiedziała w jakim stanie ją znalazł. Gdzie była i co robiła w tamtej chwili. Bała się jego reakcji, bo okłamywała go przez cały ten czas.. A on ją tutaj sprowadził... Po raz kolejny ją złapał, gdy ona nie była w stanie funkcjonować i uciekała. Nawet teraz.. Gdy wszedł do pokoju i na nią spojrzał, widziała troskę w jego oczach i złość, na którą zasługiwała.
- Billy.. Ja... - przygryzła wnętrze policzka i odwróciła swój wzrok. Nie mogła na niego patrzeć. Tak bardzo było jej wstyd. Czuła obrzydzenie do siebie, że tak bardzo go zawiodła. Złamała obietnicę, a on.. Znowu wyciągnął w jej stronę pomocną dłoń. Zdawała sobie sprawę, co teraz ją czeka i w żaden sposób nie mogła się na to przygotować.
Billy Moore
If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me
outfit
To była cholernie długa noc. Zaczęło się do wiadomości, którą dostał od Bradleya, chciał wtedy wyskoczyć z wozu strażackiego i lecieć do niej, co sił. Miał w sobie ogrom złości, gdyby nie to, że była nieprzytomna to rozniósłby ją na miejscu, wyrzucając z siebie wszystko, co myśli... Jednak najpierw porozmawiał z Bradem, który skutecznie go uspokoił. Do tego Moore był mu wdzięczny za to, że zajął się Victorią. Gdyby nie on... Mogłoby to wszystko skończyć się tragicznie. Teraz przynajmniej miał już ogląd na to, co faktycznie się u niej działo. Już pomijał fakt, że go okłamywała przez taki okres czasu... Bał się o nią cholernie, dotarło do niego, że chcąc nie chcąc czuł... W stosunku do niej czuł aż za bardzo, co go przerażało. Prawie ją stracił, gdyby nie jego przyjaciel, którzy dzięki uśmiechowi losu ją znalazł. Wszystko mogło pójść całkiem nie tak... Porozmawiali z Bradem, wypalił chyba z całą paczkę papierosów, jeden za drugim. A potem zgarnął nieprzytomną Brooks do samochodu i pojechał do siebie.
Udało mu się ją umyć, przebrać, a potem zanieść do łóżka. Siedział przy niej praktycznie całą noc, prawie nie spał. Donosił szklanki wody, którą czasem przez sen piła. Czekał aż odzyska trzeźwość umysłu i jakkolwiek będzie kontaktowała. W końcu zostawił ją na moment, żeby wziąć prysznic. Nadal śmierdział dymem, na twarzy miał ślady z akcji. Zimny prysznic nieco go pobudził, mógł sobie wiele rzeczy w głowie poukładać. Nadal był na nią cholernie zły, ale już nie aż tak, jak wtedy, kiedy dostał wiadomość od przyjaciela.
Akurat wrócił do sypialni, gdy zobaczył, że się obudziła. Wpatrywał się a nią, jego wzrok nie zwiastował nic dobrego. Gdyby mógł to paliłby kolejnego papierosa za papierosem, ale jego gardło już i tak zamieniało się w rurę wydechową, wyrzucającą z siebie kłębki dymu, dlatego musiał zrobić sobie przerwę. Wpatrywał się w nią, skubiąc skórkę na kciuki, kiedy się odezwała to przymknął powieki i uniósł dłoń, jakby chciał ją uciszyć.
-Przestań.- odpowiedział, nie unosił tonu. Krzyki nic tu nie dadzą, nie pomogą, a jeszcze pogorszą sytuację. -Okłamywałaś mnie, kłamałaś w żywe oczy... Ale to nie jest ważne. Znamy się szmat czasu, nigdy nie stosowaliśmy wobec siebie takich gierek, nigdy. Jednak to też nie jest ważne. Ważne jest to, że nie widzisz do jakiego stanu się doprowadzasz. Wyniszczasz się Victoria, niszczysz swoje ciało, ale również własne życie. Z powodu jednego gnoja, który jeśli kiedykolwiek pokaże mi się na oczy to nakarmię nim bezdomne psy z Bronxu i pójdę znowu do paki.- nie spuszczał z niej wzroku, mówił spokojnie, ale dobitnie.
-Koniec z tym. Nie potrafisz sama z tym skończyć, ostrzegałem Cię przed tym. Jesteś dorosła, ale tym syfem zniżasz się do poziomu dziecka. Wiesz, jak to się mogło skończyć? Mogłaś być jedną z tych dziewczyn, które znajduję w rowach... Nagie, ich ciało posiniaczone, zbezczeszczone przez jakiś psycholi, którzy tylko czatują na takie okazje. Gdyby Brad Cię nie znalazł... To najpewniej znalazłbym Cię na wezwaniu. Nie wiem, czy udławiłabyś się własnymi wymiocinami, czy też załatwiłoby Cię przedawkowanie albo jakiś psychol, który skutecznie zamknąłby Ci usta raz na zawsze.- serce biło mu, jak oszalałe, a w klatce piersiowej pojawiło się po raz kolejny to cholerne pieczenie.
-Koniec z tym, jeśli nie potrafisz się sama opanować, to ja to zrobię. Wracasz na odwyk, skończyło się dawanie Ci dalszych drugich szans. Rozumiem Twój ból, starałem się być wyrozumiały, jak tylko mogłem... Ale nie pozwolę Ci spaść jeszcze niżej. Jeśli nie wrócisz na odwyk to urywamy kontakt.- powiedział poważnie. -Może to ostatni argument, który jakkolwiek do Ciebie przemówi. Możesz na mnie krzyczeć, możesz mnie okładać, wyzywać... Ale nie zmienię zdania. To jest ultimatum Victoria.- dodał jeszcze, próbując jakoś wewnętrznie sobie to wszystko znowu poukładać. Najchętniej wydarłby się na nią... Co ona sobie kurwa myślała?
Victoria Brooks
'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
Zacisnęła drobną dłoń na pościeli, ale znosiła bez słowa sprzeciwu całą jego tyradę. Czuła jak łzy zaczynały napływać jej do oczu. Pociągnęła nosem i uparcie spoglądała na swoje paznokcie. Nie mogła patrzeć mu w twarz. Nie potrafiła spoglądać w te jego oczy, które wręcz aż krzyczały do niej, że jest zawiedziony jej postawą. Okłamywała go i udawała przed nim, że wszystko było w porządku. A nie było. Staczała się, ale tym razem nawet nie próbowała szukać u niego pomocy. Coś się zmieniło, a ona nie umiała mu tego wytłumaczyć. Nie była sobą. Nie wiedziała już kim była i czuła się jakby odgrywała za każdym razem inną postać. Kolejny dzień, nowa Victoria Brooks.
- Już od dawna nie chodzi o niego. To we mnie jest problem Billy! Te wszystkie związki. Moje uczucia, mam już dość! To pomagało.. Gdy Greg pierwszy raz mi dał, to czułam się znowu szczęśliwa. Nie czułam się źle sama ze sobą! A potem... - zaśmiała się i pokręciła głową. Wariowała. Inaczej nie można było tego nazwać. Spadała na samo dno z prędkością światła i nie mogła się zatrzymać. W całym swoim życiu, nie czuła się tak bardzo źle. Każdy oddech palił jej płuca. Łzy znaczyły mokrą ścieżkę po jej policzkach. Była bezradna i bez żadnej woli życia.
- Wiem co mogło się wydarzyć... Kurwa Billy byłam ostatnio w takich sytuacjach, że gdybyś wiedział.. - urwała na chwilę, ale nie miała co go okłamywać. I tak już wiedział. - Ten poranek jest i tak jednym z najmilszych. Nikt mnie nie wykorzystał. Nikt mnie nie dotykał. Byłam w łóżku i byłam bezpieczna. Myślisz, że nie chciałam z tym skończyć? Mówiłam sobie STOP. Nie raz chciałam wracać do domu, ale wrzucali mi kolejne świństwo do drinka! Wyciągali mnie z mieszkania, bo jestem ich pierdoloną laleczką! Przekazywali mnie sobie z rąk do rąk i bawili się mną, bo kurwa po tym wszystkim byłam taka uległa! Jak miałam ci to powiedzieć? Spojrzeć ci w twarz? - wytarła ze swoich policzków łzy i spojrzała na niego.
- Jestem brudna Billy. Jestem zepsuta. Nie potrafię funkcjonować, a jedyne co chce teraz zrobić to wyjść i z tym wszystkim skończyć! Kurwa chciałabym skończyć w tym rowie, bo to oznaczałoby, że nie muszę tam wracać. Nie mam siły... Nie chcę żadnego odwyku. Tu nie ma żadnego ultimatum Billy. Bo ja nie zasługuję, na twoją przyjaźń. Robiłam naprawdę straszne rzeczy! W końcu zrozumiałam, czemu nikt mnie nigdy nie chciał obdarzyć uczuciami! Spójrz na mnie... Jestem tylko pierdoloną laleczką, która ma za zadanie innym dostarczać rozrywki. Jak można pokochać takie coś? Jestem problemem.. - wyszeptała i powoli położyła swoje stopy na podłodze. Odepchnęła się dłońmi od łóżka i spróbowała wstać. Nogi niemal od razu się pod nią ugięły. Była taka słaba... Pokój wirował, a ona zacisnęła swoją dłoń w geście bezradności.
Znowu chcesz uciekać Victoria?
Billy Moore
If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me
-Pierdolony Greg... Ile razy jeszcze ma zrobić Ci krzywdę, żebyś urwała z nim kontakt? Tyle razy rozmawialiśmy o nim, o tym, co wyprawia...- pokręcił głową, śmiejąc się gorzko. Kiedy słyszał o Gregu to przechodziły go ciarki, a ręce aż świerzbiały, żeby się do niego przejechać i zrobić porządek. -Nie wiem kto Ci wmówił, że problem tkwi w Tobie. Może sama w momencie załamania zaczęłaś to sobie wmawiać... Zapytasz kogokolwiek i wszyscy Ci odpowiedzą, że to nie jest Twoja wina. Mimo to widzę, że masz to w dupie Victoria.- ile razy jeszcze mieli ją wszyscy dookoła zapewniać, że to ludzie, których spotkała są spierdoleni. Z Billem niestety na czele... Nie mogła uwierzyć w czyjeś zło, tylko przerzucała na siebie. W związku dawała z siebie wszystko, co potrafiło być łatwo wykorzystane, ale poniekąd to jest właśnie w niej piękne. Mówi, że nie chodziło o jej byłego... A jednak to od niego się zaczęło.
-Właśnie... Gdybym wiedział to co? Co takiego by się nagle stało, co?- zapytał, nie spuszczając z niej wzroku. -Sama już zdecydowałaś jaka byłaby moja reakcja? Wymyśliłaś, co bym o Tobie pomyślał? Co powiedział? W takim razie chyba jednak się nie znamy tak dobrze.- to bolało, kurewsko bolało. Ta cała rozmowa, nie była na jego nerwy, ale musiał ją przeprowadzić.
-Bo byłaś pod wpływem jakiegoś gówna! Z takimi rzeczami idzie się na policję, bo chuje nie mogą chodzić wolno po ulicach! Czego nie rozumiesz?!- podniósł w końcu głos, nawet nie chciał myśleć, co z nią robili. To nie była jej wina, nie kontaktowała, a oni wykorzystywali sytuację. -Jeśli Ty tego nie zgłosisz, ja to zgłoszę. Koniec z tym.- dodał jeszcze, a potem przejechał dłońmi po swojej twarzy. -Normalnie. Sama dobrze wiesz, że bym Ci pomógł, a nie oceniał. Najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa, prawda? Tak to brzmiało lata temu? To sobie obiecaliśmy?- patrzył na nią z wyrzutem, nie pozwoliłby na takie traktowanie Victorii, gdyby tylko dała mu szansę. Ponownie emocje brały nad nim górę, a on nie potrafił tego zatrzymać. Kolejne słowa Brooks sprawiły, że zaczęło mu piszczeć w uszach. Wieżowiec runął, nie wiemy, gdzie jest. Prawdopodobnie cała ekipa jest gdzieś pod gruzami. Nic nie da się zrobić. Potrząsnął głową. Musisz być silny Billy, musisz zadbać o mamę i rodzeństwo. Bądź dzielny Billy, musisz. Kurwakurwakurwakurwakurwa.
-Nawet nie waż się tak mówić! Wolałabyś skończyć w rowie, tak?!- wydarł się na nią, a głos mu lekko zadrżał. Dłonie mu się trzęsły, jak mogła być aż tak głupia. Widział, że wstaje, a potem znowu pada na materac łóżka, podszedł bliżej. Chciała uciec, po raz kolejny. Nawet się nie zorientował, kiedy klęknął przy łóżku.
-Ja Cię kocham kretynko. Ja Ciebie kocham.- wyrwało mu się, a w środku czuł,. że robi mu się niedobrze. Nie pozwalał sobie na takie słowa.
Victoria Brooks
'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
- Myślisz, że poleciałam do niego?! Spotkałam go przypadkiem! Wiesz jak to się zaczęło! Wiem, że ci obiecałam, ale nie umiałam! Myślisz, że czemu uciekłam z tej budki? Brzydzę się sobą! Tym czym się stałam. Przez całe życie musiałam udawać, że nic mi nie jest i to jebło. Wiele razy chciałam ci powiedzieć, ale... Wtedy byś mi zabronił brać, a ja tego kurwa potrzebuje, żeby funkcjonować! - tak łatwo się od tego uzależniła. Od tego poczucia lekkości, który dawał jej narkotyk. Miała w sobie wtedy tyle energii i szczęścia. Mogła być kim tylko chciała, a później na nowo nadchodziła szara rzeczywistość. Emocje, które chowała w sobie ją przytłaczały, a ona na nowo zanurzała się w smutku. Błędne koło.
- W jakim ty świecie żyjesz Billy? I co powiem? Jak im to udowodnię co? Słowo przeciwko słowu. Już i tak cały internet huczy od plotek! Wiesz co o mnie wypisywali? Nawet nie musiałam brać, żeby cały pierdolony świat tylko czekał, aż się załamię! Kolejny artykuł o tym, że kolejny mój związek się rozpadł. Kolejne zdjęcia, jak bardzo każdy jest szczęśliwy... Mam dość. Ile razy mam się uśmiechać? ile razy mam próbować? Straciłam nadzieję i wszystko w co wierzyłam! Co by to dało, jakbym ci powiedziała? Wymazałbyś ich dotyk z mojej pamięci?! Kto chciałby mnie dotykać po tym wszystkim?! Jestem wybrakowanym towarem. Nawet nie mogę mieć dzieci! Wszystko runęło! - przeczesała w nerwowym geście swoje włosy i pokręciła znowu głową. Ta cała sytuacja ją przerastała, a ona nie wiedziała już co ma myśleć. Jak sobie poradzić. Chciała uciec jak najdalej. Zapomnieć. Zniknąć przed całym światem.
- Miałeś swoje problemy Billy, a ja.. Nie chcę patrzeć jak sobie układasz z kim życie. Nie chcę się wtrącać i obarczać cię wiecznie moimi problemami. Było mnie tam zostawić. Gdy leżałam na podłodze, myślałam, że to już mój koniec. Chciałam, żeby mój organizm z tym nie walczył... Ja... - odchyliła głowę do tyłu, czując kolejne łzy cieknące po policzkach. Przymknęła oczy, gdy usłyszała jego krzyk. Wiedziała, że w tej chwili go raniła. Po tym co przeszedł... Znowu obarczała go tym wszystkim. Chciała wyjść. Miała gdzieś, że właśnie była tylko w jego koszulce. Miała już wszystko gdzieś. Była taka słaba i bezradna. Zagubiona i wciąż szukała swojej kotwicy. Bezpiecznej przystani, a on..
Poczuła jego obecność przy łóżku. W pierwszym odruchu chciała się odsunąć, ale wtedy usłyszała te dwa słowa... Przez jej ciało przetoczyło się na raz milion emocji. Spojrzała zaskoczona na niego, a w jej głowie panowała idealna cisza. Sześć lat... Tak długo starała się o te dwa słowa z jego ust. Bo wiedziała, że w jego przypadku oznaczało to wszystko. Mógł robić dla niej wiele rzeczy. Mógł ubrać garnitur. Oglądać z nią koncert Taylor Swift lub tanie romansidło, żeby ją pocieszyć. Zostawić w domu swoją ulubioną czapkę z daszkiem, ale nigdy nie mógł zdobyć się na te dwa słowa.
Uklękła przed nim i złapała jego twarz w swoje dłonie. Przejechała palcem po jego policzku i spojrzała mu prosto w oczy. Serce waliło jej jak oszalałe, gdy delikatnie przysunęła swoją twarz do niego. Tak bardzo chciała go w tej chwili pocałować. Poczuć jego wargi na swoich i zatracić się w szczęściu. Tyle, że widziała w nim, jaką w tym momencie toczył ze sobą walkę. Nie wiedziała czy żałował tych słów, czy brzydził się jej..
- Billy.. Proszę spójrz na mnie. - wyszeptała, a gdy spojrzał w jej oczy, mógł zobaczyć jak na nowo pojawiał się w nich ten błysk. Poczuła w sobie to małe źródełko światła, którego myślała, że już nie odzyska. - Kocham Cię. Potrzebuję Cię. Czy.. Czy pomimo wszystko chcesz mnie taką?
Billy Moore
If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me
-I właśnie przypadkiem powinnaś go wtedy olać i mieć głęboko w dupie, tak, jak masz moje rady!- wystarczył jeden telefon, żeby zrobił z Gregiem porządek. Z tego, co się dowiedział to Bradley solidnie mu przywalił, to jedyna pociecha. -Tak, zabroniłbym Ci. Potrafiłaś funkcjonować bez tego i nauczyłabyś się ponownie. Sama dobrze wiesz, jakim gównem są narkotyki.- spojrzał na nią tak, że gdyby wzrok mógłby zabijać to Brooks już padłaby tu trupem. Od kiedy była aż tak głupia? Znowu dała się do tego stopnia omamić używkom? Ostrzegał ją przed tym, prosił, żeby przestała, błagał... Jednak ona, jak zwykle musiała być uparta. Wpędzi go kiedyś do grobu to pewne.
-Nie musisz się uśmiechać, próbować, zwyczajnie mogłabyś dać sobie czas, żeby ponownie znaleźć sens. A w jakiej kurwa Ty rzeczywistości żyjesz? Doskonale wiesz, co to robi z człowiekiem... Widziałaś chociaż jedną taką dziewczynę w rowie albo klubowej toalecie?! Ja kurwa widziałem ich zbyt wiele, młodszych od Ciebie. Przestań pierdolić Victoria, że nic nie dałoby się zrobić! Sama dobrze wiesz, że zrobilibyśmy kurwa dosłownie wszystko!- emocje brały górę, nie panował nad sobą już totalnie. Nie mogę mieć dzieci. Wryło go, dosłownie go wryło. Wzrok nieco mu złagodniał, a potem ponownie na nią spojrzał. -Posiadanie dzieci, komentarze w internecie, artykuły na czyjś temat i opinia publiczna nie są wyznacznikami człowieka, nie definiują nas.- miał głęboko gdzieś, co o niej wypisują. Wiedział, że jest osobą publiczną i na pewno ludzie zrobią wszystko, byle tylko nabruździć. -Jeśli lekarz jest pewny, że... Nie możesz mieć dzieci to zawsze jest jakaś opcja. Adopcja, badania, różne metody. Jeśli będziesz tego chciała to na pewno znajdzie się sposób.- dodał jeszcze, żeby jakoś ją uspokoić.
Milczał, nie potrafił odpowiedzieć na to, co właśnie mówiła. Umysł podsuwał mu mnóstwo obrazów, ojciec leżący pod gruzami, mówiący, żeby go zostawić... Kolejny pogrzeb, kolejna trumna, samotność, rozterka, trauma. Wszystko zatacza koło, a on tkwi w martwym punkcie. Boleśnie wyobrażał sobie wszystko, gdyby została na klubowej podłodze... Pewnie pozwoliłby jej wyjść, a potem poleciał za nią. Był jej kotwicą, przystanią, mimo wszystko i ponad wszystko.
To wyszło z niego automatycznie, poczuł ulgę pomieszaną ze strachem. Czuł to, faktycznie jego słowa były zgodne z prawdą, ale nadal zwyczajnie się bał konsekwencji. Poczuł, jak łapie jego twarz w swoje dłonie, przesuwa palcem po policzku, przybliża się. Spojrzał na nią, kiedy poprosiła i nagle... Poczuł pewnego rodzaju spokój. Kocham Cię. Potrzebuję Cię.
-Nigdy nie przestałem Cię chcieć.- odpowiedział, wpatrując się w jej tęczówki. Delikatnie ułożył dłoń na jej policzku, głaszcząc ostrożnie jej delikatną skórę. -Nigdy więcej... Nie mów, że... Nie rób mi tego...- nawet nie potrafił dokończyć, mogła zobaczyć te wszystkie emocje w jego oczach.
Victoria Brooks
'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
- Stał przy mnie i kazał mi pić! Nie miałam wyboru! Miałam to wypluć?! - łatwiej było powiedzieć niż zrobić. Pomimo tego, że nie umiała się kłócić, to akurat jej wychodziło z Billym koncertowo. - Nie widziałeś mnie wtedy. Próbowałam. Leżałam bez życia od kilku dni. Nie jadłam, nie chciałam pić.. Nawet nie miałam ochoty nikogo widzieć. Zrastałam się z łóżkiem, a to sprawiło, że umiałam oddychać. Codziennie mówiłam sobie, że dziś ostatni raz... A potem znowu czułam się źle.. - tamta wersja siebie ją przerażała. Nie czuła się sobą. Była intruzem we własnym ciele i nie czuła się najlepiej. Smutek przygniatał ją swoimi szponami do łóżka, a ona.. Miewała momenty, gdy czuła, że da radę. Jak wtedy gdy Evan zabrał ją na plażę i rzucali popcornem w ludzi. Gdy Ash wpakowała ją do taksówki i pierwszy raz od kilku dni wyglądała ładnie. A później, gdy była w klubie to zwątpiła we wszystko. Wtedy pojawił się Greg.
- A może ja tego chciałam?! Nie wiem. Kurwa może myślałam, że na to zasługuje?! Nie rozumiesz?! Nienawidzę siebie do cholery! - gdy w końcu powiedziała to na głos, czuła w sobie wewnętrzny spokój. W końcu przyznała co do siebie czuła. Nie dziwiło już ją to, że nikt nie był w stanie ją pokochać, skoro nawet siebie nie potrafiła zaakceptować. Smutna prawda, choć brutalna.
- Może w twoim świecie Billy. Dobrze wiesz, że chciałam mieć swoje dzieci! A komentarze i opinia innych to moja praca! Wiesz jak to funkcjonuje! Sam widziałeś nie raz ile wylewało się na mnie hejtu, bo nie byłam w czymś idealna. A teraz pierwszy raz miałam to gdzieś! - nie rozumiał.. Tak bardzo jej nie rozumiał. Najpierw straciła wiarę w miłość i małżeństwo. Później dowiedziała się, że nie mogła mieć dzieci. A do tego ten cały hejt i sytuacja.. Przerosło ją to. Ile to artystów przez to przechodziło. Nie dało się tego ignorować ot tak. W końcu to dobijało, a skrywane emocje, truły umysł, popychając celebrytów w stronę używek.
- Znowu odebrano mi wybór Billy. - nie chciała o tym mówić. Brała nie raz pod uwagę, że będzie musiała skorzystać z innych opcji, ale chciała mieć wybór. A teraz... Nawet i tego nie mogła mieć. - I po co to wszystko, jak i tak nie mogłabym temu dziecku zagwarantować rodziny? Ja sama ze sobą nie daje sobie rady. Byłabym fatalną matką.. - wyszeptała, a kolejny łzy zamazywały jej obraz.
Przymknęła oczy, gdy dotknął jej policzka. Mimo całej prawdy, dalej ją chciał.. A tym razem nie czuła do siebie obrzydzenia, gdy ją dotykał. Wiedział. Znał całą prawdę i jej nie zostawił. Dotykał ją i nie patrzał na nią z obrzydzeniem, choć wiedział, ze inni... Spojrzała w jego oczy i musnęła swoimi ustami jego wargi.
- Wymaż proszę ze mnie ich dotyk. Trzymaj mnie mocno... - była w stanie ofiarować mu każdy rozbity kawałek swojego lustra. Chciała wierzyć w to, że jej pomoże. Nawet wtedy, gdy będzie na niego wściekła, gdy zacznie czuć skutki odstawienia. Teraz chciała rozkoszować się ciepłem jego dłoni. Pozwolić mu o siebie zadbać.
- Powiedz mi to jeszcze raz.. proszę.
Billy Moore
If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me
-Tak kurwa! Miałaś to do jasnej cholery wypluć! Powiedzieć mu "nie", uciec przed nim, a potem gnoja zgłosić!- spojrzał na nią, jakby urwała się z jakiejś odmiennej rzeczywistości. Czego nie potrafiła zrozumieć? Miał naprawdę ponownie ochotę w tym momencie ją rozszarpać, zamordować, jak mogła się jeszcze w tym wszystkim tak bardzo stawiać. Czasem miał wrażenie, że kłóci się z nim dla zasady. Byle tylko napsuć mu nerwów. -Bo tak wygląda uzależnienie Victoria, właśnie w ten sposób. Codziennie powtarzasz sobie, że to ostatni raz. A wiesz co? Problemy magicznie nie znikają, nie rozpływają się w powietrzu, dociskają Cię coraz mocniej, aż zaczynasz mieć odwagę, żeby cokolwiek z tym zrobić. Mogłaś zadzwonić, przyjechać, zrobić cokolwiek, kiedy chciałaś ponownie po to sięgnąć... Ale sięganie po towar zawsze jest łatwiejsze niż próba chwytania własnego życia.- jego klatka piersiowa unosiła się znowu i opadała niebezpiecznie, świadczyło to jedynie o tym, jak bardzo jest na nią... Wkurwiony. Nie dało się tego inaczej opisać niż za użyciem wulgaryzmu.
-Dlaczego nienawidzisz siebie?- zapytał nieco spokojniej, ponieważ pierwszy raz słyszał coś takiego z jej ust, potrzebował wiedzieć, dlaczego. Wtedy będzie w stanie jej pomóc, jakkolwiek. Znaleźć odpowiednie wyjście z sytuacji... On mógł nienawidzić samego siebie, ale nie pozwoli na to, aby ona czuła dokładnie to samo. Nie zasługiwała na cały ten ból.
-Aha, no i stwierdziłaś, że faszerowanie własnego organizmu twardymi narkotykami pomoże Ci w walce o własne szczęście? Twój organizm magicznie się zregeneruje, zamiast zacząć działać u lekarza?! Nagle będziesz mogła mieć dzieci, jeśli jeszcze bardziej będziesz się wyniszczać od środka?! Pomoże Ci to w pracy?! Naprawi opinię publiczną?! Jeśli ludzie będą oglądać w internecie, jak ktoś zbiera Cię z podłogi?! To chyba rzeczywiście jesteś głupia Victoria, ponieważ ludzie to zwyczajne kurwy i nikt nie poleci, żeby Ci pomóc. A potem jeszcze będą oglądać, jak zdychasz, doprowadzając Cię do tego, byle tylko kogoś zniszczyć!- może odpowiadał zbyt brutalnie, za bardzo pod wpływem emocji, może był okrutny... Jednak już nie miał pojęcia, jak jej to przetłumaczyć. Nic jeszcze nie było stracone, wiedział o tym.
-Wiem Mała, wiem...- westchnął ciężko. -Ale nadal są inne opcje, wystarczy dowiedzieć się więcej, poszukać specjalistów.- dodał jeszcze, żeby ją zapewnić, że jest jeszcze nadzieja. -Przestań pierdolić... Byłabyś najlepszą matką, jaką świat widział. Zrobiłabyś wszystko dla tego dziecka, dałabyś rodzinę, jakiej sama nie masz. Byłabyś rodzicem na którego sama zasługiwałaś, nie powielałabyś błędów swojego spierdolonego ojca... Kochałabyś je całym sercem, jeszcze do tego wiedząc, jak długo na nie czekałaś.- wiedział to, obserwował ją przez lata, znał jej pragnienia. Dlatego teraz był pewien, że tak wyglądałaby rzeczywistość. Próbował jakoś kciukami zetrzeć łzy, płynące po jej policzkach. Zawsze łamało mu to serce... Jak mógłby jej nie chcieć? Trwał przy niej przez lata, a ona przy nim. Stanowiła jedyny stały punkt w jego życiu, tylko ona nigdy się od niego nie odwracała i widziała w nim coś dobrego. Oddał ten cień pocałunku, jakim go obdarzyła i wydawało mu się, że w ten sposób jeszcze nigdy jej nie całował.
-Zawsze Cię trzymam... Nie pozwolę Cię skrzywdzić.- odpowiedział, przytulając ją do siebie mocno, głaszcząc jej włosy. Nie ważne, co miało się wydarzyć, on będzie przy niej trwał. -Kocham Cię...- wyznał jej to ponownie, pewniej niż wcześniej. Czuł, jakby spadł mu z barków niepotrzebny balast, dźwigany przez lata.
Victoria Brooks
'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
Spojrzała na Billa z niedowierzeniem. Była święcie przekonana, że spadł ostatnio co najmniej z drzewa, albo wypadek w pracy mu zaszkodził, jeśli wierzył, że ona mogła komuś się postawić. Ta kłótnia to i tak był szczyt jej możliwości. Początkowa złość, coraz bardziej się wypalała, a ona była już bardziej zrezygnowana niż bojowo nastawiona. Kiwała głową, jakby wszystko co mówił do niej docierało, ale tak nie było. Czuła się niezrozumiana, a to bolało.
Wszystko ją przytłaczało, a złe samopoczucie nie sprzyjało tego typu dyskusjom. Była zmęczona, głodna i czuła się jakby co najmniej przejechał ją walec drogowy. Nie wiedziała co za świństwo wrzucono jej do drinka, ale dobrze ją zmiotło z planszy. Pamiętała tamten dreszcz śmierci na karku. Jak bardzo chciała zanurzyć się w ciemność, gdy organizm walczył o każde uderzenie serca.
- Dlaczego? Dlaczego?! Spójrz na mnie. Na mój życiorys. Nie czuję się sama ze sobą dobrze. Wiecznie kogoś potrzebuję, bo jestem słaba. Potrzebuję zapewnień uczuć od innych, bo nigdy nawet nie czułam miłości od własnych rodziców. Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Czuje się brzydka, brudna.. Nie umiem ci tego wytłumaczyć! Po prostu siebie nienawidzę. – opuściła ramiona w geście rezygnacji. Spuściła głowę i potulnie zgadzała się już na wszystko.
- Najwidoczniej jestem głupia. Czyż nie tym właśnie jestem? Kolejną głupią dziewczyną, wykreowaną przez Internet? Nikogo nie obchodzi co mam do powiedzenia. Ważne żebym ładnie wyglądała, lub się ośmieszała. Ludzi interesuje tylko ile w swojej karierze zadowoliłam kutasów. Z iloma dziewczynami się całowałam i… - westchnęła i przeczesała dłonią swoje o dziwo czyste włosy. Było to dziwne.. Ta świadomość, że ją przebrał i wykąpał. Coś co normalnie odebrałaby jako objaw troski, sprawiało że czuła się coraz bardziej jak laleczka. Problem, który trzeba było rozwiązać.
Tak bardzo chciała wierzyć w jego słowa, ale nie mogła sobie pozwolić na uczucie nadziei. Nie chciała znowu się rozczarować, gdy los zabierze po raz kolejny jej coś w co wierzyła. Coraz bardziej przyzwyczajała się do myśli, że ta rola nie będzie jej dana. Nie będzie Nathaniela, ani nigdy nie zostanie mamą. Będzie spoglądała jak zawsze z uśmiechem, na przyjaciół którzy układali sobie życie. Tak najwidoczniej musiało być.
– I tak nie ma to w tej chwili żadnego znaczenia. Może byłabym dobrą matką, a może nie.. Nie sprawdzę tego. – westchnęła i bardziej wtuliła się w jego ramiona. Była taka słaba i krucha w tym momencie. Marzyła o tym, żeby zniknąć. Uciec od całego świata, który ją otaczał. Być tylko z nim, choć tak mało miała mu do ofiarowania.
Uśmiechnęła się i przymknęła oczy, delektując się tymi dwoma słowami. – Moore? Po sześciu latach, to prawie jak oświadczyny… Ja… Boję się, że jak jutro się obudzę, to znowu zamkniesz się w sobie i tego więcej nie usłyszę… Że zmienisz zdanie i mówisz to, żebym poczuła się lepiej. W mojej głowie panuje chaos. – przyznała cicho, bo czy tego nie chciał? Szczerości, która nawet mogła wydawać się głupia i irracjonalna?
Billy Moore
If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me
To nie tak, że nie potrafiła się stawiać, jemu zawodowo psuła nerwy, stawiając się czasem tylko dla zasady. Jednak powinna powiedzieć "nie", kiedy działa jej się krzywda. To instynkt samozachowawczy, umiejętność zadbania o samą siebie. Rozumiał ją, okazywał to... Tylko przedstawiał szereg rozsądnych argumentów, żeby jej uświadomić, że powinna zostawić to gówno za sobą i zacząć od samego początku. Dobrze, że nie mówiła głośno, jak bardzo chciała po prostu pozwolić na własną powolną śmierć. Wtedy ponownie by się w nim zagotowało, nie ręczyłby za siebie... Nie mogła go zostawić, nie w taki sposób. To jedyna śmierć, której sam nie byłby w stanie przeżyć.
-Może i siebie nienawidzisz, ale na pewno nie jesteś słaba. A wszystko to, co wymieniłaś można zażegnać... Potrzebna Ci terapia, a nie narkotyki Victoria. Kiedy w końcu to zrozumiesz? Nie zauważyłaś, że przyćpasz, a następnego dnia problem dalej jest? To jest kurwa chwilowe, daje sekundową ulgę, a człowiek dalej od środka gnije.- tłumaczył jej, ale do niej, jakby w ogóle wszystko, co mówił nie chciało dotrzeć. -Przestań pierdolić. Jak będziesz za każdym razem kierowała się opinią innych to w życiu nie polubisz samej siebie. Dla mnie nie ma znaczenia ile kutasów zadowoliłaś, z kim spałaś, kogo całowałaś. Nie zauważyłaś tego? Jednak moje zdanie jest zawsze dla Ciebie gówno warte. Nigdy nie nazwałem Cię też głupią, a to co piszą w szmatławcach... Czy też tych pieprzonych portalach plotkarskich, nie powinno mieć większego znaczenia. Nie jesteś jedyną, którą obsmarowują na każdym możliwym kroku.- westchnął ciężko, naprawdę miał ochotę ponownie palić papierosa za papierosem.
-Sprawdzisz, zrobimy wszystko, żebyś mogła to sprawdzić.- odpowiedział, a potem przytulił ją jeszcze mocniej do siebie. Był przy niej, nawet jeśli się jeszcze bardziej rozsypie to on ją pozbiera, od tego jest. W jego oczach miała mu wiele do zaoferowania, dawała mu to wszystko przez lata.
-Wiesz, że nigdy nie rzucam słów na wiatr. Mogę Ci to powtarzać kontrolnie, co godzinę, żebyś uwierzyła, że nie zmienię zdania. Jestem tu Mała i nigdzie się nie wybieram.- głaskał powoli jej włosy, próbując jakoś sprawić, że poczuje się odrobinę lepiej. Nigdy by nie wypowiedział takich słów, tylko po to, aby czuła się lepiej. -Jesteś głodna? Na pewno jesteś, zaraz coś Ci przygotuję... Zostaniesz u mnie na jakiś czas, ogarnę wolne.- dodał jeszcze, całując jej skroń.
Victoria Brooks
'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
- Myślisz, że tego nie wiem? Że nie próbowałam? A czemu ty w to wszedłeś co? - wiedziała, że w tym momencie poruszyła delikatną strunę. Billy nie lubił mówić o swojej przeszłości, nie reagował dobrze, gdy poruszała te tematy, ale czasami musiała. W uzależnieniach nigdy nie było nic racjonalnego. Wiele razy wiedziała, że przesadzała, że nie powinna sięgać po kolejną dawkę, ale to robiła, bo musiała. Wpadła w to gówno i choć próbowała wygrać tą bitwę, to ją przegrywała.
- A może mnie twoje zdanie za bardzo obchodzi?! Może nie powiedziałam ci, że mam problem znowu, bo wiem jakbyś na mnie patrzył! Byłbyś zawiedziony. Tak jak wtedy, gdy wpadłam do Ciebie z rana... A potem wróciłam do siebie i.. Podkradłam Nico. Znam każdą kryjówkę w Melinie, gdzie była schowana kokaina. Gdy brakowało mi towaru wystarczyło, że wyszłam na kolejną imprezę. Dobrze wiesz jak bawią się celebryci.. To było tak łatwo dostępne. Dawali mi nawet, gdy nie chciałam.. - było jej smutno przez tą całą sytuację. Może gdyby byłoby jej ciężej to zdobyć, to nie byłaby w tej sytuacji.
- My? Zrobimy? - spojrzała na niego zaskoczona i rozdziawiła usta. Tego się nie spodziewała po nim. Ogólnie cała ta rozmowa robiła jej z mózgu sieczkę. Próbowała sobie wszystkie jego słowa poukładać w głowie, ale była zbyt zmęczona, na tak poważne tematy. - Chcesz mieć dzieci? - zapytała, a jej ciało ogarnęła panika. A co jeśli.. Sześć lat zajęło mu wyznanie jej miłości.. A co jeśli za kolejne sześć, będzie chciał potomka. Swoje dziecko, a ona nie będzie mogła mu go dać? Pomimo prób jednak nie uda się? Czy wtedy dalej będzie tak myślał, jak teraz?
- Billy nie obiecuj mi takich rzeczy. Wiesz, że jestem gotowa co godzinę cię o to męczyć. I wiesz, że to ty szybciej stracisz do mnie cierpliwość, gdy po raz setny obudzę cię ze snu. - nie była tylko pewna, czy sama dałaby radę. Jej organizm domagał się snu i regeneracji. A wiedziała, że będzie gorzej, gdy pewne substancje, opuszczą jej ciało i będzie się umysł domagał kolejnej dawki narkotyku. Będzie źle.
- Nie... Ja chyba powinnam wrócić do siebie za nim nie będzie źle. Nie możesz... Nie będziesz marnował wolnego.. Wiesz, że to nie będą miłe dni, a ja nie chce cię w to wciągać. Pojadę na odwyk. Nie wiem.. - pokręciła głową i zacisnęła swoje palce na jego udzie. Nie mógł dla niej się tak poświęcać. Patrzyć na nią, gdy była w takim stanie. - Jak mnie znalazłeś? Jak się tu znalazłam?
Billy Moore
If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me
-Byłem tak samo podatny, jak i Ty. Dlatego w to wszedłem.- odpowiedział w mocny skrócie, ponieważ o ojcu nigdy nie rozmawiał. Nie mógł teraz rozdrapywać rany, która ciągle się jątrzyła. Sprytnie to rozegrała, ponownie stawiała go pod ścianą, unikając własnego tematu. Jednak dziś nie miał zamiaru na to pozwolić, już i tak wyznał jej prawdę, przyznał się, że był dokładnie taki, jak ona teraz. Musiało jej to na razie wystarczyć, małe kroczki. Wiedziała, jak z nim postępować, aby z biegiem czasu wyśpiewał jej całą prawdę.
-Kurwa mać, Victoria! Zawiedziony?! Mylisz rozczarowanie z troską? Szkoda tylko, że nie powiedziałaś mi o tym wszystkim wcześniej. Przecież niedawno się widzieliśmy...- ściągnął usta w linię, wpatrując się w nią. Dopóki dookoła siebie będzie miała wszelkie źródła narkotyków po które musiała tylko sięgnąć to na pewno nie wyjdzie na prostą. Musiał faktycznie przemyśleć mocniej pomysł o odwyku. A wiadomo, że Moore nigdy nie wytaczał gróźb bez pokrycia.
-Tak, my zrobimy. Myślisz, że Cię zostawię w takiej sytuacji?- zapytał, przekrzywiając lekko głowę i przyglądając się jej. Chcesz mieć dzieci? Sam nie wiedział, co odpowiedzieć. Ojciec opuścił ich przedwcześnie, poniekąd musiał go zastępować dla swojego młodszego rodzeństwa. Nigdy nie wyobrażał sobie siebie w roli ojca, trzymającego własne dziecko... -Nie wiem, sam nie wiem. Na pewno nie rozpaczałbym, gdyby się okazało, że jesteś w ciąży. Jeśli miałbym założyć rodzinę... To tylko z Tobą.- odpowiedział pewnie. Taka prawda, znała go, jak nikt i nie wyobrażał sobie kogokolwiek innego przy swoim boku w takiej sytuacji. Poza tym chciał, aby była szczęśliwa. -W takim razie raz na kilka godzin, dobrze? Dla naszego zdrowia.- zaśmiał się, żeby odrobinę rozluźnić sytuację.
-To nie było pytanie Vi, a komunikat. Zostajesz u mnie. Mam gdzieś, jak bardzo źle będzie. Zostajesz dopóki nie staniesz na nogi, a potem załatwiamy Ci specjalistę.- odezwał się tonem nieznoszącym sprzeciwu, wtedy zazwyczaj wiedziała, że nie ma co z nim dyskutować, ponieważ nie zmieni zdania. Ponownie ujął jej twarz w dłonie, przesuwając kciukami po jej policzkach. -Bradley Cię znalazł, pracuje w tym klubie, gdzie byłaś... Przyjaźnimy się praktycznie od szczeniaka, poznał Cię ze zdjęć, które kiedyś mu pokazywałem, kiedy się widzieliśmy. Zaopiekował się Tobą, od razu do mnie napisał i przyjechałem.- opowiedział jej wszystko, nie chciał nawet myśleć o tym, co by się stało, gdyby nie trafiła na Woodsa.
Victoria Brooks
'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
Pierwszy raz nie szukała u niego pomocy. Okłamywała go, bo straciła nadzieję na lepsze jutro. Zgasiła światło i nawet nie walczyła o to, żeby wejść na słuszną drogę. Zatracała się coraz bardziej i mamiła go tym, że wszystko było w porządku. Odcinała się coraz bardziej, ale on ją złapał.. Znowu. Trzymał w swoich ramionach, gdy była bezbronna i czule głaskał po włosach, gdy ona wypłakiwała się w jego koszulę.
- Przepraszam... W Luna Parku byłam trzeźwa.. Wieczorem, gdy napisałeś spanikowałam, bo wiedziałam, że i tak przyjedziesz nawet jak ci odmówię. Nie byłam jeszcze tak porobiona, żeby to olać, ale na jachcie... - zamilkła i zacisnęła swoją dłoń mocniej na jego udzie. Źle się z tym czuła, że postawiła ich relację na szali tylko po to, żeby dalej brać jakiś syf. Może gdyby mu powiedziała.. Teraz musiała wypić to piwo, które nawarzyła..
- Nie umiałam ci powiedzieć. Wybiegłam wtedy z budki, bo czułam się tak okropnie z tym, że cię okłamuję. Że dotykałeś mnie, a ja.. Dzień wcześniej obudziłam się w łóżku kogoś obcego. A wieczorem siedziałam nawet nie wiem u kogo.. Było mi wstyd. Czuję się brudna, robili mi wiele rzeczy Billy. Połowy nawet nie pamiętam.. - szeptała coraz bardziej wtulając się w jego ramiona. Po policzkach płynęły łzy, a ona nie wiedziała czy pomimo prawdy, on będzie przy niej.
- A co jeśli będzie ci na tym zależało? A ja... Co jeśli nie będę w stanie ci tego dać? - wypowiedziała na głos swoje obawy. W końcu musieli o tym wszystkim porozmawiać szczerze. Potrzebowała teraz wszelkich zapewnień, żeby jakoś się trzymać. Potrzebowała jego.
- Nie dam rady Billy. Nie chcę znowu tam trafić. Wiesz jak bardzo to przeżyłam ostatnim razem. Tamto miejsce... Nie chcę tam wrócić.. - odwyk nie był przyjemny. A ona tam czuła się jeszcze bardziej stłamszona. Ile razy płakała, żeby ktoś stamtąd ją zabrał. Nienawidziła tego miejsca. A teraz jeszcze bardziej była krucha. Nie mogła tam wrócić. Te wszystkie osoby, które tam były...
- Byłam w klubie? - próbowała sobie przypomnieć. Poukładać szufladki w głowie i ustalić wszelkie zdarzenia i ich kolejność tamtego wieczoru. Bradley.. Te imię ledwo coś jej mówiło. Nie znała go o dziwo. - Pamiętam korytarz. Było mi słabo. Ja chyba próbowałam zadzwonić do Ciebie... Myślałam, że to koniec. Ktoś mnie dotykał, a później ktoś inny mnie podniósł. Miska. Pamiętam Grega, chciał żebym z nim poszła i.. - strzępy. Drobne ochłapy, które serwował jej umysł. Nic więcej nie pamiętała. A teraz czuła się coraz gorzej. Była bez żadnej woli walki. Nawet nie wiedziała jak miała wstać o własnych siłach. Nie pamiętała kiedy ostatni raz jadła. Kiedy spała i co się działo. Tak jakby ciało nie należało do niej. Powoli ból przyćmiewał wszystkie myśli, ale ona trzymała się tylko jego dotyku. Jego osoby.
- Billy.. Chcę się wykąpać. Ja.. Chce zmazać ich dotyk z siebie. Pójdziesz ze mną?
Billy Moore
If I found my body in chains
I'd lay down in wait
And hope she looks for me
-Spokojnie, już spokojnie... To nie ma żadnego znaczenia, okłamałaś mnie, ale wiem, że więcej tego nie zrobisz. Nie myśl teraz o tym, co Ci robili... Poradzimy sobie, damy radę. Spokojnie Vi, spokojnie...- próbował jakoś okazać jej wsparcie, czuł, jak narasta w nim gniew... Chciał rozszarpać każdą z tych osób, które ją jakkolwiek krzywdziły, wykorzystywały. Jednak musiał zdusić wszystkie osobiste sprawy w zarodku, skupić się jedynie na niej. Trzymał ją mocno w swoich ramionach, próbując jakoś uspokoić. Podejrzewał, jak podle się czuje... Kiedyś nie różnił się zbyt wiele od niej teraz.
-To znajdziemy inne opcje. Zależy mi tylko na Tobie.- zapewnił ją, nigdy nie myślał o sobie w roli ojca, ale jeśli miałby nim zostać to tylko z nią u swojego boku. Nie zależało mu na biologicznych dzieciach, jeśli im się nie uda... Najważniejsze, że będzie miał ją. -Wiem, ale jeśli sama nie znajdziesz w sobie siły i tego nie pokonasz to będziesz musiała tam wrócić, chociaż na jakiś czas.- spojrzał w jej oczy, a potem ucałował czoło dziewczyny. Będzie go wszystko bolało, jeśli ją tak zawiezie... Ale miał zamiar zrobić wszystko dla jej dobra.
-Czyli to znowu Greg... Byłaś w klubie, gdzie pracuje mój przyjaciel. Zajął się Tobą, kojarzył Cię ze zdjęć, które mu kiedyś pokazywałem. To już nieważne Mała, wszystkim się zajmiemy.- zapewnił ją, ale nie musiała wiedzieć, że Gregowi wymierzy sprawiedliwość osobiście.
-Dobrze, pójdę z Tobą, posiedzę przy Tobie... A potem musisz spróbować coś zjeść.- westchnął cicho, zgarnął ją w swoje ramiona, podnosząc. Przetransportował ją do łazienki, posadził na małym krzesełku i zaczął napuszczać wody do wanny. -Potrzebujesz czegoś? Może wody?- zapytał jeszcze, spoglądając na nią uważnie.
Victoria Brooks
'Cause darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
- Wiesz, że nie mogę ci tego obiecać. Nawet nie wiedziałam, że mogę kogoś okłamywać, choć w sumie nawet tego nie robiłam... Nie pytałeś czy jestem trzeźwa, a ja próbowałam grać, że wszystko jest w porządku. Ja nie dam rady Billy, wszystko posypało się... - pociągnęła nosem, wdychając jego zapach prosto w płuca. Była przerażona tym co ją teraz czekało. Tyle razy już próbowała rzucić to sama i jej nie wychodziło. Nie wiedziała ile tym razem wytrzyma
- Teraz tak mówisz, a później? - po raz kolejny jej umysł zalewały czarne scenariusze i zaczynała powoli panikować. Miała już dosyć balansowania na tych wszystkich skrajnościach. Raz jej umysł był zalewany niepoprawnym optymizmem, który dawał aż po oczach jasnością. Na jej łące pasały się jednorożce, które rzygały tęczą i brokatem, a później popadała w ten zastój, który okrywał ją kompletnym mrokiem. Była tak bardzo zmęczona..
- Nie wrócę tam. Nie ma mowy. Nie mogę. Wszystko tylko nie to. - pokręciła głową, ale wiedziała, że w tym przypadku mogło to być nieuniknione. Nie chciała znowu tam trafić. Tamto miejsce było istnym koszmarem, a jeśli już teraz jej umysł wariował, to tam... Zabiłoby to ją.
- Pokazywałeś swoim znajomym moje zdjęcia? Mam nadzieję, że nie chwaliłeś się tymi zdjęciami, które ci wysyłałam w wiadomościach. Zajął się mną? Twój przyjaciel widział mnie w takim stanie? Już nigdy nie wyjdę z tego domu. Albo nie.. Przeprowadzę się do Włoch. Dziennie będę jeść pizzę i makarony. Przytyję i nigdy nikt mnie już nie rozpozna. - wtuliła się w jego ramiona, gdy ją uniósł, a pomieszczenie po raz kolejny zaczęło wirować.
- Nie chcę - była głodna, ale wiedziała, że jak tylko coś spróbuje zjeść, to resztę dnia spędzi przytulając się do muszli klozetowej. Raz już mu powiedziała, że gdy będzie trzymał jej włosy w takiej sytuacji, to będzie oznaczało, że ich relacja wskoczy na o wiele wyższy poziom.
Westchnęła, gdy usiadła na taborecie i włożyła dłonie pomiędzy uda, żeby opanować ich drżenie. Spróbowała posłać w jego stronę uśmiech, ale z marnym skutkiem. To nie był jej dzień.
- Billy... Nie sądziłam, że dożyje tego dnia, ale... Jak na osobę, która ma mnie zaraz rozebrać, to zdecydowanie masz za wiele troski w oczach. Nie patrz teraz na mnie jak na porcelanową laleczkę, która rozsypie się od samego patrzenia. Tak mnie nazywał... Laleczka... Ja... Daj mi chwilę normalności dobrze? Choć chwilę, żebym mogła poczuć się jak zwyczajna dziewczyna, która zamierza wziąć kąpiel ze swoim seksownym chłopakiem. Z tym badziewiem, którego tak nie znosisz, a które zostawiam u ciebie na potęgę. Kule do kąpieli powinny być w mojej szafce. - tym razem się udało, a na jej ustach zagościł słaby uśmiech. - A później liczę na twój wywód, że nie rozumiesz jak kobiety mogą kąpać się w takim wrzątku.
Billy Moore




