ODPOWIEDZ
32 lata 175 cm oficer portowy
Awatar użytkownika

i hang my head from sorrow, slave to humanity
i wear it on my shoulders, gotta find strength in me

something about me
by maruda

do you come here much? i swear i've seen your face before
hope you don't see me blush, but i can't help but want you more
baby, tell me what’s your story?


😼

Z pewnością nie była to najprzyjemniejsza z myśli, ale łapała się na niej zatrważająco często - nie tak przecież miało wyglądać jej życie. Nie skarżyła się nigdy i nie narzekała, taka już byłą, tylko gdzieś tam głęboko w środku pojawiało się to coś szepczące nieznośnie, jak to wszystko mogło być inaczej. Z drugiej jednak strony - czego ona właściwie oczekiwała? I kogo chciała oszukać? Nigdy nie miała na siebie żadnego planu. Jakiekolwiek marzenia czy snucie sennych wizji musiały poczekać, bo zawsze do roboty było coś innego. Rodzeństwo do zaopiekowania, dom do opanowania, zakupy do zrobienia, szkoła, problemy ojca. Torrance od kiedy tylko pamiętała żyła życiem kogoś innego, zupełnie jak jakaś statystka, przy dobrych wiatrach i naprawdę sprzyjającej koniunkturze, może ewentualnie aktorka drugiego planu.

Mimo wszystko teraz znajdowała się w takim położeniu, którego nie zmieniłaby na żadne inne, nawet pomimo wszelkich trudności. Każdy na jej miejscu by to przyznał - nikt w końcu nie pisze się dobrowolnie na to, by wychowywać niepełnosprawne dziecko. Autyzm jej córeczki pozwalał co prawda przez większość czasu funkcjonować jej, czy im z Carlosem - jako dziwacznej, połatanej rodzinie - względnie akceptowanie, ale zdarzały się takie epizody jak ten, kiedy nawet zupełnie zwyczajna wyprawa do sklepu stawała się prawie misją wojenną. Clem bowiem nie współpracowała za grosz. Od kilku dni wycofana i mocniej zamknięta, jeszcze bardziej ograniczyła i tak swoją słabiutko rozwiniętą mowę, ograniczając się do całej palety wrzasków i pisków. Ubranie czegokolwiek graniczyło z cudem, zjedzenie czegokolwiek graniczyło z cudem, wyjście gdziekolwiek graniczyło z cudem. Wszystko wymagało opracowanych już przez cztery lata dziewczynki sposobów, jak i nieludzkich pokładów cierpliwości.

Torrance miała jedynie odebrać swoje wyniki od lekarza. Miała na to tylko ten jeden dzień jutro musiała dostarczyć je przecież do pracy, Clementine jednak uparcie brnęła w twierdzenie, że nie wie czym jest praca (tak zakładała sama Tori) i że zapewne można żyć samym powietrzem (co dziewczynka próbowała testować już trzeci dzień) i stwierdziła, że nic z tego, najpierw mamo pójdziemy do sklepu.

I tak oto stały w pobliskim małym markecie, bo Clem wymyśliła sobie... no właśnie, tak właściwie co? Soczek nie, chrupki nie, zabawka nie, woda nie. Stały właśnie przy regale że słodyczami (Tori nie była szczególnie z siebie dumna), i Atwood już zaczynała tracić nadzieję na to, że wyjdą stąd rychło. Już miałam przechodzić do następnego regału, obracając się cały czas za plecy, obserwując nieletnią, pochłoniętą eksplorowaniem tekstury paczki ciasteczek.

Tak była tym pochłonięta - oczywiście Tori obserwacje, choć Clem w swoich staraniach zupełnie nie odstawała poziomem - że po prostu na kogoś wpadła. To musiało się tak skończyć..

— Przepr... — zaczęła, obracając się w stronę potrąconego przez siebie człowieka. No tego jej jeszcze tylko brakowało, tytułu miss gracji. Uniosła wzrok by ocenić reakcję swojego aktualnego towarzysza - bądź towarzyszki - a wtedy uśmiechnęła się delikatnie. Jakoś tak łatwiej, kiedy wpada się na kogoś znajomego. — ...szam, ale nie skłamię jeśli powiem, że po prostu nie spodziewałam się cię tu spotkać — pozwoliła sobie od razu formułować wszystko na ty, skracać dystans, choć nie robiła tego często. Doktor - tyle o tym człowieku w końcu wiedziała - zdążył sobie do tej pory zaskarbić sympatię Clem, pomagając jej opanować typowy atak histerii, jaki zwykle towarzyszy wejściu do jakiejkolwiek placówki medycznej. Nie mógł mieć jej więc tego za złe, prawda?



_____
fox anderson
ohana means family
33 lata 186 cm lekarz
Awatar użytkownika

In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York

something about me
by betsy

Jego życie wpadło w typowy dla września tor z którego był zadowolony, ponieważ nie wymagało to od niego zbytniej aktywności. Z pomocą brata i sąsiadki skończył rozpakowywać ostatnie kartony, których zawartość ostatecznie została rozlokowana po szafkach, komodach i półkach. Cztery ściany stały się przytulne i godne miana domu, do którego ochoczo się wracało po ciężkim dniu pracy. Pieczołowicie zaplanowane plany spełniały się krok po kroczku w kilku aspektach i nawet życie towarzyskie oceniał na cztery z plusem. Gawędził z uroczą sąsiadką na dachu, chodził po pracy na piwo z kolegami i jadał niedzielne obiady w towarzystwie starszego brata, który dorobił się czarnego kota wraz z kolejną paranoją. Było dobrze, naprawdę dobrze.
Dzień wolny spożytkował na leniuchowanie. Poczytał, zrobił kilka pompek, a potem przeglądał zawartość lodówki i z przerażeniem odkrył, że powinien zrobić zakupy. Ostatnia wizyta Brennana skończyła się trzy daniowym obiadem. Ten to lubił sobie pojeść.
Market znajdował się w pobliżu Kissany, dlatego poszedł na piechotę zapominając portfela, ale o tym miał się przekonać dopiero przy kasie. W koszyku miał już owoce, paczkę płatków śniadaniowych i paczkę pikantnych cheetosów, kiedy skręcając w alejkę wpadł na kobietę, albo to kobieta wpadła na niego. Utrzymał koszyk w ręce, drugą wyciągając w stronę czarnowłosej nieznajomej chroniąc ją przed upadkiem.
Odwzajemnił uśmiech, który poszerzył się znacznie, gdy tylko rozpoznał Torrance Atwood. Zapadła mu w pamięć. Głównie z powodu córeczki. Lubił dzieci, wielu pomagał przyjść na ten świat na sali porodowej i od wielu osób słyszał, że ma to coś. Niektórzy nazywali to powołaniem.
— Mieszkam niedaleko — wyjrzał zza Torrance, spoglądając na jej córkę, zafascynowaną teksturą opakowania — Cześć, Clem — nie byłby zaskoczony zignorowaniem.
— Jesteśmy sąsiadami? — zapytał wesoło w nawiązaniu do okoliczności poznania Harriett.


Torrance Atwood
into the unknown
32 lata 175 cm oficer portowy
Awatar użytkownika

i hang my head from sorrow, slave to humanity
i wear it on my shoulders, gotta find strength in me

something about me
by maruda

Jak ona cholernie by chciała, by jej życie kiedykolwiek - wcześniej bądź obecnie - trzymało się jakiegokolwiek porządnego toru. Zamiast tego otrzymywała wypadkową niekoniecznie najszczęśliwszych decyzji z regularnym kopaniem bądź podkładaniem kłód pod nogi w wykonaniu najwyższego brodatego pana, urzędującego gdzieś tam nad chmurką. Miała jednak w tym już tak porządne lata doświadczenia, że co najwyżej brała wszystko prędko na swoje barki, rozwiązywała problem i szybko wracała do swojej zupełnie szarej, przeciętnej codzienności.

O ile może być o takowej mowa w przypadku funkcjonowania z osóbką neuroatypową. Autyzm córki owszem, był największą na ten moment bombą z dostępnych w jej trzydziestoletnim życiu, ale po pewnym czasie - a Clem leciał już przecież piąty roczek - można było to w pewnym stopniu uznać za przygodę. Szczególnie kiedy wyprawa po jedne wyniki badań (i jeśli się uda karton mleka) okazywała się prawdziwą eskapadą.

I jeszcze okazywało się, że miały mieć towarzystwo.

Przystojne towarzystwo.

— Szczęściarz — odparła tak, jakby realnie mu tego zazdrościła, po czym zaśmiała się leciutko, szybko łapiąc na tym, że przecież nie chciała wyjść na niegrzeczną. Szczęśliwie jego uwaga na moment skupiła się na dziewczynce, która właśnie znajdowała się w świecie, w którym interesowało ją jedynie opakowanie ciastek.

— Clem! — zawołała głośniej, licząc, że kiedy córka usłyszy akurat jej głos, zainteresuje się nowym towarzyszem. Jednak nie. Wywróciła oczami. — Clementine! — imię w pełnej formie to nie były już najwyraźniej przelewki, bo dziewczynka na moment uniosła głowę, obdarzyła dorosłych kilkusekundowym spojrzeniem i tak, jakby w ogóle nie było tam jej mamy odpowiedziała tylko:

— Cześć, wujek — huh, szybko poszło. Torrance na powitanie w wykonaniu Clem zareagowała krótkim i cichym parsknięciem śmiechem i delikatnym wzruszeniem ramionami. — Widzę, że błyskawicznie awansujesz w strukturach — uśmiechnęła się lekko. — A co do bycia sąsiadami, to trochę tak trochę nie. Mieszkamy... — straciła rachubę ile. — ... kilka przecznic stąd. Wybieramy się do doktor Jones, mam wyniki badań do odebrania, ale jak widzisz są pewne priorytety i ta jedna paczka ciastek czekała na księżniczkę w tym jednym sklepie. A tak serio to myślę, że pewnie chodzi o ten plac zabaw za rogiem — nie mogło być przecież tak, że poszło zbyt łatwo, prawda?



_____
fox anderson
ohana means family
33 lata 186 cm lekarz
Awatar użytkownika

In New York
Concrete jungle where dreams are made of
There's nothin' you can't do
Now you're in New York

something about me
by betsy

Fox odruchowo uśmiechnął się szerzej, słysząc, jak Clem nazywa go "wujkiem". Było w tym coś niewinnego i uroczo bezpośredniego, co przypomniało mu, dlaczego zawsze lubił dzieci. Przynajmniej one nie owijały w bawełnę, kiedy chodziło o wyrażanie swoich myśli. Zawsze było coś pokrzepiającego w tej prostocie.
— Awans na "wujka" to zaszczyt — odpowiedział z lekkim rozbawieniem, spoglądając najpierw na dziewczynkę, a potem na Atwood — Nie wiedziałem, że tak szybko zdobywam względy młodszej generacji.
Patrzył, jak Clem z powrotem zanurza się w świecie ciastek, całkowicie zignorowawszy dorosłych. Wyglądała na szczęśliwą, choć Fox dostrzegał delikatną zmianę w dynamice, gdy jej matka próbowała ją przywołać do rzeczywistości. Było w tym coś… znajomego.
— Cóż, z takimi priorytetami jak ciastka na pewno nie można dyskutować. — Rzucił pół żartem, a potem, przenosząc wzrok na Torrance, dodał łagodniej: — Ale dobrze, że odbieracie wyniki badań. Mam nadzieję, że wszystko w porządku?
Chociaż chciał, żeby pytanie zabrzmiało luźno, gdzieś w środku poczuł lekki niepokój. W ostatnim czasie był emocjonalnie rozstrojony i przejmował się innymi, aż za bardzo. Lepiej innymi, niż sobą, lecz o tym nie powiedziałby nikomu. Nawet bratu.

Gdy byli przy kasach, przepuścił Torrance z Clem. W tym momencie przypomniał sobie o swoim własnym "problemie". Portfel, którego zapomniał, nagle wydawał się absurdalnie ważny. Westchnął cicho, przetarł dłonią kark i spojrzał na swoje zakupy. Poklepywanie się po kieszeniach nie wymagało słów. Zdarzyło mu się to po raz pierwszy w życiu.



Torrance Atwood
into the unknown
32 lata 175 cm oficer portowy
Awatar użytkownika

i hang my head from sorrow, slave to humanity
i wear it on my shoulders, gotta find strength in me

something about me
by maruda

Sama Torrance zdążyła już przywyknąć do tego, że współdzielenie codzienności z tak oryginalną towarzyszką, jaką bezsprzecznie była panienka Clementine Mercado rządziło się swoimi zasadami. Często niepisanymi, często zupełnie od czapy, ale zasadami. Przywykła również do tego, że nie każdemu może być z tym po drodze. I tak, pewien brak zrozumienia jeszcze bardziej odsunął ją od matki czy ojca (z którymi po prawdzie i tak nigdy nie była blisko) czy zrewidował (dość mocno) ilość jej przyjaciół. Nie zamierzała nad tym specjalnie ubolewać - bo i po co. Zamiast tego po prostu robiła swoje. A kiedy na horyzoncie pojawiał się ktoś, kto zdawał się być tym faktem w ogóle niewzruszony - jak choćby właśnie towarzyszący jej doktor Anderson - była po prostu wdzięczna.

Zaśmiała się cicho, słysząc jego komentarz.

— Jasne. M ł o d s z e j — uśmiechnęła się zaczepnie. — Cholernie skromny z pana człowiek, doktorze — przecież nie było tak, że Torrance z tytułu posiadania dziecka (czy ekspartnera na wyposażeniu domu, jakkolwiek to nie zabrzmiało) nagle oślepła czy przestała pamiętać jak to wszystko działa. Fox był przystojny. Wysoki i dobrze zbudowany. I na Boga, był pieprzonym lekarzem, a na rynku matrymonialnym dla wielu kobiet samo to byłoby już wystarczającym afrodyzjakiem. Musiał robić wrażenie. I skubany, zapewne dobrze wiedział że to robi.

Zmieniając temat, pokręciła przecząco głową.

— Na-ah — mruknęła, jakby jakiekolwiek dodatkowe nie było jeszcze potrzebne w temacie. — To wcale nie chodzi o ciastka. P a c z k a. Chodzi tylko i wyłącznie o tą folię. Choć nie będę w stanie ci wytłumaczyć co w tej jednej, konkretnej jest takiego wyjątkowego — i chętnie choćby spróbowała to zrobić, ale wtedy zdała sobie sprawę że Clem zapomniała ją - a właściwie ich - poinformować o tym, że wystarczy już tego dobrego w tym sklepie i czas go opuścić. Ruszyła w stronę kasy za dziewczynką.


Szczęśliwie nie było kolejki. Po drodze złapała tylko małą butelkę z wodą. Nie spodziewała się, że do kasy ruszy z nimi i pan doktor, ale kiedy przepuścił je z ich szalonymi zakupami, uśmiechnęła się jedynie dziękująco. Gdzieś głęboko w środku liczyła, że to oznacza, że są już bliżej niż dalej zakończenia dzisiejszej wyprawy. Kasjerka podała cenę, Tori już wyciągała telefon z kieszeni spodni by wykorzystać go w celu płacenia, ale wtedy Clem przypomniała sobie jak wiele rzeczy ze zwykłej, szarej codzienności po prostu ogarnia.

— Ja, mama. Ja mam. Płacę. Ja chcę. Tata dał — aha, tak, jasne, na pewno. Po raz kolejny powinna zrobić Carlosowi pogadankę o tym, żeby nie zostawiał drobnych (a tym bardziej grubszych) pieniędzy w spodniach, bluzach i gdziekolwiek indziej, gdzie ta mała pchła będzie w stanie je przejąć. Skubana, musiała go po prostu z tej - wow, banknot dziesięciodolarowy - dychy oskubać. Kasjerka za to, jak na złość wypłaciła resztę drobnymi. Niech cię drzwi ścisną. Clem będzie to układać w swojej malutkiej torebeczce pół dnia.

Nawet nie zwróciła uwagi na to, że kasjerka ogarnęła już nawet zakupy Foxa. Dopiero głos Clem - najwyraźniej naprawdę lepiej zorganizowanej niż jej mama - spowodował, że to zrobiła.

— Aha. Wujek nie ma zapłacić pieniążka — Jezus Maria. Chyba zacznie bardziej lubić te dni, w których jej córka n i e m ó w i. — Mama!! Wujek nie... — czy można wyłączyć dźwięk?

— Widzę, skarbie. Kartą. Poproszę kartą — czyli jak w jednym zdaniu uspokoić nieletnią i dać znać kasjerce, że to ona zapłaci za te zakupy. Clem jednak chyba zrozumiała to zupełnie inaczej, wyrosła między Torrance a Foxem i wcisnęła mężczyźnie swoją paczkę ciastek.

— Wujek, masz. Potrzymasz — sama Tori jedynie spojrzała zdziwiona i po raz kolejny wzruszyła ramionami.

— Nie wiem czy ci się to kalkuluje, ale chyba cię adoptowała — zdążyła tylko powiedzieć, kiedy Clem - stojąca i tak już w pół drogi do drzwi, pisnęła:

— Wujek, idziesz!!! — osoba odpowiedzialna za trzymanie paczki ciastek stała się nagle zupełnie kluczowa w wyprawie.



_____
fox anderson
ohana means family
ODPOWIEDZ