Brian M. SandersSynyster Gates

informacje o postaci
31 X 1989 r., Lake Placid, NY
Staten Island
kawaler
heteroseksualny
on/jego
gitarzysta zespołu heavy metalowego
cały świat
średnie
$$$$
prywatne
i wanna be where the people are
Staten Island
kawaler
heteroseksualny
on/jego
gitarzysta zespołu heavy metalowego
cały świat
średnie
$$$$
prywatne
i wanna be where the people are

freeform
There’s no death, no end of time, when I’m facing it with you.
Thomas E. Sanders od razu wypatrzył w tłumie najpiękniejszą kobietę w barze. Ba! Najpiękniejszą w całym miasteczku! Ożenię się z nią, pomyślał wtedy gitarzysta, wokalista zespołu, z którym wówczas występował, zarzeka się jednak, że powiedział to głośno – bo tuż przed nosem miał włączony mikrofon – i narobił im wszystkim wstydu.
Genevieve A. Haner od zawsze przyciągała uwagę mężczyzn. Zaledwie parę dni wcześniej zwyciężyła w lokalnym konkursie piękności, co jeszcze bardziej wzmocniło to, w jaki sposób widziała samą siebie. O tak! Ta kobieta dobrze znała swoją wartość, nic dziwnego więc, że marzyła o karierze w modelingu. Chciała być sławna i bogata, i na każdym kroku wykorzystywać swoje piękno.
Znali się dość krótko, zanim zaskoczyli rodzinę i przyjaciół wiadomością o planowanym ślubie. Już. Teraz. Najszybciej jak się da... W rzeczywistości wiadomość o ciąży Thomas przyjął z większym szczęściem niż Genevieve. Zrobił więc to, co od zawsze robili mężczyźni, których znał – oświadczył się jeszcze tego samego dnia.
Thomas odszedł z zespołu, od swojego najlepszego przyjaciela, żeby pomagać młodej żonie, która podczas ciąży stała się jeszcze bardziej drażliwa. Genevieve przeszkadzało wszystko – zapachy, smaki i dźwięki, którymi raczyli ją zarówno sąsiedzi, jak i świat. O grze nawet nie było mowy. Każdy akord był za głośny, za piskliwy, be i fe.Don't lend me your hand. I can't trust myself, so how can you trust me?
Mniej więcej już wtedy zaczęli żałować swoich decyzji. Thomas żałował ślubu, dużego i głośnego, Genevieve natomiast, widząc rosnący z tygodnia na tydzień brzuch, płakała nad karierą, która chyliła się ku końcowi, jeszcze zanim na dobre się zaczęła. Pełna żalu i złości na los – ale nie na siebie samą – znienawidziła zarówno swojego męża, jak i chłopca, którego urodziła w halloweenowy wieczór '85.
Brian przyszedł na świat w... rodzinie, tak najłatwiej byłoby określić to, jak wyglądały relacje pomiędzy Thomasem i Genevieve. Genevieve odpowiedzialnością za dom, dziecko i rodzinę, obarczyła męża. Thomas dzielił swój czas pomiędzy młodego syna, pracę w szkole muzycznej i dodatkowe udzielanie lekcji po godzinach. Bywało tak, że całymi dniami jeździł po okolicznych wioskach, szukając dorywczych prac, dzięki którym mógłby utrzymać dom.As time passes by, regrets for the rest of my life the ones, who I confide, were gone in the black of the night.
Powróciwszy do figury sprzed ciąży, Genevieve bardzo szybko przypomniała sobie, jak to jest czuć się piękną. Kiedy już poczuła się lepiej z samą sobą, pognała do dawnego życia – do szukania zleceń i barów, z których wracała nocami, niosąc ze sobą woń dymu i alkoholu.
O tak, Genevieve korzystała z życia. Bawiła się lepiej niż przed ślubem, przyprowadzając do domu "przyjaciół". Początkowo zamykali się w sypialni, włączając głośno muzykę, potem jednak przestali przejmować się tym, czy ktoś ich zobaczy. Wracając ze szkół i zajęć pozalekcyjnych, Brian niejednokrotnie widział rozrzucone na schodach ubrania i spotykał półnagich mężczyzn w kuchni. Wpadał na obcych facetów także wtedy, kiedy wychodzili z łazienki, widywał ich, kiedy leżeli w należącym do Thomasa łóżku. Brian materialnie dostawał wszystko, o co poprosił. Skąd jednak kobieta, która dotychczas myślała wyłącznie o sobie, mogła wiedzieć, że tak młodemu dziecku potrzeba czegoś więcej?
Genevieve ni stąd, ni zowąd, krojąc tort urodzinowy swojego siedmioletniego syna, w obecności wszystkich przyjaciół i rodziców dzieci, przyznała przed wszystkimi, jak nieszczęśliwa jest. Rozpłakała się. Wpadła w histerię. Zdecydowała się na rozwód. Chciała żyć i podróżować, i... i być z kimś, kto pamięta o kwiatach, kto ma dla niej czas i spędza dnie w domu. Następne, ósme już urodziny, Thomas spędził ze swoim synem w pojedynkę – teraz ciągle byli sami. Jednak szybko przywykli do nowej rzeczywistości.I see you're living for tomorrow, but decisions you have made will leave you empty.
Thomas, chcąc zaoszczędzić pieniądze, które inaczej musiałby zapłacić opiekunkom, wszędzie zabierał ze sobą Briana. Chłopiec siedział zadziwiająco cicho, grzecznie przysłuchując się nazwom gam i pentatonik, obserwując, jak w praktyce wyglądają tryle i flażolety. Umiał już grać – bawił się gitarą, odkąd potrafił utrzymać instrument na kolanach – ale podczas tych spotkań zrozumiał coś innego.
Jimmy albo przesiadywał u Briana, albo Brian u Jimmy'ego. Jako sąsiedzi razem rozrabiali, jako uczniowie – nienawidzili tych samych przedmiotów i nauczycieli. Tak naprawdę jednak tym, co ich połączyło, była właśnie muzyka.Behold the world you crave.
Któregoś dnia, w trakcie obiadu z narzeczoną Thomasa, Jimmy wbiegł do ich domu niczym do własnego. Wydukał jedynie, na zmianę kaszląc i popijając wodę z wysokiej szklanki, że właśnie dostał perkusję, a Brian od razu zapakował gitarę w futerał i pognał do przyjaciela. Tak, znali się od zawsze i od zawsze byli nierozłączni.
Niecałe trzy lata później, kiedy oboje byli w liceum, do Lake Placid przeprowadzili się – w odstępie zaledwie trzech miesięcy – Matt i Johnny. Matt, jak się okazało, śpiewał, Johnny natomiast był basistą, nic dziwnego więc, że od razu znaleźli wspólny język. Byli tym, kogo Jimmy i Brian potrzebowali, aby założyć pełnoprawny zespół.
W tak małym miasteczku, jakim jest Lake Placid, dość szybko stali się rozpoznawalni. Grywali w barach, domach kultury i zwyciężali w miejskich konkursach. Razem także wypili pierwsze piwo i wypalili pierwsze papierosy. Wagarowali i bawili się, ukończyli jednak szkołę z zaskakującymi – jak na nich – wynikami. Niedługo później udało im się podpisać mały kontrakt z wytwórnią, dzięki któremu wydali pierwszą płytę, odwiedzając przy tym kawałek Stanów.
Jimmy'ego znalazł w salonie – spóźniał się na próbę, co zdarzało się rzadko, zaproponował więc, że sprawdzi, co się stało. Jimmy półleżał na kanapie, rękę wyciągając do stołu, po którym rozsypały się leki w różnych kolorach i kształtach. Na podłodze stała opróżniona do połowy butelka Jacka Danielsa.... and nothing lasts forever, for all good days it's true. I'd rather tread it all while somehow saving you.
Brian, nie do końca wiedząc, co zrobić, najpierw dopadł do przyjaciela i próbował go obudzić. Potrząsał nim, krzyczał i błagał, co rusz przypominając o próbie. Bez odpowiedzi. Minęło parę minut, zanim opamiętał się na tyle, żeby zadzwonić po karetkę. Ale było już za późno – Jimmy już nie żył.
Przyszedł na pogrzeb, chcąc pożegnać się z najlepszym przyjacielem, ale kiedy wrócił do domu, czuł wyłącznie pustkę. Machinalnie spakował parę rzeczy w walizkę, w drugą rękę biorąc jedną z gitar, i wyniósł się bez ostrzeżenia. Do Nowego Jorku trafił tak naprawdę przypadkiem. Parę miesięcy wcześniej złożył podanie o przyjęcie na studia, jednak w natłoku całego chaosu zapomniał pochwalić się kolegom, że zaoferowano mu stypendium.
Wytrzymał zaledwie parę miesięcy. Oficjalnie rzucił studnia, zanim na dobre rozpoczął się drugi semestr, nieoficjalnie – został wyrzucony. Większość swojego czasu spędzał w barach, pijąc do nieprzytomności, żeby zapomnieć o tym, co zobaczył tamtego dnia w salonie. Cokolwiek robił, cokolwiek mówił i o czymkolwiek myślał, ciągle miał przed sobą twarz Jimmy'ego. Słyszał głośne, duszące bicie swojego serca i czuł... i pustkę. W takim stanie – w podrzędnym, śmierdzącym barze, ledwie kontaktującego – odnaleźli go koledzy.This ride, that takes me through life, leads me into darkness but emerges into light.
W miarę upływu lat wydali następne płyty i pojechali w następne trasy. Za zgodą chłopaków, którzy tak samo mocno kochają Thomasa, ojciec Briana został ich muzykiem studyjnym, a czasem też koncertowym. Thomas jednak szybko wraca do Lake Placid – nadal uczy tam gry na gitarze, chociaż ostatnio otworzył własną szkołę, do której Brian czasem przyjeżdża. Udziela lekcji tym małym wrzeszczącym, piszczącym dzieciakom, pamiętając, jakie wrażenie wywarło to na nim.
Czy wiesz, że...
- gra na gitarze prawdopodobnie dłużej niż potrafi czytać. Więcej też zresztą gra, niż robi czegokolwiek innego,
- uważany jest za jednego z najlepszych gitarzystów zarówno pod względem techniki, jak i szybkości gry,
- kiedy był młodszy, tak dużo palił, że na cześć swojej ulubionej marki papierosów – Marlboro – wytatuował sobie jej nazwę na palcach. Wciąż zdarza mu się palić, ale o wiele mniej niż kiedyś,
- w ogóle to ma bardzo dużo tatuaży. Najważniejszym jest ten z napisem "foREVer" na cześć Jimmy'ego (klik)
- kiedy był młodszy, bardzo dużo pił i imprezował. Chciałoby się rzec, że wreszcie się ustatkował, ale nadal zachowuje się jak głupi dzieciak – po prostu jest za stary i wszystko go boli, dlatego po koncertach musi odespać. Inaczej robi się zrzędliwy...
- ...dlatego kupił mały domek na Staten Island, bo stwierdził, że potrzebuje ciszy i spokoju,
- czasem uczy grać w szkole w Lake Placid, którą założył jego ojciec,
- wciąż nie ma kontaktu z matką, nie wie nawet, czy jeszcze żyje.




