Yeah, I'm losing control
I'm losing my mind, I'm losing myself
Straight to the middle of the fire, ain't no slowing down
outfit
To niesamowite, że ludzie z natury wolą sobie utrudniać życie niż ułatwiać... Sprawy dotychczas były między nimi skomplikowane, szczególnie biorąc pod uwagę wieczną niechęć, którą się obdarowywali... A teraz? Cholera, było jeszcze gorzej. Lennox nieco pluł sobie w brodę, że wtedy pozwolił na to, aby w ich rozmowę wkroczył jakikolwiek alkohol. Może gdyby był trzeźwy to nie puściłyby mu hamulce, nie dopuściłby do tego, aby wydarzyło się, co wydarzyło. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że im dłużej o tym myślał tym mniej był w stanie stwierdzić, że żałuje. Podobało mu się, chociaż nie chciał tego przyznać. Leam działał mu piekielnie na nerwy, potrafili sobie skakać do gardła, jak mało kto... Ale może w tym właśnie tkwiło to coś? Nie wiedział, nie chciał o tym myśleć... Zresztą nie znał prawdziwego uczucia, nie mógł określić, czym ono się cechuje. A na pewno nie chciał czegoś takiego poczuć do współlokatora... Dlatego unikali siebie wzajemnie, a raczej to Bowie głównie unikał chłopaka. Zachowywał się niczym tchórz, ale nie do końca wiedział, jak powinni całą tą sytuację rozwiązać. Ba, następnego poranka zmył się bardzo wcześnie... Ze swojego pokoju. Co miał mu powiedzieć? Próbował uciekać od tematu, nie myśleć o nim zbyt wiele, ponieważ czuł się dziwnie, nawet nie potrafił do końca określić jak.
Próbował jakoś przeglądać notatki, będąc akurat na zmianie popołudniowej w pracy, kiedy jego telefon zawibrował. Początkowo zignorował powiadomienie, szczególnie, kiedy zobaczył od kogo jest wiadomość... Jednak coś go tchnęło, aby przeczytać treść, chociaż czuł jakiś dziwny ucisk w żołądku. Gdy przeczytał - "zalaliśmy mieszkanie i sąsiada" to krew zaczęła mu odpływać od głowy. Robiło mu się niedobrze na samą myśl o tym, jakie będą koszty... Nie był w stanie sobie na to pozwolić, jeszcze do tego odszkodowanie dla sąsiadów, dla właścicielki... Cholera jasna, mógł równie dobrze już rezygnować ze studiów i pakować się, żeby wrócić do mieszkania matki. Nawet nie potrafił sobie wyobrazić rozczarowania na twarzy ojczyma... Szybko załatwił zastępstwo, chociaż grozili mu, że jeśli taka sytuacja się powtórzy to może już nie przychodzić do pracy. Pędził na złamanie karku do mieszkania, walczył jeszcze do tego z kluczami, kiedy próbował otworzyć drzwi. W końcu się udało, a gdy wpadł do środka to stanął, jak wryty. Wszędzie było sucho, nie czuć było nawet zapachu wilgoci, a na kanapie siedział uśmiechnięty lekko Leam.
- Co z zalaniem? Dzwoniłeś już do właścicielki? - nagle coś do niego dotarło, spojrzał jeszcze raz na wyświetlacz telefonu, pierwszy kwietnia... - Tylko nie mów, że to jakiś durny żart? - zapytał jeszcze cicho, czując, jak rośnie w nim ponownie wściekłość...
Leam White
That’s the time you must keep on trying
Smile, what’s the use of crying
You’ll find that life is still worthwhile
If you just smile
outfit
Nie dość, że sprawy między nimi już były skomplikowane, to sytuacja sprzed dwóch tygodni wcale nie była lepsza. Po pierwsze, nie do końca mógł sobie przypomnieć przez te dni, dlaczego obudził się w łóżku Bowiego bez ubrań. Po drugie nie wiedział, czy do czegoś doszło. I ta niepewność w jego sercu narastała z każdą chwilą. Próbował przypomnieć sobie, co wydarzyło się tamtej nocy, ale wspomnienia były zamazane, jakby ktoś rozmazał je na nieostrym zdjęciu. Z każdą próbą analizowania sytuacji czuł, jak gubi się w gąszczu myśli. Z jednej strony, obecność drugiego mężczyzny przy nim nie budziła w nim uczucia, których nie potrafił zrozumieć. W końcu znał siebie i wiedział doskonale, że sprawy łóżkowe zawsze dzielił z mężczyznami. Ale ich relacja zawsze była skomplikowana, pełna napięcia i nieporozumień, więc jeszcze bardziej to wszystko komplikowało. Ale z drugiej strony, nieznajomość wydarzeń z tamtej nocy sprawiała, że czuł się jeszcze bardziej zagubiony. Im więcej czasu mijało, tym bardziej szczegóły stawały się wyraźniejsze, jakby po długim czasie w końcu udało mu się odczytać z zamazanego obrazu. Pamiętał śmiech, który wydawał się tak bliski i jednocześnie odległy, jak echo w pustym pomieszczeniu. Dźwięki muzyki, które wypełniały przestrzeń, tworzyły aurę intymności, a ciepło ciał sprawiało, że wszystko wydawało się bardziej realne. Ale co dalej? Jakie słowa padły? Jakie gesty miały miejsce? Siedząc na skraju łóżka w swoim pokoju, próbował zebrać myśli. W głowie kłębiły się pytania. Czy to, co się stało, było jednorazowym ekscytującym epizodem, czy może początkiem czegoś więcej? Pojawiała się w nim obawa przed konfrontacją, ale chciał jej w przeciwieństwie do Bowiego, który od tamtej nocy unikał go, jak ognia. Czuł, jak serce bije mu szybciej, gdy odkrywał pierwsze ślady na swoim ciele - ślady po zębach, palcach, czy delikatnych siniakach, których przecież dzień przed wydarzeniem nie posiadał. Musiał znaleźć Bowiego i porozmawiać. Co było ciężkie, ponieważ Bowie przez ostatnie dwa tygodnie unikał wszelkich miejsc, gdzie mógłby go spotkać, co tylko potęgowało jego frustrację jeszcze bardziej. Zajrzał do pokoju Bowiego i jak przez mgłę wspomnienia wracały, ale winnego nie zastał.
Kilka dni później ich relacje wcale się nie zmieniły. Nadal jego współlokator nie pojawiał się - albo mijali się bardzo umiejętnie. Postanowił to ukrócić. Z dwóch głównych powodów - po pierwsze wkurwiała go już ta sytuacja, a po drugie Bowie miał przecież dzisiaj urodziny, a Leam chciał mu wynagrodzić parę rzeczy, więc przygotował się do tego dnia. Dzień wcześniej upiekł tort, z którym pomogła mu koleżanka z roku, miał już odebraną paczkę z koszulką, która przecież ponad dwa tygodnie temu zniszczył i kupił mu coś jeszcze. Tylko główny solenizant przepadł bez śladu i nie spodziewał się, że na hasło urodziny, Bowie pojawi się. Rozmyślając większość porannka, White wpadł na pomysł, jak mógł ściągnąć go tu siłą. Czy sms o zalaniu mieszkania był dobrą opcją? Pewnie nie, ale jedyną skuteczną, bo po wysłaniu wiadomości, Bowie skutecznie połknął haczyk. W końcu zalanie mieszkania wiązało się z kosztami, a przecież Lennox wyraźnie dbał o każdy grosz.
A Leam. No cóż. Czekał. Ba. Nawet się przygotował. W salonie na stole stał już tort o smaku mango pod plastikowym przykryciem, oraz eleganckie pudełko ozdobione w zielony papier i złotą wstążkę - a w środku nowa koszulka, identyczna ta, którą sam zniszczył oraz bilet na koncert zespołu znajdującego się na ów koszulce. Leam zaś siedział na skrawku kanapy zapatrzony w telefon, czekając na swoją zdobycz. I już słyszał, że ktoś się szarpie z kluczami pod drzwiami. Domyślił się, że Bowie wpadnie tu lada moment, ale on z miejsca się nie ruszył. Uniósł głowę do góry, gdy usłyszał znajomy głos. - Wiesz, że to słabe, że jedynie mogłem Cię tu ściągnąć pod pretekstem zalania? - No tak, 1 kwietnia. W sumie nie pomyślał o tym. - Lepiej usiądź. - Mówił teraz poważnie. To był czas, kiedy mogli w końcu porozmawiać, ale może najpierw coś lepszego na przełamanie lodów. - Wszystkiego najlepszego. - pewnie pod presją Bowie nawet nie zauważył nic, co Leam mu przygotował. W sumie osiągnął trzy cele prawie na raz. Udało mu się zrobić mu żart - nawet jeśli zrobił to nieświadomie, wyprawił mu mini urodziny, oraz zapewne dojdzie do jakiejś rozmowy, a przynajmniej tak myślał.
Bowie Lennox
Yeah, I'm losing control
I'm losing my mind, I'm losing myself
Straight to the middle of the fire, ain't no slowing down
To chyba nie świadczy o nim zbyt dobrze skoro zapomniał o własnych urodzinach... Żył ostatnio w takim biegu, że dni przemijały znacznie szybciej niż normalnie. Nie zorientował się nawet, że pierwszy kwietnia to nie jest jedynie Prima Aprillis, ale także jego święto. W życiu by się nie spodziewał, że zalanie jest jedynie pretekstem do tego, aby w końcu porozmawiali... Plus nie wyobrażał sobie nawet Leama, który pamięta o jego urodzinach. Najwidoczniej któryś musiał się w końcu ugiąć, wziąć sprawy w swoje ręce i doprowadzić do konfrontacji. Ile jeszcze mogliby siebie wzajemnie unikać? Tym bardziej, że coś było na rzeczy...
- Błagam... Nie mów, że to wszystko wymyśliłeś, żeby mnie tutaj ściągnąć... Kurwa Leam, prawie wylali mnie z pracy. Nie mogłeś zaczekać do wieczora?! - przejechał dłońmi po twarzy, walcząc ze sobą, żeby nie wybuchnąć. Już miał całkowicie sobie pozwolić na to, aby zrobić awanturę... Kiedy chłopak zwyczajnie zbił go z tropu. Fakt, nie zauważył nawet przygotowanych dla niego rzeczy. Cholera, rzeczywiście miał urodziny. Poczuł dziwne ciepło, które rozlało się po jego klatce piersiowej... Tak bardzo nie chciał tego czuć, łatwiej byłoby pozwolić wściekłości na to, aby wzięła nad nim górę. Pokiwał jedynie głową, spuszczając z tonu całkowicie i usiadł, tak, jak go o to prosił.
- Ja... Nie wiem, co powiedzieć... Zapomniałem nawet o swoich urodzinach. - odezwał się, skubiąc skórkę na kciuku nerwowo paznokciem wskazującego palca. - Dziękuję. Nie musiałeś... - przyznał jeszcze, ponieważ dawno nikt się dla niego aż tak nie starał. Swoją drogą... Czy musiał wyglądać dziś aż tak dobrze? To jedynie potęgowało frustrację.
Leam White
That’s the time you must keep on trying
Smile, what’s the use of crying
You’ll find that life is still worthwhile
If you just smile
Czy zatem dzisiaj obrał plan poderwania niechcianego współlokatora? Niekoniecznie. Chociaż może nieco zrobił to nieświadomie. Głównie chciał spłacił dług zniszczonej wcześniej koszulki, ale również chciał mu zrobić swego rodzaju przyjemność i pokazać się nieco z lepszej strony. W końcu Lennox znał go praktycznie tylko z tej niemiłej strony, a przecież Leam był wrażliwym mężczyzną - nawet jeśli ochronił się twardą skorupą. Mieszkał jednak z nim na tyle długo, aby móc zapamiętać kilka faktów z jego życia - w tym jego urodziny, czy ulubione desery i napoje. A, że Leam nie szedł specjalnie skrótami, to wolał upiec tort, niż go kupić. Mama nauczyła go gotować i piec, ale wolał też poprosić koleżankę, aby nieco mu pomogła. U niej przynajmniej mógł to zrobić w spokoju, aczkolwiek skoro i tak Bowie go unikał, to pewnie nie zorientowałby się, że kuchnia była używana bardziej intensywniej niż zwykle.
Może dzisiejszy dzień również będzie początkiem nieco milszych rozmów, czy poranków bez wrzasków. - Unikasz mnie od dłuższego czasu. Myślisz, że gdybym poczekał do wieczora, to byśmy się zobaczyli? - wtrącił nieco złośliwie, ale szczerze. W zasadzie domyślił się, jaki był ku temu powód, więc nie pytał o to. Nie chciał, aby Lennox trzasnął drzwiami i wyszedł. Fakt może kawał kiepski, ale za to skuteczny. Przynajmniej usiadł. I to już był sukces. - Świeczek nie mam. Nie wiedziałem, o której wrócisz, a mieszkania jakoś nie chciałem spalić. - oznajmił trochę pół żartem dla rozluźnienia atmosfery. Podniósł plastikową pokrywę i odstawił ją na bok, i tym samym przesunął tort bliżej solenizanta. Ze smakiem wiedział, że trafił. Bowie uwielbiał mango. Powinno mu smakować, w końcu próbował go, gdy go robił i piekł. Co do samego prezentu raczej też nie spodziewał się, że będzie niezadowolony. - Przyniosę sztućce i talerzyki - A i nóż. Ruszył się z kanapy w stronę kuchni. Otworzył szafkę, z której najpierw wyciągnął dwa talerzyki, a następnie z szuflady gruby i dość spory nóż oraz dwa widelczyki do ciasta. Sztućce położył na talerzykach, a te następnie położył obok tortu. Wrócił jeszcze do kuchni po szklankę z letnią wodą, aby lepiej kroiło się torta. Szklankę również położył obok tortu. Usiadł na swoim wcześniejszym miejscu i zanużył nóż w letniej wodze, aby następnie równo pokroić tort na trójkątne kawałki. Pierwszy oczywiście położył na talerzyku wraz z widelczykiem i podał go Bowiemu. - Jak zjesz, to dopiero otworzysz prezent. - powiedział poważnie, nakładając sobie drugą porcję.
Bowie Lennox
Yeah, I'm losing control
I'm losing my mind, I'm losing myself
Straight to the middle of the fire, ain't no slowing down
Dlaczego się dla niego aż tak postarał? Tort, prezent, spędzony wspólnie czas… Lennox dawno nie zaznał takiego zainteresowania swoją osobą, ale również tego, że ktoś zapamiętał kilka szczegółów dotyczących jego osoby. W końcu rzadko kto wiedział o tym, jak bardzo lubi mango… To, jak lubuje się w matchy i kocha muzykę na żywo, a szczególnie ten zespół. Kolejna rzecz, która ich łączy - ukrywali pod twardą skorupą swoją prawdziwą, wrażliwą naturę. Fakt, unikał go tak zgrabnie, że nawet nie zauważył jakiegokolwiek ruchu w kuchni, nie wyczuł zapachu pieczenia tortu.
Przygryzł mocniej dolną wargę, spuszczając głowę niczym zganiony pies, kiedy wspomniał o tym, że to unikał. Był winny, nie mógł się się wypierać, ani w jakikolwiek sposób spróbować wybielić.
- W każdym razie prawie straciłem przez Ciebie robotę… - westchnął jeszcze, ponieważ to był jedyny argument, jaki mógł użyć. Wszystko w nim panikowało, miał ogromną ochotę wybierz z mieszkania, aby uniknąć niekomfortowej rozmowy… Jednak musiał wziąć się w garść, pomimo fatalnego żartu, White się dla niego naprawdę postarał dla niego. I to… Wywoływało dziwną falę ciepła w klatce piersiowej solenizanta. - Z dwojga złego już wolałabym zalanie niż pożar. - uśmiechnął się do niego lekko, próbując również jakoś rozluźnić napiętą atmosferę.
- Gdzie dorwałeś taki tort? - zapytał, przekrzywiając delikatnie głowę. - Nie zasłużyłem na takie urodziny… - dodał jeszcze, odbierając od niego talerzyk. Zatopił widelec w cieście, zgarniając kawałek i ładując go sobie do ust, praktycznie od razu wyczuł swój ulubiony smak. - Mango? Pamiętałeś? - zaczęło mu się robić cholernie głupio, odłożył na moment talerzyk, biorąc głęboki wdech.
- Leam… Słuchaj, ja… Przepraszam, wiem, że zachowałem się, jak szczeniak… Nie powinienem Cię unikać… Po prostu sam nie wiem, co powinienem o tym wszystkim myśleć. - wyrzucił w końcu z siebie, skubiąc nerwowo skórkę na kciuku palcem wskazującym. Po kilku chwilach podniósł wzrok, żeby spojrzeć nareszcie chłopakowi w twarz.
Leam White
That’s the time you must keep on trying
Smile, what’s the use of crying
You’ll find that life is still worthwhile
If you just smile
Leam był spostrzegawczy i wychwycił wiele rzeczy, czy momentów z życia Lennoxa, tylko nigdy nie miał okazji tego wykorzystać. Nietrudno było się domyśleć pewnych kwestii, gdzie ich obowiązki dzieliły się na pół. Nieraz widział ulubione owoce, które często gościły w kuchni, albo napoje, które pijał. Nie zapominając o dźwiękach muzyki dobiegających z jego pokoju - co było uciążliwe, gdy Leam musiał się uczyć. Ale potrafił obserwować i wyciągać wnioski. Nie miał też zamiaru obarczać go, że to jego wina, że go unikał. Przynajmniej nie dzisiaj. Tę przyjemność zostawi na inny dzień. - Ale nie straciłeś. Prawda? - argument nieco marny, biorąc pod uwagę fakt, że faktycznie mieszkanie mogło się zalać. Takie rzeczy się zdarzają. Niestety. - Co nie? Zalanie łatwo posprzątać. Pożar niekoniecznie. Za dużo zniszczeń. - Może to kawał na przyszły rok? Ale czy drugi raz Bowie da się nabrać. - W cukierni, a gdzie? - oczywiście, że nie przyznał się, że zrobił go sam. I tu wcale nie chodziło, że bał się, że nie będzie mu smakował. Po prostu nie czuł potrzeby chwaleniem się o jego upieczeniu. Może kiedyś się przyzna. - Nie przesadzaj. Urodziny należy świętować. - nawet początkowo pomyślał o dodatkowym alkoholu, ale po ostatnich wydarzeniach uznał, że Lennox niekoniecznie mógłby być z tego zadowolony. - Trudno nie zapomnieć. Jesz i pijesz dużo produktów z tym owocem. - uśmiechnął się. I w tym momencie zebrało mu się na szczerość. Leam myślał, że chociaż dotrwają do otworzenia prezentu, a wszelkie żale będą później, albo wcale. Ale Bowie widocznie miał ogromne wyrzuty sumienia, czego Leam o sobie powiedzieć nie mógł. - Nie powinieneś. Masz rację. - zaczął wymachiwać widelczykiem obok jego twarzy. I w końcu ich oczy spotkały się ponownie. - Następnym razem nie dawaj mi pomysłów na ściągnięcie Cię siłą. - Chyba najbardziej w tym wszystkim i tak zirytowało go to, że faktycznie unikał go. Bo można było porozmawiać normalnie - albo całować. Kto, co lubi.
- Było minęło. Nie powiem, że żałuje bo nie żałuje tego, co się stało. - podsumował i odpowiedział szczerze bez skrupułów. Nie było co oszukiwać samego siebie, a to jak przyjmie to Bowie, to już inna historia. Będzie musiał z tym faktem żyć. Możliwe nawet, że powiedział to celowo. Bo może Bowie potrzebował bodźca, który dotrze do niego, że White faktycznie był zadowolony z finałowego wieczoru i starał się nie dlatego, że musiał, a chciał naprawić stosunki między nimi. I nie, nie mówimy tu o związku z powodu jednej nocy. Chociaż... Gdy wyobrażał go sobie bez ciuchów robiło mu się gorąco.
Bowie Lennox
Yeah, I'm losing control
I'm losing my mind, I'm losing myself
Straight to the middle of the fire, ain't no slowing down
Problem w nich jest taki, że oczywiście wiele rzeczy zostawili dla siebie, nie potrafili otwarcie powiedzieć, co czują i czego by chcieli. Przecież druga osoba nie będzie w stanie się domyślić, jednak… Ten pewnego rodzaju lęk przed zranieniem, odrzuceniem, sprawiał, że skutecznie blokowali się sami. Z każdym kolejnym dniem docierało do Lennoxa, że nie żałuję tego, co się stało. Pierwsze odczucia były diametralnie inne, ale teraz przez to było mu jeszcze ciężej spojrzeć chłopakowi w twarz.
Niby faktycznie wiele szczegółów na jego temat mógł zwyczajne zauważyć, ale nigdy nie podejrzewał, że go w jakikolwiek sposób obchodziły. Owszem, również kojarzył ulubione napoje Leama, ponieważ zawsze były w lodówce. Z jego pokoju zazwyczaj rozpościerała się ciszą więc nie mógł do końca powiedzieć, jakiej muzyki słucha, czy też, co lubi robić w wolnym czasie. Pod tym względem White był mocno tajemniczy, albo zaczynał odpoczywać, kiedy Lennox był w pracy…
- Jeszcze jeden taki wybryk i mogę się już tam nie pokazywać. - wywrócił oczami. Pewnie teraz będzie musiał ściemniać, że mieszkanie faktycznie było zalane, gdyby ktokolwiek się dowiedział o żarcie współlokatora….To nie dostałby kolejnej zmiany. Pokiwał jedynie głową odnośnie jeszcze wzmianki o pożarze. Nie da się po raz kolejny nabrać, następnym razem będzie potrzebował zdjęć i rozmowy na kamerce, żeby mieć potwierdzenie.
- Nie musiałeś, naprawdę. - westchnął pod nosem, czuł, jak to wszystko między nimi zaczyna mu coraz bardziej ciążyć. Pewnie gdyby się przyznał, że sam upiekł tort to Bowie by już się zapadł w kanapę z poczucia winy. - Niby tak, a z drugiej strony to dzień w którym po prostu przeżyło się rok dłużej. - odparł z przekąsem, chociaż urodzony powinny się głównie kojarzyć z przyjemnymi rzeczami. Kiedy razem z mamą wynieśli się od dziadków to zaczynała organizować dla syna drobne urodziny, wcześniej ten dzień był jedynie kolejnym zwyczajnym dniem w tygodniu. - Racja. - mimo wszystko zrobiło mu się zwyczajnie miło, że White pamiętał o jego nawet ulubionych owocach. Może źle go ocenił?
- Następnym razem? Przewidujesz następny raz? - ciężko stwierdzić czy chodziło o ignorowanie jego osoby, czy też wydarzenia z tamtej nocy. Zaczął odczuwać jakiś dziwnie przyspieszony rytm serca, ale musiał to w sobie ignorować z całych sił. Uniósł wyżej brew, kiedy White zaczął mówić o tym, że nie żałuję tego, co się stało. Co? A może w jego głowie także panował chaos? Może tak samo nie chciał się przyznać, że mu się podobało?
- Ja… W gruncie rzeczy też nie żałuję. - przyznał, ulżyło mu lekko, chociaż serce nadal nieznośnie rozbijało się o klatkę piersiową. Wrócili pewnie do jedzenia tortu, ponieważ to wydawało się dość stosowne po takiej krótkiej rozmowie… Bowie starał się nie zerkać zbyt często na twarz Leama, wzrok samoistnie wtedy lokował się w okolicy jego ust. Przyszło do otwierania prezentu, uśmiechnął się szeroko, kiedy zobaczył koszulkę, taką samą, która ostatnio ucierpiała w praniu. A potem go ponownie wcięło… Bilety? Na koncert ulubionego zespołu?! Spojrzał na bilety, potem na chłopaka i niewiele myśląc, zwyczajnie przyciągnął go do siebie zamykając w mocnym uścisku. Pierwszy raz od dawna cieszył się, jak dziecko…
- Oszalałeś! Naprawdę oszalałeś! - nie myślał teraz o tym, że przytulanie go aż tak mocno może być niestosowne, nadal trzymał go w uścisku, dając się ponieść niczym nastolatek. - W takim razie musisz pójść ze mną, nie przyjmuje odmowy. - odsunął się od niego, ale… Nadal trzymał chłopaka blisko.
Leam White
That’s the time you must keep on trying
Smile, what’s the use of crying
You’ll find that life is still worthwhile
If you just smile
Leam zadrżał na wspomnienie ich ostatniego spotkania, jakby na jego skórze wciąż wibrowały dotyki Lennoxa. A przecież i jemu zdarzały się przygody na jeden raz, ale nigdy ich tak szczegółowo nie wspominał. Dlaczego więc Bowie był wyjątkiem? I oczywiście, że byłoby inaczej gdyby oboje ze sobą rozmawiali, ale było jak było. Może był to rodzaj zaczepek? Zwrócenie na siebie jego uwagi? Po niezapomnianej nocy zaczął na niego patrzeć zupełnie inaczej niż na tylko współlokatora. I tu był nieco problem. Bo mógł albo pogodzić się z faktem, że i tak była to jednorazowa sytuacja, albo próbować doprowadzić do niej po raz kolejny - z tym wyjątkiem, że na trzeźwo. Jeśli chodziło o te drugie, to niestety mógł jednak zostać odrzucony. Musiał najpierw obadać teren, albo przynajmniej spróbować się z nim dogadać. Jakoś darcie kotów i sypianie z tym kocurem było za bardzo wybuchową mieszanką. I owszem, White na początku też był nieco przerażony nie widząc, co tak naprawdę się wydarzyło, ale z czasem, gdy sobie przypomniał było już zupełnie inaczej. Tylko ciężko rozmawia się o tym z kimś, kiedy winowajca unika cię, jak ognia.
Prawda była też taka, że jak żyło się z kimś pod jednym dachem to można było zaobserwować wiele rzeczy. Tylko w przypadku Leama była to troszeczkę inaczej. Gdy Bowie bywał w domu, White przeważnie się uczył, a gdy wychodził ogarniał większości swoich domowych obowiązków, chodził do pracy, czy umawiał się z Domem. Nawet grał na gitarze, gdy nie było go w domu. Lubił muzykę, ba nawet uwielbiał komponować, czy pomagać w pisaniu piosenek przyjacielowi. Sam również je pisał, ale sam dla siebie. Nie potrzebował publiki. W większości grał dla wyciszenia umysłu, bo w jakiś sposób go to odprężało. Nic więc dziwnego, że Bowie mógł nie wiedzieć o nim wiele rzeczy.
- Przepraszam. - przeprosił za żart. Może faktycznie po fakcie mógł przynieść mu problemów. Nie myślał tak o tym w tamtym momencie. Troszeczkę było widać po nim, że był albo zestresowany, albo było mu zwyczajnie głupio. Dobrze, że nie przyznał mu się do upieczenia tortu. Nie chciał przecież nic w zamian. Zrobił to, bo chciał to zrobić. - Może w przyszłym roku będzie większy, jak będziesz grzeczny. - mogło to zabrzmieć, jak uszczypliwa uwaga do dziecka. - Może i tak, ale urodziny ma się raz do roku. - nadal uważał, że powinno się je świętować i nie liczyło się z kim, Ludzie na co dzień oceniają innych źle. White nie był wyjątkiem. A tyle razy matka mu powtarzała, aby nie oceniać książki po okładce.
Spojrzał na niego, gdy zapytał o następny raz. W pierwszej chwili chciał obrócić te słowa w jedno zdanie - tak prześpię się z Tobą jeszcze raz. Ale aż tak odważny na razie nie był. Ledwo go tu ściągnął i nie chciał go spłoszyć. - Może... - zatopił widelczyk z ciastem w ustach, dokańczając ciasto do końca, aż jego talerzyk zrobił się pusty. Odstawił go. I kiedy jadł ostatniego kęsa, musiał dobrze go przełknąć, aby się nie udusić, gdy Lennox otwarcie przyznał, że nie żałuje wspólnej nocy z nim. Nawet nie wiedział, czy mu się podobało! I nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Kątem oka obserwował, jak otwierał zapakowany prezent i w jednej chwili - nawet nie zdążył odpowiedzieć - Bowie zamknął go w uścisku. - Przecież mówiłem, że odkupię. - czyli faktycznie to twój ulubiony zespół. Próbował złapać oddech. Cieszącego się w taki sposób Bowiego nie widział chyba nigdy. - Jasne. Ale wiesz, że możesz zabrać kogo tylko chcesz, prawda? - i to nie tak, że nie chciał z nim iść. Kupując te bilety bardziej nie chciał, aby Bowie poszedł tam sam, ale myślał też o sobie, że mógłby iść z nim. Ciekawe, czy można byłoby to zaliczyć do randki. - I chętnie pójdę. - przemyślał szybko. Dotarło do niego, że spędzą razem więcej czasu.
Bowie Lennox
Yeah, I'm losing control
I'm losing my mind, I'm losing myself
Straight to the middle of the fire, ain't no slowing down
Na pewno patrzyli na siebie już całkiem inaczej niż przedtem… To dziwne napięcie nadal istniało, ale Bowie nie był w stanie już tak pewnie stwierdzić, że wynika ono z negatywnych uczuć. Mimo wszystko żaden nie chciał się złamać, powiedzieć szczerze, co ma na myśli. Jednocześnie obaj myśleli o powtórce… Czyli jednak coś było na rzeczy. Zachował się, jak pajac unikając jakiegokolwiek kontaktu… Jednak może właśnie tego potrzebował? Musiał sobie przypomnieć, niektóre rzeczy poukładać, chociaż w jego głowie nadal panował ogromny chaos. Pewnie byłoby łatwiej z kimś postronnym o tym porozmawiać, ale cholera nie miał z kim. Poza tym wszelkie takie sytuacje raczej zachowywał dla siebie, był niczym układanka, której nie da się tak łatwo rozgryźć. Wiecznie zdystansowany, a ten dystans kiedyś go zgubi. Bał się ponownego zranienia więc wolał unikać dawania komuś tak zwanej broni do ręki. Pod tym względem byli do siebie niesamowicie podobni. A jeśli wszystko spieprzyli tym jednym razem i teraz będzie jeszcze gorzej? Co jeśli nie będą w stanie funkcjonować pod jednym dachem? Chyba nie zapowiadało się aż tak tragicznie, Leam postanowił wyjść z inicjatywą, przyszykował dla niego naprawdę miłą niespodziankę. Co prawda kwestię żartu można przemilczeć… Ale urodzinowo wyszło wspaniale.
To wszystko dawało Bowiemu do myślenia. Postanowił zwracać większą uwagę na szczegóły dotyczące White’a, czy też spróbować go lepiej poznać. Najwidoczniej skutki ich wybryku nie są aż tak opłakane skoro można je przekuć w coś pozytywnego dla ich relacji.
- Spokojnie, to już nieistotne. Po prostu następnym razem ja nie będę Cię unikać, a Ty dasz mi znać wprost, że chcesz się spotkać. - uśmiechnął się lekko. Skutecznie zbił go z tropu całą tą niespodzianką oraz… Sobą, jeszcze w takim wydaniu. Nie żeby w dresach wyglądał źle, ale teraz prezentował się nad wyraz dobrze.
- Zależy, jak wygląda u Ciebie bycie grzecznym. Potrafię być bardzo grzeczny. - odpowiedział zgrabnie, a potem dopiero sobie uzmysłowił, jak to mogło zabrzmieć. Dlatego skupił się na jedzeniu tortu, idea zatkania sobie ust przed powiedzeniem kolejnej głupoty była odpowiednim pomysłem na najbliższy czas. - Może od teraz zacznę je świętować całkiem inaczej… - pokiwał jeszcze głową, zapomniał o tym, że to święto powinno być całkiem ważne.
Poczuł, jak zrobiło mu się trochę gorąco, gdy usłyszał jego odpowiedź. Krążyli dookoła właściwej odpowiedzi, pozostawiając mnóstwo niedomówień… Ale mimo wszystko miał wrażenie, że zdają sobie sprawę z tego, jaka jest prawda.
- Mówiłeś… Ale oszalałeś z tymi biletami! - wiedział, jak wiele to może kosztować i sam nie był w stanie sobie zapewnić takich wspomnień. Było mu z jednej strony głupio, ale z drugiej cieszył się, jak kretyn. - Wiem i chcę zabrać Ciebie, może wtedy zrozumiesz, dlaczego aż tak bardzo się wściekłem o tą koszulkę. - zażartował, dotarło do niego, jak go ma nadal blisko. Uśmiech powoli zszedł z twarzy Bowiego, atmosfera ponownie zrobiła się gęsta… Jak wtedy. Miał w sobie tyle skrajności, czuł się, jak na jakimś rollercoasterze. Wzrok Lennoxa spadł ponownie na wargi współlokatora, a serce przyspieszyło. Coś w nim krzyczało, że nie powinien ryzykować, należało zachować dystans i nie utrudniać jeszcze mocniej ledwo co opanowanej sytuacji.
- Chciałbym Cię teraz pocałować… Ale boję się, że jeśli na to pozwolisz to nie będę mógł przestać. - odezwał się po chwili milczenia, całkowicie tego nie przemyślał. Postawił wszystko na jedną kartę, wóz albo przewóz.
Leam White
That’s the time you must keep on trying
Smile, what’s the use of crying
You’ll find that life is still worthwhile
If you just smile
No tak, Leam potrafił się wystroić, gdy mu zależało. Poza tym lubił też dobrze wyglądać. Uśmiechnął się niemal identycznie, jak tamtego wieczoru. W końcu jego uśmiech nie był tylko i wyłącznie sprawką pijackiego wieczoru. Czyżby po wypowiedzeniu tych słów Bowie nagle przejawiał lekki wstyd? Bunny...
- Chciałbym, abyś faktycznie przestał mnie unikać. Wiesz, że miałem różne myśli? Gdyby nie Twoje głośne powroty, czy brudne kubki w zlewie, to pomyślałaby, że stało się coś złego. - wydusił w końcu z siebie. Nie musiał być faktycznie grzeczny, ale mógłby się meldować nawet trzaśnięciem drzwiami, że jest w domu. A tak, White czuł się, jakby mieszkał sam przez ten czas. - Nie mam nic przeciwko, żeby spędzać je razem z Tobą. - wyparował znowu. Co najmniej brzmiało, to jakby wyznawał mu swoje uczucia, ale nie dosłownie. I dostał potwierdzenie, że faktycznie był to jego ulubiony zespół. Dobrze, że trafił z biletami. Nie były tanie, ale nie musiał też na nie odkładać, aby je kupić. - Powiedzmy, że po znajomości zapłaciłem mniej. - troszkę skłamał, bo zapłacił pełną cenę, ale nie chciał, aby się tym przejmował. Prezent to prezent. Cena się nie liczyła. Ponownie się uśmiechnął. Nie zmienił swojej pozycji i faktycznie, jakby spojrzeć bliżej, to byli obok siebie serio blisko. - Pójdę, pójdę. Obiecuje. - zaśmiał się lekko, jakby obiecał właśnie dziecku coś bardzo ważnego. I gdyby teraz coś pił to pewnie udławiłby się po słowach Lennoxa, bo ze wszystkich rzeczy dzisiaj, tego spodziewał się najmniej. Bowie nie okazywał nim zainteresowania od tamtego wieczoru, ale to wcale nie oznaczało, że Leam sam tego nie chciał. Spojrzał na niego ponownie i nawet nie odpowiedział mu, ani nie skomentował, a przynajmniej nie na głos - Sam tego chce.
W zamian przygryzł lekko swoją dolną wargę. Walić to. Miał być grzeczny, sprawić mu przyjemność - materialną, nie cielesną, nie pchać się bez pozwolenia, ale jak to zrobić, gdy sam tego chciał? Nie minęła chwila, gdy Leam wsunął głowę przed jego usta i sam go pocałował zamykając oczy, wplatając swoją dłoń w jego włosy. Tak na wszelki wypadek, jakby uznał, że jednak nie chce.
Bowie Lennox
Yeah, I'm losing control
I'm losing my mind, I'm losing myself
Straight to the middle of the fire, ain't no slowing down
Pokiwał głową, uśmiechając się szerzej. Podejrzewał, że mimo wszystko White średnio wierzy w jego zapewnienia... Jednak Bowie nie łamał złożonych obietnic. Skoro raz nawalił to nie chciałby powtórzyć swojego błędu, na pewno nie będzie go już unikał. Poza tym okazało się, że rozmowa nie była taka straszna, jak obstawiał.
- Więcej już nie powtórzę tego błędu. - zapewnił go jeszcze, a potem spojrzał na niego z łobuzerskim uśmiechem. - Martwiłeś się o mnie? A podobno Ci przeszkadzają moje głośne powroty do domu... - zażartował jeszcze, ale faktycznie w duchu obiecał sobie, że więcej już tak nie zrobi. Nawet nie podejrzewał, że to może aż tak mocno obchodzić chłopaka... Jakoś z góry założył, że to unikanie siebie wzajemnie będzie dla nich wygodne. Był głupi. - Teraz to już nie masz wyjścia, obiecałeś mi za rok większy tort. - odparł, przekrzywiając lekko głowę. Czy wizja spędzania urodzin w ten sposób była aż tak zła? Poza tym... Na razie naprawdę chciał mieć go blisko, co było cholernie dziwne.
- Nadal to dla mnie... Naprawdę wiele. - przyznał szczerze, ponieważ sam sobie by na taki koncert nie pozwolił. Ostatnio mocno zapominał o tym, co jest w życiu ważne. Liczyły się prace, rachunki, studia i zero... Radości z życia. - Może do tego czasu zawrzemy umowę? Nie będziemy sobie skakać do gardła aż do koncertu... - puścił go niego oczko, chociaż to nie był taki głupi pomysł. Niby odstęp czasowy nie był jakiś długi, ale zawsze warto spróbować. Chociaż już teraz szło im całkiem nieźle! Dopóki Bowie nie postanowił wszystkiego ponownie skomplikować... Miał ochotę sam siebie zdzielić mocno w łeb. Co mu strzeliło do głowy, żeby postawić wszystko na jedną kartę? Im dłużej patrzył na chłopaka... Tym bardziej myślał, czy jednak się nie wycofać, do tego Leam nic nie mówił... Lennox zaczął mocno kwestionować swoje decyzje.
Nagle poczuł jego wargi na swoich, tak samo, jak jego dłoń w swoich włosach. Ulga... Cholerna ulga. Serce biło mu, jak oszalałe, ale mózg, jakby osiągnął upragniony od dwóch tygodni spokój. Dlaczego to tak działało? Co się do cholery z nim działo?! Nie myślał o tym, teraz musiał się skupić na trzeźwym całowaniu ust White'a. Niesamowite, że ta czułość smakowała jeszcze lepiej, kiedy nie miał w sobie chociażby odrobiny alkoholu. Po chwili pogłębił pocałunek, lokując jedną dłoń na plecach chłopaka, przyciągając go do siebie jeszcze bardziej. Druga wylądowała na policzku Leama, przesuwając opuszkami palców po ciepłej skórze, zjeżdżając powoli na odsłoniętą szyję.
Leam White
That’s the time you must keep on trying
Smile, what’s the use of crying
You’ll find that life is still worthwhile
If you just smile
W zamyśle był przygotowany na wszelką odmowę, brak pojawienia się Lennoxa i szukania go w jego pracy. Ale miło się zaskoczył, tylko szkoda, że takimi środkami. Może następnym razem, jak przygotuje niespodziankę, to po prostu wyśle mu półnagie zdjęcie z zaproszeniem? Ciekawe, jak wtedy by zareagował. Jego zapewnia, że więcej tak nie zrobi, brzmiały troszkę, jak zapewnienia rozpieszczonego dziecka. I to nie tak, że mu to przeszkadzało, tylko był zdumiony odkrywaniem nowych osobowości i cech Lennoxa. Był zupełnie inny niż dotychczas. Jakby nie patrzeć White nie był lepszy. - To, że mi przeszkadzają, to nie znaczy, że się nie martwiłem. - sprzedał mu pstryczka prosto w czoło. Głośne powroty były czymś innym. Wkurzały go, ale z drugiej strony wiedział, kiedy Bowie wracał i mógł spokojnie spać, i nie myśleć, czy go po drodze ktoś pobił, czy potrącił. - Jak znajdę cukiernie, która zrobi większego niż tego. - zaśmiał się. W kłamaniu był całkiem dobry. Lata praktyki, kiedy chciał zadowolić rodziców i jednocześnie ich nie martwić. W życiu trzeba było sobie radzić. Może to była też wina jego toksycznego związku sprzed lat, gdzie kłamstwo było codziennością. - Tylko nie waż mi się oddawać za te bilety. To prezent i tak go potraktuj. - szturchnął go w ramię. Miał nadzieje, że taki pomysł do głowy mu nie przyjdzie. Nie samą pracą człowiek żył. Spojrzał na niego ponownie. - A po koncercie? - dopytał dodając krótko po tym - Możesz skakać ile chcesz i kiedy chcesz, tylko mnie nie unikaj. Tyle mi wystarczy. - Jakby przyjrzeć się temu, to dzięki temu nadal razem mieszkali. Nie oczekiwał od niego nagłej miłości, czy lepszego traktowania, gdy sam lepszy nie był, ale chciał nadal widywać go codziennie.
Kwestia milczenia Leama po szczerym wyznaniu o pocałunku, nie było czymś złym. Walczył wtedy ze sobą, czy powinien na to pozwolić. Nie chciał, aby Bowie myślał, że wszystko co zrobił, to sprowadzało się do jednego. Ta niespodzianka nie była zachętą do cielesnych przyjemności - i nie, żeby nie chciał, bardziej chodziło tu o moralność. Ale jak tu być moralnym, szczerym i prawym, jak chłopak sam tego chciał. Nie chciał go w ten sposób wykorzystywać, ale zastanawiał się, jak smakują jego usta na trzeźwo i czy te doznania będą lepsze niż wtedy. Był słaby. Tak można było go teraz nazwać, gdy sam pierwszy zatopił swoje usta na jego. Zupełnie inaczej niż wtedy. Lepiej. Dużo lepiej. Ponownie zostali zanurzeni w tej intymnej chwili. Czułość, która ich otaczała, była niemal namacalna, jakby powietrze wokół nich wibrowało od emocji. Leam zareagował na delikatny dotyk, zamykając oczy i pozwalając, by jego ciało zareagowało na każdą pieszczotę. Serce biło mu szybciej, a oddech stawał się coraz bardziej nieregularny, gdy poczuł, jak dłoń drugiego chłopaka sunie po jego szyi, sprawiając, że jego skóra pokryła się gęsią skórką. Zanurzył się w uczuciach, które go ogarniały, a ich pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. W miarę jak ich ciała zbliżały się do siebie, napięcie rosło, a Leam miał wrażenie, że czas zatrzymał się w tym magicznym momencie. Napięcie między nimi wciąż rosło, a White nie mógł się oprzeć pokusie, by zbliżyć się jeszcze bardziej. Mimo że ich ciała były już blisko, dążenie do jeszcze większej bliskości zdawało się nie mieć końca - Leam przyciągał go do siebie jeszcze bardziej. Czy powinien posunąć się jeszcze dalej? Lennox chciał tylko pocałunku, a przynajmniej tak się wyraził.
Bowie Lennox
Yeah, I'm losing control
I'm losing my mind, I'm losing myself
Straight to the middle of the fire, ain't no slowing down
Nawet nie podejrzewał, że White może myśleć tylko o jednym. Doceniał gest, zrozumiał, że chłopak zrobił to wszystko, aby jakoś naprawić sytuację między nimi i wyjść z inicjatywą. To skutecznie zmiękczyło Bowiego, poczucie winy również dawało o sobie znać. Dlatego nie wściekał się już bardziej, po prostu spuścił z tonu i także chciał to jakkolwiek wynagrodzić Leamowi... Zachował się, jak skończony cham. W końcu sam nie chciałby być potraktowany w ten sposób, tak? A mimo wszystko zrobił to drugiej osobie... Teraz mógł jedynie przyznać się do winy, przepraszać ile tylko wlezie oraz okazywać, że wszystko chce naprawić. Ich relacja najwidoczniej właśnie miała być tak burzliwa... Wywoływali u siebie wzajemnie skrajne emocje, niesamowicie intensywne... Nic dziwnego, że kiedy dali upust namiętności to... Wszystko zaczęło się obracać dookoła tego tematu i ciężko było im zapomnieć. Mimo wszystko również nie chciałby mieszkać z kimkolwiek innym niż White...
- Do pewnego czasu myślałem, że nawet byś się cieszył, gdybym nagle wpadł do studzienki i nie działał Ci już na nerwy. - zażartował, oczywiście nikt nikomu śmierci nie życzył, ale nie raz byli na siebie wzajemnie niesamowicie wściekli. Nigdy nie podejrzewał, że Leam może zwyczajnie się o niego martwić... To dziwne, ale jednocześnie dość miłe. - Teraz to już nie masz wyjścia, będziesz musiał szukać, obiecałeś. - dodał jeszcze, patrząc na niego z rozbawieniem malującym się na twarzy Lennoxa. Był o wiele bardziej wesoły niż zazwyczaj, co sprawiało, że sam w środku czuł się z tym trochę dziwnie. Jednak taki dzień był mu cholernie potrzebny, powinien Leamowi za to podziękować. Gdyby chciał go tutaj sprowadzić półnagim zdjęciem… Bardzo możliwe, że pojawiłby się jeszcze szybciej. Aczkolwiek najpierw przeprowadziłby ze sobą cholernie długą rozmowę, jak to powinien się zdystansować. Nawet się zaśmiał pod nosem, kiedy ten sprzedał mu pstryczka w czoło… Chociaż zamrugał kilka razy więcej niż normalnie.
- Spróbuję to potraktować, jak prezent… - ciężko było mu przełknąć, że ktoś wydał na niego aż tyle pieniędzy, ale jakoś się z tym przegryzie. - A po koncercie zobaczymy, co z tego wyniknie… Będziesz mi to wypominał do końca życia, prawda? - spojrzał na niego wymownie, popełnił błąd więc teraz będzie musiał wszelki konsekwencje brać na klatę. Tekst o “zobaczeniu, co z tego wyniknie” można było interpretować dwojako…
Nie zrozumiał tego w taki sposób, że Leam chce go urodzinową niespodzianką zaciągnąć do łóżka więc White mógł być spokojny. Są cholernie słabi, ponieważ nie byli w stanie powiedzieć sobie wzajemnie “nie”. A może zwyczajnie nie chcieli? W końcu jeden i drugi myślał tylko o tym, żeby poczuć na trzeźwo to, co było jedynie pijackim wspomnieniem, nie do końca realnym. Serce Bowiego biło jeszcze szybciej, kiedy czuł reakcje ciała chłopak na jego dotyk. Rozchylił mocniej wargi, zaczepiając swoim językiem ten White’a. Wyrwał mu się z gardła zadowolony pomruk, kiedy przyciągnął go jeszcze mocniej do siebie. Nawet nie zauważył, gdy automatycznie pociągnął chłopaka tak, aby wylądował okrakiem na jego kolanach. Wtedy pozwolił sobie złapać jego dolną wargę między zęby, a dłonie Lennoxa powędrowały po plecach chłopaka. Dotarły do skraju materiału koszuli, wsuwając się pod nią sprawnie i przesuwając paznokciami po nagiej, ciepłej skórze. Nie chciał nigdy przerywać, ale musiał na moment złapać oddech. Oparł swoje czoło o to należące do Leama, wpatrując się w niego.
- Mówiłem Ci, że nie będę mógł przestać… Na pewno tego chcesz? - zapytał, a White mógł czuć jego ciepły oddech na swoich wargach.
Leam White
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
That’s the time you must keep on trying
Smile, what’s the use of crying
You’ll find that life is still worthwhile
If you just smile
Należało naprawić ich relacje. Wspólna noc tylko go uświadomiła jeszcze bardziej w tym. I nawet nie chodziło o to, że byli współlokatorami, bo przecież od dłuższego czasu już tak żyli. - Skąd ten pomysł? - zapytał ponownie szturchając go w ramię. Nie był aż takim sadystą i nie życzył mu źle. Może w żartach się zdarzyło, albo podczas ostrej kłótni, ale nie mówił tego nigdy szczerze. - Dobra, dobra. Znajdę. - zaśmiał się, ale w głowie miał tylko, że Tak upiekę większego. Będzie więcej roboty, ale czemu nie. I ta sztywna atmosfera w końcu zniknęła. A na półnagie zdjęcia jeszcze przyjdzie czas. Kwestie prezentu już przemilczał. Nie chciał nic w zamian. Cieszył się, był zadowolony i mega podjarany, i tu mu wystarczyło. Nie chciał nic w zamian. - Do końca może nie, ale jeszcze trochę na pewno. - przyznał szczerze. Musiał go trochę podręczyć albo wzbudzić poczucie winy, że inaczej mogli o tym porozmawiać, a nie głuchą ciszą. Musiał zrozumieć, że w pewnych kwestiach mógł z nim porozmawiać szczerze, bez krzyków i wszelkich niedomówień. Chciał mu pokazać, że bez względu na to, co się wydarzy, Bowie mógł powiedzieć mu co myśli lub postawić jasne warunki. Bo jeśli chciałby, aby Leam nie dotykał go i po prostu się odwalił, to przynajmniej miałby tę świadomość, a czy by posłuchał to już inna sprawa.
Bowie Lennox
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Yeah, I'm losing control
I'm losing my mind, I'm losing myself
Straight to the middle of the fire, ain't no slowing down
- Skąd? Zacytuję... "Chciałbyś zobaczyć moją głowę nabitą na pal, jak głowę Starka w Grze o Tron". - zaśmiał się, patrząc na chłopaka. Jednocześnie wiedział, że to było tylko głupie gadanie, które zdarzyło się w ostrej kłótni. Ostatecznie nie chcieli dla siebie źle, a na pewno nie życzyli sobie takich okropności. - Trzymam za słowo. - puścił do niego ponownie oczko, w końcu nie miał pojęcia, że White sam upiekł tort dla niego. - Poniosę wszelkie konsekwencje. - westchnął jeszcze, będzie musiał nieco przywyknąć do normalnej rozmowy. Raczej z takimi kwestiami się gryzł sam, próbując rozpatrzyć każdy możliwy scenariusz. Na pewno, gdyby chciał mocnej granicy między nimi to w tej rozmowie by ją wyznaczył, powiedziałby, że taka sytuacja nie może się już nigdy powtórzyć... I tak powinien zrobić, byłoby o wiele łatwiej, prościej... Jednak w głębi duszy chciał czegoś diametralnie innego.
Leam White





