ODPOWIEDZ
28 lat 174 cm bodyguard
Awatar użytkownika

when I'm out of breath, she's my vitals
when I need to rev, she's my ride-or-die
whеn I'm out of faith, she's my idol
i just killed a man, she's my alibi

something about me
by jula

002.

Wiedziała, że nie powinna puszczać jej tam samej.

Ostatecznie nie miała jednak innego wyboru, jak tylko odpuścić, bo ostateczną decyzję podejmował jej zleceniodawca, ojciec Haley. Poza tym pomyślała, że być może odpoczynek od jej nieustannej obecności dobrze zrobi Westcott, która musiała być już tym zmęczona. Uspokoiło ją również to, że kobiecie zostali przydzieleni dodatkowi ochroniarze, ale to nie oznaczało, że nie przejmowała się w ogóle. Postanowiła ten czas wykorzystać jako swój wolny, wiedząc, że sama również potrzebuje odpoczynku i bez niego nie będzie tak efektywna, jak mogłaby być, ale jej myśli nieustannie wracały do Haley. Nie rozumiała tego i nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło, i przez to tak naprawdę nie mogła się zrelaksować, bo ciągle zastanawiała się, czy Westcott jest bezpieczna i… cóż, jak się bawi na przyjęciu, na które poszła. Nie miało to absolutnie żadnego sensu, ale taka była prawda. W pewnym momencie nawet zastanawiała się, czy do niej nie napisać, ale chyba byłoby to niepoważne i być może nieprofesjonalne. Poza tym, mimo że ich stosunki się ociepliły, Haley prawdopodobnie nie życzyłaby sobie takiego kontaktu z jej strony. Dlatego czekała i martwiła się, nie mogąc skupić się w pełni na niczym tak naprawdę.

Kiedy jej telefon zadzwonił, a na wyświetlaczu pojawiła się nazwa kontaktu Wescott, Diane odebrała wręcz natychmiast. Od razu pomyślała, że stało się coś złego i nie pomyliła się, choć nie było to tego rodzaju zagrożenie, którego się spodziewała. Jednakże informacja o tym, co przydarzyło się Haley wcale jej nie uspokoiła — wręcz przeciwnie. Ponownie pomyślała, że to niedorzeczne, że aż tak się przejmuje, ale serce biło jej mocno w piersi, gdy czym prędzej wychodziła z domu, by jak najszybciej znaleźć się przy kobiecie. Po drodze ciągle myślała o tym, że powinna być bardziej stanowcza i zamiast odpuścić, przyjść na to przyjęcie razem z Haley, ale czy jej obecność rzeczywiście cokolwiek by dała? Nie była tego pewna i pomyślała, że ta poprzednia myśl była z jej strony dość samolubna.

Była pewna, że po drodze złamała kilka przepisów drogowych, ale nie przejmowała się tym. Gdy tylko zaparkowała, od razu wręcz wybiegła z samochodu i pognała w stronę budynku, w którym odbywało się przyjęcie. Absolutnie nie pasowała do tego towarzystwa, więc od razu zwróciła na siebie uwagę innych, ale zignorowała ten fakt. Priorytetem było dla niej odnalezienie Haley i kiedy tylko ją zobaczyła, pokonała dzielącą ich odległość w kilku dużych krokach. — Jak się teraz czujesz? — zapytała od razu. W pierwszej chwili chciała przeszukać jej ciało w poszukiwaniu ran, ale w porę przypomniała sobie, że nie o takie zagrożenie chodziło, dlatego przytrzymała ręce przy sobie.


haley westcott
into the unknown
24 lata 164 cm niedoszła doktorantka
Awatar użytkownika

maybe when you kiss me, I can let you see me cry and if we keep going by the feeling, we can get by

something about me
by julia

03.

Musiała przypomnieć sobie wszystko, czego jako nieumiejętnie kontrolująca swoje uczucia nastolatka przerobiła na terapii. Ataki paniki nie były dla niej niczym nowym. Czasem strach napędzał ją sam, a czasem nakręcała się na tyle, że przychodził, atakował, nie dawał chwili wytchnienia; teraz, gdy roztrzęsiona uciekała na taras z widokiem na zadbany ogród posiadłości wydawało się jej się, że w ogóle nie ma szans.

Była w tym pewnie jej wina. Wypiła o lampkę szampana za dużo, a tłum gości przeszkadzał jej i na samym początku, jeszcze gdy nie dwoił i nie troił jej się w oczach, gdy nerwowo skanowała salę w poszukiwaniu znajomych twarzy. Sukienka nagle stała się za ciasna, podobnie jak przełyk, łzy stanęły jej w oczach i zaraz szukała drogi ucieczki, którą znalazła w otwartych drzwiach balkonowych. Obecni tam goście albo nie zwracali na nią uwagi, albo robili to na tyle dyskretnie, że zdołało to Haley umknąć; nic zresztą dziwnego, skoro najważniejszy okazał się trzymany w drżących dłoniach telefon, gdzie w krótkiej wiadomości wybłagała od Diane, aby ta odebrała ją z przyjęcia.

Później nie wie, ile czasu minęło – skupiła się tylko na swoim oddechu i tym, by nie zwrócić na buty zawartości żołądka. Do czasu, gdy Diane znalazła się w środku uspokoiła się znacznie, choć wciąż wydawało jej się, że jest na skraju. Potrzebowała jednego zapalnika, by wszystko rozegrało się od początku, więc gdy brunetka zmaterializowała się przed nią (a Haley posłała ochroniarzowi taty spojrzenie krzyczące „nie próbuj”, gdy wykonał w ich stronę krok) jak najprędzej chciała się stąd zerwać, aby tego uniknąć. Nie wiedziała nawet, w którym momencie chwyciła Burroughs za dłonie, nawet, jeśli celowała w nadgarstki czy przedramiona.

Dobrze — odpowiedziała w pierwszej kolejności, ale zaraz potrząsnęła głową i się poprawiła. — Lepiej. Możemy stąd wyjść? — poprosiła. Wystarczyło, że wszystkie oczy były na nią skierowane kiedy w panice uciekała na taras, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie chciała, by i Diane uginać musiała się pod ciężarem takiej presji.

Kilka chwil później były już przy samochodzie, którym przyjechała tutaj Burroughs. Panika w głównej mierze już z niej zeszła, ale wciąż czuła nieprzyjemny ucisk gdzieś w środku, kotłujące się, nieprzyjemne uczucie. Nie chciała wracać do domu. To równało się konfrontacji z tatą, który w najlepszym wypadku będzie chciał rozmawiać z nią o uczuciach, a w najgorszym orzecze, że histerią zepsuła całe przyjęcie. Haley nie miała ochoty przekonywać się, która z opcji okaże się prawdą. — Widziałaś Statuę Wolności? Z bliska — doprecyzowała, domyślając się, że odpowiedź na pierwsze pytanie byłaby twierdząca dla każdego mieszkańca Nowego Jorku. Na telefonie sprawdziła godzinę, do niewielkiej kopertówki chowając go już w trybie wyciszonym. — Mamy czterdzieści minut do rejsu wzdłuż wybrzeża. Trafisz stąd do portu? — zapytała, otwierając sobie drzwi od strony pasażera. Powinna najpierw zapytać, czy Diane ma w ogóle ochotę spędzać z nią czas, to fakt; to jednak groziło odmową, której wrażliwy stan Haley mógłby najzwyczajniej nie wytrzymać. Bezpieczniej było więc postawić ją przed faktem dokonanym.


diane burroughs
knowledge is power
28 lat 174 cm bodyguard
Awatar użytkownika

when I'm out of breath, she's my vitals
when I need to rev, she's my ride-or-die
whеn I'm out of faith, she's my idol
i just killed a man, she's my alibi

something about me
by jula

Pracowała przede wszystkim swoimi zdolnościami fizycznymi, które nabyła w ciągu właściwie całego swojego życia, ale bardzo szybko nauczyła się, że jej praca to nie tylko to. Dlatego regularnie uczęszczała na różnego rodzaju kursy psychologiczne, na przykład z interwencji kryzysowej, aby wiedzieć, co zrobić z osobą, która znajduje się w trudnej sytuacji, a przecież głównie w takich Diane uczestniczyła w trakcie swojej pracy — kiedy wszystko było w porządku, nie była potrzebna. Początkowo sądziła, że nie odnajdzie się w tego typu działaniach, ale szybko zorientowała się, że niejednokrotnie była jedyną osobą, która miała pojęcie na temat tego, co robić w takich sytuacjach, dopóki sprawy nie przejmą profesjonaliści. Dodatkowo wyglądało na to, że rzeczywiście miała w sobie taką część, która sprawiała, że radziła sobie wtedy nienajgorzej i chyba to dziwiło ją w tym wszystkim najbardziej, bo nie sądziła, że będzie w stanie pomagać innym również w taki sposób.

Jednakże teraz, kiedy stała przy Haley, nie była aż tak pewna siebie i cieszyła się, że kobieta jest już w dobrym stanie, bo nie miała pojęcia, czy byłaby w stanie jej pomóc, gdyby była inaczej. A wszystko dlatego, że chciała to zrobić jak n a j l e p i e j, aby wszelkie trudności jak najszybciej opuściły Westcott. Dodatkowo w niej samej również wywoływało to pewne emocje, a to zaś utrudniało odpowiednie działania. Tego Diane w ogóle nie rozumiała; Haley była pierwszą osobą, która sprawiała, że czuła się w ten sposób i nie umiała wyjaśnić, z jakiego powodu tak jest. W każdym razie bardzo ucieszyła się, słysząc, że kobieta czuje się lepiej, choć wciąż widziała u niej oznaki roztrzęsienia. Nie zamierzała jednak pytać, co dokładnie się wydarzyło, dopóki Haley sama jej tego nie powie.

Oczywiście, że tak. Za mną — powiedziała, a następnie złapała Westcott delikatnie za nadgarstek i zaczęła prowadzić ją w stronę wyjścia. Zadbała o to, aby w trakcie ich wędrówki ustawiać się tak, by jak najmniej osób widziało Haley, ponieważ domyślała się, że nie chce być ona teraz obiektem wścibskich spojrzeń pozostałych zebranych osób. Burroughs nie miała z tym problemu, a w ciągu swojego życia znosiła znacznie gorsze rzeczy, więc z przyjemnością stała się dla Haley tarczą i to nie tylko dlatego, że za to jej płacono.

Spodziewała się, że Haley będzie chciała jak najszybciej wrócić do domu, dlatego zaskoczyły ją jej pytania. Nie zamierzała jednak protestować, tym bardziej że jej wypad w pobliże Statuy Wolności również odpowiadał. — Wydaje mi się, że tylko raz jako dziecko. Chętnie zobaczę ją ponownie — odparła i natychmiast odepchnęła od siebie wspomnienia związane z dzieciństwem, ponieważ na każde pozytywne przypadało dziesięć negatywnych, a nie chciała psuć Haley tego wieczoru jeszcze bardziej. — Pewnie, że tak. Jakby co jesteś odpowiedzialna za muzykę w trakcie naszej jazdy — powiedziała, uśmiechając się lekko, a następnie uruchomiła silnik i ruszyła do portu.

Podróż minęła im w komfortowej ciszy, podczas której obie mogły trochę uspokoić się po ostatnich trudnych chwilach, przy czym niewątpliwie w przypadku Haley było ich więcej. Diane jednak również musiała uspokoić swoje serce, które przestało szybko bić dopiero w połowie jazdy. Na prom zdążyły ze sporym zapasem czasowym, dlatego na spokojnie mogły zająć miejsca i nacieszyć się widokiem, który roztaczał się przed nimi. — Mogę spytać, czemu chciałaś przyjechać akurat tutaj? — zapytała, dbając jednocześnie o to, aby nie zabrzmieć, jakby domagała się odpowiedzi. Zrozumiałaby, gdyby Haley nie chciała jej powiedzieć.


haley westcott
into the unknown
24 lata 164 cm niedoszła doktorantka
Awatar użytkownika

maybe when you kiss me, I can let you see me cry and if we keep going by the feeling, we can get by

something about me
by julia

Już sama obecność Burroughs w jakiś pokręcony sposób działała na nią pokrzepiająco, jakby jej dotyk był w stanie odwrócić to wszystko i odjąć jej zmartwień. Naturalnie wiedziała, że to nieprawda, a rozum zwyczajnie płata jej figle – ale d l a c z e g o przychodziło jej to z taką łatwością? Nie znały się długo i choć niezaprzeczalnie połączyły je ostatnie wydarzenia (Haley w głowie wciąż nie potrafiła nazwać tego z a m a c h e m), nie spodziewała się, że tak prędko zacznie na niej polegać.

Nie miała w końcu wątpliwości, że jej dzisiejszy atak paniki związany był z nieobecnością jedynej osoby, która uratowała jej już skórę; gdyby Diane była na miejscu, do niczego by nie doszło. Nie miała historii z współzależnością i zazwyczaj chadzała przecież własnymi ścieżkami. W wieku osiemnastu lat wyprowadziła się na drugi koniec kraju i kompletnie odcięła od rodziców, a teraz nie potrafiła przetrwać jednego wieczoru bez panikowania, jeśli Diane nie było obok. Wolała na ten temat nie myśleć i nie sprowadzać wszystkiego do jednego, logicznego wniosku, który nasuwał jej się na myśl.

Jeszcze nie.

Skinęła głową. Normą było, że mieszkając na co dzień w turystycznych miejscach raczej stroniło się od atrakcji, które miasto miało do zaoferowania. Haley też wielu miejsc nigdy nie odwiedziła. Jak mogła unikała Times Square czy Central Parku, nawet, jeśli były to miejsca wyjątkowo klimatyczne i podziwiane przecież przez przyjeżdżających tutaj z całego świata. Nie najlepiej radziła sobie w tłumach i tym to sobie tłumaczyła. Statua Wolności była chyba jedyną atrakcją, którą odwiedziła w życiu wielokrotnie – prawdopodobnie dlatego, że statki nie były przepełnione turystami i całe przedsięwzięcie było przez to znacznie bardziej kameralne i do przełknięcia. — Mam nadzieję, że lubisz smutną muzykę — odpowiedziała jej tylko chwilę przed tym, jak jej ulubiona playlista rozbrzmiała w samochodzie. Nigdy nie przepadała za imprezowymi przebojami (choć, naturalnie, miała swoje guilty pleasures), a zmieniająca się na jesienną pogoda za oknem tylko sprzyjała temu, aby delektować się balladami. Może dlatego resztę drogi była już cicho, pozwalając Hozierowi rozbrzmiewać bez zakłóceń.

Zajęła swoje miejsce na łodzi, która wyjątkowo nie była przepełniona turystami z aparatami. Nie były jedyne, to jasne – taki już urok Nowego Jorku – ale wciąż mogły poczuć się jakkolwiek komfortowo, szczególnie, że nikt nie zajmował póki co miejsc przed nimi. — Mama czasem nas tutaj zabierała, kiedy byliśmy dziećmi, a tata był zbyt zajęty organizowaniem kampanii — wyjawiła z łagodnym uśmiechem, przyglądając się tak dobrze znajomej jej panoramie miasta. — Jeśli chciała wychować nas na lokalnych patriotów, to ze mną się udało. Kocham Nowy Jork tak, jak chciałabym kochać Kalifornię. Nigdy nie czułam się tam tak, jak tutaj — zdradziła. Był to realny problem, z którym zmagała się na Zachodnim Wybrzeżu. Na korzyść działało tylko to, że w końcu była z dala od rodziców i po raz pierwszy mogła decydować o sobie; to tutaj, w Wielkim Jabłku, zostawiła jednocześnie dużą część siebie i nie sądziła, że tak trudno będzie jej się przyzwyczaić do życia bez niej.

Wyłączyła się na moment, kiedy statek w końcu odbił od brzegu, a przewodnik zaczął opowiadać o historii miasta. Słyszała ją już kilkukrotnie, więc o ile Diane nie miała ochoty jej słuchać, o wiele chętniej pogrążyłaby się w rozmowie. — Dziękuję, że po mnie przyjechałaś. To… nie wiem, co bym inaczej zrobiła — wyjawiła, czując, jak rumieniec wpełza na jej policzki. Nie wyolbrzymiała. Nawet teraz, z dala od tamtego miejsca i już względnie spokojniejsza, czuła przecież w środku ciężar nieprzyrównywalny do zwykłego, fizycznego bólu.


diane burroughs
knowledge is power
28 lat 174 cm bodyguard
Awatar użytkownika

when I'm out of breath, she's my vitals
when I need to rev, she's my ride-or-die
whеn I'm out of faith, she's my idol
i just killed a man, she's my alibi

something about me
by jula

Nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wiele zmieniło się dla Haley tamtej nocy — była pewna, że stwierdzenie to miało zastosowanie jedynie w jej przypadku. Co prawda dostrzegła pewne drobne rzeczy w zachowaniu Westcott, które były dla niej nowe, ale nigdy by nie pomyślała, że to między innymi z jej powodu. Cieszyło ją to, że udało im się znaleźć wspólny język i do siebie zbliżyć, ale nie wiedziała, jak wiele jej obecność znaczyła teraz dla Haley. Może to dlatego, że nigdy nie wyobrażała sobie, że mogłaby być ważna dla kogoś poza swoją mamą. Nie potrafiła stawiać siebie w środku czyjejś orbity i zawsze uważała się jedynie za osobę postronną w życiu każdej osoby, którą spotykała na swojej drodze. Nie rozumiała więc, czemu akurat teraz chciała, żeby było chociaż trochę inaczej, bo nigdy wcześniej jej to nie przeszkadzało (a przynajmniej tak sobie wmawiała).

Nie mam nic przeciwko — odpowiedziała, posyłając kobiecie ciepły uśmiech. Po jej wyglądzie i zawodzie można byłoby wnioskować, że lubi jedynie ciężką muzykę, ale nic bardziej mylnego. Tak naprawdę w jej aucie oraz słuchawkach można było usłyszeć szeroki przekrój różnych gatunków muzycznych, więc była otwarta na wszelkie rodzaje. I rzeczywiście wcale nie narzekała, kiedy w głośnikach dało się słyszeć utwór Hoziera, ponieważ słuchała jego piosenek już wcześniej i bardzo jej się podobały.

Och, a myślałam, że nie przepadasz za tym miejscem — wyznała, ale szybko połączyła fakty i zrozumiała, że nastawienie Haley do… cóż, wszystkiego w ostatnim czasie bardziej miało związek z jej ojcem, niż z czymkolwiek innym. W związku z tym jej wniosek w tej sprawie był bardzo, ale to bardzo błędny. — Przykro mi, bo… hm, oczywiście popraw mnie, jeśli się mylę, ale brzmisz, jakbyś żałowała, że tam nie czujesz się, tak jak tutaj — powiedziała. — Czemu aż tak nie lubisz tu być? — zapytała, zdając sobie sprawę z tego, że to odważne pytanie. Wiedziała jednak, że Haley to osoba, która potrafi stawiać granice i jeśli będzie chciała, po prostu odmówi jej odpowiedzi i z tym oczywiście się liczyła. — Ja natomiast sama nie wiem, co myślę o tym mieście. Zobaczyłam je od takiej strony, od której pewnie niewiele osób miało w swoim życiu szansę je zobaczyć i nigdy nie spojrzę na nie inaczej. — Zdawała sobie sprawę z tego, że mówi niejasno, ale na ten moment nie była w stanie zdradzić więcej.

Ona również nie miała żadnego interesu w tym, aby słuchać przewodnika. O wiele ważniejsza była dla niej teraz Westcott, której samopoczuciem wciąż się przejmowała. — Dałabyś sobie radę, ale cieszę się, że mogłam ci pomóc, Haley — odparła, nawet nie zauważając, że policzki Haley pokryły się rumieńcem, ponieważ musiała walczyć z faktem, że jej własne również stały się cieplejsze. — Zawsze możesz na mnie liczyć w takiej sytuacji. I to wcale nie dlatego, że dostaję pieniądze za ochronę ciebie — dodała, choć wypowiedzenie tych słów wiele ją kosztowało; nie była przyzwyczajona do takich wyznań.


haley westcott
into the unknown
24 lata 164 cm niedoszła doktorantka
Awatar użytkownika

maybe when you kiss me, I can let you see me cry and if we keep going by the feeling, we can get by

something about me
by julia

Potrząsnęła głową na słowa Diane. Choć przez ostatnie kilka tygodni jej stosunek do Nowego Jorku mógł rzeczywiście być ambiwalentny, niezmiennie uważała miasto za swoje miejsce na ziemi. Narzekała (i wciąż opiniowała, że miała pełne prawo to robić!) tylko dlatego, że po raz kolejny jej dobrobyt został postawiony na drugim miejscu, tuż za tym, co jej ojciec uważał za słuszne. Może powinna była się do tego przyzwyczaić, ale z drugiej strony – bardzo prędko przestała tańczyć tak, jak jej zagrano. — Los Angeles nigdy nie było moim domem. Zachodnie Wybrzeże chyba zwyczajnie nie jest moim miejscem na ziemi — wyznała, nawet nie musząc się nad tym specjalnie zastanawiać. Już wielokrotnie doszła do tej samej konkluzji i doskonale wiedziała, co się na nią składa. — Nowy Jork ma dla mnie to coś. To strasznie sztampowe, ale naprawdę. Tutaj czuję się sobą — uśmiechnęła się, przyglądając panoramie miasta. — Wolałabym jedynie wrócić na własnych warunkach. Samej stwierdzić, że Kalifornia to nie to, spakować walizki i przelecieć na drugi koniec kraju. Zamiast tego znowu moim życiem dyktuje tata, nawet, jeśli ostatnie sześć lat naprawdę udało mi się od tego odciąć — przyznała, marszcząc lekko nos. Naprawdę sądziła, że gdzieś w tyle zostawiła rodzinne dziedzictwo i wszystko to, z czym kojarzono kampanie ojca. Wyzbycie się dziecięcej naiwności było chyba najtrudniejszym etapem dorastania.

Czy rzeczywiście dałaby sobie radę? Ataki paniki nie były dla niej niczym nowym i realnie była w stanie samej stawić im czoła, a jednak w tamtym krótkim momencie, gdy dotarł do niej impuls, zupełnie o tym nie myślała. Niemal odruchowo dzwoniła do Burroughs, przekonana, że z jej obecnością łatwiej będzie pozbyć się paskudnego uczucia, które zdawało się pożerać ją od wewnątrz. — Może i bym dała — oceniła, w końcu odklejając wzrok od panoramy miasta by zerknąć na Diane. — Ale w tamtym momencie w ogóle się tak nie czułam. Wiem, że przy ataku paniki to normalne, ale naprawdę nie wiem, co by się stało, gdybyś mnie stamtąd nie zabrała — powtórzyła, teraz już trochę lepiej werbalizując swoją obawę. Zastanawiała się jednocześnie, co miała na celu jej obecność na tym głupim bankiecie. Jeśli ojciec chciał popisać się przed innymi politykami córką, która świetnie radzi sobie z całym tym bagnem, w którym zdawali się stać po kolana… cóż, wyszło to co najwyżej średnio. Haley nawet nie chciała myśleć o rozmowie, która czekała ją po powrocie do domu.

Jak długo to już robisz? — zapytała, rzeczywiście ciekawa. Zawód ochroniarza nie był czymś, o czym miała jakiekolwiek pojęcie. Czy takie osoby szkoliły się na przeznaczonych do tego warsztatach, czy dostawały licencję z marszu, jeśli potrafiły powalić kogoś jednym ciosem? Miała zresztą wiele pytań, które chciałaby zadać Diane – także to, co właściwie podkusiło ją do wyboru takiej, a nie innej ścieżki kariery. Domyślała się jednocześnie, że to pytanie całkiem inwazyjne – póki nie miała ku temu przestrzeni, wolała więc siedzieć cicho.




diane burroughs
knowledge is power
28 lat 174 cm bodyguard
Awatar użytkownika

when I'm out of breath, she's my vitals
when I need to rev, she's my ride-or-die
whеn I'm out of faith, she's my idol
i just killed a man, she's my alibi

something about me
by jula

Pod wpływem rozmowy z Haley sama zaczęła się zastanawiać nad swoim miejscem na ziemi. Czy były to ciemne, nieprzyjemne zaułki, w których jako nastolatka dawała nauczkę ludziom, którzy nie chcieli — nie mogli — spłacić swoich długów wobec jej ojca? Nie, zdecydowanie nie. Czy był to ring, w którym próbowała udowodnić samej sobie, że jest warta coś więcej, niż tylko jej zakrwawione dłonie? Nie była co do tego przekonana. Czy były to jej pierwsze stabilne prace, w których uczyła się, czym jest normalność? Byłaby to łatwa odpowiedź, ale na pewno nie prawdziwa. A może było to mieszkanie, które dzieliła razem z matką? Wstydziła się tej odpowiedzi, ale również w tym przypadku była ona negatywna. Między nią a matką zawsze był niewidzialny mur, którego żadna z nich nie potrafiła przełamać. Diane Burroughs nie wiedziała więc, gdzie jest jej dom i świadomość tego stanu rzeczy nie była dla niej niczym przyjemnym.

Sztampowe? Nie powiedziałabym. Tak się złożyło, że zapałałaś miłością do Nowego Jorku. Gdyby tak samo było, nie wiem, z Denver, to nie nazwałabyś tego sztampowym, więc… — odparła, posyłając Haley ciepły uśmiech. W tym momencie zazdrościła jej możliwości nazwania czegokolwiek swoim miejscem na ziemi, ponieważ sama nie miała tej przyjemności. Jednakże była to pozytywna zazdrość, o ile w ogóle można to uczucie w ten sposób nazwać. W każdym razie nie chciała Westcott odbierać tego, co miała, wręcz przeciwnie. — Przykro mi, naprawdę. Coś… coś o tym wiem, więc domyślam się, jak się czujesz. Wydaje mi się jednak, że nie musisz tego przekreślać tylko dlatego, że wróciłaś tu z jego inicjatywy. Nie przekreśla to twojej… nie wiem, jak to nazwać. Wolnej woli? Wyborów? — Czuła się głupio, bo nie potrafiła tego dobrze określić, a pragnęła wesprzeć Haley, ale słowa nigdy nie były jej mocną stroną. Właściwie w obecności Westcott wzbijała się na swoje wyżyny w tym względzie.

Wydaje mi się, że rozumiem. Następnym razem nie dam się spławić i pójdę razem z tobą, nawet jeżeli miałabym wejść tam przez okno — zadeklarowała, śmiejąc się cicho. Jej zapowiedź była w stu procentach poważna i obiecała to sobie jeszcze przed dotarciem na miejsce przyjęcia. Zaraz jednak pomyślała, że być może Haley wcale sobie tego nie życzy. — Oczywiście jeśli chcesz — dodała pospiesznie, aczkolwiek na tyle późno, że raczej wiadome było, iż nie pomyślała o tym od razu.

Przystanęła na chwilę, a jej serce zaczęło bardzo mocno bić, gdy usłyszała pytanie Haley. Spojrzała na nią z dziwnym wyrazem twarzy i dopiero po opadnięciu pierwszych emocji zrozumiała, że Westcott przecież nie chodziło o jej kryminalną przeszłość, tylko o bycie bodyguardem. Źle ją zrozumiała. — Od bardzo dawna. Już jako nastolatka obijałam swoich rówieśników, więc można powiedzieć, że już wtedy nabywałam pierwsze umiejętności — odpowiedziała, przeinaczając trochę fakty. Nie było jednak mowy o tym, aby powiedziała Haley prawdę. Była pewna, że łącząca je relacja od razu by się wtedy skończyła. — Właściwie w swoim życiu nie robiłam nic innego. W sensie… zaczynałam od firmy ochroniarskiej i w sumie nigdy nie sądziłam, że kiedyś będę przyjmowała własne, lepiej płatne zlecenia — przyznała szczerze. To akurat było w stu procentach prawdą. — A ty? Pamiętam, że chciałaś się dalej uczyć, ale nigdy nie mówiłaś o tym więcej. — Zmieniła temat, chcąc jak najmniej mówić o swojej przeszłości. Rozumiała, że Westcott może poczuć się zawiedziona, ale to nie był dobry moment na rozgrzebywanie tego.


haley westcott
into the unknown
24 lata 164 cm niedoszła doktorantka
Awatar użytkownika

maybe when you kiss me, I can let you see me cry and if we keep going by the feeling, we can get by

something about me
by julia

Dla Haley była to droga po sinusoidzie. Jako nastolatka sądziła, że jedynie wyjazd z Nowego Jorku pozwoli jej na normalne życie; w Kalifornii bardzo, ale to bardzo starała się znaleźć dla siebie kąt, w którym czułaby się dobrze, a zatrważającą pustkę wypełniała pracą. Powrót na wybrzeże był przymusowy i bardzo chciałaby się z tego tytułu złościć, ale jak mogła, skoro miała wrażenie, że rozkwita? Wszystko to równało się strasznemu mętlikowi w jej głowie, dodatkowo powodowanego pytaniami, przed którymi na razie nie chciała jeszcze stawać.

Tak, pewnie masz rację — westchnęła, marszcząc nos gdy zastanawiała się nad sensem słów Diane. Było w nich rzeczywiście ziarno prawdy. To od Haley zależało przecież to, jak wyglądać będzie jej życie niezależnie od tego, że została ściągnięta do Nowego Jorku z inicjatywy ojca. Dużo łatwiej byłoby się podporządkować, skulić ogon i tańczyć tak, jak jej grano – ale jeśli Westcott dała swojej rodzinie jedną lekcję, to właśnie taką, że nigdy nie była to jej ulubiona czynność.

Zaśmiała się krótko. Nie spodziewała się może, że Diane rzeczywiście weszłaby oknem (wierzyła w końcu, że dogadałaby się z bramkarzem i wpuściła ją drzwiami), ale nie czuła się tak, jakby jej słowa były obietnicą rzuconą na wiatr aby uspokoić ją jedynie w tamtym momencie. Nic już od siebie nie dodała w tym temacie i nie odpowiedziała jej, nie przynajmniej bezpośrednio – na moment sięgnęła za to po jej dłoń i ścisnęła lekko, dając twierdzącą odpowiedź na jej pytanie bez użycia słów.

Słuchała jej ze zrozumieniem, choć taka praca i sposób zarobku były jej przecież obce. Widziała może pojedyncze seriale i filmy, które pochylały się nad sprawą, ale czy wierzyła w ich realizm i prawdomówstwo? Absolutnie nie. Prędzej wsadziłaby je między bajki, w których występowały także smoki. — Sądzisz, że dla ciebie to właśnie t o, czy chciałabyś zajmować się czymś innym? — zagadnęła, widząc wahanie Diane i choć w jakimś stopniu pozostała w temacie, nie trzymała już Burroughs w ogniu pytań. Było więcej rzeczy, o których chciała się dowiedzieć, ale ugryzła się w język. Może jeszcze będzie jej dane dowiedzieć się o brunetce więcej, o ile ta będzie chciała się czymkolwiek jeszcze podzielić. Musiała przypominać sobie, że niezależnie od wszystkiego, łączyły je przecież przede wszystkim stricte zawodowe relacje. — Chciałam zrobić doktorat — zgodziła się, przytakując głową. — Sądziłam, że w ten sposób udowodnię coś… sobie, rodzicom? Sama nie wiem. Chciałam mieć coś swojego, po prostu. Biologia właśnie tym dla mnie była — wyjawiła, zaciskając na krótko usta jakby szukała odpowiednich słów, aby jak najlepiej zobrazować to Diane. Nie mówiła o tym na głos. Był to temat, który wielokrotnie przerabiała w głowie, tłamsiła w sobie – ale nikomu jeszcze otwarcie nie przyznała tego wszystkiego na głos. — Wiesz, łatwiej było pójść w politykę, public relations, dostać ciepłą posadkę w komitecie taty i do końca życia cieszyć się z tego, że urodziłam się z takim, a nie innym nazwiskiem. Nawet część mojego rodzeństwa tak zrobiło. Może gdybym się na to zdecydowała, za kilkanaście lat chroniłabyś… Bóg wie, kandydatkę do kongresu. Tylko po co? Żeby do końca życia kojarzono mnie z ojcem? — westchnęła krótko. — Pomyślałam, że jeśli zajmę się czymś zupełnie innym, z drugiego końca spektrum – postawiłam na biologię – może, może przyczynię się do czegoś, przez co ludzie będą kojarzyli m n i e, nie jego, ale wyjechałam zanim mogłam cokolwiek komukolwiek udowodnić — dokończyła, nagle interesując się swoimi splecionymi na nogach dłońmi. Nie lubiła mówić o tym na głos. Wiele osób oddałoby sporo, aby być w jej butach – tych samych, które niesamowicie ją uwierały, i z których Haley chciała się jak najprędzej wydostać. Trudno było żyć jej z tą świadomością, skoro była o tym przekonana.


diane burroughs
knowledge is power
28 lat 174 cm bodyguard
Awatar użytkownika

when I'm out of breath, she's my vitals
when I need to rev, she's my ride-or-die
whеn I'm out of faith, she's my idol
i just killed a man, she's my alibi

something about me
by jula

Musiała przyznać, że przyznanie jej racji przez Haley trochę połechtało jej ego. Słowa te spowodowały, że twarzy Diane pojawił się delikatny uśmiech, a pewnie stałby się jeszcze szerszy, gdyby nie jej opanowana wręcz do perfekcji kontrola nad swoimi emocjami. W końcu nie chciała, aby jej nadmierne podekscytowanie tak niewielką rzeczą zostało zauważone przez kogoś więcej, niż ją samą. Pomyślała sobie, że dotychczas w swoim życiu rzadko miała okazję tak szczerze i otwarcie rozmawiać z kimś o czymkolwiek, ponieważ była osobą zamkniętą w sobie i raczej sama też nie zachęcała do tego, by ktokolwiek się przed nią otwierał. Wobec tego może właśnie z tego powodu w ten sposób teraz reagowała? Z drugiej strony w głębi duszy bardzo dobrze wiedziała, że to nie tylko o to chodzi.

Haley ponownie w trakcie ich znajomości chwyciła ją za serce, gdy złapała ją za dłoń. Diane spojrzała na kobietę, sama nie wiedząc, co poprzez swoją mimikę chce wyrazić, ale ostatecznie postanowiła odwzajemnić uścisk Westcott i uśmiechnąć się do niej ciepło. Miała poczucie, że to wyraziło więcej niż niejedne słowa, które mogła wymyślić, a jednocześnie stworzyło przestrzeń na nowe, których na ten moment nie była gotowa wypowiedzieć. W tamtej chwili była podekscytowana i przerażona jednocześnie.

Nigdy nie miałam szansy na zajęcie się czymkolwiek innym, Haley — odpowiedziała, odkrywając się przed Westcott chyba tak bardzo, jak właśnie w tym momencie. W każdym razie niewątpliwie dawała jej taką możliwość, bo przecież zawsze mogła jej słowa po prostu zignorować. A jednak kryła się w nich ogromna prawda na temat życia Diane, do której jeszcze nie mogła i nie była w stanie się przyznać, ale im więcej czasu przebywała w towarzystwie Haley, tym bardziej rosła szansa na to, że w końcu to zrobi. Było w ich relacji coś takiego, co sprawiało, że Burroughs nie chciała kłamać, a co więcej — i co najbardziej przerażające — naprawdę pragnęła się przed nią otworzyć. I paradoksalne chyba w tym momencie to ona najmniej myślała o zawodowych podstawach ich relacji.

Och, to… — zaczęła, chcąc jakoś zareagować na słowa Westcott, ale początkowo nie była w stanie. Zaskoczyło ją to, jak bardzo były do siebie podobne pod tym kątem. Miała wręcz poczucie, jakby jej własne serce mówiło: tak, bardzo dobrze cię rozumiem, chcę usłyszeć więcej, więcej, więcej, jesteśmy takie same. Jeszcze nigdy nie przemawiało ono do niej aż tak wyraźnie. — Chyba się powtórzę, ale naprawdę dobrze cię rozumiem — dodała, gdy w końcu odzyskała rezon. Bardzo współczuła Haley, ponieważ jak najbardziej była w stanie sobie wyobrazić, jak ta musiała się czuć przez te wszystkie lata. — Ale… powiedziałaś, że biologia tym dla ciebie była. Czyli już nie jest? — Chciała to doprecyzować. Nakryła się na tym, że właściwie interesuje ją każdy szczegół tego, co opowiedziała jej Westcott. — A polityką i tymi całymi… jak to nazwałaś? Public Relations? To nigdy cię nie interesowało? — O ile o polityce co nieco wiedziała, tak ten drugi termin był jej właściwie całkiem obcy. Pomyślała jednak, że później dopyta o to Haley albo w ogóle sama to sprawdzi. — Może takie masz teraz przekonanie, ale według mnie ta droga jeszcze nie jest dla ciebie zamknięta. Wciąż jeszcze wiele możesz zrobić i udowodnić, nie tylko swojemu ojcu, ale także sobie. To tylko chwilowe zboczenie z kursu — zasugerowała, starając się złapać kontakt wzrokowy z Westcott. Jednocześnie rozumiała, że po tym, co Haley powiedziała, może czuć się trochę zawstydzona — Diane na pewno by była.


haley westcott
into the unknown
ODPOWIEDZ